Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, marca 01, 2026

O snobizmie

Cytat znaleziony u Hebiusa:

Ludzie mają potrzebę wyrażania siebie, zaistnienia, bycia wyjątkowymi. Myślą sobie – nie potrafię grać na żadnym instrumencie, nie potrafię tańczyć, to może… pisanie! Pisać umiem, bo przecież w szkole się nauczyłem…
pochodzi z rozmowy Ewy Jankowskiej z Michałem Michalskim, dyrektor wydawnictwa ArtRage, opublikowanej w gazeta.pl. Taki tam kij w mrowisko. ArtRage wydaje dobrą literaturę. Michalski otwarcie krytykuje Mroza.
Ludzie, czytając, uczą się. Potem wydaje im się, że skoro ktoś pisze książki na poziomie wypracowań z podstawówki, to dlaczego i oni nie mieliby spróbować sił jako pisarze?
Dodałabym, że ludziom się wydaje, że spędzanie czasu nad tekstem wydrukowanym i złożonym w kształt książki z samej swej formy jest czymś elitarnym, mniejsza o treść. Bywa to przemieszane z pogardą dla tych, którzy usiłują czytać dobrą literaturę (snob, zadzieranie nosa, tak naprawdę wcale mu się nie podoba, udaje, bo znowu chce być lepszy, a przecież już jestem najlepszy, bo to ja CZYTAM). Ba :) Rozmowa zaciekawiła mnie m.in. i z tego powodu, że dopiero kilka dni temu w znanymi mi kręgu blogosfery zwrócono uwagę na blogera, który komentując i pisząc posty, używa najordynarniejszego SI z możliwych, pisze o niczym, gila panie i panów po brzuszku streszczeniami ich własnych wypowiedzi. Dotarło do mnie, że zablokowałam go pod koniec 2024 roku. Literatura uczy.

sobota, listopada 08, 2025

Pisarz czy kasjer w Netto?

Czytałam ostatnio o kasjerze z Netto, Polaku w Islandii, który okradał klientów kasując przy okazji ich zakupów kody papierosów. W artykule stało jednak: pisarz, krytyk literacki. Zaczęłam się zastanawiać, co to za pisarz. Coś tam rzeczywiście wydał. A co za krytyk niezależny? Ach, miał bloga na blogspocie :D (opis Jarosława Czechowicza na Lubimy Czytać warto obaczyć samemu). Czyli mój mąż jest komentatorem politycznym, zasadniczo. Niezależnym, bo nikt mu nie płaci. A ja jestem filozofką :)

Z biografii Tony'ego Halika pióra Mirosława Wlekłego jasno wynika mi, że należy mówić o sobie wielkimi słowami. Jeśli do tych wielkich słów nie dorośliśmy, inteligentni połapią się, że coś jest nie tak, ale wcale nie ma ich aż tylu, więc nie trzeba się bardzo martwić: nie pomylę się zapisując regułę, że największą ilość znanych nam języków obcych przypiszą nam ci, którzy nie znają ani jednego języka obcego.

I tu przyszła mi na myśl Bogumiła-Konstancja-Co-Wydała już prawie 500 tomików wierszy. Czy nie jest być może tak, że wielcy cyzelują każde słowo, a mali się nie krępują i wychodzi im to na dobre? Nie mają np. kłopotu z używaniem AI i przedstawianiem tego jako własnych tekstów, bo uznają, że ich czytelnicy są za głupi, żeby to rozpoznać. Albo nawet nie: nie uznają, bo sami są za głupi na takie przemyślenia, więc na ich blogach głupi z głupim rozmawia, czyli jest rozmowa. A rozmowa, kontakt, ekspresja siebie to przecież dobra sytuacja. Czyli głupie i mierne może rodzić jakieś dobro. W pewnym sensie mierna Bogumiła Konstancja jest tylko o krok od wielkiego Fossego: oboje robią swoje. Taka myśl na weekend, przypominajka bezustanna: trzeba robić swoje, mniej się zastanawiać, co ludzie pomyślą?

niedziela, listopada 02, 2025

O zmianie (lub jej braku)

Szybciutko przeczytałam kolejną opowieść Fossego, "To jest Ales". Bardzo ciekawa rzecz, o odchodzeniu, śmierci, przewijaniu się tych samych wątków w kilku pokoleniach ludzi mieszkających w Starym Domu. Świat wyobraźni Fossego chwilowo mnie fascynuje, na pewno kupię książkę-wywiad z autorem, zapowiadaną na listopad. 

