Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia uzależnień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia uzależnień. Pokaż wszystkie posty

wtorek, sierpnia 04, 2026

Dramy sierpniowe, guru i rozmowy krzepiące

Sierpień.
Znowu rozczulają się ludzie nad przegranym powstaniem, lecą na autopilocie program obowiązkowy.

Z innej beczki, nie jestem zdziwiona atakiem na Woydyłło po jej wypowiedzi na temat Świątek. Uwielbienie łatwo przeradza się w nienawiść. Byliśmy z Kraciastym na występie Woydyłło w Dublinie. Miałam nadzieję na jasny przekaz na temat uzależnień (jasnych przekazów nigdy dość, zawsze pojawia się ktoś, kto mruga oczkami i macha rączkami na wieść, jakie zachowanie w stosunku do uzależnionego daje mu szansę na wyzdrowienie — nie, nie chodzi o zastąpienie alkoholu marihuaną, albo przynoszenie alkoholu do domu, żeby delikwent pił w czterech ścianach, oprany i wytłumaczony przed sąsiadami), ale akurat tamtego dnia dostaliśmy coś innego; publiczność łaknęła wzniosłego banału. Bywa że wzniosłość szkodzi przedmiotowi kultu, szczególnie gdy wierni zapominają, że specjalista wychodzący poza swoją dziedzinę ma prawo grubo się mylić. Cóż. Widzę tu podobieństwo do dram z Tokarczuk — z jej dwóch kontrowersyjnych wypowiedzi ("literatura nie jest dla idiotów" i "kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?") wybieram tę pierwszą, drugą uznaję za infantylną. Mam ustaloną opinię na temat tego, kto dyskutuje z ChatemGPT, więc trochę się martwię o Noblistkę.

A skoro o SI, zaciekawił mnie przypadek Christian Faith Madison z Alabamy, który torpeduje pewną automatyczną narrację. 29-letnia Christian przez kilka miesięcy traktowała ChatGPT jako przyjaciela i powiernika. SI robiła to, co robi zazwyczaj, zgadzała się ze swoją rozmówczynią, bo tak działa w tej konkretnej roli złotoustej wyszukiwarki banałów. Obecnie rodzina zmarłej Christian (gdyż nie ma już młodej kobiety wśród żywych) oskarża OpenAI o namówienie jej do samobójstwa. Zazwyczaj przy okazji mowy o sektach, związkach z toksycznymi ludźmi, opowieść zmierza do udowodnienia relacyjnego źródła problemu: to druga strona opętuje, przymusza, stosuje manipulacje, lub przynajmniej nie pomaga jak należy (o jakże byłbym inny, gdyby świat nie był taki jaki jest!) — publiczność szuka winnego i znajduje go. W przypadku ChataGPT po drugiej stronie jest maszyna. Maszyna nie ma intencji, ma program, którego głównym zadaniem jest konwersacyjność, podtrzymanie wymiany informacji z osobą zazwyczaj przeciętną, która chce się poczuć ważna, wyjątkowa, rozumna i po stronie racji. Skarżący zarzucają, że SI tworzyła fałszywe poczucie więzi ... pytanie brzmi w takim razie jakie jest niefałszywe poczucie więzi? Ludzie sami, uporczywie i konsekwentnie, wybierają sobie środowisko — tyle mi mówi ten przypadek.

sobota, listopada 22, 2025

O nawyku

I am your constant companion.
I am your greatest helper or your heaviest burden.
I will push you onward or drag you down to failure.
I am completely at your command.
Half the things you do, you might as well turn over to me,
and I will do them quickly and correctly.

I am easily managed – you must merely be firm with me.
Show me exactly how you want something done,
and after a few lessons I will do it automatically.

I am the servant of all great people, and, alas, of all failures as well.
Those who are great, I have made great.
Those who are failures, I have made failures.

I am not a machine, though I work with all the precision of one.
I work by rule of thumb, but the rules you give me.
You may run me for profit or run me for ruin
— it makes no difference to me.

Take me, train me, be firm with me, and I will place the world at your feet.
Be easy with me, and I will destroy you.

Who am I?

