Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autoreklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autoreklama. Pokaż wszystkie posty

niedziela, października 19, 2025

Nobel'25 i inni

W czasie tygodnia Noblowskiego byłam w Polsce, zajęta swoimi sprawami, nie odnotowywałam laureatów. Po czasie, uśmiechnęła mnie Pokojowa Nagroda Nobla dla Marii Coriny Machado, polityczki z dręczonej populizmem Wenezueli. Przez tygodnie czytałam o nadziejach/oczekiwaniach Pomarańczowego i nie uznawałam ich za realne, ale to co mi się zdaje, nie musi być tym, co jest, tym bardziej więc nieobecność prezydenta USA na liście najnowszych Noblistów mnie ucieszyła. Szczególną uwagę zwróciłam jednak na literaturę: László Krasznahorkai. Czy ktoś z wpadających tu komentatorów zna, i czy to jest dobre?

Typy Noblowskie bywają cenne. Dwa lata temu pisałam, że nie znam Fossego. Aktualnie, jestem nim oczarowana, czytam wszystko, co mogę dostać tego autora, po polsku i angielsku. 

Obranie kierunku na Norwegię spowodowało, że przez przypadek odkryłam dla siebie rówieśniczkę Jona, Vigdis Hjorth. Polecam, dla mnie bomba. Odrywając się od Skandynawii i Nobli, czytam wszystko Masłowskiej, lubię Tokarczuk, choć ostatnio daję pierwszeństwo Joannie Bator. W czasie urlopu w Polsce wyszłam z Empiku z "Mykwą" Zyty Rudzkiej, znam tylko jej "Ten się śmieje, kto ma zęby", ale jakoś czuję, że to może być kolejna autorka-pewniak, do której będę wracała. Z klimatów irlandzkich, absolutną petardą są dla mnie zbiory opowiadań Claire Keegan. W lżejszych klimatach, czekam na najnowszą Szymiczkową. Kobiety górą (wiem, oczywiście, że Szymiczkowa to tak naprawdę Dehnel z Tarczyńskim :)).

sobota, lipca 12, 2025

Dwie "Lalki"

Na początku kwietnia wspominałam, że ogłoszono ekranizację jednej z moich ulubionych polskich książek. Na chwilę obecną stan jest taki, że "Lalki" Prusa będą dwie. Za drugą, produkowaną przez Netflix wziął się Paweł Maślona. W głównych rolach Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska; zdjęcia ruszyły 1 lipca. Wywiad z Maśloną w Rzeczpospolitej tutaj, wywiad z reżyserem i głównymi aktorami tu.

We wcześniej zapowiadanej ekranizacji z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską, powoli zaczęły pojawiać się inne nazwiska: Maja Komorowska w roli prezesowej Zasławskiej, Agata Kulesza jako pani Meliton, a przede wszystkim Rzecki! i zaskakujący powrót Marka Kondrata do zawodu (aktor miał kilkunastoletnią przerwę). Reżyserem jest mniej znany Maciej Kawalski. Zdjęcia do tej wersji, kręconej w koprodukcji z TVP (patrz, link Hebiusa w komentarzu), zaczną się 22 lipca.

Sądząc z rozmów twórców i z materiałów prasowych, będziemy mieli do wyboru ekranizację ilustracyjną i adaptację (reinterpretację). Obydwa podejścia mogą się powieść, w każdym razie trzymam za to kciuki. Kto czytał, ten wie, że nie jest to opowieść o miłości, a raczej powieść społeczna, ilustrująca obyczaje i bolączki epoki — nie mogę się oprzeć wrażeniu, że uromantycznienie "Lalki" to sprawka szkoły, stylu omawiania lektur, odhaczania testów i kucia haseł. Cały wątek z analizą postaci Wokulskiego jako rozdartego pomiędzy romantycznym idealizmem i pragmatycznym pozytywizmem sprowadza się do wyliczania cech bohaterów literackich. W efekcie w analizie umyka cała zawarta w powieści misterna psychologia postaci. Na końcu uczeń zapamiętuje, że Łęcka była zła, bo Wokulski ją kochał, a ona go nie chciała, a Wokulski dobry, bo mu było smutno. 

sobota, kwietnia 12, 2025

Migracje i ekranizacje

Z komentarza do Dreamu: 

migracja oznacza życie w dwóch światach jednocześnie, po jakimś czasie staje się również jasne, że nie należymy na 100% do żadnego z nich. Ale to w sumie jest odkrycie trywialne. Nigdy nie jesteśmy na 100% z Polski, reszta rodaków zawsze się od nas czymś różni. Przesadzamy z identyfikacją z Polską, często pomijając realny wpływ na nasze życie naszych matczyzn lokalnych (regionu, wsi, rodziny). 

