Nie żebym łonet uznawała za jakoś niesamowicie opiniotwórczy, raczej jego układ (nielicznych) informacji poprzetykanych wątpliwymi historyjkami i zabobonem odzwierciedla stan zjełczenia społeczeństwa, ale wspomnę, że IBRiS zrobił dla tego portalu informacyjnego sondaż metodą CATI z pytaniami dociekającymi, jak Polacy po 2 latach oceniają wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Wyniki statystyczne są pokrzepiające. Już nawet elektorat PiSu nie wie co powiedzieć (32% uznało że to ani źle, ani dobrze), a tylko 4,9% pytanych stwierdziło, że decyzja pseudoTK była bardzo dobra. Dodatkowo Polacy trafnie wskazali, kto jest za ten wyrok odpowiedzialny (poza nimi samymi, dokonującymi durnych wyborów przy urnie): Kaczyński i KrK. Słusznie, bo tak właśnie jest. Tron i ołtarz, kult jednostki, w tle Julia Pionek Przyłębska (element niedecyzyjny, doskonale zastępowalny).
Czy religia zawsze musi szczytować kultem jednostki? Do końca tego nie wiem, ale z pewnością wierni przed Tenzinem Gjaco też się płaszczą, chociaż niby jest taki cool równy brachol. A pamiętacie naiwną wiarę tłumu, że Karol Wojtyła potrafi mówić dziesiątkami języków obcych, bo powiedział w nich "heloł"? Dochodzą słuchy, że w Iranie, w którym od połowy września wybuchają zamieszki związane ze skandalicznym traktowaniem kobiet przez religijnych tradycjonalistów (zaczęło się od śmierci Mahsy Amini skatowanej za nieprawidłowo założoną chustę i obcisłe spodnie) zmarła 15-letnia Asra Panahil, uczennica z miasta Ardabil pobita przez funkcjonariuszy ichnich służb bezpieczeństwa, ponieważ była jedną z tych, które w szkole odmówiły odśpiewania pieśni pochwalnej na cześć przywódcy duchowego, Alego Chamanei. Urzędnicy oczywiście zaprzeczają, mówią, że chorowała na serce, rodzina twierdzi co innego. Nie mam wiedzy z pierwszej ręki, na teraz uznaję tę śmierć za autentyczny przypadek, wątek tragiczny i niesprawiedliwy, natomiast motyw samouwielbienia duchownych/polityków jest mi znany i co do jego istnienia nie mam wątpliwości żadnych. Irańczycy wyraziście ilustrują zagadnienie "po co jest religia?". Żeby se jakiś chłop mógł bogiem polerować jaja, żeby wierni mogli mu oliwić oliwą najświętszą penisa i wznosząc modlitwy niby do boga, całować w zastępstwie cztery litery Hanka śpiewając mu przy tym pieśni. Po to jest religia, gdy zerkamy na nią z politycznego punktu widzenia, nie ma znaczenia czy Samouwielbiony jest duchownym per se, czy po prostu Jednostką Niezbędną, jak pan Breżniew.
A propos, polerowania jaj, przejdźmy do hagiografii. Wiecie, że krakowski aktor, lat 75, Jerzy S., w stanie po spożyciu alkoholu potrącił motocyklistę (nie zbiegł z miejsca wypadku, jak się emocjonowano, niemniej fakt spożycia i potrącenia pozostaje)? Wiecie. Pomijając rzekomy hejt prawicy (nie widziałam go, bo po prostu mam takie zasady życiowe, że do szamba nie zaglądam), myślałam, że się przewrócę, jak kilka razy łonet próbował podgrzać kotlet publikując wypowiedzi Różne Różnych o upadku autorytetu moralnego. Stuhr jest wspaniałym aktorem, wypowiada się także w tematach polityczno-społecznych (bo ma do tego prawo, jak każdy z nas), ale żeby czyniło go to Autorytetem Moralnym (czyli w polskim słowniku Autorytetem We Wszystkim)? Czytam właśnie "SPATiF. Upajający pozór wolności" Aleksandry Szarłat i powiem Wam, że przeważające w lekturze głosy o tym, jakie to było doskonałe źródło edukacji kulturalnej, jakie tam chodziły autorytety, rozwalają mnie na łopatki. Jeśli nawet ludzie kultury histerycznie szukają autorytetów w towarzystwie osób podpitych, czyli z definicji mających dużo do powiedzenia, ale niewiarygodnych, to feudalna potrzeba hierarchii oraz hagiograficzne podejście do osób choć trochę bardziej rozgarniętych w czymkolwiek ma się dobrze i to jest dla nas wszystkich bardzo źle. W związku z tym na wiszący jakiś czas na łonecie link z tematem, jakoby gwiazdy wspierały Stuhra nawet nie chciało mi się kliknąć, ani go Wam nie zapodam. Stuhr jest takim samym obywatelem, jak kużden inien. Zawinił, niech dostanie karę i nie łkajmy. Czy umysł feudalny domagający się hagiografii może to w końcu pojąć? Niedobrze mi się robi, jak słucham, że każdy czasami prowadził po alkoholu, więc o co ten szum, ponieważ, że zacytuję samą siebie, skoro już to napisałam u @boja:
Nikt nikogo nie usprawiedliwia za pozostawienie niespłukanego gówna w publicznej toalecie, przyjmijmy tę samą narrację w temacie jazdy po alkoholu, bo czas najwyższy wznieść się cywilizacyjnie o oczko wyżej.