Sierpień. W Irlandii właśnie kończy się lato, zebrało się mi na wspominki, to może jeszcze trochę filiżankowego lipca, bo filiżanek dawno tu nie było. Włala:














Ksiuńszki czytam, nostalgiczne albumy Marilionu z Fishem nasłuchuję, politykę dozuję sobie umiejętnie (na początku sierpnia jeden dzban na stanowisku prezydenta zostanie zastąpiony drugim głucho brzmiącym — narracja o kandydacie obywatelskim, który dopiero później, ojej, uzyskał poparcie PiS, jest kłamstwem dla ludzi żyjących w kłamstwie; faszyści podnoszą swoje wredne mordy, niestety także dzięki poparciu milusich babuleniek, które się wymieniają wzorami na rękaw robiony na drutach i przepisami na ciasto — kolejny dowód, że starość nie idzie z automatu w parze z mądrością).
A jednak wystartowały w lipcu produkcje obydwu adaptacji "Lalek" (jedna wydawała się zagrożona, ale poszło; obserwuję te prace z przyjemnością). Macherzy Netflixa wzięli się również za nową wersję "Dumy i uprzedzenia", tu także zdjęcia rozpoczęto w lipcu. Adaptacja była ogłaszana jako wierna, ale gdzieś w trakcie okazało się, że Bingleyowie będą czarnoskórzy, czyli w sumie nie wiadomo w którą stronę skręci ta historia (mocne będą zapewne role starszego pokolenia: Rufus Sewell i Olivia Colman jako państwo Bennetowie, Fiona Shaw jako Catherine de Burgh). Kolejna adaptacja, którą na pewno obejrzę.
Sierpień. I sztorm Floris grzebie nam w ogródku.