Nie pamiętam dokładnie dlaczego skopiowałam ten mój komentarz, ale niech to będzie pamiątką na okoliczność niedawnej podróży. A jak o Polskę chodzi, to się wczoraj z miłym zapisaliśmy na liście wyborców i będziemy prawdziwym Polakom bezwstydnie mieszali w statystyce. Ha!

Co innego zainteresowało mnie w ostatnim czasie — wiadomości o dwóch nowych ekranizacjach klasycznych powieści. 

Po pierwsze, w Polsce ekranizacja "Lalki". Przypomniał mi o tym mietczynski, mam podobne do niego jaranie i trochę więcej wątpliwości w temacie już ogłoszonego odtwórcy Wokulskiego. Marcin Dorociński rzeczywiście może być z deczka za ładny na pana Stacha, ale to wszystko zależy od tego jak reżyser udźwignie akcenty w fabule. Bardzo, bardzo czekam na tę wersję, dwie poprzednie cenię sobie niezmiernie z wielu różnych powodów, a "Lalkę" uwielbiam, choć rozumiem wątpliwości komentatorów po moim tekście Galaktycznym.

Ach, tymczasem Netflix ogłosił kolejną serialową wersję "Dumy i uprzedzenia" z Olivią Colman w roli pani Bennett. Lubię tę aktorkę, lubię powieść, więc mnie cała sprawa zaciekawiła, choć inna adaptacja Netflixa, "Perswazje" z 2022, nie była za dobra (nie była też dramatycznie zła, po prostu adaptacja poszła zbyt mocno w kierunku komedii romantycznej, którą oryginalny tekst zdecydowanie nie jest). Ekranizacja DiU'95 jest dla mnie nadal ikoniczna, poza tym w przypadku tej opowieści znowu trafne obsadzenie głównych ról jest absolutnie kluczowe. Google na tę chwilę wypluwa dwa nazwiska: Emma Corrin i Jack Lowden. Nie znam. Jest jeszcze czas na zmiany. Tak czy siak, będę oczekiwała przytupując.

czwartek, grudnia 12, 2024

Popiół

Przy okazji spodziewanego pogrzebu Stanisława Tyma, niejako sam odgrzał się temat niemądrych zwyczajów funeralnych w kraju matczystym. Natrącałam już kiedyś, co o tym myślę. Tym chciał, żeby jego prochy rozsypano w miejscu, które lubił. Technicznie po śmierci nie będzie to miało dla niego żadnego znaczenia, ale uznaję i praktykuję obyczaj wg którego trzymanie się planów ludzi zmarłych dotyczących ich samych jest po prostu oznaką życzliwości i ostatniej przysługi. Niech mają po śmierci, jako sobie życzyli, gdy byli. Przepisy w Polsce są na razie jakie są. Mam nadzieję (chcę sobie wyobrażać), że pan Staszek miał dobrych przyjaciół, którzy do jego oficjalnej urny wsypią odpowiednią ilość piasku.