Adolph von Menzel, "Atelierwand", 1872, (niemiecki realizm)

Temat uzależnień jest dla mnie interesujący z jednego powodu: ponieważ uzależnienie będąc zjawiskiem tak destrukcyjnym, bazuje na mechanizmie prostym jak konstrukcja cepa: na nawyku. W zasadzie zawsze, gdy rozmawiamy sobie o tym z moim mężem, ja ze swoich powodów, on ze swoich, rozdrażnieni są tym ciągle ci sami ludzie. Co przypomina mi powiedzonko, nie wiem z której uczelni: jeśli będziesz wyrzucać przez okno skórki od banana, codziennie będą wywijać na nich orły ci sami ludzie ...

Nie jest ważne jak siebie opiszemy na profilu bloggera, jesteśmy w gruncie rzeczy tym, co w kółko robimy, a nie tym, czym myślimy, że jesteśmy (czy ja sobie przypadkiem nie przeczę?). Prowadzi mnie to do konstatacji, że trzeba uważać z zastyganiem w jednej roli, bo czy nie jest tak, że powstańcy dają się infekować brutalnością zaborców, nauczyciele prześmiergają ignorancją swoich uczniów, a pracownicy fabryki opon, jeśli nie dość są ostrożni w wybieraniu swojego pozapracowniczego stylu życia, finalnie robią się tak ekscytujący jak ich półzautomatyzowane stanowisko przy taśmie? Odnoszę też wrażenie, że świat matek kurczy się i infantylizuje podczas opieki nad dziećmi, choć może to być też moim zupełnie prywatnym uprzedzeniem.

Jeśli dobrze rozumiem, Kant uważał nawyk za zagrożenie, bo postępowanie moralne musi być według niego oparte na decyzji świadomej, a nie na automatyzmie takim samym jak bezmyślne wzuwanie kapci, czy mycie zębów. Bywam z Kantem na bakier. Chyba jest mi bliższa koncepcja Deweya, gdzie praktykowanie refleksji samo w sobie może stać się nawykiem, czymś pożytecznym, prowadzącym do lepszych wyborów.

czwartek, listopada 20, 2025

Zakaz sprzedaży alkoholu

Od 24 listopada w polskim Sejmie ma obowiązywać pierwsze rozporządzenie Czarzastego, nowego marszałka: zakaz sprzedaży alkoholu na terenie miejsca pracy, w tym przypadku "w budynkach i na terenach pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu".

Czyli to było przez cały ten czas takie proste?
Trudno nie uśmiechnąć się z politowaniem.

sobota, września 20, 2025

Dwa razy A

O alkoholu w Polsce, tekst za Racjonalny Psycholog:

Alkoholu nie piję od 4 lat.
I nie, nie „miałem problemu”.
Nie uratował mnie terapeuta, nie obudziłem się w rowie, nie dostałem ultimatum od bliskich.
Po prostu przestałem.
I od tamtej pory czuję się, jakbym chodził po świecie do góry nogami.
Bo za każdym razem, gdy mówię “nie piję”, widzę to samo:
Uniesione brwi. Podejrzliwość. Śmiech.
A potem to cudowne, klasyczne pytanie:
“Ale… coś się stało?”
Nic się nie stało.
Tylko w tym kraju musisz się tłumaczyć z abstynencji, a nie z faktu, że regularnie wlewasz w siebie truciznę mącącą zmysły i nazywasz to “relaksem”.
To ci, którzy nie piją, są postrzegani jako dziwni.
Nie ci, którzy tłuką się po klatkach, rzygają po taksówkach i wyzywają ratowników medycznych na SOR‑ze.
A potem słucham, co się dzieje na sesji Rady Miasta Warszawy i serio zaczynam rozumieć, czemu ludzie piją. Bo trudno znieść ten poziom hipokryzji na trzeźwo.
Wiesz, co powiedzieli? Że zakaz nie może wejść wszędzie, bo problem nie jest ogólnomiejski.
Aha.
Czyli jakbyś miał nowotwór tylko w jednej nodze, to reszty organizmu leczyć nie trzeba? Bo zdrowa?
Alkohol w Polsce nie jest dodatkiem.
Jest fundamentem.
Klei relacje, zabija samotność, zamula myślenie.
To wódka mówi „kocham cię”, to piwo rozwiązuje języki, to whisky zagłusza lęk.
A my stoimy i się kłócimy: 22:00 czy 23:00?
Dwie dzielnice czy cała Warszawa? A może kraj?
A może referendum, a może ankieta, a może nic, bo przecież „nie każdy pije do nieprzytomności”.
Nie.
Nie każdy.
Ale wystarczająco wielu, żebyśmy przestali udawać, że to tylko margines.
Którzy są wystarczająco głośno, żeby zagłuszyć tych, którzy chcieliby mieć po prostu spokojną noc, czystą klatkę schodową i SOR, który ratuje ludzi, a nie wytrzeźwiających imprezowiczów.
To nie ja powinienem się tłumaczyć.
To system powinien się w końcu zawstydzić.
Bo jeśli w miastach jest więcej sklepów z alkoholem niż przedszkoli, jeśli sklep nocny to centrum życia towarzyskiego, a najczęściej powtarzanym argumentem przeciw zakazowi jest „bo będzie gorzej”, to nie mamy problemu z zakazem.
Mamy problem z normalnością.
No ale nie po to podnosimy akcyzę i liczymy miliardy z butelek, żeby teraz robić jakieś zakazy, prawda? Gdyby ludziom naprawdę przestało się opłacać chlać, to komu byśmy wciskali tę iluzję wolności?
I nie, nie jesteś wolnym człowiekiem, jeśli twoja wolność kończy się tam, gdzie zamykają monopolowy.
Jesteś uzależniony.
A całe miasto ci w tym sekunduje.
Więc nie pytaj mnie więcej, dlaczego nie piję.
Zacznij się zastanawiać, dlaczego ty musisz.