Dzisiaj, kiedy odświeżałam sobie niektóre wątki z nowelki, pomyślałam, że cechą tego świata wyobraźni jest bardzo ograniczona zmiana, brak nowości, powtarzalność indukowane przez pozostawanie w tym samym miejscu. Gdy nie zmieniamy krajobrazu, nieuchronnie mielimy te same myśli. Stąd bierze się zarówno przekonanie, że podróże wzbogacają, jak i terapeutyczne zalecenie dla osoby trzeźwiejącej, aby zmieniła środowisko życia. Nic nowego, postać stworzona przez Jane Austen, główna bohaterka "Perswazji" mówiła, że kobiety kochają dłużej, bo pozostają w domu. Mam też taką obserwację osobistą, że wielość doświadczeń pozwala ruszyć z dołu, który z innej perspektywy, z innego krajobrazu, najpierw staje się dołkiem, a potem znika z pola widzenia. Ludzie, którzy długo rozpaczają, lub pozostają na wcześniejszym etapie rozwoju umysłowego znacznie ponad należny im wiek, zazwyczaj rzadko zmieniają swoje krajobrazy. Wielu jest w takiej sytuacji bez własnej winy, można być przecież uwięzionym w domu pod czułą opieką najbliższych. Panta rhei kai ouden menei, ale hamujemy piętą czyniąc sobie tym więcej szkody, niż pożytku.

Niemożność ucieczki od miejsca jest potencjalnym więzieniem dla ducha? Myślę, że można być duchem wolnym, którego ciało nie zmienia miejsca, ale to wymaga pewnego rodzaju heroiczności. Zmiana, ruch, to czego tak się boimy, mają moc uzdrawiającą.

niedziela, października 19, 2025

Nobel'25 i inni

W czasie tygodnia Noblowskiego byłam w Polsce, zajęta swoimi sprawami, nie odnotowywałam laureatów. Po czasie, uśmiechnęła mnie Pokojowa Nagroda Nobla dla Marii Coriny Machado, polityczki z dręczonej populizmem Wenezueli. Przez tygodnie czytałam o nadziejach/oczekiwaniach Pomarańczowego i nie uznawałam ich za realne, ale to co mi się zdaje, nie musi być tym, co jest, tym bardziej więc nieobecność prezydenta USA na liście najnowszych Noblistów mnie ucieszyła. Szczególną uwagę zwróciłam jednak na literaturę: László Krasznahorkai. Czy ktoś z wpadających tu komentatorów zna, i czy to jest dobre?

Typy Noblowskie bywają cenne. Dwa lata temu pisałam, że nie znam Fossego. Aktualnie, jestem nim oczarowana, czytam wszystko, co mogę dostać tego autora, po polsku i angielsku. 

Obranie kierunku na Norwegię spowodowało, że przez przypadek odkryłam dla siebie rówieśniczkę Jona, Vigdis Hjorth. Polecam, dla mnie bomba. Odrywając się od Skandynawii i Nobli, czytam wszystko Masłowskiej, lubię Tokarczuk, choć ostatnio daję pierwszeństwo Joannie Bator. W czasie urlopu w Polsce wyszłam z Empiku z "Mykwą" Zyty Rudzkiej, znam tylko jej "Ten się śmieje, kto ma zęby", ale jakoś czuję, że to może być kolejna autorka-pewniak, do której będę wracała. Z klimatów irlandzkich, absolutną petardą są dla mnie zbiory opowiadań Claire Keegan. W lżejszych klimatach, czekam na najnowszą Szymiczkową. Kobiety górą (wiem, oczywiście, że Szymiczkowa to tak naprawdę Dehnel z Tarczyńskim :)).

środa, lutego 05, 2025

Literatura i polityka

"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk zostały wybrane książką 25-lecia w plebiscycie Gazety Wyborczej. Sama głosowałam traktując to oczywiście jako zabawę, bo jak można wybrać najlepszą z wielu tak różnych propozycji. Głosowałam zresztą na coś innego, na "Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną" Masłowskiej, chociaż "Księgi" uważam za fantastyczną mozaikę, powieść na nasze czasy. Każda z wybranych do plebiscytu książek warta jest przeczytania (byli tam i Myśliwski, i Gross, i Wicha, i Twardoch, który cały czas łypie na mnie z półki, a Tokarczuk pojawiła się jeszcze raz z "Biegunami").

Na świecie tymczasem są różne jazdy, gdyż żądzą różni zdolni inaczej. Pomarańczowy chyba dopiero w piątek zorientował się, że nałożenie ceł podnosi ceny (może koledzy z partii mu pomogli zrozumieć), bo na Twitterze Muska ogłosił, że znowu uratował świat i ceł jednak na razie nie będzie. W sumie trochę nawet szkoda. 

Przy okazji jest w USA szukanie nowego kozła ofiarnego. Dżendery zostały uznane za dobry cel, stare baby (czyli dziadersi) bardzo lubią ten temat, więc gdy wojskowy helikopter wszedł w kolizję z samolotem pasażerskim w wyniku czego na lotnisku Washington DC zginęło 67 osób, pro-pomarańczowi zaczęli pisać o transkobiecie rzekomo pilotującej ów helikopter (bo pamintejcie ludzie, jak ktoś jest Inny, to pilotuje statki powietrzne inaczy, specjalnie na wszystko wpada, żeby szerzyć depopulację). Nic podobnego się nie wydarzyło (transgenedrowa pilotka istnieje, ale ma się dobrze i nie ma nic wspólnego z wypadkiem), niech mi to zaprzeczenie nie będzie policzone jako krwawa, lewacka agresja. Albo dżajzys, jakby powiedział mój sąsiad, możliwe, że Trump chce w ten sposób "bronić" nie tylko kobiet w USA (te mnie akurat średnio obchodzą), ale też na całym świecie. Dobrze, że mieszkamy na wyspie, tu wszelkie nowości przychodzą wolniej, czyli możliwe, że zdechnie, nim dopłynie.

