Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, lipca 02, 2026

Słabeusze, schizmatycy i sposób na księdza

Niedawna rozmowa Jaruzelskiej z Millerem: najpierw wyśmiewali, że obecnie ludzie są tacy delikatni, na psychoterapie chodzą, potem przeszli do tematu samobójstwa syna byłego premiera (też Leszka, nie starczyło dla niego osobnego imienia), następnie Miller mówił coś o tym, że nigdy nie miał dla syna czasu. Kropki w żaden sposób się nie łączą. Jak dla wielu ludzi z jego pokolenia.

Tymczasem lefebryści zrobili schizmę. Wczoraj bractwo Św. Piusa X, pomimo sprzeciwu papy z Watykanu, wyświęciło czterech biskupów, tym samym zaciągających na siebie ekskomunikę. Niedawno skończyłam drugie czytanie "Imienia róży" Eco, więc odczuwam, że wszystko zeszło na psy ;) nawet drama religijna nie to co dawniej, fabuła słaba, zwroty akcji emeryckie. Jedna sytuazione warta jest jednak zauważenia/obśmiania: podczas wczorajszej imprezy konsekracyjnej w szwajcarskim Écône nagle zaczął padać deszcz, co o tyle miało znaczenie, że wszystko odbywało się na otwartej przestrzeni, tylko szyszki w sukienkach ozdobnych pod baldachimem, wiadomo, tradsi. Burza jako znak? Nie, zwykła burza. Gowd nic nie chciał im powiedzieć tą razą — tak mówią panowie, którzy przy każdej okazji liczyli Watykanowi błyskawice i przewrócone krzyże.

Jeszcze cytat z najnowszej Rudzkiej, dobrej bardzo:
Najpierw tylko trochę się stawiał. Krzyczał, wierzgał. Nagle, jak grom z jasnego nieba, przestał się opierać. Jakbym go ściągnęła w święconą wodę.
Może myślał, że go tylko gładko na lustrze położę. Ale ksiądz to nie panna marzanna. Ja z księdzem żadnej wiosny świętować nie będę. To go dalej w wodę ciągnę, bokiem się ustawiłam, dla lepszego uchwytu.
Daleko w rzekę weszłam. Tylko tyle, żeby luźno cały łeb z karkiem pod wodę wsadzić. I go w wodę, przyklepać po plecach. Pyskiem do dna poszedł. Nogi wystawały z rzeki jak krzaki, muł żarł.
Wróciłam na brzeg, w spokoju, nawet się nie zmachałam. To była sztanga z gówna. Jeszcze takiej nie dźwigałam, dałam radę.
Z kultury poważam kulturę fizyczną.
Patrzę, człapie przez wodę. Dobrze podtopiony, smarka i płacze.
Wreszcie wylazł, rzeką się zrzygał i poszedł.
— Zyta Rudzka, "Tylko durnie żyją do końca", str. 192, W.A.B., 2025.

sobota, czerwca 21, 2025

Dwa tematy

W Szwecji, zanim kobieta zdecyduje się na usunięcie ciąży, przechodzi przez testy psychologiczne, rozmowy z pracownikami opieki społecznej. Ewentualny zabieg jest traktowany jako osobista tragedia, w której trzeba kobietę wesprzeć. Ustala się, czy naprawdę nie ma warunków na urodzenie, proponuje adopcję. W naszym kraju dzięki ustawie antyaborcyjnej daje się łapówkę płatnym mordercom, bo skrobanka jest według hipokrytów zabiciem dziecka przez mafię ateistów.
— Manuela Gretkowska, "Europejka", str. 120, Znak, 2004.

Książka sprzed lat dwudziestu, zanim weszliśmy do Unii Europejskiej. Nadal aktualne? Minęło pokolenie.

Drugi temat: nadużywanie w mediach pojęcia samobójstwa rozszerzonego*. Znowu przeczytałam, że gdzieś (tym razem w Rabie Wyżnej), mężczyzna zabił kobietę, a ponieważ później sam odebrał sobie życie, mamy rzekomo do czynienia z samobójstwem rozszerzonym. Ludzie! W samobójstwie rozszerzonym napastnik (bo przyszły samobójca jest nadal napastnikiem, pozbawia kogoś życia bez zgody tejże osoby) rzutuje na innych swój zły stan psychiczny i morduje ich z litości, żeby nie było im źle i fatalnie po tym jak on/a umrze (wyobraża sobie, że będzie im tak źle, że śmierć jest dla nich wybawieniem). Samobójstwo rozszerzone najczęściej dotyczy członków rodziny i najczęściej ma miejsce, gdy ofiara jest w jakiś sposób osobą zależną (człowiek niesamodzielny: dziecko, osoba obłożnie chora). Nie można mówić o samobójstwie rozszerzonym, gdy ktoś jest na kogoś zły, nie widzi przed sobą żadnej przyszłości, więc przed skończeniem ze sobą strzela żonie/mężowi w łeb, żeby im nie było w życiu za dobrze, albo też inaczej: morduje żonę/męża, następnie odbiera sobie życie ze strachu przed konsekwencjami. To jest zabójstwo.

* pomijam tu cały wątek, gdzie odchodzi się od pojęcia "samobójstwo rozszerzone" na korzyść pojęcia "zabójstwo rozszerzone", czyli na takie, które nie uprzedmiatawia ofiar samobójcy, bo jak ktoś przytomnie stwierdził: doprawdy, dla osoby zamordowanej nie ma żadnego znaczenia, że mordercy było smutno, więc potem zabił też siebie.