O architekturze: tymczasem w Gazecie Wyborczej Emilia Dłużewska pisze o architektonicznych upodobaniach Pomarańczowego. Otóż, budynki rządowe mają być w stylu monumentalnej klasyki. Autorytaryzm w sztuce? Albert Speer i monumentalne ruiny, ktoś coś? Polonia, która głosowała na tego człowieka, cuchnie. 

wtorek, października 01, 2024

Manipulacja społeczeństwem

W polskich sklepach zaczęto sprzedawać alkohol w opakowaniach przypominających "zdrowe" musy owocowe w tubkach dla dzieci (plastik plastikiem pogania, do tego, czy 10-latek nadal potrzebuje, żeby mu ktoś wcześniej przeżuł? Najwidoczniej, ale to temat na osobną notkę).

Manipulacja społeczeństwem, często czytam taki zwrot w kontekście głupot związanych z teoriami spiskowymi. Tymczasem tutaj mamy jego prawidłowe zastosowanie. Problemy zaczynają się bowiem od drobnych rzeczy, takich jak to, co przyciąga wzrok dziecka albo czy butelka będzie pobrzękiwać w torbie (od takiego dźwięku zaczęła się moja obserwacja sąsiada, który już nie mieszka na osiedlu, wspomniałam go w archiwalnej notce).

Wiemy z historii, że całkowita prohibicja generuje nowe problemy, więc nie jestem zwolenniczką, z drugiej strony powszechność dostępu środków uzależniających nasila w społeczeństwie problemy z uzależnieniami. Metodą skuteczną (choć żmudną, gdy dotyczy jednostek) jest utrudnianie: podnoszenie cen, ograniczenia wiekowe sprzedaży, ograniczenia czasowe, ograniczenia przestrzenne. Przypuszczam, że jeszcze skuteczniejsze byłoby utożsamianie nałogu z niską pozycją społeczną i byciem uncool, ale tutaj zarówno naród polski jak i irlandzki leżą. Idę sobie kiedyś na otwarcie wernisażu w środku Wrocławia, a tam zapach alkoholu roznosi się od drzwi, wino musujące czeka w szklaneczkach na gości, gdyż, jak wiadomo, pić trzeba umić i ci na wernisażu właśnie umiom. A może tak sok z czarnej porzeczki jednak? 

Młodzi sięgają po używki, żeby być dorosłymi i w zasadzie każdy, kto mówi im "jesteś jeszcze na to za młody" tworzy w ich głowach to atrakcyjne połączenie dorosłość = picie + palenie (sądzę, że im później człowiek zacznie przyjmować używki, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo uzależnienia/uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego i zamrożenia rozwoju osobowości, ale jak widać nawet tutaj, zdanie jest za długie i może być opacznie zrozumiane). Skuteczne byłoby pewnie także uczenie technik relaksacyjnych pomagających w radzeniu sobie z emocjami, bo od czytania o piciu czy paleniu rekreacyjnym wiedźma we mnie dławi się ze śmiechu. Tylko kto miałby tego uczyć? Rodzice spięci jak agrafki, czekający na imprezy rodzinne jak na zbawienie? 

