Wśród wielu różnych wydarzeń z kilku ostatni dni, to zaszokowało mnie najbardziej: atak siekierą na pracownicę Uniwersytetu Warszawskiego. Dla mediów, wiadomo, sensacja; zaraz pojawiły się "analizy" profilu sprawcy, że z premedytacją, że zemsta, i tak dalej, i tak dalej. Społeczeństwo pragnie prostych wyjaśnień, nawet wbrew statystykom i logice. Oczywiście pojawiły się również implikacje o motywacjach politycznych. Pierwsza napotkana "analiza" z dupy łączyła napastnika z lewakami (inaczej być nie może, skoro to uniwersytet; prawaki niejako sami oceniają się ujemnie pod względem intelektualnym). Dzisiaj już wiadomo, kim był zabójca. Statystyka, po prostu statystyka. Chudy, dziwaczny (widoczna dyspraksja, oryginalność poglądów), 22 lata temu rodzice postanowili mu nadać imię Mieszko. Kto choć trochę zna reguły przemocy rówieśniczej w szkołach, ten wie, że Mieszko to nie jest imię dla osoby słabej, bo to tylko pogarsza sytuację "nosiciela".
Przyznam, że zidentyfikowanie zabójcy odpaliło we mnie gniew. To właśnie dlatego tak przerażają mnie blogowe szury, w realu rodzice-dziwaki, którzy nigdy się nie leczyli, albo nigdy nawet nie mieli rozpoznania własnych niezdolności. Nie tylko nie dawali szansy sobie, ale systematycznie wprowadzali i wprowadzają poważne zagrożenie do życia swoich dzieci. Bo dziwność, niedostosowanie społeczne nie wyskakuje sobie ot tak, nie wiadomo skąd, a psychoza nie pojawia się w ciągu jednego dnia. Jest wynikiem przekazanych genów, konsekwencją wychowania i traum. Oboje z Kraciastym znamy przypadek rodzica, który cały czas manifestuje problemy związane z metodami wychowawczymi poprzedniego pokolenia. Anoreksja we wczesnej młodości była tylko pierwszą odsłoną przeszkód, które ciągną się do dzisiaj; wśród nich ograniczona zdolność do trzeźwej oceny rzeczywistości, dziwaczność reakcji, dziwaczność relacji domowych, pracoholizm, i szurowanie, którego szczyt był oczywiście w czasie pandemii.
Surwiwal, koniecznie, surwiwal, zdrowy styl życia, rozwój i "samodzielne myślenie"; oczywiście, znajdźmy sobie równie dziwnego partnera; "ja się nie boję, to świat jest wrogi"; podejrzliwość, wszędzie spisek i big farma — na szczęście wszystko to zostało rozgryzione przez, co tu dużo mówić, domorosłego geniusza.
Przekonanie rodziców, że im dziwniej i nonkonformistycznej, tym lepiej, powoduje, że dzieci z rozpoznanym spektrum mają małe szanse oprzeć się na realiach życia (zwróćcie uwagę, dopiero najnowsze pokolenie dostaje diagnozę! To pewnie wina psychiatrów, etykietują, karwa, to ich wina!). Syn stimuje i nie ogarnia? Hm, może umiejętnie pokierować go w fascynację naukami przyrodniczymi? Nah, posadźmy go na czołg. Musi zainteresować się militariami, patriotyzmem, bronią, okrzepnąć trochę, zmężnieć; strzelnica i surwiwal po prostu obowiązkowo. I na prawo niech idzie, koniecznie. Mówi dziwnie, ucieka od ludzi, koniecznie niech idzie na prawo, to go wzmocni. Zmroziło mnie, gdy zobaczyłam profil Mieszka na FB — w tle chudzina na czołgu. Bogowie, znamy dwie takie rodziny; w jednej już skończyło się to tragicznie. Ręce opadają.