Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard. Pokaż wszystkie posty

niedziela, listopada 05, 2023

O żałobie

Update 2: wiecie już jak się nam październik zakończył. Wyniki wyborów dobre (no, mnie się podobają), obrona odfajkowana, a ja wcale tego nie pamiętam. Na domiar wszystkiego organizm zupełnie stracił odporność, jestem chora, siedzę po północy w skarpetkach w żyrafy i piszę ten tekst, bo myli się mi noc z dniem. Ryszard i tutaj był trochę obecny, swoją futrzastością wypełniał kawałek naszego życia. Mam nadzieję, że wiecie i rozumiecie. 

Żałoba to proces, który towarzyszy radzeniu sobie ze stratą, inaczej ze zmianą w czymś, co uważaliśmy za stały element naszego życia. Czyli może dotyczyć nie tylko śmierci kogoś dla nas ważnego, ale także zerwania z kimś, utraty pracy albo sprawności fizycznej. Jest to proces naturalny i konieczny, towarzyszy powolnemu przeorganizowaniu i nauce nowego funkcjonowania w codzienności. Kulturowo przyjmuje się różne okresy przeznaczone w danej społeczności na przeżywanie zmiany. Ze swojego życia przypominam sobie cykle od kilku miesięcy do dwóch lat, gdy bardzo intensywnie przeżywałam utratę. Za kilka dni minie pierwszy rok od śmierci babci Mani - żałoba po niej trwała krótko, m.in. dlatego, że niektóre jej elementy odczuwałam jeszcze przed śmiercią babci. Rozstania zapowiedziane wcale nie są łatwiejsze. 

Żałoba może być depresjopodobna, ale powinno się w tym czasie unikać diagnozowania w kierunku depresji. Cały proces kończy się wówczas, gdy staje się opowieścią, którą możemy przekazywać innym bez ponownego przeżywania traumy. Dlatego tak bardzo ważne jest otwarte opowiadanie o stracie (co może się wydawać niektórym postronnym męczące, szczególnie jeśli mają zwyczaj uciekać od własnych negatywnych emocji i sami coś w sobie duszą). Mamy listopad, więc temat jest nawet adekwatny. Jeśli Was to interesuje, więcej o żałobie w linku-wywiadzie z Anną Hebenstreit-Maruszewską

środa, lutego 17, 2021

Dzień kota, miau, miau, miau

Tydzień temu mogłabym sobie mówić, że zima, ale dziś zimy ni ma, wiosna jest,
wietrzna bardzo, mewy ślizgają się na niebie po niewidzialnych wstążkach powietrza, a lucyfer (kfiatek taki) już z ziemi wredne swe kiełki wystawia.

Wczoraj zaliczyłam oczyszczający spacer po świecie, stąd też zdjęcie:



Widać na nim przypływ w pełni, ludzie tuptali brzegiem (ci, którzy wcześniej nie pognali zanurzyć się w fali) i przystawali, żeby popatrzeć. Natura koi (gdy nie podpala, nie zlodowaca, nie pożera, gdy nie urywa głowy). Dnia coraz więcej, powoli temperatura pójdzie w górę, tylko patrzeć jak rozkwitną żonkile.

Stan naszej domowej pantery na dzisiaj:



Od kotów możemy się uczyć sztuki relaksu i wyznaczania własnych granic. Myślę, że niechęć do kotów ma częściowo źródło w tych umiejętnościach, które bywa, że ludzie z podziwu godną konsekwencją tępią u własnych dzieci. W styczniu minęły Ryszardowi dwa lata wspólnego z nami mieszkania, miau, miau, miau.

Mam też mały koci smuteczek — jeden z kotów moich rodziców w poniedziałek zaczął dostawać serię naświetleń. Rak nie omija kotów, trzymam kciuki za leczenie Niuni, ale wiem też, że niewidoma koteczka, która nie zna innego domu oprócz tego w którym mieszka całe życie, jest w obcym miejscu i zastanawia się, co się stało. Kiepsko mi z tym. Koty myślą i czują, choć nie wszystko można im wytłumaczyć. Niunia, kot, który boi się obcych, od razu wiedziała, że Kraciasty jest dobry. Jeszcze na nią nie czas, w domu czeka podgrzewana podłoga w łazience, Niuniowa podusia i ramię mojego taty, miau, miau, miau.

Na koniec podrzucam ohrwurma, który będzie się Wam odpalał przez cały dzień, romancero o Don Gato, kocie, który spadł z dachu i umarł, ale ożywiła go ulica rybna :).  Miałam gdzieś jego urokliwe tłumaczenie z hiszpańskiego, ale zapodziałam. Tutaj po angielsku, miau miau miau: 

Señor Don Gato y los gatos, by Fred Kluth.

czwartek, lipca 30, 2020

Oglądam ...

Rano kot najpierw chodzi po mnie i paca mnie łapką, próbuje ugryźć w rękę, a gdy ta forma komunikacji nie pomaga, maszeruje przeze mnie do ojca. O śniadanie chodzi. Regularny tryb życia jest ważny.

Dzień dobry 😊

poniedziałek, lipca 20, 2020

In a cup of ...

green tea.
Location: The Galley Take Away & Restaurant, 43 Kilkeel Rd, Annalong, Co. Down, Northern Ireland.
Time: last Saturday after hiking, ca.7 pm.