środa, stycznia 22, 2025

Szarlatan z Internetu i inne patologie

U Rybenki znalazłam link i podaję dalej wiedzę na temat nowego podcastu Wirtualnej "Szarlatan" (tym razem przypadek Oskara Dorosza). Na portal prawie nie zaglądam, więc dobrze mieć znajomych, którzy mnie inspirują. Temat jest zawsze aktualny, a jego główną bazą wcale nie jest brak dostępu do medycyny konwencjonalnej, dostrzegam to nawet na moim własnym strumieniu treści w mediach społecznościowych, gdzie mniej lub bardziej odlegli znajomi uświadamiają mnie o magicznych właściwościach zbliżającego się układu sześciu planet. Takie odnoszę wrażenie, że im bardziej ludzie są zranieni i niedostosowani, tym bardziej łakną magiczności i skierowanej do nich udanej hiperakceptacji, która ma uzupełnić lata niedoboru. Tymczasem to studnia bez dna. Nie przekona się ludzi racjonalnymi argumentami, gdy podstawa ich działania nie jest racjonalna; szarlatanów trzeba po prostu zamykać w więzieniach, żeby ludzie skłonni do samozaorania nie mieli do nich dostępu. 

(o szarlatanach rozmawialiśmy już wcześniej, starszy wpis jest TUTAJ).

Z innych patologii, powiedziałabym, że pokrewnych: polecam autobiografię Patrycji Volny. "Niewygodna". Lat 37, więc oczywiście powtarza się w mediach pytanie, czy to nie za wcześnie na autobiografię. Nie uważam, szczególnie jeśli osoba ma coś do przekazania. Autorka szczerze opisuje zakręty swojego losu; oczywiście pojawia się i ojciec, Jacek Kaczmarski, w świetle niezbyt chlubnym, choć nie powiedziałabym, że to jest główny wątek tej treści. Na przykładzie fabuły można dyskutować o dziedziczeniu pewnych wzorców i traum (np. lejtmotyw rodzica na odległość), poza tym wręcz modelowo jest ukazany mechanizm kopiowania relacji w związkach. Czym jest norma dla konkretnej jednostki? Tym, co przedstawiono jej jako normę, gdy była bardzo młoda. Volny nie ma większego problemu z rozstaniem z mężem, choć nie potrafi sobie ani nam wyjaśnić, dlaczego się z nim rozstaje. Spokojny, raczej układny, pomocny facet. Coś nie pasuje. Za to jakiś uzależniony gościu, który miał być numerkiem na jedną noc? Jak bumerang. I to nie jest tak, że to tylko on się naprasza, to Patrycja się naprasza, krąży, zaczyna wchodzić w rolę ratowniczki, zasysa ją relacja, która w ogóle nie rokuje. Trzeba wsparcia przyjaciół, żeby załatwiła coś, co z innym, NORMALNYM człowiekiem załatwiła sama, jedną rozmową. Warto, dobry tekst diagnostyczny, albo też tekst otwierający oczy.

sobota, marca 16, 2024

Klimacik raju

Są takie dni, kiedy ubieram się w dres i wychodzę, to niektórzy sąsiedzi po prostu śmieją się ze mnie i mówią – znowu ty idziesz biegać, po co, co ty z tego masz, lepiej byś zajął się robotą, ale jaką robotą? O co im chodzi, czy są zazdrośni, że nie mogą też iść pobiegać, proszę bardzo, niech też idą, nikt nikomu nie zabrania. Czasami zastanawiam się, co w tym jest złego, że ja biegam, dlaczego się śmieją. Mam takiego sąsiada, co prawie codziennie przychodzi do domu pijany, ma żonę i dzieci, ale nikt się z niego nie śmieje, czy to znaczy, że on robi dobrze, czy ja mam również przychodzić do domu pijany, żeby sąsiedzi powiedzieli, ten teraz robi dobrze.
— Mariusz Szczygieł, "Niedziela, która zdarzyła się w środę", str. 24, Czarne, 2017.

Powyższy cytat z mojej obecnej wieczornej czytanki (którą serdecznie polecam starszym, rówieśnikom oraz młodszym), cofnął mnie do Polski lat 90-tych, a może nawet nie tak daleko, bo rozważania, czy wypada chodzić z kijkami, albo spacerować z psem pamiętam jeszcze sprzed lat nastu i nie zaręczę, że nie są one faktem na obecnej polskiej wsi. Z wiekiem coraz bardziej ignorowałam zjawiska zaprzeczające mojej podmiotowości, potem wyjechałam na inną wieś, taką po której biega się i spaceruje z psem, może więc nie mam adekwatnego oglądu. Czyli mamy temat nr 1.

Temat nr 2. Rano inną miałam czytankę, krótką, ale też skłaniającą do kilku przemyśleń. Przeczytałam poranny tekst Berii o raku (nie mam Twittera, którego nową nazwę też ignoruję, posiłkowałam się przedrukowaniami z innych mediów). Ani przez chwilę nie miałam potrzeby wątpienia w chorobę Berii, moje myśli tylko na moment zatrzymały się na kuriozalnym wyznaniu ego-budującym jak to "nie mógł tak od razu rzucić wszystkiego" (jakbym panie nauczycielki czytała, które łudzą się, że są niezastąpione) oraz na dziwnie dobrze odżywionym wyglądzie pacjenta w trakcie leczenia onkologicznego (co sugeruje, że nie jest to zdjęcie aktualne). Co innego mnie dotknęło, poraziło, zawróciło do polskiej rzeczywistości. Otóż Beria najpierw odebrał wyniki swoich badań histopatologicznych, potem wygooglał sobie chorobę, a dopiero potem (przerywnikiem jest socrealistyczny opis myśli wzniosłych o sprawach najważniejszych) poszedł na konsultację lekarską. W ten ciąg wydarzeń wplótł się element zapewne zdumiewający większość Polaków, ponieważ konsultacja odbyła się tego samego dnia. Dla mas to zupełne s-f, ale nie o to chodzi. Człowiek dostał wyniki badań i został z nimi sam, żeby sobie mógł googlać. 