Może więc lepiej wrócić do literatury. Dlaczego "Księgi Jakubowe" są powieścią na nasze czasy? Opowiadają o ludzie płynącym jak rzeka zmieniająca kształt przy natrafianiu na ostre skały, warstwy mułu, toksyczne masy popowodziowych odpadów. Władcy i epidemie pojawiają się i znikają, rzeka płynie dalej.

poniedziałek, stycznia 27, 2025

Wiersze na tę porę :)

Brodzę przez biografię Herberta, która przynajmniej do strony siedemsetnej składa się z rozmazanych, chaotycznie wypisanych niewydarzeń, synchronicznie czytając antologię jego tomików poezji. Ze "Smugi światła" ten wiersz jest najlepszy:

Stołek

W końcu nie można ukryć tej miłości 
mały czworonóg na dębowych nogach
o skórze szorstkiej i chłodnej nad podziw
przedmiot codzienny bez oczu lecz z twarzą
na której zmarszczki słojów sąd dojrzały znaczą
szary osiołek najcierpliwszy z osłów
sierść mu wypadła od zbyt długich postów
i tylko kępkę szczeciny drewnianej
czuję pod ręką gdy go gładzę rano

 wiesz mój kochany byli szarlatani
którzy mówili: kłamie ręka kłamie
oko kiedy dotyka kształtów co są pustką -

to byli ludzie źli zawistni rzeczom
świat chcieli złowić na wędkę zaprzeczeń

jak ci wyrazić moją wdzięczność podziw
przychodzisz zawsze na wołanie oczu
nieruchomością wielką tłumacząc na migi
biednemu rozumowi: jesteśmy prawdziwi 

na koniec wierność rzeczy otwiera nam oczy


— Zbigniew Herbert, 1956.

Od razu przywiódł mi na myśl inny wiersz, kogoś innego, niby o czymś innym. Ale jednak ...

Wild Geese

You do not have to be good.
You do not have to walk on your knees
for a hundred miles through the desert repenting.
You only have to let the soft animal of your body
love what it loves.
Tell me about despair, yours, and I will tell you mine.
Meanwhile the world goes on.
Meanwhile the sun and the clear pebbles of the rain
are moving across the landscapes,
over the prairies and the deep trees,
the mountains and the rivers.
Meanwhile the wild geese, high in the clean blue air,
are heading home again.
Whoever you are, no matter how lonely,
the world offers itself to your imagination,
calls to you like the wild geese, harsh and exciting—
over and over announcing your place
in the family of things.

— Mary Oliver, 1984.

niedziela, grudnia 15, 2024

Stopping by Woods on a Snowy Evening

Whose woods these are I think I know.
His house is in the village though;
He will not see me stopping here
To watch his woods fill up with snow.

My little horse must think it queer
To stop without a farmhouse near
Between the woods and frozen lake
The darkest evening of the year.

He gives his harness bells a shake
To ask if there is some mistake.
The only other sound’s the sweep
Of easy wind and downy flake.

The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep,
And miles to go before I sleep.

— Robert Frost, 1902.

                            Myślę, że wiem, czyje to lasy.
                            On ze wsi mnie nie dojrzy; czasem
                            Przystaję tutaj, aby w oku
                            Utrwalić leśne śnieżne zaspy.

                            Mój koń zdziwiony patrzy z boku:
                            Przystawać, gdy farm nie ma wokół,
                            Tuż przy jeziora zmarzłej toni,
                            W lesie, w noc najciemniejszą roku?

                            Dzwonkiem uprzęży lekko dzwoni,
                            Pytając, czy pamiętam o nim.
                            Prócz tego dźwięku tylko jasne,
                            Puszyste płatki wietrzyk goni.

                            W lasach głęboka, piękną zima,
                            Lecz ja obietnic mam dotrzymać
                            I wiele mil przejść, zanim zasnę,
                            I wiele mil przejść, zanim zasnę.

                            — tłum. Ludmiła Mariańska.

piątek, września 13, 2024

Herbsttag

Herr: es ist Zeit. Der Sommer war sehr groß.
Leg deinen Schatten auf die Sonnenuhren,
und auf den Fluren laß die Winde los.

Befiel den letzten Früchten voll zu sein;
gib ihnen noch zwei südlichere Tage,
dränge sie zur Vollendung hin und jage
die letzte Süße in den schweren Wein.

Wer jetzt kein Haus hat, baut sich keines mehr.
Wer jetzt allein ist, wird Es lange bleiben,
wird wachen, lesen, lange Briefe schreiben
und wird in den Alleen hin und her
unruhig wandern, wenn die Blätter treiben.


— Reiner Maria Rilke, 1922.

                            Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
                            Rzuć na zegary słoneczne twój cień
                            i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą.

