Piszę do Was z otchłani lockdownu. Ziew. Nie wiem, czy jesteśmy jeszcze na górce, chyba schodzimy, za kilka dni zapewne wzrośnie liczba śmierci, w każdym razie plan szczepień nie jest tak spektakularny, gdy sobię uświadomię, że jest nas w Republice z 5 milionów. Sporo, zanim sprawdziłam sądziłam, że cztery. Szkoły pozostają zamknięte, podczas gdy do tej pory ich otwarcie było priorytetem.
Irlandia żyje nie tylko lockdownem. Światło dzienne ujrzał właśnie raport z 5-letniego dochodzenia na temat funkcjonowania na terenie Republiki tzw. Mother and Baby Homes, które istniały w kraju pomiędzy latami 1922-98. Teoretycznie zajebiście, samotne kobiety w ciąży miały przystań, cnie? Nowo powstały kraj był siedliskiem biedy i kołtuństwa, opieka nad ciężarnymi była na pewno niezbędna ... Tia, w raporcie jest też Tuam — Dom w Tuam prowadzony przez Siostry Miłosierdzia i masowe nieopisane groby (znaczy wyrzucone na śmietnik ścierwa) dzieci od niemowlęctwa do lat trzech — nie wiem, czy Wam to coś mówi. Śmiertelność dzieci w tych domach była wysoka, w zasadzie z raportu wynika, że wylądowanie niezamężnej matki w domu matki i dziecka do lat 60-tych oznaczało poważne zagrożenie dla zdrowia i życia. Już lepiej było zwiać na torfowiska. Przewiną matek było, że nie zachowały błony między nogami do najświętszego sakramentu. Kwiatuszka nie zachowały, nie szanowały się, ya know. Dlatego państwo irlandzkie im pomagało. Gdyż bardzo martwiło je brak błon. Wiele z tych ośrodków było prowadzonych przez domy zakonne, przez te lepsze kobiety, z wyglancowanymi błonami. Dzieci nie tylko w takich ośrodkach umierały, ale były też przedmiotem przemocy fizycznej, psychicznej, eksperymentów i handlu (nielegalnych adopcji — o tym wątku opowiada np. "Tajemnica Filomeny"). Oczywiście KrK (oraz kościół protestancki, wcale nie lepszy) nie był w tym sam, państwo siedziało po uszy w procederze, rodziny samotnych matek były często jak przeniesione z ciemnogrodu, wyposażone w wodę święconą magicznymi znakami odpędzały złe duchy (część ciąż to efekt zerowej edukacji, alkoholizmu, gwałtu, którego nie rozpoznawano jako gwałt ze względu na wspomnianą zerową edukację).
Czasy się zmieniły, teraz duchowni wraz z zaangażowanymi wiernymi, omadlają każą blastulę twierdząc, że zyg zyg wymazujemy i tylko buciki zawieszane przy wejściach do kościołów przypominają o tym, co było. W związku z raportem premier zapewne będzie przepraszał irlandzkie rodziny w imieniu Republiki. Wiele dzieci z tych ośrodków mówi teraz: a pocałuj się w nos. Tym obecnie żyje Irlandia.
A nawiązując jeszcze do rodziny, ciemnogrodu i roli państwa w oświeceniu społeczeństwa, w USA stracono Lisę Montgomery, chociaż kilka dni temu wydawało się, że kara śmierci zostanie jej zamieniona na dożywocie. 16 lat temu Montgomery zabiła dziewczynę w ciąży (stan Missouri), żeby sobie przywłaszczyć jej dziecko. Dziennikarze piszą "straszna zbrodnia" sugerując tym, że są też zbrodnie niestraszne. Zbrodnia. W każdym razie Lisa Montgomery miała różne psychiczne problemy, których prawdopodobnie dałoby się uniknąć. Prawdopodobnie, bo takie szczęście miała jej przyrodnia, starsza siostra, którą na czas (rok 1969) umieszczono w rodzinie zastępczej. Ale Lisa została z mamusią. Jest specjalna, głęboka więź z mamusią, prawda? No i co, że mamusia mieszka w przyczepie, przecież jak powie, że kocha, to kocha, cnie? Przypadki, gdy instytucje państwowe mają wszelkie środki, aby ocalić dziecko przed przemocą ze strony bliskich, ale nic nie robią, bo nie ma klimatu, doprowadzają mnie do rozpaczy. To jak cofać się przed ocaleniem czyjegoś świata. Zabierać dzieci do rodzin zastępczych, czy nie? I dlaczego nie, na bogów?