Słodki jeżu kolczasty, dziękuję Ci, że mój mąż, gdy nie był jeszcze moim mężem, wyjechał z tego (k)raju. Gdyby w nim został, najpierw dostałby wyniki i zostałby z nimi sam. Potem może jakieś konsultacje i normalne tempo refleksji nad guzem, już nie ministerialne. 

Prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali.

piątek, lutego 09, 2024

Tabletka "dzień po"

Już przeczytałam na jednym blogu, że dawanie kobietom narzędzia do decydowania o swoim ciele jest myśleniem uwłaczającym godności, bo przecież kobiety mogą myśleć "dzień przed" a jak ktoś im daje do ręki narzędzie naprawy sytuacji, tzn. że sądzi o nich źle (inaczej, niż KrK, który stawiając kobietę w odpowiednim kącie, myśli o niej jak najlepiej ... przynajmniej dopóki ta nie ma własnej opinii). "Tabletki mają być dostępne już dla dzieci od 15. roku życia", grzmi Radio Maryja ("ile lat miała Maryja, gdy narzucano jej Józefa?" zastanawiam się ja; off topic). Czy ktoś z oburzonych zapytał, dlaczego właśnie 15-latki?

Otóż, w Polsce granica "wieku zgody" to 15 lat. Prawny zakaz współżycia z osobą poniżej 15 roku życia oznacza, że nawet jeśli 14-latka zgadza się na zbliżenie, z punktu widzenia prawnego mamy do czynienia z gwałtem. Jednocześnie przy wieku zgody tam, gdzie go mamy, dziewczyny do ukończenia 18 roku życia nie mogą skorzystać z porady ginekologa bez opiekuna. Przepis ten funkcjonuje w Polsce pomimo kulejącej edukacji seksualnej, gdzie dzieciakom nie dajemy szansy dowiedzieć się, że mogą wbrew grupie rówieśniczej powiedzieć "nie", oraz przy braku realnego dostępu do środków antykoncepcyjnych. Dlaczego niespójny przepis funkcjonował i funkcjonuje? Po to, aby zdjąć z partnerów seksualnych zagrożenie oskarżenia o gwałt, czyli w skrócie jest to głównie przepis dla ... chłopców. To oni są chronieni najbardziej (wyobrażacie sobie przy tym sytuację dziewczyny molestowanej przez ojca? Ma iść do ginekologa z nim, lub matką, która udaje, że nic nie widzi? off topic). Dziewczyny między 15 a 18 rokiem życia znajdują się w potrzasku. Zazwyczaj mają za mało kompetencji i władzy, aby swoją seksualnością świadomie zarządzać, jednocześnie prawo mówi im, że mogą, ale jeśli coś pójdzie nie tak, wracają do punktu zero, muszą włączyć w proces decyzyjny inne osoby. Dostępność tabletki "dzień po" ma tę kwadraturę koła jakoś usensowić.

Jak to jest w Irlandii? Kobiety pomiędzy 17 a 31 rokiem życia mogą dostać "morning-after pill" nie tylko bez konsultacji z lekarzem, ale też ... za darmo (generalnie pigułki te są za darmo dla posiadaczek karty medycznej, bez względu na wiek). Osobą, która coś doradza w tym temacie jest najczęściej farmaceuta. Wolna sprzedaż antykoncepcji awaryjnej jest spójna z przepisem, który mówi, że "wiek zgody" wynosi 17 lat. Jeśli dziewczyna usiłująca kupić antykoncepcję awaryjną jest młodsza, farmaceuta zapyta o receptę (przy czym mając lat 16 można pójść do lekarza bez rodzica, bo "wiek zgody" na procedury medyczne jest niższy; pod formułką "procedury medyczne" mieści się też aborcja). 

Co kraj to obyczaj. I jak to się ma do uniwersalnej kobiecej głupoty, tego naszego niemoctwa, które powoduje, że absolutnie same nie powinniśmy decydować o swoim ciele, co najwyżej możemy się opiekować innymi i wtedy decydować (bo wiadomo, szczególnie, gdy służba mało płatna, wszystko jest jak należy)?

poniedziałek, stycznia 22, 2024

Neurogeneza i zęby

O terrorze praworządności nie będzie tym razem. Ogólnie napiszę, że wygląda to jakby prezydent Duda nie wiedział co ma robić i co ma mówić. Dla mnie to typowy objaw u ucznia-przyklejki, który chciałby kogoś zadowolić, ale w świecie jest za dużo zamieszania i nie wiadomo komu wejść bez wazeliny. 