piątek, kwietnia 14, 2023

Lhamo Dondrub i inne dziadersy

Zaczęłam czytać "Bielmo" Gutowskiego, ale odstawiłam książkę na jakiś czas, bo mam ważniejsze sprawy (które są ważniejsze, ponieważ są moje własne), więc na razie nie mam nic do dodania poza tym, co dodałam ;). Teraz przeróżne myśli wróciły z powodu cyrkulacji sławetnego już w mediach społecznościowych wystąpienia przy-wódce duchowego, który kazał chłopcu ssać swój język. Jeśli chodzi o za i przeciw, to cytat z Lebowskiego się nadaje do wielu rzeczy: Yeah, well, you know, that's just, like, your opinion, man. A skoro tak, to poniżej moja opinia na ten temat, skopiowana (bo taka jestem zarobiona) z komentarzy u @Wolanda, który napisał posta na inny temat (więc też można poczytać):
Dopuszczam oczywiście myśl, że to niewłaściwa interpretacja tego, co jest inaczej kodowane w obcej nam kulturze. Ale (...) już od dłuższego czasu powstrzymuję się od zapodawania cytatów z Lhamo Dondruba (dzięki temu wpisowi dowiedziałam się, jak gościu ma naprawdę na imię, bo wyszło szydło z worka, że Tenzin to też ksywa), choć w przeszłości z dwa-trzy się mi podobały. Ta zmiana we mnie jest związana z rozciągniętą w czasie refleksją jak niewiele się różni reakcja wiernych wyznania, które bardzo dobrze znam, z reakcjami w pobliżu takich osób "świętych alternatywy" jak np. Lhamo. Wdupowlazłość, rechotanie z nieśmiesznych żartów, pozwalanie tej osobie na zbyt wiele i przykładanie do jej czynów innej, bardziej pobłażliwej miary. Fajnie podsumowała to Paulina Młynarska, która miała okazję rozczarować się joginami. Wszystko to stare (lub młode, to tym smutniej) capy udające, że im nie staje, wyniesione na piedestał przez biedaków szukających sensu życia. Nie kupuję już tego, choćby nie wiem w jak alternatywnym opakowaniu.

niedziela, grudnia 25, 2022

Święta ateistyczne

Prof. Matczaka jeszcze na moim blogu nie było? A to proszę bardzo:
Ateistyczne święta to samooszukiwanie się człowieka zagubionego w sekularnym do cna świecie. Bez wspólnoty, bez głębi myślenia, bez tajemnicy, bez ciszy, bez sacrum. Biedne, wypalone maszyny do pracowania w dni robocze i do konsumowania w Święta.
— Marcin Matczak (@wsamraz), twtr, December 23, 2022.

Jestem ateistką, lubię ciszę, nie jestem zagubiona i cechuje mnie głębia myślenia. Pan Matczak może mieć swoją opinię (nie należę do tych słabeuszy, którzy kwęczą, że inni nie mają prawa mnie oceniać, bo łoj łoj, nie są w mojej sytuacji), tyle, że ja mogę ją mieć w dupie. Tak po prostu. I to jest piękne ;D

Nie potrzeba do tego dodawać wykładu na temat świąt. Na poziom eseju na GW nie sarkam, to może być faktycznie przyczynek do dyskusji na temat stanu duchowości nowego pokolenia. Tylko, że ja po trosze już do tego nowego pokolenia nie należę, a jestem na tyle kumata, żeby zauważyć, że mam do czynienia z tekstem pracoholika o jego własnym Weltschmerzu. Można jednak przeczytać. Prof. Matczak inbą zdaje się reklamuje swoją ostatnią książkę, może to i dobre posunięcie. 

sobota, października 01, 2022

Październik pora zacząć

Nadal lubię ten miesiąc, chociaż zaczynam go z bólem pleców, który pojawia się, znika i znowu jest. Za chwilę tydzień noblowski, będę nasłuchiwała wiadomości na temat Nobla z literatury (6 października) w nadziei, że tym razem nazwisko cośkolwiek mi się o uszy obiło (zeszłoroczny laureat, Abdulrazak Gurnah, pozostaje do nadrobienia kiedyś tam, gdy mój rozwój literacki nadąży za współczesnym światem). 

Z ciekawych rzeczy, które ostatnio wyczytałam, mogę Wam zapodać informację z dalekiej przeszłości o tym, ile wzrostu miał Władysław I Łokietek. 152-155 cm, tak podpowiadają endoskopowe badania królewskiego grobu. Zadeptywacze historii, jak ci nieszczęśni kamieniarze przekuwający twarz Łokietka na jego nagrobku, nadal bardzo mnie złoszczą i to się raczej nie zmieni.