                            Każ się napełnić ostatnim owocom;
                            niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną,
                            znaglij je do spełnienia i wypędź z mocą
                            ostatnią słodycz w ciężkie wino.

                            Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
                            Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
                            i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
                            pisał i niespokojnie tu i tam
                            błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.

                            — tłum. Mieczysława Jastruna

sobota, października 07, 2023

Jon Fosse

Kotłowanina w mojej głowie, a oto niepostrzeżenie jest następna jesień i kolejny Nobel z literatury. Jak można było się spodziewać, autora nie znam, na dodatek przywalona frustracją egzaminacyjną, na razie niczego poza opracowaniami pytań czytać nie zamierzam. Zostawiam tu dwa wywiady z Jonem Fosse, jeden niedawny, z okazji wydania w Polsce Septologii, drugi po norwesku, więc nie mam pojęcia o czym jest (ale dlaczego by nie? pomysł nagrania wywiadu w ciemnym kącie jest dla mnie wystarczająco zachęcający).

wywiad z SITE Zones

piątek, września 23, 2022

Witaj

Właśnie odkryłam, że dzisiaj jest równonoc (copywriterom piszący o tym, co trzeba zrobić, by nie dać się jesiennej chandrze mówię a kysz, sypię solą, robię krąg, no pasaran). 

Słońce przechodzi przez punkt Wagi. 

Z Kawiarenki się dowiaduję, że dnia tegoż zmarł Zygmunt Freud. A w X wieku urodził się Al-Mutanabbi, poeta, jeden z wielu twierdzących, że dawniej było lepiej, tak w każdym razie to leciało w tłumaczeniu Mickiewicza: Śród teraźniejszych ludzi smutne płyną chwile / Wolałbym żyć przed wieki, a dziś być w mogile / Czas ojciec, będąc młodym, naszych przodków stwarzał / A nas nikczemnych spłodził, gdy się już zestarzał. Yyyy, no nie wiem, zresztą wieszcz podlany winem mógł sobie to wszystko zmyślić. Ale czy to nie intrygujące, że od wieków niektórzy patrząc w ciemność łgają, że widzą? 

Odgarniam brzydkie. Witaj, jesieni.

piątek, sierpnia 19, 2022

Rushdie jednooki

Jeśli złym jest pomysłem sięganie po książki na okoliczność, że ich autora właśnie zaatakował religijny maniak, to grzeszę brakiem stylu. Obiecałam sobie, że trzeba nadrobić czytelnictwo kontrowersyjne, które ma zadatki na moje “podobanie się”. Rushdie jest pisarzem postkolonialnym (jak Naipaul), bliskim nurtowi realizmu magicznego (jak Marquez), czyli może być dobrze. “Dzieci północy” i “Szatańskie wersety” idą na listę.

Jestem na etapie postanowienia, więc na teraz myśl o czymś pokrewnym. Relatywnie często spotykam się z argumentem, że osoby krytykujące KrK nie byłyby tak odważne w krytyce islamu, bo wiadomo. Jest w tym założenie, jakoby katolicyzm był ofiarą własnej wspaniałości, która nie pozwala się bronić i wymaga nadstawiania drugiego policzka, oraz coś w deseń “islamiści to gwałciciele kóz, ale w duszy szanuję (rechu, rechu)”. Tymczasem ilość fizycznych ataków na krytyków czy wolnomyślicieli ze strony chrześcijan ma niewiele wspólnego z (wyobrażoną) supremacją idei chrześcijańskich nad islamem. Obydwie religie głoszą rzeczy podobne i odwołują się do tego samego boga. To, co je różni, to poziom psychopatologicznego zbudynienia w jakim żyją przywódcy duchowi i poziom uległości władz świeckich wobec baśni z mchu i paproci. Jeśli tylko rządzący zbliżają się do baśni zbyt mocno i snując swoje historie wyrażają poparcie dla przemocy, nie ma znaczenia o którym z tych dwóch kultów mówimy. Chrześcijanie w Stanach Zjednoczonych atakują lekarzy klinik wykonujących terminacje ciąży, ponieważ pod parasolem republikańskich polityków nagle zdaje się im to sensownym i zgodnym z prawem sposobem spędzania wolnego czasu. Chrześcijanie afrykańscy bez problemu dokonują niegodziwości w imię religii, bo taki mają klimat. Oskarżony o zaatakowanie pisarza, Hadi Matar, uważa pewnie, że zrobił dobrze. Urodził się w Kalifornii, w rodzinie libańskich migrantów. Domyślam się, że jak wielu 20-latków z cywilizowanych krajów, sporo czasu spędzał w sieci, w dziale spersonalizowanych pokemonów (jedni pół dnia siedzą na forum fanów Tolkiena, inni skrolują samoafirmacje fanów Konfederacji — kimkolwiek by nie byli, gdy nie do końca wylogują się z mrzonek, z powodu kilku komórek zapętlonych na ideach, w realu może się odiwanić mała tragedia grecka). Na pewno na początku przeczytał, że wyznaje islam, religię pokoju.

poniedziałek, lipca 18, 2022

Literatura nie jest dla idiotów?