Zmieniając temat na ciekawszy, czytałam ostatnio interesującą książkę o zdrowiu naszego centralnego procesora, "Tak działa mózg" Joanny Podgórskiej. Poza gąszczem informacji trudnych do zapamiętania (np. nazw różnych neuroprzekaźników i leków), utrwaliła mi się myśl, że neurogeneza (proces powstawania nowych komórek nerwowych) ma w mózgu miejsce cały czas i nie ustaje w starszym wieku, jeśli tylko damy jej szansę. Poza dietą, neurogenezie pomaga styl życia oparty na aktywności intelektualnej, ale także fizycznej. I tu ciekawa sprawa: warto sobie życia nie ułatwiać! Z innych źródeł wiedziałam już, że im jesteśmy starsi, tym powinniśmy chodzić więcej (a nie mniej!), natomiast Podgórska uświadomiła mnie, że nawet tak trywialna sprawa jak gryzienie jest ważna dla zdrowia mózgu. Pozbywanie się zębów własnych i przechodzenie na papki nie jest dobrym pomysłem, ponieważ wysiłek włożony w gryzienie realnie motywuje mózg do rozwoju. Inaczej: bezzębność przybliża do demencji! Do demencji przybliża też powtarzalność, brak gotowości do zmiany, ponieważ życie monotonne usypia neurony i osłabia neuroplastyczność. Innym aspektem naszej aktywności mającym wpływ na neurogenezę jest jakość snu. Jedna z hipotez mówi, że faza REM (w której śnimy) jest okresem, gdy następuje trening neuronów. Bez kilku faz REM w ciągu nocy spada nam umiejętność odczytywania sytuacji społecznych (np. mimiki) oraz umiejętność zarządzania własnymi emocjami. Potrzebujemy 7-8 godzin w którym będzie kilka cykli REM i nREM - we śnie odbywa się swego rodzaju aktualizacja pamięci o wydarzenia z poprzedniego dnia, mózg wywozi śmieci (usuwany jest nadmiar toksycznych białek) i utrwala ślady pamięciowe. Nie bez powodu bezsenność pojawia się we wczesnych stadiach alzheimera.

I jeszcze jedna wisienka: jakość snu jest powiązana z wiarą w zjawiska paranormalne. Osoby, które gorzej śpią częściej wierzą w: duchy/demony, możliwość komunikacji ze zmarłymi, istnienie kosmitów, doświadczenie śmierci (NDE), oraz częściej doświadczają ogólnych halucynacji i omamów wzrokowo-słuchowych. Powód: niewyspana kora przedczołowa pogarsza nasz kontakt z rzeczywistością.

Dodatkowo, dowiedziałam się z lektury jak działa kawa - nie usuwa zmęczenia, ale opóźnia działanie adenozyny (sygnalizatora spadku energii), ponieważ cząsteczki kawy są bardzo do adenozyny podobne i mogą łączyć się z jej receptorami. Ciekawe, prawda? Książkę polecam, poza tym życzę Wam Kochani dobrego nowego tygodnia :)

poniedziałek, grudnia 04, 2023

Podmiotowość

Bycie podmiotem działań, zamiast przedmiotem. Co to w ogóle jest?

Myślicie o tym? Stosujecie w swojej rodzinie, w relacjach z ludźmi? 

Takie pytanie po czytance porannej o lekarzach w Szwecji.

czwartek, lutego 02, 2023

Czarodzieje

O poranku przeczytałam artykuł z cyklu śledczych, "Doktor, szaman, celebryta. Jak uwierzyliśmy w bajkę o niezwykłym lekarzu" Baczyńskiego i Schwertnera. Na zakończenie dnia już zdążył się zrobić niezły kwas, więc pewnie wiecie o co chodzi. 

Sprzedawcy nadziei są różni: księża, uzdrowiciele praniczni, jasnowidze. Sprawa oszustwa jest w zasadzie nie do udowodnienia, gdy mamy do czynienia z czarodziejami marki czarodziej, typu Jackowski czy Szwedowski, ewentualnie z branżowcami (np. księża-egzorcyści). Jest popyt, jest podaż, każdego dnia rodzi się nawiniak, trudno. Wyższy poziom przekrętu, nadal nie tak bezczelny jak ten o którym mowa w artukule, to posługiwanie się "tytułem" lekarza medycyny niekonwencjonalnej. Ośrodków-krzaczków przyznających dyplomy czegoś-tam po kilkudniowych kursach jest aż nadto, udowodnienie, że ktoś jest zmyślaczem, nieukiem, konfabulantem żerującym na ludzkim nieszczęściu jest żmudne, przewinienie musi być poważne (zejście klienta), żeby była ochota na grzebanie się w tym bagnie mitomanów i idąca za tym szansa na zadośćuczynienie. Większość pacjentów ofiar przepłaca różnoskrętne witaminy, które można kupić w Tesco 10 x taniej lub cieszy się z gratów, które mają leczyć, a technicznie rzecz biorąc spełniają funkcję placebo. Nasza cywilizacja toleruje obydwa wymienione poziomy szamaństwa, nie walczy z nim. Przypadek Adama Pabisia jest z tych najgrubszych, najbardziej bezczelnych. Gość podawał się za neurobiologa, audiologa, specjalistę od szumów usznych, schizofrenii, depresji, stanów lękowych oraz ... (dopisywanie specjalizacji trwałoby zapewne nadal, gdyby się dzisiaj ktoś nie przyjrzał), wszystko to w ramach medycyny konwencjonalnej (z odchyłami). Czyli wszystko było do sprawdzenia. Bycie lekarzem wymaga rejestracji ścieżki zawodowej, tutaj miłość klientów i pseudonaukowy bełkot nie wystarczą. Tymczasem bomba wybucha dopiero teraz, choć Pabiś nie był człowiekiem skromnym, od lat w charakterze eksperta pchał się do mediów. Pewnie idzie za tym jakaś jego prywatna diagnoza, interesująca dla mnie, niekoniecznie dla tych, którzy spotkali go na swojej drodze, gdy potrzebowali pomocy. Jak ustrzec się przed czarodziejami?

piątek, czerwca 24, 2022

Aborcja usługą medyczną

W czwartek polscy osłowie zdecydowali o odrzuceniu obywatelskiego projektu dotyczącego radykalnej liberalizacji dostępu do zabiegów przerywających ciąże. Z 444 osób głosujących 265 było za odrzuceniem ustawy w pierwszym czytaniu. Wynik mnie oczywiście nie zaskoczył, nie liczę na nagłe oświecenie na komunoprawicy. Jestem rozczarowana tą sytuacją w gruncie rzeczy mniej niż decyzją Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe v. Wade, choć i tu i tam jest to chwilowa przewaga podobnego dziaderstwa. Nie wiem dlaczego tak czuję, być może jest to prosta ilustracja tego jak nisko ustawiam poprzeczkę rządowi mojego własnego kraju. 