Uważam, że media zbyt dużo czasu poświęcają Fiutinowi. Wprawdzie nie wychwalają go już pod niebiosa jako wybitnego stratega, natomiast zainteresowanie dla małpy biegającej z granatem nadal pompuje w nią znaczenie, którego owa małpa nie posiada. Oczywiście, że Fiutin może zniszczyć świat, należałoby w tej sytuacji rozglądać się, czy w jego otoczeniu jest ktoś z kaftanem, zamiast analizować czy małpie lepiej czy gorzej (też odnosicie wrażenie, że eksperci od mowy ciała to plaga sezonu?). Może przetrwamy październik.

Ponieważ ostatnio dzięki komentatorowi odżył lipcowy temat religijno-obyczajowy, niżej satyryczne ujęcie moralności, bycia dobrym lub złym członkiem społeczeństwa, czyli teoria wózkowa opowiedziana ze szkockim akcentem:

 

sobota, marca 12, 2022

Dalsza część tumultu

W czasie wojny za naszą wschodnią granicą Beria przepchnął z pomocą pani Julii decyzję, że przepis Konwencji o ochronie praw człowieka jest niezgodny z konstytucją. Tytuł poprzedniej notki sam się ilustruje w czasie realnym. Wprawdzie Franek Papież nic sensownego w temacie wojny nie obwieścił, ale o dziwo, inaczej niż w przypadku niedawnego kryzysu imigracyjnego, Caritas ruszyło z tacą na złamanie karku. Na blogowisku atmosfera gdzieniegdzie bożonarodzeniowa, co trochę natykam się na rozrzewniające historie, jak to nie doceniamy, że nam tak dobrze (nie wiem o kim to, bo ja doceniam), wyborcy PiSu pieją, że nasz kraj znowu jest liderem (tym razem w pomaganiu cudzymi rękami i zbiórkami obywatelskimi), następują też spijania sobie z dzióbków pań, które do niedawna żarły się na potęgę. Co poniektórzy blogerzy płci raczej męskiej przodują w odróżnianiu cierpienia ludzkiego od cierpienia zwierząt, cierpienia kobiet od mężczyzn oraz białych od tych w inny deseń. Gdzieś niedaleko jest świat absolutnie strasznych wyborów i ogromnych strat w każdym departamencie. Zastanawiając się, gdzie w tym wszystkim siedzi Breżniew, sprawdziłam wiadomości. A jednak wylazł, ten co to od kilku lat buduje, buduje i zbudować nie może. Wylazł i coś tam bredził. Jak w artykule Pacewicza w oko.press: 

Prezes PiS liczy na to, że strach i niepewność, jaką przeżywamy w związku z rosyjskim zagrożeniem, uruchomi konserwatywny odruch nacjonalistyczny z odwołaniem do tradycyjnego zestawu wartości spod znaku „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Oby nie, bo biada nam. Na kogo to działa na tego działa (to tak á propos spijania sobie z dzióbków), ale da się stworzyć inną wspólnotę, ludzi pomagających obcym w sytuacji bezwładu i niegodziwości władzy, która ukradła już prawie wszystko, co było do ukradzenia i teraz pokazuje biedakom podszewki swoich kieszeni. Wspólnotę inną także w wymiarze duchowym, opartą na empatii w miejscu mętnej obietnicy lepszego życia w zaświatach.

Mówię: Bób, Hummus, Włoszczyzna.

***

flat white.
Costa at N52, Dundalk.
26/02/22.

cappuccino.
Borzalino, Drogheda.
10/03/22.


środa, sierpnia 18, 2021

Przeszłość świetlana urojona

"Cztery słonie" wysłucham. 
(nie będzie o Talibach, bo nie)

Nie pamiętam programu "Pora na Telesfora", ale piosenkę znam.
Wzruszyłam się, bo mały Kraciasty mi się zwizualizował, zapatrzony, przed odbiornikiem starego typu.
A do mnie przyszła zaraz piosenka z Pankracego i ...

... przypomniałam sobie również, że to było bajką, kłamstwem.
Ludzie, psy, koty, mieliśmy w PRL-u ciężkie życie (smoki też by miały, gdyby istniały).

środa, lutego 17, 2021

Dzień kota, miau, miau, miau

Tydzień temu mogłabym sobie mówić, że zima, ale dziś zimy ni ma, wiosna jest,
wietrzna bardzo, mewy ślizgają się na niebie po niewidzialnych wstążkach powietrza, a lucyfer (kfiatek taki) już z ziemi wredne swe kiełki wystawia.