Zapisuję te luźne myśli w sumie pełna rezygnacji. Sprawa z małpkami w kolorowych saszetkach stała się medialna i możliwe, że na dłuższą metę jest to tylko akcja promocyjna określonego producenta alkoholu, który wycofanie się z saszetek już wpisał w koszty. Politycy jeden z drugim grzmią, a przecież nadal nie rozwiązali problemu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych (powiedzmy to jasno: bo nie chcieli). Ofiary rodzin alkoholowych prędzej obrażą się na mnie, ponieważ poruszam temat (współ)uzależnienia, niż na rodziców, którzy upodlili ich dzieciństwo. Taki jest stan świata na dziś.

piątek, grudnia 29, 2023

O kontroli

Wróciliśmy z Kochanym do domu po świętowaniu. Zerknęłam na poprzedni temat. Zachęcona jego ostrożnym potraktowaniem przez komentatorów oraz zbliżającym się Sylwestrem trochę się pewnie powtórzę, gdyż dlaczego by nie ;), ale zajdę od mańki. 
O tym, że miałam przerąbane dzieciństwo, dowiedziałam się od psychologa. — wspomina Ewa (45 lat). I nie, nie na terapii. Do gabinetu terapeutycznego przyjechałam jako przedstawiciel handlowy, przywiozłam ekspres do kawy. Załatwiliśmy transakcję, chcę się żegnać, a starszy pan, miły psycholog mówi, że też wychodzi. A ja wtedy zaczynam go instruować. "Ale powinien pan wyłączyć ekspres z kontaktu". "Jeszcze światło w gabinecie się pali. Trzeba zgasić", "A klimatyzację pan zostawia?".Facet zaczął się na mnie dziwnie gapić. Po kolejnym moim pytaniu nie wytrzymał: "Ale co to panią właściwie obchodzi? Zachowuje się pani [jak] osoba z syndromem DDA. Przecież to mój ekspres, moje światło i moja klimatyzacja" — wypalił. Przytkało mnie.
Mam kłopot z pojęciem DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) i DDD (Dorosłe Dzieci z Rodziny Dysfunkcyjnej), taki to mianowicie, że nie są ono dość precyzyjne klinicznie i mogą być pożywką dla nadużyć (stąd plagą są grupy wsparcia przy parafiach, które nie bazują na informacji zwrotnej od terapeuty). 
Ewa: — Gdy myślę o nadmiernej kontroli, widzę przed oczami sceny, gdy kobiety kontrolują, ile facet napił się alkoholu, na przykład na weselu, czy imprezie. Jestem na 99 proc. pewna, że robią to te, które pochodzą z dysfunkcyjnych rodzin. Gdy miałaś w porządku rodziców, nie zajmują cię inni. Facet nawali się na imprezie? Jego sprawa. Zrobi to drugi raz, a przy okazji rozkręca aferę? Rzucasz go, bo nie masz głowy dźwigać innych.

Faktem jest jednak, że pewne cechy u osób z rodzin dysfunkcyjnych dość regularnie się powtarzają, a że mamy w bliskim otoczeniu znajomą z zaburzeniami poczucia kontroli i wiem, że jest to problem dość powszechny, sądzę, że moje wpisy pozwolą niektórym co nieco sobie uświadomić. 

Joanna Flis: — Osoby z syndromem DDA mają nadmierną lojalność wobec bliskich. Do tego każdy inaczej pamięta to, co się działo w domu, bo miał w rodzinie inną rolę. Dorosła kobieta, która była dzieckiem-bohaterem, powie, że rodzic był nieodpowiedzialny i zawodził. Ale, na przykład, jej siostra, która odgrywała rolę dziecka-maskotki, odpowie: "Co ty mówisz? Tata był taki ciepły, emocjonalny, zabawny. A to, że sobie lubił wypić? Co to takiego, to ty jesteś taka poważna i zasadnicza!".

