Brzmi to podobnie do "Olga Tokarczuk ma jobla" i
zapewne jeszcze wczoraj wielu z jej nieczytelników tak myślało, by dzisiaj powiewać polską flagą.
My-śmy, Polacy, dostali Nobla!
Wiadomość wspaniała, obdarował mnie nią chłopak-mąż w trakcie (mojej) przerwy w pracy.
Jeszcze z rana, z zapuchniętymi oczami, przygotowywałam wpis ogólny o tegorocznych noblistach.
Ale nie, bo dzisiaj chcę się cieszyć. Myślę też o tym, jakby cieszyła się
Eileen.
Tłumaczenie literatury ma wielką moc - daje książkom świat, a światu nowe historie.
I nawet pan Gliński, ten taki bardziej misiaczek-pysiaczek z rodzeństwa, pan minister od kultury i dziedzictwa, powiedział, że doczyta. To dobrze dla niego.
Kilka dni temu, w moje urodziny,
Tokarczuk dostała odznaczenie "Zasłużona dla Powiatu Kłodzkiego". Radni przyznali je pisarce pomimo protestów pewnych członków Parti Obecnie Rządzącej w Polsce. Niech historia ich zapomni.
A tymczasem, do końca tygodnia w komunikacji miejskiej Wrocławia na "bileciki do kontroli" będzie można się wylegitymować książką Tokarczuk. I to jest piękne 😸😸😸
 |
| fot. Łukasz Giza |
PS. Mój Jedyny tak się przejął, że natychmiast napisał o Noblu dla Tokarczuk tekst, umieścił go na innym blogu, niż chciał, i zauważył to dopiero po kilku godzinach. Możecie tekst poczytać
TUTAJ.