Prof. Matczaka jeszcze na moim blogu nie było? A to proszę bardzo:
Ateistyczne święta to samooszukiwanie się człowieka zagubionego w sekularnym do cna świecie. Bez wspólnoty, bez głębi myślenia, bez tajemnicy, bez ciszy, bez sacrum. Biedne, wypalone maszyny do pracowania w dni robocze i do konsumowania w Święta.
Jestem ateistką, lubię ciszę, nie jestem zagubiona i cechuje mnie głębia myślenia. Pan Matczak może mieć swoją opinię (nie należę do tych słabeuszy, którzy kwęczą, że inni nie mają prawa mnie oceniać, bo łoj łoj, nie są w mojej sytuacji), tyle, że ja mogę ją mieć w dupie. Tak po prostu. I to jest piękne ;D
Nie potrzeba do tego dodawać wykładu na temat świąt. Na poziom eseju na GW nie sarkam, to może być faktycznie przyczynek do dyskusji na temat stanu duchowości nowego pokolenia. Tylko, że ja po trosze już do tego nowego pokolenia nie należę, a jestem na tyle kumata, żeby zauważyć, że mam do czynienia z tekstem pracoholika o jego własnym Weltschmerzu. Można jednak przeczytać. Prof. Matczak inbą zdaje się reklamuje swoją ostatnią książkę, może to i dobre posunięcie.
Putinnienie Polski ... czy ktoś ma wątpliwości, że się odbywało? Pewnie parę pań/panów/gender niesprecyzowany prowadzących blogi, którzy pieli w temacie wiadomym, że nasz lokalny Breżniew przemówił. Zamach na konstytucję, obrona życia nienapoczętego, wyróżnianie finansowe i ideologiczne jednej grupy religijnej, stuprocentowe przejęcie narracji w telewizji publicznej, naskakiwanie na LGBT, opluwanie Unii Europejskiej — wszystko to, jakbyśmy byli bratnim narodem tupiącym w za dużych butach za Matuszką Rosiją, toczka w toczkę, tylko w mniejszej skali.Gdyby nasza ojczyzna nie była wypierdkiem, który, podobnie jak przed poprzednią pełnometrażową wojną, o zamorskich koloniach może jedynie pomarzyć, te wszystkie brudasy i pinokie skwapliwie okupowałyby za pomocą młodego pokolenia cudzą elektrownię atomową. A przecież wybraliśmy ich, oni zostali przez nas wybrani. Staram się o tym nie zapominać za każdym razem, gdy przychodzi mi do głowy, żeby wkur**wiać się na Rosjan. Nie jesteśmy od nich o wiele lepsi i powinniśmy całkiem nieźle ich teraz rozumieć.
Do tego pajace z Konfederacji, które już nie wiedzą pod co się podczepić, żeby zaistnieć. Ja tylko przypominam, że ponieważ w Polsce to kobiety głównie zajmują się wychowywaniem dzieci, to kobiety są odpowiedzialne za pokolenie tych megalomańskich, mizoginistycznych szkodników, którym wszystko podstawiały pod nos. Brunatna maź łatwo wybija w takich czasach, jak nasze. Niechże ich covid ...
Á propos pandemii, w tym tygodniu w Irlandii zniesiono obowiązkowe maseczki. W tym czasie zachorowała jedna osoba z mojej pracy. Powiedziałabym, że ok. połowa pasażerów autobusu nadal nosi maseczki, nie widać jakiegoś walnego rozprężenia, choć i owszem, we wtorek słyszałam radosne obwieszczenie jaka to straszna ulga móc wyglądać normalnie, i że panie będą się znowu mogły malować, więc chyba narobią w majtki ze szczęścia. Ponieważ jednak rozmowa toczyła się pomiędzy dwoma mężczyznami, którym nie dałabym się zaopiekować chomikiem, z łatwością uznałam ich niską wartość opiniotwórczą (może błędnie, jeśli tak, to my bad, sir/ma'am/whatever).
Irlandia przyjmie podobno z 20 tys. uchodźców z Ukrainy, pierwsi właśnie się pojawili. Dzień zaczynam od sprawdzenia, czy jeszcze istniejemy, w końcu guzik nuklearny jest chowany pod poduszkę przez paranoika wypasionego na dwóch latach pandemii. Nie uważam, że to koniec świata jaki znamy, jest w tym wszystkim smutna kontynuacja naszych własnych działań jako mas. A piosenka to tylko skojarzenie — Czas Apokalipsy, helikoptery, wariaci ...
The Doors — The End.
PS. Bardzo mi się podobała relatywna konfuzja pod poprzednim postem. Czy to jest o nas, czy o nich? Czy to dobrze, czy niedobrze? Zgodzić się czy nie? Co poetka miała na myśli? Rewelacja, będę tak częściej ;)
Po niespełna dwóch miesiącach pandemii Polacy wypisują pracownikom służby zdrowia różne rzeczy na samochodach, próbują zmusić do wyprowadzki z bloku etc. Ale oczywiście w trakcie II Wojny Światowej cały naród z narażeniem życia ratował Żydów.
Mogę omijać temat, ale temat nie ominie mnie. Wczoraj ogłoszono kolejne ograniczenia dla biznesu i poruszania się. Na irlandzkie wysepki mogą wjeżdżać tylko ich rezydenci, jest też zakaz wędrowania więcej niż 2 km od domu, ma to zniechęcić mieszkańców Dublina i Cork, gdzie jest najwięcej zachorowań, do rozwłóczenia wirusa po prowincji. Produkuje się żywność (mieszkamy na wsi i mój nos wie, że trwa nawożenie pól), wolną rękę mają więc farmerzy. Spacery w miejscach odosobnionych i korzystanie z terenów zielonych jest ściśle określonie, ale dozwolone dla podtrzymania zdrowia psychicznego (świadomość wagi zdrowia psychicznego jest tu, moim zdaniem, wyższa niż w Polsce). Ogłoszono nawet rządową poradę dla właścicieli psów i kotów (już wiem, że muszę myć ręce przed pogłaskaniem i po pogłakaniu Rysia ... chodzi też o to, żeby nie zarazić kota). Szpitale i więzienia zamykają swoje podwoje dla odwiedzających. To nie znaczy, że do Wielkanocy wirus magicznie zniknie, chodzi o odciążenie szpitali w okresie, który przewiduje się jako najcięższy. Tak to się ogłasza w Irlandii. TU i TU. Ten pan gadający, to Varadkar, premier z liberalno-konserwatywnej partii Fine Gael.
W kwarantannie nie chodzi o to, żeby jeść dwa razy więcej. Lepiej poćwicz. I nie oglądaj non stop seriali. Możesz przecież wreszcie poczytać. I nie siedź w necie godzinami, zadzwoń do teściowej albo pomóż najmłodszym w telelekcjach. DO SIEBIE MÓWIĘ!
Czy prymitywna żulia białostocka, która wczoraj kopała ludzi na ulicach, plując i wrzeszcząc ordynarne hasła, udała się już dzisiaj na niedzielną mszę, żeby przyjąć komunię świętą?