Powyższe cytaty są z tekstu onetu autorstwa Katarzyna Troszczyńskiej podsumowującego objawy u dorosłych wychowanych w rodzinach, gdzie był obecny alkohol. Już mi się zdarzyło na tym blogu komentarze osób alergicznie reagujący na temat alkoholowy (w szczególności na temat roli osoby niepijącej, która decyduje się zostać w związku, co zmusza dzieci do dokonania poznawczej obróbki i ochrony pamięci takiego aktu), a to tylko pokazuje, że warto sprawę mielić, aż się przemieli. Temat jest związany także z innymi rodzajami przemocy w rodzinie (nie każda rodzina dysfunkcyjna jest rodziną "pijącą"), które skutkują wzmożoną potrzebą kontroli, często przedstawianą później przez osobę wykonującą nadmiarowe czynności uspokajające jako poświęcanie się dla innych. 

sobota, grudnia 10, 2022

Współuzależnienie

Postanowienie noworoczne, że będe mniej zaglądała na łonet nadal wydaje się wątpliwe. Np. z rana przeczytałam artykuł o pewnym zdarzeniu w Warszawie: ratownik medyczny dostaje po głowie od uzależnionego typa do którego wezwała ratowników matka, matula, kochana, przekazująca wartości, gdyż "zażywał narkotyki, ale tym razem oddychał inaczej niż zwykle". Gdy policjanci zaczęli obezwładniać syna, w matuli odezwała się lwica. Temat zawsze napotyka opór, więc z przyjemnością go powtarzam. Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo, to łacińskie powiedzenie przypisywane kardynałowi Richelieu da się zastosować do opisanej historii ze zmianą kosmetyczną: słowo "przyjaciele" należy zamienić na słowo "matka".

sobota, października 22, 2022

Tron, ołtarz, hagiografia

Nie żebym łonet uznawała za jakoś niesamowicie opiniotwórczy, raczej jego układ (nielicznych) informacji poprzetykanych wątpliwymi historyjkami i zabobonem odzwierciedla stan zjełczenia społeczeństwa, ale wspomnę, że IBRiS zrobił dla tego portalu informacyjnego sondaż metodą CATI z pytaniami dociekającymi, jak Polacy po 2 latach oceniają wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Wyniki statystyczne są pokrzepiające. Już nawet elektorat PiSu nie wie co powiedzieć (32% uznało że to ani źle, ani dobrze), a tylko 4,9% pytanych stwierdziło, że decyzja pseudoTK była bardzo dobra. Dodatkowo Polacy trafnie wskazali, kto jest za ten wyrok odpowiedzialny (poza nimi samymi, dokonującymi durnych wyborów przy urnie): Kaczyński i KrK. Słusznie, bo tak właśnie jest. Tron i ołtarz, kult jednostki, w tle Julia Pionek Przyłębska (element niedecyzyjny, doskonale zastępowalny).

Czy religia zawsze musi szczytować kultem jednostki? Do końca tego nie wiem, ale z pewnością wierni przed Tenzinem Gjaco też się płaszczą, chociaż niby jest taki cool równy brachol. A pamiętacie naiwną wiarę tłumu, że Karol Wojtyła potrafi mówić dziesiątkami języków obcych, bo powiedział w nich "heloł"? Dochodzą słuchy, że w Iranie, w którym od połowy września wybuchają zamieszki związane ze skandalicznym traktowaniem kobiet przez religijnych tradycjonalistów (zaczęło się od śmierci Mahsy Amini skatowanej za nieprawidłowo założoną chustę i obcisłe spodnie) zmarła 15-letnia Asra Panahil, uczennica z miasta Ardabil pobita przez funkcjonariuszy ichnich służb bezpieczeństwa, ponieważ była jedną z tych, które w szkole odmówiły odśpiewania pieśni pochwalnej na cześć przywódcy duchowego, Alego Chamanei. Urzędnicy oczywiście zaprzeczają, mówią, że chorowała na serce, rodzina twierdzi co innego. Nie mam wiedzy z pierwszej ręki, na teraz uznaję tę śmierć za autentyczny przypadek, wątek tragiczny i niesprawiedliwy, natomiast motyw samouwielbienia duchownych/polityków jest mi znany i co do jego istnienia nie mam wątpliwości żadnych. Irańczycy wyraziście ilustrują zagadnienie "po co jest religia?". Żeby se jakiś chłop mógł bogiem polerować jaja, żeby wierni mogli mu oliwić oliwą najświętszą penisa i wznosząc modlitwy niby do boga, całować w zastępstwie cztery litery Hanka śpiewając mu przy tym pieśni. Po to jest religia, gdy zerkamy na nią z politycznego punktu widzenia, nie ma znaczenia czy Samouwielbiony jest duchownym per se, czy po prostu Jednostką Niezbędną, jak pan Breżniew.