Nie przepadam za inbami, szczególnie jak rozkręca je pewna pani od wskazywania kto jest terfem, ale dobra, pójdę tym tropem, bo to jest ciekawe zagadnienie. Cytat z Tokarczuk z Festiwalu Góry Literatury:

Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki trzeba mieć jakąś kompetencję, trzeba jakby mieć wrażliwość pewną, pewne rozeznanie w kulturze. Te książki, które piszemy, tak jak mówiłam, one są gdzieś zawieszone, zawsze się z czymś wiążą (...). Nie wierzę, że przyjdzie taki czytelnik, który kompletnie nic nie wie i nagle się zatopi w jakąś literaturę i przeżyje tam katharsis.

Fatalnie to brzmi, język mało inkluzywny jak na aktualne trendy w popkulturze. A jednak, ja też nie wierzę, choć jednocześnie nie zgadzam się, że nie ma literatury dla idiotów. Można oczywiście niektóre słowo pisane nazywać nie-literaturą, tylko po co. Skoro jest muzyka przeznaczona dla różnego poziomu percepcji, to jest i literatura adekwatna do poziomu odbiorcy. Można argumentować, że nie ma idiotów. I tutaj od razu zaoponuję, bo idioci są, wiem, bo niektórzy ogłaszają się idiotami na blogach i szeroko się na ten temat rozpisują, dopóty ktoś, zgodnie z ich samoopisem nie nazwie ich po imieniu. Wtedy śmiertlenie się obrażają i cokolwiek smutnieją. Ale to w zasadzie off topic 😉. Zastanawiam się, jak fakt istnienia literatury, która wymaga czytelnika wyrobionego, można opisać w taki sposób, żeby osoby z zawodu obrażone w zastępstwie nie poczuły się obrażone w zastępstwie. Odbieram to jako temat tabu.

"Literatura nie jest dla idiotów" brzmi dla mnie źle głównie dlatego, że przypomina hasło pewnej sieci supermarketów. Różnica w intencjach jest taka, że właściciele superketów chcieli zachęcić do kupowania, a tymczasem wierzę Tokarczuk, że ona nie chce, aby każdy ją czytał. Jeśli kiedykolwiek poszliście do kina, żeby z przyjemnością obejrzeć film, a na widowni pojawili się tego dnia "wszyscy", to pewnie też wierzycie. Zdarza mi się podejmować próby rozmowy na jakiś temat i gdy widzę, że moje intencje nie wypalają, to zwyczajnie nie ma sprawy. Nie ma sprawy. Ja w zasadzie nawet nie uważam Tokarczuk za najwybitniejszego polskiego pisarza, ale czyta mi się ją dobrze. Jak się komuś czyta źle, to co mam zrobić? No nic, kończymy rozmowę na ten temat, jeśli to jest problem, zaczynamy o czymś innym. Od czasu do czasu w różnych miejscach jest przywoływane to nieszczęsne "de gustibus ...", z którym się nie zgadzam, bo ja mogę godzinami dyskutować na temat tego, co mi się podoba i nie podoba. Ale ludzie są różni, łapanki nie będzię. Wśród moich dobrych znajomych są osoby, które lubią rozmawiać też o twórczości (a nie tylko zwyczajnie, o innych ludziach w czasie ich nieobecności), reszta wcześniej czy później wypada. No to jak z tymi idiotami i literaturą?

***

To jeszcze filmik, luźno w temacie. "Marie Curie Answers The Web's Most Searched Questions And Gets Utterly Disappointed" by Karolina Żebrowska:

niedziela, kwietnia 10, 2022

Bułhakowa już czytać nie wypada?