Żeby projekt mógł się pojawić w Sejmie, Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Legalna Aborcja. Bez kompromisów" zebrał ponad 200 tys. głosów. Projekt zakładał m.in. liberalizację aborcji do 12. tygodnia ciąży (bez konieczności tłumaczenia motywów) oraz zapewnienie finansowania zabiegów przez NFZ w szczególnych przypadkach (ciąża w wyniku gwałtu, zagrożenie życia lub zdrowia kobiety, nieodwracalne uszkodzenia płodu). Zbyt śmiało? Aborcja jest zabiegiem medycznym, odpowiednim miejscem do dyskutowania na ten temat jest gabinet lekarski i oparta na zaufaniu relacja klient-lekarz, reszta to zbytek i marnacja energii. Sytuacja w Irlandii była nieco inna, tutaj referendum było konieczne, żeby odkręcić wyniki poprzedniego referendum (de facto wyborcy nie głosowali "za aborcją", tylko za wywaleniem bubla z Konstytucji). W Polsce nie ma takiej potrzeby, przekonanie, że Konstytucja zakazuje aborcji jest ideologiczną ekwilibrystyką, mało zreszta wysublimowaną: wystarczyło znaleźć kogoś, kto za pieniądze powie, że czarne jest czerwone.

Możliwość decydowania o swoim ciele i życiu to prawa fundamentalne. Robota tłumaczenia tego drugiej części świata, w tym kobietom, które dały się nabrać i zinternalizowały sobie patriarchalizm, wydaje się na obecnym etapie przybierać cechy pracy syzyfowej. Nie można się jednak zniechęcać. Świat naprawia się z takim trudem i wpada kołami z jednej koleiny w drugą, ponieważ codziennie rodzą się nowi ludzie, którzy nie rozumieją elementarnych spraw. Nie jest to ich wina, tak wygląda ludzki rozwój, jest powolny, pełen potyczek i często kończy się porażką. My trochę starsi jesteśmy po to, aby im to wszystko wyjaśnić, opowiedzieć, ułatwić. Bez dziaderstwa, z uśmiechem. 

poniedziałek, czerwca 06, 2022

Staszewski, Zastanówcie się sami

Zastanówcie się sami
czemu w domu, nocami
tylu ludzi się budzi
i wam też chce się wyć.
Na obiedzie u cioci 
wylewacie kompocik,
i płaczecie w klozecie
jak by hańbę tę zmyć.

To z lat dawnych w was gości 
superata młodości,
głupstwa, lęki i męki,
których z serca nie wygnał czas.
Czasem męczy myśl taka:
zabić w sobie szczeniaka,
lecz mknie czas, a jak drzazga
to szaleństwo tkwi w nas.

Ty też wiesz, co to znaczy,
czy za szybko czas gna,
czy za powoli, to boli 
i się kończy na łzach.
Będziesz tęsknić do krzyku 
za ptakami tropików,
a tu noc i znajomi, 
i deszcz stuka o dach.

Tylko czasem wśród mroku
straszy i krąży wokół
zamyślony marabut
w lepkich błotach błądzący ptak.
Lecz dzień lęki wymiecie,
więc spokojnie możecie
drzwiami trzasnąć i zasnąć,
gdy „dobranoc" powiemy wam.

Taka piosenkan o weltschmerzu bawi mnie dziś rano.

wtorek, maja 10, 2022

Marihuana — the Ultimate Guide

Ponieważ pod poprzednim postem rozwinęła się dyskusja na temat marihuany, postanowiłam stworzyć zbiorczy post podlegający ciągłym uaktualnieniom w którym postaram się od czasu do czasu linkować nowsze ustalenia na ten temat. Inspiracje? Po pierwsze temat powraca, ale zamiast rozmawiania o faktach, rozmawiamy o odczuciach, chciałabym to usystematyzować. Po drugie, teraz na systematyzowanie nie bardzo mam czas, a moment na dyskusję o marihuanie jest tak samo dobry jak każdy inny moment. Po trzecie, sprawa jest trendy, wielu znajomych walczących z różnymi dolegliwościami dostaje troskliwe pytania, czy już próbowali czegoś tam z CBD (związek chemiczny występujący w konopiach), bo CBD jest ostatnio na wszystko. To w sumie dobrze, w końcu będzie można dojść drogą ewaluacji, co, komu i na co pomaga. Zamiast polskiej wikipedii, linki do artykułów naukowych, tak wymyśliłam. Jeśli ktoś potrzebuje pisać o marihuanie, proszę o komentarze pod tym postem. 

