A przecież Kate Bush!
niedziela, stycznia 25, 2026
The world is so loud
A przecież Kate Bush!
czwartek, lutego 20, 2025
Lekrama analiz politycznych
W analizie sytuacji politycznej na świecie zatrzymuję się na memach.
![]() |
| źródło: Sekcja Gimnastyczna |
Jeśli już chcę zaktualizować wiadomości, wolę włączyć irlandzkie radio, niż klikać w łonety, tak mi się porobiło.
W USA małpa z brzytwą szaleje, jednak po 8 latach własnej historii najnowszej wiemy przecież z pierwszej ręki jak to bywa, gdy się pauperzy napalą na pozłotka od cukierków i naprawdę trudno jest mi napisać coś nowego (żeby było śmiesznie, prawica tam niby zupełnie inna, a podobnie jak u nas tłumnie popierana przez kościoły jedynie słuszne).
Wiemy też więc, że czas mija, życie krótkie, ciągle coś się zmienia (podobno z Bergoglio słabo), zawsze jest nadzieja na coś.
Piszę o tym, bo chciałam Wam zareklamować analizy polityczne u Wolanda.
Jest rodzinna reprezentacja, to ja już na luzie ;D
czwartek, stycznia 02, 2025
Happy New Year 2025!
niedziela, listopada 17, 2024
Priorytety
Przegapiam różne okazje do skomentowania. Np. nieszczególnie przyglądałam się obchodom Święta Niepodległości w Polsce, ani innym ostatnim wydarzeniom politycznym w kraju. Nawet czytanie w Sejmie ustawy dekryminalizującej aborcję nie przyciągnęło mojej uwagi. Być może jest to u mnie objaw ogólnego oszczędzania energii, ale skoro już o aborcji mowa, podsumuję pewną rozmowę:
Ostatnio (po wyborach w USA) rozmawiałam z botem, który stwierdził, że Demokraci zacięli się na prawie do aborcji, a jest tyle ważniejszych spraw (i dlatego przegrali). Jest dla mnie oczywiste, że może tak powiedzieć mężczyzna, ponieważ panowie nie są zagrożeni tym, że z powodu pewnych ich funkcji biologicznych zostaną ograniczone im prawa obywatelskie. Zainteresowałam się wypowiedzią tylko dlatego, że bot sugerował płeć żeńską. W przypadku kobiet dostęp do zabiegów medycznych to sprawa kluczowa, wyznacza kierunek ich statusu w danym państwie. Zakaz aborcji oznacza, że kobiety ustawowo tracą swoje prawa do stanowienia o sobie i zostają sprowadzone do funkcji biologicznej. Jest to wprawdzie utrata tymczasowa, ale obciążona rozlanymi w czasie konsekwencjami: umożliwia postrzeganie jednej z płci jako zależnej, nad którą państwo musi rozpostrzeć "opiekę". Taki system obowiązywał przez setki lat, dziewczynki przechodziły z rąk do rąk — najpierw panował nad nimi ojciec, potem mąż, po śmierci męża do działania zobowiązani byli męscy krewni, kobiety pozbawione opiekuna były podejrzane, narażone na pogardę i ataki. Nawet, gdy kobietom w końcu powszechnie pozwolono pracować poza domem, ciągnęło się za nimi odium "wymagającego pomocy". Wymagający pomocy, więc słabszy [Ironia zjawiska polega na tym, że jednocześnie kulturowo od kobiety wymagano "opiekowania się", tzn. pomocy realnej: dźwigania, podcierania, przygotowywania posiłków, ubierania, sprzątania — "pomoc", którą oferowano kobietom była natomiast tożsama z innym słowem = kontrola]. W społeczeństwie zhierarchizowanym od postrzegania kogoś jako słabszego do przekonania, że jest on gorszy, pozbawiony własnej woli, jest w zasadzie jeden niewielki krok. Polskie społeczeństwo wykonuje ten taniec bezustannie: z całą pewnością każdy z Was słyszał o przypadkach, gdy rodzina decydowała o losie dziecka, osoby niepełnosprawnej lub starszej, mając na uwadze "dobro" tej osoby. Doprawdy, lepiej być człowiekiem, który nie potrzebuje pomocy, bo społeczeństwo wlezie nam na głowę i rozbije tam obóz. Dlatego ustawa o dopuszczalności aborcji jest dla kobiet jednym z ważniejszych tematów, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.