Tak jak moje pokolenie, które II wojny na oczy nie widziało, było zatruwane głupotą nienawiści do języka niemieckiego, tak teraz nowe pokolenie wali w Ruskich. Koleżance-tłumaczce już jakiś czas temu postawiono pytanie, jak to tak ona może tłumaczyć literaturę rosyjską (choć odpowiedź jest prosta: a tak to, że skończyła odpowiednią filologię). Nie pocieszałam jej wówczas, bo uznałam ten przypadek za objaw umysłowej ociężałości po stronie pytającego, co czyni dowodzenie, że nie jest się wielbłądem, syzyfową pracą. Od tego dnia jednak już kilka razy przeczytałam wywody o kulturze rosyjskiej, jak to nie jest kulturą. Kultura jest słowem pojemnym, łatwo o nieporozumienia, szczególnie, gdy użytkownicy o logikę swoich wypowiedzi nie dbają. Tak więc, i to nie jest żart, część Polaków chcąc powiedzieć coś mądrego i na czasie, zaczęło się przyp**lać do nieżyjących rosyjskich pisarzy. Ogólnie rzecz biorąc rozumiem jako tako frustrację — wojna w Ukrainie jest także wojną informacyjną, której trafiły się nasze czasy ponowoczesne. Doceniam teraźniejszość, potrafię kulturę masową przyciąć do swoich potrzeb, ale są w niej zjawiska, które powodują, że mi się cofa. Potrzeba przyswajania okropnych wiadomości przez masy przywodzi mi na myśl sukces książek Mroza zgodny z ogólną makdonalizacją popkultury — dużo keczapu zabijającego inne smaki, głośna konsumpcja i szybki rajd od jamy ustnej do odbytnicy. Odbiorcy newsów wojennych przeglądają fotografie z Buczy i Irpienia, prześlizgują się po tragicznych headlineach i podejmują decyzje wartościująco-uogólniające tym sprawniej, im dłużej trwa wojna. Odnoszę wrażenie, że gdyby gwałty z wojny były streamowane, wielu nie przepuściłoby kliknięcia w żaden link, aby móc po tym napisać, że nienawidzą Ruskich, a wszystko to rzekomo dlatego, bo są wrażliwi, bo czują. Symptomatyczne dla kultury masowej jest, że obserwatorzy przypisują sobie emocje, które wydają się być intensywniejsze od emocji towarzyszących faktycznym uczestnikom zdarzeń. Widzowie przebaczają katom wolniej niż czynią to ich ofiary w programach reporterskich, widzowie są bardziej zakochani niż sami zakochani idole, widzowie duchem biegają szybciej po boisku niż najlepsi piłkarze. W związku z tym rzeczywistość w której widzowie przeżywają większe męki niż torturowani na prawdziwej wojnie Ukraińcy, wydaje się w zasadzie nieuchronna i potwierdza się w wirtualu każdego dnia — podczas, gdy ofiary wojny starają się nadludzkim wysiłkiem zbierać swoje życie do kupy, komentatorzy cierpią coraz większe katusze. I klikają dalej.

Co może (przynajmniej częściowo) ukoić rosnący ból klikaniowy? Skoro jest Putin, to wszyscy Rosjanie są źli, ich książki są złe, balet  jest do dupy. Radykalne oceny prostą receptą na bolące serduszko. Kuszące, ale ...

Moi rodzice żyją pod rządem PiSu, którego nie wybrali i niewiele mogą z tym zrobić. Z powodów osobistych (chwilowe przemieszczenie geograficzne nas spotkało) miałam ostatnio nieszczęście przez chwilę (czyli było jakieś szczęście w tym nieszczęściu) oglądać tv Republikę i wywiad z wesolutkim Ziemkiewiczem. Pomyślałam: toż i on jest Polakiem. Skoro go nie zabiłam, albo przynajmniej nie ogłosiłam co bym mu zrobiła, gdybym go spotkała (poważnie, są ludzie uważający się za dorosłych, którzy piszą takie sformułowania na ogólnodostępnych platformach, bo sądzą, że to dobrze o nich świadczy), czy świat powinien mi wybaczyć moje zaniechanie w sytuacji, gdy gówno faszyzmu wyleje się na Europę z mojej matczyzny? Poza głośnym wyrażaniem swojej opinii i braniem udziału w procesach demokratycznych, co mogłabym jeszcze zrobić, aby kreatury istniejące pod wspólnym szyldem "Polacy" przestały mnie kompromitować? 

Generalizacja podobnie jak przecenianie sprawczości jednej osoby zbyt często prowadzi na manowce, także w ocenie procesów historycznych. Czy Rosjanie są winni? Uważam, że tak. Ale są winni tym bardziej, im mniej się za obecną sytuację wstydzą. Każdy socjopata potrzebuje followersów, aby uczynić zmianę — spójrzmy na rozpirz made by PiS pod przywództwem Jedynego Wodza: cóż mógłby on zrobić bez Was, drodzy podczytujący mnie fascynaci Jarosława, Bezobjawowego Doktora Być-Może-Prawa-Raczej-Administracji? Wyborcy Putina, tak jak wyborcy Jarosława, żeniąc stare z nowym tęsknią za wielkością — w Rosji starsze pokolenie lepi do kupy umiłowanie cerkwi i cara z "mocarstwowością" ZSRR, w Polsce skleja się dziadków piłsudczyków z wybitnymi (jakim cudem, tego już nie wyjaśnia nikt) dokonaniami z życia w PRL-u. Tylko czy to oznacza, że ja też jestem winna, bo mam dowód identyfikacyjny z orłem w koronie? Postuluję gradację przewin i szukam w głowie, co mogłoby mnie w takiej niefartownej sytuacji usprawiedliwić. Może niesłusznie uznaję, że jestem winna trochę mniej, nalegam jednak stanowczo, żeby się odczepić od umarłych polskich literatów i artystów.