Wczoraj zaliczyłam oczyszczający spacer po świecie, stąd też zdjęcie:



Widać na nim przypływ w pełni, ludzie tuptali brzegiem (ci, którzy wcześniej nie pognali zanurzyć się w fali) i przystawali, żeby popatrzeć. Natura koi (gdy nie podpala, nie zlodowaca, nie pożera, gdy nie urywa głowy). Dnia coraz więcej, powoli temperatura pójdzie w górę, tylko patrzeć jak rozkwitną żonkile.

Stan naszej domowej pantery na dzisiaj:



Od kotów możemy się uczyć sztuki relaksu i wyznaczania własnych granic. Myślę, że niechęć do kotów ma częściowo źródło w tych umiejętnościach, które bywa, że ludzie z podziwu godną konsekwencją tępią u własnych dzieci. W styczniu minęły Ryszardowi dwa lata wspólnego z nami mieszkania, miau, miau, miau.

Mam też mały koci smuteczek — jeden z kotów moich rodziców w poniedziałek zaczął dostawać serię naświetleń. Rak nie omija kotów, trzymam kciuki za leczenie Niuni, ale wiem też, że niewidoma koteczka, która nie zna innego domu oprócz tego w którym mieszka całe życie, jest w obcym miejscu i zastanawia się, co się stało. Kiepsko mi z tym. Koty myślą i czują, choć nie wszystko można im wytłumaczyć. Niunia, kot, który boi się obcych, od razu wiedziała, że Kraciasty jest dobry. Jeszcze na nią nie czas, w domu czeka podgrzewana podłoga w łazience, Niuniowa podusia i ramię mojego taty, miau, miau, miau.

Na koniec podrzucam ohrwurma, który będzie się Wam odpalał przez cały dzień, romancero o Don Gato, kocie, który spadł z dachu i umarł, ale ożywiła go ulica rybna :).  Miałam gdzieś jego urokliwe tłumaczenie z hiszpańskiego, ale zapodziałam. Tutaj po angielsku, miau miau miau: 

Señor Don Gato y los gatos, by Fred Kluth.

środa, stycznia 13, 2021

Trochę o błonach (historycznie) i tym, że najważniejsza jest rodzina

Piszę do Was z otchłani lockdownu. Ziew. Nie wiem, czy jesteśmy jeszcze na górce, chyba schodzimy, za kilka dni zapewne wzrośnie liczba śmierci, w każdym razie plan szczepień nie jest tak spektakularny, gdy sobię uświadomię, że jest nas w Republice z 5 milionów. Sporo, zanim sprawdziłam sądziłam, że cztery. Szkoły pozostają zamknięte, podczas gdy do tej pory ich otwarcie było priorytetem.

Irlandia żyje nie tylko lockdownem. Światło dzienne ujrzał właśnie raport z 5-letniego dochodzenia na temat funkcjonowania na terenie Republiki tzw. Mother and Baby Homes, które istniały w kraju pomiędzy latami 1922-98. Teoretycznie zajebiście, samotne kobiety w ciąży miały przystań, cnie? Nowo powstały kraj był siedliskiem biedy i kołtuństwa, opieka nad ciężarnymi była na pewno niezbędna ... Tia, w raporcie jest też Tuam — Dom w Tuam prowadzony przez Siostry Miłosierdzia i masowe nieopisane groby (znaczy wyrzucone na śmietnik ścierwa) dzieci od niemowlęctwa do lat trzech — nie wiem, czy Wam to coś mówi. Śmiertelność dzieci w tych domach była wysoka, w zasadzie z raportu wynika, że wylądowanie niezamężnej matki w domu matki i dziecka do lat 60-tych oznaczało poważne zagrożenie dla zdrowia i życia. Już lepiej było zwiać na torfowiska. Przewiną matek było, że nie zachowały błony między nogami do najświętszego sakramentu. Kwiatuszka nie zachowały, nie szanowały się, ya know. Dlatego państwo irlandzkie im pomagało. Gdyż bardzo martwiło je brak błon. Wiele z tych ośrodków było prowadzonych przez domy zakonne, przez te lepsze kobiety, z wyglancowanymi błonami. Dzieci nie tylko w takich ośrodkach umierały, ale były też przedmiotem przemocy fizycznej, psychicznej, eksperymentów i handlu (nielegalnych adopcji — o tym wątku opowiada np. "Tajemnica Filomeny"). Oczywiście KrK (oraz kościół protestancki, wcale nie lepszy) nie był w tym sam, państwo siedziało po uszy w procederze, rodziny samotnych matek były często jak przeniesione z ciemnogrodu, wyposażone w wodę święconą magicznymi znakami odpędzały złe duchy (część ciąż to efekt zerowej edukacji, alkoholizmu, gwałtu, którego nie rozpoznawano jako gwałt ze względu na wspomnianą zerową edukację). 