Powiedziałam. Teraz zaś próbuję ignorować inne wydarzenie: od kilku godzin trwa kolejny zmasowany atak Rosji na Ukrainę. Spodziewano się go. Światowe wydarzenia polityczne sprzyjają Fiutinowi: wybór Pomarańczowego na kolejnego prezydenta USA, osoby niezbyt zbornej, daje Rosji szansę na przynajmniej częściowe "odzyskanie twarzy" (te wszystkie patologie są takie przewidywalne, że aż boli). Rakiety spadły także dość blisko wschodniej granicy Polski. Martwię się tym. Moje priorytety są więc takie, że wspieram prawa kobiet, wspieram prawo Ukrainy do samostanowienia, wspieram również samą siebie. W ramach tego ostatniego obiecuję sobie, że następny temat będzie ciekawy i niezwiązany z obecną mizerią świata.
niedziela, sierpnia 11, 2024
Wojna trwa
Włączyłam Internet live, żeby zobaczyć zakończenie Olimpiady w Paryżu. Zadowoleni ludzie, słusznie dumni ze swoich sportowych wyników, powiewają flagami, machają do kamer, śpiewają. Przy tej okazji uświadomiłam sobie nagle, że w tym samym czasie nadal trwa atak na obwód kurski. Inni ludzie są na froncie, trudnym, odsłoniętym, na obcym terenie, w granicach państwa rządzonego przez socjopatę, bez gwarancji powrotu do domu. Ukraińcy walczą także o wolną Europę. Żywię nadzieję, że europejskim decydentom chwila zabawy nie przysłania realiów.
niedziela, stycznia 15, 2023
Keep swimming
Postanowienia noworoczne są, ale nie powiem (po co ludzi jeszcze bardziej frustrować; mogę napisać, że gdzieś w trakcie roku przeczytam książkę Harry'ego "Spare", po angielsku, bo potrafię, ale nie teraz, mój borze szumiący, jestem przywalona rzeczami do czytania). Rok na dobre się nie rozbujał, a ja już z tyłami, wszystko dużo na wczoraj, nie-teksty zieją dziurami po stronach, które miałam napisać, ale nie napisałam. Niemniej ludziska, Happy New Year! Co uważacie? Czy to jest ten rok w którym skończy się władza Breżniewa & Piss i sprzątanie się zacznie tej stajni Augiasza, czy też suweren jeszcze zechce nanieść trochę gnoju, żeby było więcej do sprzątania na później? (might be either way). Wojna w Ukrainie jest straszna. Fiutin do piachu! A nam trzeba płynąć, bo tylko żywi możemy coś zmienić.
***
Na dobry początek roku
trochę baroku:
niedziela, kwietnia 10, 2022
Bułhakowa już czytać nie wypada?