PS. Uważam, że sankcje gospodarcze są słuszne. Nie traktuję ich jako zemsty na Rosjanach, to skuteczna forma nacisku, gdy nie jest dziurawa jak ser szwajcarski. Nienawiść do Rosjan zostawiam ofiarom.

sobota, grudnia 25, 2021

Inspiracja świąteczna

Fausty mnie ostatnio wciągnęły (obecnie słucham Goethego), pomna zachęty promotorki "Drodzy państwo, tekst jest trudny, ale jesteśmy osobami inteligentnymi" (o ile lepiej się czuję faktycznie nie będąc adresatką owej przygany) rozsmakowuję się w szczegółach. Np. ten fragment, jeden z wielu jakże psychologicznie trafnych, ciągle wywołuje u mnie uśmiech:
Schildknapp urodził się w jednym z miast śląskich, jako syn urzędnika pocztowego, nie najniższej wprawdzie kategorii, lecz bez możliwości dalszego awansu na wyższy szczebel służby administracyjnej, w sferę radców rządowych, zarezerwowaną dla ludzi ze stopniem naukowym. Stanowisko takie nie wymaga świadectwa dojrzałości ani uprzednich studiów prawniczych; osiąga się je po paru latach służby przygotowawczej przez złożenie egzaminu na referendarza. To była kariera Schildknappa seniora; a ponieważ był człowiekiem dobrze wychowanym, o nienagannych formach i towarzysko również ambitnym, zaś hierarchia pruska albo go wykluczała z wyższych sfer miasta, albo, jeśli w drodze wyjątku do nich dopuszczała, karmiła go tam upokorzeniami, wadził się ze swym losem i stał się wiecznie niezadowolonym śledziennikiem, który złym humorem mścił się na najbliższych za swe nieudane życie. Rüdiger, syn, opowiadał nam nader plastycznie przy czym komizm przekładał nad szacunek jak społeczne rozgoryczenie ojca zatruwało życie jemu, a także matce i rodzeństwu i to tym dotkliwiej, że ze względu na kulturę tego człowieka przejawiało się ono nie w grubiańskiej kłótliwości, lecz w subtelnym cierpiętnictwie i efektownym roztkliwianiu się nad samym sobą. Przychodził na przykład do stołu i już przy zupie owocowej natrafiał zębem na pestkę wiśni, uszkadzając sobie koronę. Popatrzcie mówił drżącym głosem, rozkładając ręce tak właśnie jest, tak się ze mną dzieje, to do mnie podobne, taki już mój los, tak widocznie być musi! Cieszyłem się na ten posiłek, miałem nawet apetyt, dzień jest upalny, a po tej chłodnej zupie owocowej obiecywałem sobie orzeźwienie. I oto musiało mnie to spotkać. Dobrze, sami widzicie, że nie mam prawa do radości. Rezygnuję z obiadu. Idę do swego pokoju. Smacznego! kończył załamującym się głosem i odchodził od stołu, wiedząc, że na pewno im nic smakować nie będzie, gdyż pozostawił ich w głębokim przygnębieniu.
— Tomasz Mann, "Doktor Faustus" (tłum. Maria Kurecka & Witold Wirpsza), str. 219-220, Czytelnik, 1960.

Święta kulinarne, które właśnie trwają, święta kutii, sałatki jarzynowej i ciast wszelakich, niewątpliwie mogą nas wzbogacić o więcej podobnych obserwacji.

środa, stycznia 06, 2021

In a cup of ... / Lockdown again

Trzech Króli dzisiaj. Ciekawa sprawa, bo fakticznie nie wiadomo ilu ich było. Tzn. ilu ich stało w Biblii napisanych, nie mam na myśli realiów, nie mylmy dwóch porządków. Do trzech policzyć wszyscy bez obciętych palców gładko powinni dać radę, w Biblii czasami chyba zbyt gładko, stąd konfuzja. Opis pokłonu znajduje się tylko u Mateusza, i nie daje pewności ani co do liczby, ani profesji gości. 

Tyle o mitologii (którą, i owszem, czytam, czytam). Kilka dni temu przyjemnie zaczął się nam rok 2021, który został ogłoszony m.in. rokiem Lema i Różewicza. Pięknie bardzo, postanawiam się z dzieł autorów owych podciągnąć. A przyjemnie się zaczął, bo spędziliśmy go w niewymuszonym towarzystwie, na wyjeździe, pod górą, którą darzymy uczuciem, ja wznosząc toast tym oto kubkiem herbaty czarnej, z miodem i cytryną: 



Okazji do ćwiczenia otwartości na niepewność i zmiany będzie sporo — siedzimy właśnie w trzecim dużym lockdownie, który zaczął się zresztą w ten sam dzień, gdy wyruszyliśmy pod górę Carlingford napić się herbaty z miodem i cytryną. Nikt nas wtedy nie zatrzymał, ulice puste, spokój, cisza, Księżyc patrzy. Nikt nas nie zatrzymał, nawet trochę szkoda, bo moglibyśmy powiedzieć, że jedziemy jako grupa wsparcia, gdyż taka była prawda najprawdziwsza. Byliśmy support squad na poważnie i na trzeźwo, zaopatrzeni we wspierające sałatki. Następnego dnia obudziliśmy się w sypialni z widokiem na górę oświetloną Księżycem, trudno mi sobie teraz wyobrazić lepszy początek roku, nawet jeśli data jest umowna, a realia ogólne surowe. Lockdown w Irlandii się cały czas dokręca, ostatnio przesuwany jest powrót uczniów do szkół, a budownictwo non-essential ma składać koparki i do domu. W szpitalach jest więcej pacjentów z covidem niż kiedykolwiek, widać, że obywatele balowali w czasie przesilenia jak się patrzy — czasami rozumiem, a czasami nie rozumiem.