Czasy się zmieniły, teraz duchowni wraz z zaangażowanymi wiernymi, omadlają każą blastulę twierdząc, że zyg zyg wymazujemy i tylko buciki zawieszane przy wejściach do kościołów przypominają o tym, co było. W związku z raportem premier zapewne będzie przepraszał irlandzkie rodziny w imieniu Republiki. Wiele dzieci z tych ośrodków mówi teraz: a pocałuj się w nos. Tym obecnie żyje Irlandia.

A nawiązując jeszcze do rodziny, ciemnogrodu i roli państwa w oświeceniu społeczeństwa, w USA stracono Lisę Montgomery, chociaż kilka dni temu wydawało się, że kara śmierci zostanie jej zamieniona na dożywocie. 16 lat temu Montgomery zabiła dziewczynę w ciąży (stan Missouri), żeby sobie przywłaszczyć jej dziecko. Dziennikarze piszą  "straszna zbrodnia" sugerując tym, że są też zbrodnie niestraszne. Zbrodnia. W każdym razie Lisa Montgomery miała różne psychiczne problemy, których prawdopodobnie dałoby się uniknąć. Prawdopodobnie, bo takie szczęście miała jej przyrodnia, starsza siostra, którą na czas (rok 1969) umieszczono w rodzinie zastępczej. Ale Lisa została z mamusią. Jest specjalna, głęboka więź z mamusią, prawda?  No i co, że mamusia mieszka w przyczepie, przecież jak powie, że kocha, to kocha, cnie? Przypadki, gdy instytucje państwowe mają wszelkie środki, aby ocalić dziecko przed przemocą ze strony bliskich, ale nic nie robią, bo nie ma klimatu, doprowadzają mnie do rozpaczy. To jak cofać się przed ocaleniem czyjegoś świata. Zabierać dzieci do rodzin zastępczych, czy nie? I dlaczego nie, na bogów?

niedziela, marca 08, 2020

International Women's Day

Pozostają w użyciu życzenia z zeszłego roku.
To naprawdę nie są święta rajstop i kwiatka. Przez te wszystkie lata od roku 1909 kobiety protestowały z wielu powodów, czasami były to marsze o chleb i pokój na świecie. Zaczęło się od walki o prawo do głosowania w wyborach, ale sprawa równouprawnienie to już kwestia głębsza i do dziś dla wielu niejasna. Niejasna do tego stopnia, że po stronie stania na straży nierówności było i jest wiele kobiet. Nic im nie poradzimy. Zamiast tego podelektujmy się wszyscy turbo pigmentami na powiekach Marca Bolana w roku 1972.

T-Rex - Children of the Revolution.

sobota, stycznia 11, 2020

In a cup of ...



green tea & earl grey.
Location: Annalong, second pic was taken in The Galley Take Away & Restaurant, 43 Kilkeel Rd, Annalong, Co. Down, Northern Ireland.
Time: Wednesday, around lunch time.

Po wszystkim poszliśmy na spacer o którym już wczoraj napisałam na Galaktycznej.
Jutro WOŚP, dzisiaj z mężem przelaliśmy po kilka groszy korzystając ze strony internetowej, bo na wośpowe granie live z przyczyn technicznych się nie wybieramy. Skorzystaliśmy TUTAJ z opcji "wpłać online", dostaliśmy imienne podziękowania od Owsiaka i dalej zastanawiam się jak to wykombinowano, bo w końcu moje imię pospolite nie jest ... Kraciasty się wzruszył, mój kochany, duży chłopak ... oczy mu się zaszkliły. Cieszę się, że orkiestra gra  i jak co roku będzie z tego dobro.

wtorek, października 22, 2019

Langsam, langsam, aber sicher

Wkopałam się w zapalenie, ale już z niego wychodzę,
tylko jeszcze kasłu kasłu budzę męża w nocy walką moich oskrzeli ze światem,
lub potrzebą napicia się herbaty z miodem. Nie czuję zapachów, są plusy i minusy.