Tak jak moje pokolenie, które II wojny na oczy nie widziało, było zatruwane głupotą nienawiści do języka niemieckiego, tak teraz nowe pokolenie wali w Ruskich. Koleżance-tłumaczce już jakiś czas temu postawiono pytanie, jak to tak ona może tłumaczyć literaturę rosyjską (choć odpowiedź jest prosta: a tak to, że skończyła odpowiednią filologię). Nie pocieszałam jej wówczas, bo uznałam ten przypadek za objaw umysłowej ociężałości po stronie pytającego, co czyni dowodzenie, że nie jest się wielbłądem, syzyfową pracą. Od tego dnia jednak już kilka razy przeczytałam wywody o kulturze rosyjskiej, jak to nie jest kulturą. Kultura jest słowem pojemnym, łatwo o nieporozumienia, szczególnie, gdy użytkownicy o logikę swoich wypowiedzi nie dbają. Tak więc, i to nie jest żart, część Polaków chcąc powiedzieć coś mądrego i na czasie, zaczęło się przyp**lać do nieżyjących rosyjskich pisarzy. Ogólnie rzecz biorąc rozumiem jako tako frustrację — wojna w Ukrainie jest także wojną informacyjną, której trafiły się nasze czasy ponowoczesne. Doceniam teraźniejszość, potrafię kulturę masową przyciąć do swoich potrzeb, ale są w niej zjawiska, które powodują, że mi się cofa. Potrzeba przyswajania okropnych wiadomości przez masy przywodzi mi na myśl sukces książek Mroza zgodny z ogólną makdonalizacją popkultury — dużo keczapu zabijającego inne smaki, głośna konsumpcja i szybki rajd od jamy ustnej do odbytnicy. Odbiorcy newsów wojennych przeglądają fotografie z Buczy i Irpienia, prześlizgują się po tragicznych headlineach i podejmują decyzje wartościująco-uogólniające tym sprawniej, im dłużej trwa wojna. Odnoszę wrażenie, że gdyby gwałty z wojny były streamowane, wielu nie przepuściłoby kliknięcia w żaden link, aby móc po tym napisać, że nienawidzą Ruskich, a wszystko to rzekomo dlatego, bo są wrażliwi, bo czują. Symptomatyczne dla kultury masowej jest, że obserwatorzy przypisują sobie emocje, które wydają się być intensywniejsze od emocji towarzyszących faktycznym uczestnikom zdarzeń. Widzowie przebaczają katom wolniej niż czynią to ich ofiary w programach reporterskich, widzowie są bardziej zakochani niż sami zakochani idole, widzowie duchem biegają szybciej po boisku niż najlepsi piłkarze. W związku z tym rzeczywistość w której widzowie przeżywają większe męki niż torturowani na prawdziwej wojnie Ukraińcy, wydaje się w zasadzie nieuchronna i potwierdza się w wirtualu każdego dnia — podczas, gdy ofiary wojny starają się nadludzkim wysiłkiem zbierać swoje życie do kupy, komentatorzy cierpią coraz większe katusze. I klikają dalej.
Co może (przynajmniej częściowo) ukoić rosnący ból klikaniowy? Skoro jest Putin, to wszyscy Rosjanie są źli, ich książki są złe, balet jest do dupy. Radykalne oceny prostą receptą na bolące serduszko. Kuszące, ale ...
Moi rodzice żyją pod rządem PiSu, którego nie wybrali i niewiele mogą z tym zrobić. Z powodów osobistych (chwilowe przemieszczenie geograficzne nas spotkało) miałam ostatnio nieszczęście przez chwilę (czyli było jakieś szczęście w tym nieszczęściu) oglądać tv Republikę i wywiad z wesolutkim Ziemkiewiczem. Pomyślałam: toż i on jest Polakiem. Skoro go nie zabiłam, albo przynajmniej nie ogłosiłam co bym mu zrobiła, gdybym go spotkała (poważnie, są ludzie uważający się za dorosłych, którzy piszą takie sformułowania na ogólnodostępnych platformach, bo sądzą, że to dobrze o nich świadczy), czy świat powinien mi wybaczyć moje zaniechanie w sytuacji, gdy gówno faszyzmu wyleje się na Europę z mojej matczyzny? Poza głośnym wyrażaniem swojej opinii i braniem udziału w procesach demokratycznych, co mogłabym jeszcze zrobić, aby kreatury istniejące pod wspólnym szyldem "Polacy" przestały mnie kompromitować?
Generalizacja podobnie jak przecenianie sprawczości jednej osoby zbyt często prowadzi na manowce, także w ocenie procesów historycznych. Czy Rosjanie są winni? Uważam, że tak. Ale są winni tym bardziej, im mniej się za obecną sytuację wstydzą. Każdy socjopata potrzebuje followersów, aby uczynić zmianę — spójrzmy na rozpirz made by PiS pod przywództwem Jedynego Wodza: cóż mógłby on zrobić bez Was, drodzy podczytujący mnie fascynaci Jarosława, Bezobjawowego Doktora Być-Może-Prawa-Raczej-Administracji? Wyborcy Putina, tak jak wyborcy Jarosława, żeniąc stare z nowym tęsknią za wielkością — w Rosji starsze pokolenie lepi do kupy umiłowanie cerkwi i cara z "mocarstwowością" ZSRR, w Polsce skleja się dziadków piłsudczyków z wybitnymi (jakim cudem, tego już nie wyjaśnia nikt) dokonaniami z życia w PRL-u. Tylko czy to oznacza, że ja też jestem winna, bo mam dowód identyfikacyjny z orłem w koronie? Postuluję gradację przewin i szukam w głowie, co mogłoby mnie w takiej niefartownej sytuacji usprawiedliwić. Może niesłusznie uznaję, że jestem winna trochę mniej, nalegam jednak stanowczo, żeby się odczepić od umarłych polskich literatów i artystów.