Nie wiem, czy w tym roku będę pisała krótko czy długo, często czy rzadko. Miło jest, gdy rzeczywistość dostarcza sposobności do jej komentowania, ale i niemiło bywa. Taka dwoistość jest rzeczy na świecie. Zimno. Dla niektórych to dobra wiadomość, ja z Kraciastym grabieję na chłodnym wietrze, tak więc zimowe zdobywanie K2, Carrantuohill, czy choćby pagórka za wsią nie zdarzy się nam w tym życiu. Siedzimy w domu, bo zimno, i siedzimy w domu, bo lockdown. Wyruszam w krainę Wzmożonego Czytelnictwa, chcącym i mogącym życząc szybkiego zaszczepienia.

piątek, października 09, 2020

Nobel dla Glück. The Red Poppy

W zeszłym roku tak byłam podekscytowana zaległym Noblem dla Tokarczuk za rok 2018,
że nie odnotowałam wygranej na rok 2019, (kontrowerysjnego podobno) Petera Handkego.
Nadrabiam za to wczorajszego Nobla dla Louise Glück.
Łatwe to i niełatwe. 

***
The great thing
is not having
a mind. Feelings:
oh, I have those; they
govern me. I have
a lord in heaven
called the sun, and open
for him, showing him
the fire of my own heart, fire
like his presence.
What could such glory be
if not a heart? Oh my brothers and sisters,
were you like me once, long ago,
before you were human? Did you
permit yourselves
to open once, who would never
open again? Because in truth
I am speaking now
the way you do. I speak
because I am shattered.


— z tomu "The Wild Iris", 1992.

wtorek, marca 10, 2020

Piękny fragment

Widzi też płonące księgi, które puchną od ognia i pękają. Ale zanim ogień liźnie biel kartek, litery, podobne mrówkom lub innym małym, ruchliwym owadom, uciekają sznureczkami z kartek i przepadają w ciemnościach. Dembowski widzi je bardzo wyraźnie i właściwie wcale się temu nie dziwi, że litery są żywe: jedne przebierają maluchnymi nóżkami, inne zaś, te które są ich pozbawione, te najprostsze, z konieczności skaczą albo pełzną. Biskup nie ma pojęcia, jak się nazywają, ale ta ich ucieczka go wzrusza, nachyla się ku nim prawie z czułością i po chwili widzi, że żadna nie została, że płoną czyste, białe stronnice.
— Olga Tokarczuk, "Księgi Jakubowe", str. 582, Wydawnictwo Literackie, 2018.

wtorek, grudnia 24, 2019

Takie tam bum ...

Politycy dwoją się i troją składając nam w mediach życzenia, podobnie jak
fałszywi ludzie z domową kiłą piszą o spokoju i o tym jak "obchodzą".
A wiecie, że na początku XX wieku karpia powszechnie jedli głównie Żydzi,
a na stoły wigilijne jako klasykę wprowadziła go Polska Ludowa?
Takie coś (z Newsweeka wiem).
Smacznego.

Poza tym, wszystkiego najlepszego, Pani Profesor.

Georges de la Tour, "Nativity", 1644 (francuski barok, chiaroscuro).



[wiadomo ... sztuczne fiołki]

czwartek, października 10, 2019

Olga Tokarczuk ma Nobla

Brzmi to podobnie do "Olga Tokarczuk ma jobla" i
zapewne jeszcze wczoraj wielu z jej nieczytelników tak myślało, by dzisiaj powiewać polską flagą.
My-śmy, Polacy, dostali Nobla!

Wiadomość wspaniała, obdarował mnie nią chłopak-mąż  w trakcie (mojej) przerwy w pracy.
Jeszcze z rana, z zapuchniętymi oczami, przygotowywałam wpis ogólny o tegorocznych  noblistach.
Ale nie, bo dzisiaj chcę się cieszyć. Myślę też o tym, jakby cieszyła się Eileen.
Tłumaczenie literatury ma wielką moc - daje książkom świat, a światu nowe historie.
I nawet pan Gliński, ten taki bardziej misiaczek-pysiaczek z rodzeństwa, pan minister od kultury i dziedzictwa, powiedział, że doczyta. To dobrze dla niego.

Kilka dni temu, w moje urodziny,
Tokarczuk dostała odznaczenie "Zasłużona dla Powiatu Kłodzkiego". Radni przyznali je pisarce pomimo protestów pewnych członków Parti Obecnie Rządzącej w Polsce. Niech historia ich zapomni.

A tymczasem, do końca tygodnia w komunikacji miejskiej Wrocławia na "bileciki do kontroli" będzie można się wylegitymować książką Tokarczuk. I to jest piękne 😸😸😸

fot. Łukasz Giza

PS. Mój Jedyny tak się przejął, że natychmiast napisał o Noblu dla Tokarczuk tekst, umieścił go na innym blogu, niż chciał, i zauważył to dopiero po kilku godzinach. Możecie tekst poczytać TUTAJ.