Tak sobie wymyśliłam, że jeszcze te dwa dni nosa mego nieczułego na świat nie wystawiam
(byłam wczoraj w pracy, ale praca to nie świat). Więc olaboga mam czas
na otwarcie kursów językowych porzuconych przed zamążpójściem,
i kontynuowanie czytania o zboczeńcach. Ależ mnie raduje mój weekend wtorkowo-środowy!

Zbliża się koniec października i może nareszcie opublikuję coś o rzekomo cudownie nierozkładających się świętych. Na razie trzy linki do: przedsiębiorczyni pogrzebowej z Los Angeles, nadobnej Caitlin (@AskAMortician); Galaktycznej, gdzie pokazuję zdjęcie zamku Grodziec - moja głowa przypomina sobie zapach dymu; i do Związku Niesakramentalnego, gdybyście chcieli pogadać o oparach po wyborach. Poza tym w telefonie z ostatnich dni mam głównie zdjęcia kota.
Oto kot:



... cztery godziny później:

czwartek, października 03, 2019

In a cup of ...


czerwonego barszczyku.
Miejsce: Tejsza, Kozia 2, 16-080 Tykocin, podlaskie.
Czas: 15 września, niedziela po zwiedzaniu synagogi ...


americano.
Miejsce: Restauracja Pensjonat Poniatowski, Białostocka 21, 16-150 Suchowola, podlaskie.
Czas: 15 września, po piątej.

Sympatyczne spotkanie z kobietą o zalotnych włosach. A poza tym dobrze jest poznać kolejną osobę, która wyszła z nałogu.


czarnej, mocnej herbaty.
Miejsce: Zajazd tatarski "Na końcu świata", Kruszyniany 32, 16-120 Krynki, podlaskie.
Czas: 16 września, przed wyjazdem ...


zielonej herbaty.
Miejsce: w mieście Łodzi na Sienkiewicza 61a 😃
Czas: 16 września, poniedziałek w drodze ...

Pączki i filiżanki zbierają się w gotowości na rozmowę o alkoholu.


zielonej herbaty.
Miejsce: Lokal, al. Leona Schillera 13, 90-001 Łódź, podlaskie.
Czas: 16 września, po piątej ...

... ale trzeba nam już ruszać, zmrok nie poczeka. Dla @FrauBe: na ostatnim zdjęciu u mnie to falafel, u Kraciastego kopytki ze zwłokami.

***
Na Galaktycznej dobiegło końca wspominanie podróży, dobiegło i tutaj. Od zachodu wygraża nam huragan Lorenzo, który ma przejść jako sztorm nad wyspami. Po wczorajszym, spokojnym dniu, wydaje się, że nadchodzi. Morze ryczy coraz głośniej, krzaki gną się pod naporem wiatru. Kraciasty ma jechać zaraz do pracy na zachodnie wybrzeże, mam nadzieję, że go odwołają.

wtorek, września 24, 2019

In a cup of ...




flat white.
Miejsce: Kawiarnia Delicja w Biały Domku, I. B. Singera 11, 23-400 Biłgoraj, lubelskie.
Czas: 11 września, środa ...

Patrzymy na synagogę, łapiemy zasięg, dzwonimy do Norberta ...




czarnej herbaty.
Miejsce: u Norberta i Andrzeja, Dragany 109, gm. Wysokie, lubelskie.
Czas: 11 września, trochę po południu ...

Głaskamy psy, opowiadamy o sobie, rozglądamy się ...




zielonej herbaty.
Miejsce: Magia, Grodzka 2, 20-114 Lublin, lubelskie.
Czas: 11 września, ok, piątej ...

Odpoczywamy od chodzenia po starówce ...




herbaty.
Miejsce: u teściów, Puławy, lubelskie.
Czas: 12 września, czwartek ...

Zbieramy się w sobie, Męćmierz czeka ...