PS. Uważam, że sankcje gospodarcze są słuszne. Nie traktuję ich jako zemsty na Rosjanach, to skuteczna forma nacisku, gdy nie jest dziurawa jak ser szwajcarski. Nienawiść do Rosjan zostawiam ofiarom.
wtorek, kwietnia 05, 2022
Godność kobiety
Ogolenie włosów albo gwałt jej nie zabierają (ostatnio wojna w Ukrainie).
Przemoc w rzekomej obronie czci jej nie "przywraca" (Will Smith i in.).
piątek, marca 04, 2022
Putinnienie Polski i this is the end
Putinnienie Polski ... czy ktoś ma wątpliwości, że się odbywało? Pewnie parę pań/panów/gender niesprecyzowany prowadzących blogi, którzy pieli w temacie wiadomym, że nasz lokalny Breżniew przemówił. Zamach na konstytucję, obrona życia nienapoczętego, wyróżnianie finansowe i ideologiczne jednej grupy religijnej, stuprocentowe przejęcie narracji w telewizji publicznej, naskakiwanie na LGBT, opluwanie Unii Europejskiej — wszystko to, jakbyśmy byli bratnim narodem tupiącym w za dużych butach za Matuszką Rosiją, toczka w toczkę, tylko w mniejszej skali.Gdyby nasza ojczyzna nie była wypierdkiem, który, podobnie jak przed poprzednią pełnometrażową wojną, o zamorskich koloniach może jedynie pomarzyć, te wszystkie brudasy i pinokie skwapliwie okupowałyby za pomocą młodego pokolenia cudzą elektrownię atomową. A przecież wybraliśmy ich, oni zostali przez nas wybrani. Staram się o tym nie zapominać za każdym razem, gdy przychodzi mi do głowy, żeby wkur**wiać się na Rosjan. Nie jesteśmy od nich o wiele lepsi i powinniśmy całkiem nieźle ich teraz rozumieć.
Do tego pajace z Konfederacji, które już nie wiedzą pod co się podczepić, żeby zaistnieć. Ja tylko przypominam, że ponieważ w Polsce to kobiety głównie zajmują się wychowywaniem dzieci, to kobiety są odpowiedzialne za pokolenie tych megalomańskich, mizoginistycznych szkodników, którym wszystko podstawiały pod nos. Brunatna maź łatwo wybija w takich czasach, jak nasze. Niechże ich covid ...
Też się boję.
środa, marca 02, 2022
Świat jaki znamy
| Марія Оксентіївна Примаченко, "Лев",1963, (prymitywizm inspirowany ukraińską sztuką ludową). |
czwartek, lutego 24, 2022
Putinowska agresja na Ukrainę
Trwa dopiero kilka godzin, a już zdążyłam przeczytać jakim Putin jest wytrawnym strategiem ... która to wytrawność polega na tym, że zaatakował kraj, którym nie będzie w stanie rządzić, ale nie brał tego w ogóle pod uwagę, bo ważniejsze dla dziecka z patologii jest aby przed nikim się nie przyznać, że nie o to mu chodziło, gdy zaczynało pyskówkę.
Czuję się bezsilna. Mogę jedynie nie szerzyć dezinformacji i antyeuropejskiego defetyzmu, nie pomagać rodzimym faszystom, którzy już się dokarmili foliarstwem.
--------------
Jak dobrze, że Pomarańczowy nie jest teraz prezydentem jueseja.