Od początku. Czy marihuana uzależnia? Tak. Wg DSM-5 marihuana należy do jednej z 10 klas substancji, które uzależniają. Co na ten temat mówi ICD-11? 
https://doi.org/10.1111/add.14482

Czy osoby, które palą marihuanę piją mniej alkoholu? Nie bardzo.
"Complementarity in daily marijuana and alcohol among emerging adults" (2021)
https://psycnet.apa.org/doiLanding?doi=10.1037%2Fadb0000771

Czy marihuana pomaga osobom z zaburzeniami psychicznymi? Nie bardzo.
"Cannabis regulatory science: Risk–benefit considerations for mental disorders" (2018)
https://doi.org/10.1080/09540261.2018.1454406

Nie bardzo do tego stopnia, że używanie marihuany może przyspieszać rozwój psychoz.
"Cannabis use and psychosis: A review of reviews" (2020)
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/31563981/

Z zagadnień legendarnych, jakoby marihuana pomagała przy bezsenności, badania mówią co innego — wzmożone zażywanie to wzmożony problem z bezsennością.
"College students’ using marijuana to sleep relates to frequency, problematic use, and sleep problems" (2021)

Dość często też po prostu PALIŁEŚ — NIE PISZ ;)

edit 01/03/2024 
Kilkuletnie badania palaczy marihuany i papierosów wskazują, że marihuaniści mogą być zagrożeni rozedmą płuc nawet bardziej niż palacze tytoniu
"Marijuana smokers show higher rates of emphysema, airway diseases than smokers: study" (2022)

sobota, maja 15, 2021

In a cup of ... / Aktualnie

Normalność, powrót do normalności. 
Jako że często to ostatnio czytam, nachodzi mnie myśl krytyczna (jestem czuła na stan bezmyślności).
Że niby co było normalne i kto niby z tej normalności korzystał, pytam siebie.
Dla mnie normalna jest możliwość wyjechania na długi spacer, gdy nagle pojawia się dzień bezdeszczowy.
Zachodzenie do kawiarń w czasie bezcelowego łażenia po mieście.
Kupowanie pod wpływem chwili lotu do Polski.
Uśmiechanie się do mijanych ludzi (nosząc maseczkę pracuję nad wyrazem oczu).
Wieczorne spotkania z przyjaciółmi przy kawie i filmie.
To jest moje i do tego wracam.

Od tego tygodnia możemy się przemieszczać po całej Republice, na dniach zaczyna się rozruch sklepów non-essential, czyli np. odzieżowych, które były zamknięte od początku roku (czekam na otwarcie TK Maxxów). Spadek liczby zachorowań i ciężkich przypadków daje nadzieję na realizację planu powrotów do restauracji i pubów w czerwcu. Zaszczepienia 80% dorosłych pierwszą dawką szczepionki jest przy obecnym i spodziewanym tempie wyszczepień możliwe w okolicach pierwszej połowy lipca. Kraciasty dostał wczoraj drugą dawkę Pfizera, mówi, że tym razem czuje ból w ramieniu. Wieczorem jego kumpel z Polski poinformował go, że siedzi z 40 stopniami gorączki w domu, a dzisiaj też z pozytywnym testem. Był zarejestrowany na szczepienie, nie zdążył.

***
Poniżej kubki w ogrodzie, w towarzystwie bananowych muffinek — w czwartek byliśmy u przyjaciół w Dundalk, pierwszy raz w tym roku:

środa, grudnia 02, 2020

Przez miedzę

Nasi sąsiedzi (UK) jako pierwsi na świecie zaaprobowali szczepionkę Pfizer/BioNTech.
Dystrybucja może ruszyć nawet w przyszłym tygodniu.
Pierwszymi zaszczepionymi mają być osoby z grup ryzyka — mieszkańcy domów opieki, osoby 80+ oraz pracownicy służby zdrowia. Wg aktualnych info, szczepienia wymagają dwóch dawek na osobę. 
W Królestwie podpisano umowę na zakup 40 mln dawek.

Wreszcie coś się dzieje.

piątek, października 23, 2020

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przerywania ciąży

Tę wiadomość słyszeli zapewne już wszyscy, choćby niechcący. Wczoraj Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem pani Przyłębskiej orzekł, że przepisy dotyczące aborcji w przypadku ciężkich wad płodu są niezgodne z Konstytucją, co oznacza, że jedna z trzech przesłanek do przeprowadzenia legalnej aborcji w Polsce została właśnie tylnymi drzwiami anulowana w trybie przyspieszonym. W reakcji na tę "niespodziewaną" wiadomość partia rządząca ogłosiła, że zaczną się prace nad przepisami wspierającymi kobiety zmuszone do urodzenia dzieci, którym w innych warunkach taki los byłby oszczędzony. Nie mam powodu przypuszczać, aby te pracy różniły się czymś od tego, jak Polska zareagowała na pandemię i jak sobie z nią radzi. Powstanie komisja i będzie obradowała. 

Wracając do samego orzeczenia TK, uzasadniono je powołując się na "art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3". W żadnym z nich nie ma nic na temat tego, że płód jest uważany za obywatela Rzeczpospolitej. Artykuły te jednak w rozumieniu pani Przyłębskiej wystarczają do ograniczenia prawa do własnego ciała kobiet, obywatelek Rzeczpospolitej, o których ochronie mowa w Konstytucji (przy czym zakładam, że hasło "człowiek" odnosi się także do kobiet, chociaż orzeczenie TK stawia pod znakiem zapytania takie moje rozumienie Konstytucji).

Myślę, że po tej decyzji jaśniejsza się stała dla niektórych walka toczona o TK, te niezrozumiałe skandowania o sądy, informacje o protestach ulicznych psujące uroczą bańkę poranka z dziatwą przed telewizją śniadaniową. Kaczyński stchórzył przed czarnymi parasolkami i potrzebował kogoś innego jako parawanu dla swojej szarej eminencji. Aby stanowić narzędzie przydatne dla urojeń partii, Trybunał musiał być polityczny, a nie kompetentny (jest to zresztą ważna cecha przy wyborze polityka PiSu wiodącego w danym sezonie, jeśli jeszcze się nie zorientowaliście dlaczego tyle jest w tym ugrupowaniu złotoustych, bredzących jak potłuczeni). Wyrok zapadł w pełnym składzie, z odrębnymi zdaniami dwóch sędziów, w tym głosem sprzeciwu prof. Kieresa, jedynego sędziego wybranego przed 2015 rokiem. Prawo stanowione tą drogą oznacza, że następcom nie będzie łatwo zmienić przepis po wymianie rządu. Najpierw trzeba będzie czekać na zmiany osobowe w TK.