***
To już prawie dwa tygodnie temu - wspaniały czas, na Galaktycznej jego druga odsłona. Dopóki nie skończę opowiadać, nie zacznie mi się na dobre obecność tu i teraz, a sprawy różne czekają. Matko boska, walizka czeka na rozpakowanie już tydzień!!

sobota, września 21, 2019

In a cup of ...




zielonej herbaty.
Miejsce: Padwa, Stanisława Staszica 23, 22-400 Zamość, lubelskie.
Czas: 10 września, wtorek,  po 13-tej ...




zielonej herbaty.
Miejsce: Arte, Rynek Wielki 11, 22-400 Zamość, lubelskie.
Czas: 10 września, wtorek,  po 15-tej ...

***
Ryszard pojawił się wczoraj późno i nadal jest trochę obrażony. Rozumiemy go. Tkwię we wspomnieniach, choć praca też już była, i dzisiaj również pomykam na kilka godzin. Na Galaktycznej pierwsza część podróży poślubnej. Wspaniały to był czas.

czwartek, września 19, 2019

In a cup of ...




czarnej herbaty.
Miejsce: Zagroda Guciów, Guciów 19, 22-470 Guciów, lubelskie.
Czas: 10 września, wtorek, jemy śniadanie przed włóczęgą ...

... w tle jogurt malinowy i Karolek wystawiający łepek z plecaka.

***
Tak było, nadal wspominam poślubny czas, kolejna odsłona będzie zapodana z innego miejsca. Teraz siedzę w domu na Dolnym Śląsku, za oknem czuć jesień, a ja wcinam kanapkę z ogórkiem małosolnym z Lidla i pakuję walizki. Po południu wracamy do Irlandii i kota Ryszarda. Szykuje się post z podróży poślubnej, w głowie jest plan tekstu o "cudownych" mumiach, a na Galaktycznej już wisi tekst o samym ślubie, nic długiego, takie "specyfikacje". Jutro czas wracać do pracy, jak zwykle strasznie mało zrobiłam czy załatwiłam. Uczę się spać z obrączką 😀

sobota, sierpnia 24, 2019

Update późnosobotni

Około jedenastej wypuściłam kota w mrok. Nie ma wiatru, tylko odgłosy morza słychać gdzieś w oddali. Piję herbatę i sobie dumam siedząc w szlafroku. Takie dumanie przed snem. Wrzuciłam post na Galaktycznej o Bobisi i nastrój mam nostalgiczny, bo grzebałam na komputerze w zdjęciach z ostatnich 12 lat. Niby nic takiego się nie zmienia, ale jak nie patrzysz, zmiany zachodzą nieuchronnie. I to nieuchronnie wcale nie jest takie straszne, w końcu niektórzy przysparzają szczęścia pojawiając się w naszym życiu, a inni z niego znikając. Myślę o zwierzętach, jaki jest sens tych wszystkich krótkich spotkań ... ich życie, młodość, dorosłość, starość widzimy zazwyczaj, jeśli nie liczyć zwierzęcych matuzalemów, jak na dłoni. Czego możemy się od nich nauczyć? W zaświaty nie wierzę ... wędrówka dusz? ... to wszystko za bardzo jest naciągane. Dzisiaj wychodząc ze sklepu w ostatniej chwili skręciłam, żeby nie rozdeptać pająka. Przyszło mu być pająkiem i w związku z tym robił co mógł. Gdybyśmy chcieli się z tego uczyć, świat wyglądałby trochę inaczej.

środa, sierpnia 14, 2019

In a cup of ...



green tea & black coffee.
Location: Stockwell Artisan Foods, No 1 Stockwell Street, Drogheda, Co. Louth.
Time: yesterday, early afternoon.

O wtorku napisałam na Galaktycznej, więc nie będę się powtarzała. @rybenko, @jotko, pikczersy butów może jutro, bo dzisiaj tak się właśnie obżarłam, że nie dosięgam do swoich stóp. Ostatnio obejrzeliśmy też @jotko dwa teatry tv z Gajosem, "Kolację na cztery ręce" i "Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna". Utarło się, że seanse muszą być lekkie, żeby było miło. A nam z Kraciastym jest miło jak mamy o czym myślec i gadać. Pozdrawiam Was 😘