A propos, polerowania jaj, przejdźmy do hagiografii. Wiecie, że krakowski aktor, lat 75, Jerzy S., w stanie po spożyciu alkoholu potrącił motocyklistę (nie zbiegł z miejsca wypadku, jak się emocjonowano, niemniej fakt spożycia i potrącenia pozostaje)? Wiecie. Pomijając rzekomy hejt prawicy (nie widziałam go, bo po prostu mam takie zasady życiowe, że do szamba nie zaglądam), myślałam, że się przewrócę, jak kilka razy łonet próbował podgrzać kotlet publikując wypowiedzi Różne Różnych o upadku autorytetu moralnego. Stuhr jest wspaniałym aktorem, wypowiada się także w tematach polityczno-społecznych (bo ma do tego prawo, jak każdy z nas), ale żeby czyniło go to Autorytetem Moralnym (czyli w polskim słowniku Autorytetem We Wszystkim)? Czytam właśnie "SPATiF. Upajający pozór wolności" Aleksandry Szarłat i powiem Wam, że przeważające w lekturze głosy o tym, jakie to było doskonałe źródło edukacji kulturalnej, jakie tam chodziły autorytety, rozwalają mnie na łopatki. Jeśli nawet ludzie kultury histerycznie szukają autorytetów w towarzystwie osób podpitych, czyli z definicji mających dużo do powiedzenia, ale niewiarygodnych, to feudalna potrzeba hierarchii oraz hagiograficzne podejście do osób choć trochę bardziej rozgarniętych w czymkolwiek ma się dobrze i to jest dla nas wszystkich bardzo źle. W związku z tym na wiszący jakiś czas na łonecie link z tematem, jakoby gwiazdy wspierały Stuhra nawet nie chciało mi się kliknąć, ani go Wam nie zapodam. Stuhr jest takim samym obywatelem, jak kużden inien. Zawinił, niech dostanie karę i nie łkajmy. Czy umysł feudalny domagający się hagiografii może to w końcu pojąć? Niedobrze mi się robi, jak słucham, że każdy czasami prowadził po alkoholu, więc o co ten szum, ponieważ, że zacytuję samą siebie, skoro już to napisałam u @boja:

Nikt nikogo nie usprawiedliwia za pozostawienie niespłukanego gówna w publicznej toalecie, przyjmijmy tę samą narrację w temacie jazdy po alkoholu, bo czas najwyższy wznieść się cywilizacyjnie o oczko wyżej.

sobota, czerwca 19, 2021

Co robić, gdy partner wpada w nałóg?

Myśl w mojej głowie z powodu sąsiadki, której mąż ewidentnie ostro popija, a której nie możemy pomóc, ponieważ rzeczywistość widać i słychać, ale oficjalnie wszystko jest w porządku. 

Mogłabym rozwijać, że lockdown, że wszystkim ciężko, że problemy psychiczne, itd. Zamiast tego krótki poradnik oparty na wypowiedzi Ewy Woydyłło u Sekielskich — nigdy nie wiadomo, czy komuś się nie przyda. Co robić, gdy partner wpada w nałóg?