To co by tu jeszcze? Skoro motywacja polityczna, a nie logiczna, to skądże łuna? Z połączenia tronu z ołtarzem, wbrew Konstytucji, ale za zgodą Suwerena, któremu to nie wadzi. Pomysł na kochanie dzieci nienarodzonych to flagowe hasło nowego KrK, kościoła stetryczałego, pozbawionego władzy militarnej. W Biblii, na którą KrK się powołuje (może coraz mniej, bo prym wiodą zmyślanki różnych Faustyn, ale jednak), nie ma nic na temat ochrony nienarodzonych, lepiej nawet, wynika z niej jasno, że utrata ciąży jest warta tyle, co utrata każdej innej własności. Płód nie jest tam uważany za człowieka. Ta kwestia pojawia się w tradycji KrK nowożytnego, i to całkiem nie od czapy. Im mniej się władcy świeccy słuchają Watykanu, tym intensywniej Watykan zbiera pieniążki na biednych, chorych i nienarodzonych, tym prężniej działają misje w dawnych koloniach. Do kolonii droga dłuuuga, wiele rzeczy może zdarzyć się po drodze, pan Wesołowski mógłby poświadczyć tę moją opinię. A skoro Kościół, to kobiety. Wszędzie kobiety. Jedna chowa za sobą tchórza w brudnych butach, inne na swoich barkach wynoszą na ołtarze świętych, umacniając kult, który jest przeciwko nim. Same to sobie robimy.

Wiele reakcji dzisiaj czytałam, bardziej wściekłych, mniej wściekłych, ale zatrzymałam się na tej, na fb Wajraka:

Tak wiem, można się było tego spodziewać, ale to co zrobiono kobietom, to na co je skazano jest poza skalą jaką ogrania przyzwoity człowiek. Jedyne pocieszenie jest takie, że laicyzacja naszego kraju przyśpieszy i będą mieli u nas drugą Irlandię szybciej niż myślą. Trzymajcie się dziewczyny jesteśmy z Wami.

Chodzi o to, że będzie inaczej, gdy kobiety same przestaną siebie gnoić, nie wcześniej. Moje pokolenie czeka na nowe pokolenie z nadzieją.

piątek, maja 29, 2020

O jeżach i zdrowej głowie

Zacznijmy od bajki:

Phisiologus dicit quod herinatius figuram habet porcelli lactentis. Hic deforis totus est spinosus. Sed tempore vindemiarum ingreditur in vineam, et ubi viderit uvam bonam, ascendit super vitem et exacinat uvam illam, ita ut cadant omnes racemi in terram. Deinde descendit et volutat se super illos ita ut omnes racemi figantur in spinis eius, et sic portat escam filiis suis.
Lubię. Czas dojrzałych winnic to nie jest, ale ten rok w pandemii zasuwa jak wyścigówa i ani się nie obejrzę, jak będą zbiory. W międzyczasie będą wybory prezydenckie — muszę przyznać, że zmiana z Kidawy-Błońskiej na Trzaskowskiego dla mnie robi różnicę.

Jest w tej kampanii sprawa, która ogromnie mnie bierze pod włos, mąż może potwierdzić, że zaczynam o tym nadmiernie ględzić za każdym razem, gdy temat się nasunie. Sprawa Jolki Rosiek, która od miesięcy wyznaje miłość Dudzie i ostatnio sprawa Izy Pek, która się rozrzuca esemesami w gazetach. Jola po pierwsze kocha - w tajemnicy, ale tak, że o tym tajemnym związku wszyscy wiedzą. Po drugie, próbuje PAD-owi pomóc. Ma misję uwolnienia swojej miłości od różnych problemów, bo PAD ją kocha i nigdy nie chciał być prezydentem. Skąd Jola wie, że PAD ją kocha? Bo on na nią spojrzał, nie wiemy czy na żywo, czy spojrzał ze zdjęcia. Jolka ma oversharing — niech tylko dziennikarz ją zagada, to ona wyśle wszystko, swój adres, dyplom szkoły zawodowej, nie ważne co. Czy to normalne? Iza z kolei to inna broszka - jeździ jako groupie ze starszymi panami i wymienia się z każdym, kto tego chce, wiadomościami tekstowymi. Widać, że szuka akceptacji, flirtuje i błyska kroczem, po czym, gdy któryś skorzysta przekonany o chwilowości tej znajomości, ze wściekłością tygrysicy Iza publikuje prywatne rozmowy w akcie zemsty, żeby pokazać ... nie wiadomo co. Bo, że zadawała się z gośćmi bez kręgosłupa wszyscy wiedzą, Iza nie czyta gazet? Czy jej zachowanie jest normalne? O co mi chodzi ... Jolka brzmi jak stalker z psychozami, Iza jak bardziej pospolity przypadek — chyba każdy z nas przypomina sobie jakąś dziewczynę z nadmierną ekspozycją krocza, która nie zdaje sobie sprawy, że obiektywnie tak to wygląda. Fanka typu "ach, jesteś taki mądry", na spotkaniu z udziałem obydwu płci wybierająca faceta, któremu nie daje spokoju, bezustannie szukająca walidacji, bezustannie zerkająca w lustro, która gdy płacze, to w zasadzie ryczy jak słonica, żeby jej ból był doceniony. To brzmi przynajmniej jak zaburzenie osobowości. I tu dochodzę do sedna mojego wkurwu. Dlaczego osoby z ewidentnymi problemami natury psychicznej są używane w walce wyborczej? System je wypluje i pozostawi samym sobie. Dlaczego społeczeństwo, blogerzy, nie wysyłają takiego sygnału: to nie jest normalne zachowanie, im coś dolega, dajcie im spokój?

czwartek, kwietnia 09, 2020

Normalizacja

W powodzi bezsensownych nagłówków na onecie, znalazłam dyjalog pana Gruszki z panem Zarembą-Bielawskim o szwedzkim eksperymencie w temacie wiadomo czego: "To, czego wszyscy się najbardziej obawiali, nie nastąpiło":
Szwecja jest jednym z niewielu krajów w Europie, jeśli nie jedynym, w którym rząd w obecnej sytuacji nie podejmuje decyzji wbrew zaleceniom ekspertów.
:) Mówiłam, Szwedy są dziwne. O nowym obowiązku maseczek na wychodnym w Polsce czytałam. Cieszycie się?

sobota, marca 28, 2020

Ireland in lockdown for 2 weeks

Mogę omijać temat, ale temat nie ominie mnie. Wczoraj ogłoszono kolejne ograniczenia dla biznesu i poruszania się. Na irlandzkie wysepki mogą wjeżdżać tylko ich rezydenci, jest też zakaz wędrowania więcej niż 2 km od domu, ma to zniechęcić mieszkańców Dublina i Cork, gdzie jest najwięcej zachorowań, do rozwłóczenia wirusa po prowincji. Produkuje się żywność (mieszkamy na wsi i mój nos wie, że trwa nawożenie pól), wolną rękę mają więc farmerzy. Spacery w miejscach odosobnionych i korzystanie z terenów zielonych jest ściśle określonie, ale dozwolone dla podtrzymania zdrowia psychicznego (świadomość wagi zdrowia psychicznego jest tu, moim zdaniem, wyższa niż w Polsce). Ogłoszono nawet rządową poradę dla właścicieli psów i kotów (już wiem, że muszę myć ręce przed pogłaskaniem i po pogłakaniu Rysia ... chodzi też o to, żeby nie zarazić kota). Szpitale i więzienia zamykają swoje podwoje dla odwiedzających. To nie znaczy, że do Wielkanocy wirus magicznie zniknie, chodzi o odciążenie szpitali w okresie, który przewiduje się jako najcięższy. Tak to się ogłasza w Irlandii. TU i TU. Ten pan gadający, to Varadkar, premier z liberalno-konserwatywnej partii Fine Gael. 

There is no fate, but what we make for ourselves.

poniedziałek, marca 23, 2020

Pomoc dla Norberta

Niepewność jest mało adaptacyjna. To dziwny czas, ale już wszyscy o tym piszą, więc
ja pokażę Wam kota Ryszarda,
który nic o tym nie wie i wymaga ...



... śniadania, uwagi, miłości.
Z powodu korony inne sprawy i choroby nie zniknęły - oprócz Rysia pokażę Wam jeszcze zbiórkę

Kiedyś już o Norbercie pisałam, bo spotkaliśmy jego i Andrzeja w trakcie naszej podróży poślubnej. Stąd wiem, że pieniądze są im potrzebne. Na pompę insulinową dla człowieka ciężko chorego, ale i na życie. Lekko nie jest od dawna, reportaż o nich Radia Lublin też ma już kilka lat - "Żeby dusza nie kulała". Jeśli możecie pomóżcie, wpłaćcie coś, lub podajcie dalej.

wtorek, października 22, 2019

Langsam, langsam, aber sicher

Wkopałam się w zapalenie, ale już z niego wychodzę,
tylko jeszcze kasłu kasłu budzę męża w nocy walką moich oskrzeli ze światem,
lub potrzebą napicia się herbaty z miodem. Nie czuję zapachów, są plusy i minusy.

Tak sobie wymyśliłam, że jeszcze te dwa dni nosa mego nieczułego na świat nie wystawiam
(byłam wczoraj w pracy, ale praca to nie świat). Więc olaboga mam czas
na otwarcie kursów językowych porzuconych przed zamążpójściem,
i kontynuowanie czytania o zboczeńcach. Ależ mnie raduje mój weekend wtorkowo-środowy!

Zbliża się koniec października i może nareszcie opublikuję coś o rzekomo cudownie nierozkładających się świętych. Na razie trzy linki do: przedsiębiorczyni pogrzebowej z Los Angeles, nadobnej Caitlin (@AskAMortician); Galaktycznej, gdzie pokazuję zdjęcie zamku Grodziec - moja głowa przypomina sobie zapach dymu; i do Związku Niesakramentalnego, gdybyście chcieli pogadać o oparach po wyborach. Poza tym w telefonie z ostatnich dni mam głównie zdjęcia kota.
Oto kot:



... cztery godziny później:

czwartek, grudnia 06, 2018

In a cup of ...


green tea with honey.
Location: friends' house in Dundalk, Co. Louth.
Time: last Monday evening, after a chilly walk on the beach.

We didn't watch movies this time, Kraciasty showed our friends some snippets of his editing work and we discussed the difficult issues in the lives of those around us. One day we're going to have a dog like Simba ...

I na dodatek jestem chora, złapało mnie coś nauczycielskiego, co na szczęście nie rozłazi się po całym organizmie. Za oknem mżawka. Ogłoszono nominacje do Złotych Globów ... więc zapisuję sobie, że chcę obejrzeć film z Glenn Close (The Wife) i ten z Robertem Redfordem (The Old Man & The Gun).