  • mówić o tym głośno, czyli, jak to oskarżycielsko stwierdziłby niejeden, "wynosić z domu" — dzięki temu utrudniamy osobie uzależnionej rozwijanie mechanizmu iluzji i zaprzeczeń. Rozmawiając o uzależnieniu z sąsiadami, znajomymi, pomagamy sobie i jemu/jej;
  • zrobić listę ról jakie pełnimy w życiu (rodzinnym, zawodowym, przyjacielskim, hobbystycznym) — to ułatwia zrozumienie, że bycie czyimś partnerem/ką jest tylko jedną z ról (nie definiuje nas całkowicie i nie musimy być przez nią zdominowani);
  • skupić się na innych rolach zostawiając partnerowi konsekwencje wynikające z jego nałogu — nie sprzątać po nim, nie zawalać grafiku dnia z jego powodu, nie tłumaczyć się przed sobą i innymi, że nie robimy tego, co chcemy, bo partner pije/ćpa (bo to kontrproduktywna nieprawda, to nie on nas ogranicza, to my siebie ograniczamy i ma to nawet nazwę: WSPÓŁUZALEŻNIENIE).
Dodałabym jeszcze od siebie: samemu nie pić/nie ćpać. Być tym wymarzonym, interesującym partnerem do którego druga połówka może bezpiecznie wrócić po terapii.

Milego weekendu :)

sobota, grudnia 19, 2020

In a cup of ...



one shot flat white.
Location: Milano, Unit F24, Swords Pavilions Shopping Centre, Malahide Rd, Swords, Co. Dublin.
Time: yesterday, around 2 p.m.

Nie byliśmy w tym miejscu od kilku miesięcy i powrót nie zapowiada się szybko. Od wczoraj mamy możliwość podróżowania pomiędzy hrabstwami, ale jeśli liczby nowych zachorowań znacząco się podniosą (a podnoszą się), zakaz przemieszczania się czeka w zanadrzu. Jest to anonosowane z wyprzedzeniem i przedstawiane jako konsekwencja następujących po sobie wydarzeń, w przeciwieństwie do Polski, gdzie zgodnie z propagandą sukcesu decyzje są zmieniane "bo tak", albo ponieważ "rząd tak postanowił". Postsowietikus może nie widzieć różnicy pomiędzy tymi dwoma stylami zarządzania informacją, a warto ją znać. Styl drugi jest stylem domu przemocowego.

***
Dobrze było razem pochodzić za rękę, zaś aktywny dzień kończyliśmy m.in. rozmową Marka Sekielskiego z Kasią Nosowską w serii "Sekielski o nałogach". Tematem rozmowy było współuzależnienie. Zaskoczyła mnie gościni — piszę często, że uzależnienia to problem społeczny nie respektujący barier dochodu i oczytania, a jednak znani i lubiani dywagujący w temacie mnie zaskakują. Super, że zasłona tak typowej u nas obłudy i pierdzielenia "na okrągło" opada. Rozmowa m.in. o wolności na najgłębszym poziomie — robieniu tego, co sami uważamy za słuszne i o byciu pleaserem, zadowalaczemu innych, rozwiązywaczem cudzych problemów jako pułapce, która może zamienić człowieka w zombie.

niedziela, października 25, 2020

Historie rodzinne

 (...) i czytam słowa Matki Bożej z Akita, kolejnej gaduły, która się po setkach lat od powstania Nowego Testamentu w końcu wyrobiła w mowie:

Aby świat mógł poznać Jego gniew, Ojciec Niebieski przygotowuje karę dla ludzkości. Wiele razy interweniowałam z Synem, by złagodzić gniew Ojca. 

Czy można się dziwić, droga Mu, że ta mitologia wchodzi bez zbędnych pytań, szybko i naturalnie, osobom, których ukochany ojciec/dziadek pił, a ukochana matka/babcia codziennie modliła się w kościele o jego niepicie? Sigh. A nie musi tak być. Można zadać pytania. Zawsze można.

Mysz z suchego domu.

PS. Dla współuzależnionych może być Al-Anon. I nie wciągajmy w to dzieci!

sobota, października 17, 2020

Branża fitness protestuje

Zdarza się ludziom złamać kwarantannę i pobiec do spożywczego. Przyłapani na gorącym uczynku złoczyńcy gardłują o wolności, o kagańcu nakładanym przez władzę, o braku chleba naszego powszedniego w ognisku domowym, ojcowiźnie, mateczniku, gnieździe rodzinnym. Mam 95% pewności, że ów spożywczak miał koncesję na alkohol, którego to zapas w siedzibie rodu został już nadszarpnięty.

Teraz na ulice ruszyli panowie bez szyi.
Dzień bez odżywki, dzień bez wyciskania, dzień w czterech ścianach, gdzie słychać nagle głosy Jezusa i zmarłej babci Krysi. Straszny dzień.