***
Po obiedzie mężowskim surfuję sobie w sieci w poszukiwaniu ciekawostek. Miałam napisać coś o Cywilizacji Śmierci i Cierpienia, jej rozdziale rozrywkowo-obłudniczym, czyli drugim ślubie Kurskiego, ale w międzyczasie mężowski wybierał się do pracy, a ja machając mu na pożegnanie zaczęłam podlewać ogródek. I tak od tego machania zaczepiła mnie sąsiadka z naprzeciwka, która akurat wybierała się na bingo. Odbyłyśmy small talk o tym jak jest pięknie. Na dodatek odpaliłam sobie Radio Nowy Świat. I jeszcze kot mi zaczął pomagać, a po drugiej stronie ulicy przyglądały się nam przez okno dwie białe twarze kotów sąsiadki. W radiu Fiona Apple. Nie napiszę o Kurskim. W Ofemini jest ciekawy wywiad z Polką żyjącą w Malmö o różnicach kulturowych. Kiedyś czytałam książkę Katarzyny Molędy "Szwedzi. Ciepło na północy", którą polecam, jeśli ktoś myśli o emigracji ;)

poniedziałek, maja 04, 2020

Majówka

Kilka dni temu podrzuciłam tłumaczenie fragmentu metaanalizy badań związanych z teoriami spiskowymi (trzy posty niżej), a rzecz kontynuuje się w głowie i w świecie, stąd moje rozmowy chociażby na stronie Widziane z Ekwadoru. W obecnym naszym nicnierobieniu to jeden z ciekawszych tematów. Konta społecznościowe (facebook, potem youtube) Davida Icke, zawodowego głosiciela spiskowych teorii, zostały w weekend zamknięte. Czy jest on przykładem osoby z późnym atakiem schizofrenii, która rozkwita w kulturze masowej, w niszy dla dziwaków, od czasu do czasu podreperowując się standartowymi specyfikami psychiatrycznymi? Tak myślę na tę chwilę. W każdym razie jest to ciekawy przypadek, jak osoba z zaburzeniami może przystosować się do świata zewnętrznego, minimalnie rezygnując ze swojego świata wewnętrznego (jeśli w jakiś sposób lecząc psychozę, to tylko na tyle, aby lęk nie był dominującym uczuciem).

A tymczasem u nas morze i słońce, słońce i morze.
Spacerujemy, nie grillujemy.
Kot karmiony jest czasem dwa razy pod rząd.
Sąsiedzi mają dla nas miłe słowo, gdy wychodzimy z naszej chatki.

poniedziałek, marca 23, 2020

Pomoc dla Norberta

Niepewność jest mało adaptacyjna. To dziwny czas, ale już wszyscy o tym piszą, więc
ja pokażę Wam kota Ryszarda,
który nic o tym nie wie i wymaga ...



... śniadania, uwagi, miłości.
Z powodu korony inne sprawy i choroby nie zniknęły - oprócz Rysia pokażę Wam jeszcze zbiórkę

Kiedyś już o Norbercie pisałam, bo spotkaliśmy jego i Andrzeja w trakcie naszej podróży poślubnej. Stąd wiem, że pieniądze są im potrzebne. Na pompę insulinową dla człowieka ciężko chorego, ale i na życie. Lekko nie jest od dawna, reportaż o nich Radia Lublin też ma już kilka lat - "Żeby dusza nie kulała". Jeśli możecie pomóżcie, wpłaćcie coś, lub podajcie dalej.

poniedziałek, stycznia 06, 2020

In a cup of ...


st. John's wort herbal tea😺
Location: friends' house in Dundalk, Co. Louth.
Time: yesterday evening ...

Then we watched Woody Allen's "You Will Meet a Tall Dark Stranger". A pretty good and splendidly cast film. After the screening we rushed home to check how's our Richard doing alone. We found him in the same state we'd left him, a sleepy kitty in the bedroom.

***
Irytuje mnie onet żerujący na tragedii w Australii. Zdjęcia z grilla chcą się wcisnąć wszędzie ... "Takiej tragedii jeszcze nie widziałeś!" "najnowsze zdjęcia!" "apokaliptyczne obrazy!" "to straszne, musisz to zobaczyć!". Wszystko to pomiędzy bogaczami wygłaszającymi pseudomądrości z okazji rozdania Złotych Globów, analizami sukcesu gościa, który skacze na dwóch deskach i relacji z pogrzebu jednego brodatego idioty nad którym płacze drugi brodaty idiota. Media nie znają miary.

wtorek, października 22, 2019

Langsam, langsam, aber sicher

Wkopałam się w zapalenie, ale już z niego wychodzę,
tylko jeszcze kasłu kasłu budzę męża w nocy walką moich oskrzeli ze światem,
lub potrzebą napicia się herbaty z miodem. Nie czuję zapachów, są plusy i minusy.

Tak sobie wymyśliłam, że jeszcze te dwa dni nosa mego nieczułego na świat nie wystawiam
(byłam wczoraj w pracy, ale praca to nie świat). Więc olaboga mam czas
na otwarcie kursów językowych porzuconych przed zamążpójściem,
i kontynuowanie czytania o zboczeńcach. Ależ mnie raduje mój weekend wtorkowo-środowy!

Zbliża się koniec października i może nareszcie opublikuję coś o rzekomo cudownie nierozkładających się świętych. Na razie trzy linki do: przedsiębiorczyni pogrzebowej z Los Angeles, nadobnej Caitlin (@AskAMortician); Galaktycznej, gdzie pokazuję zdjęcie zamku Grodziec - moja głowa przypomina sobie zapach dymu; i do Związku Niesakramentalnego, gdybyście chcieli pogadać o oparach po wyborach. Poza tym w telefonie z ostatnich dni mam głównie zdjęcia kota.
Oto kot:



... cztery godziny później:

wtorek, października 01, 2019

In a cup of ...




czarnej, mocnej herbaty.
Miejsce: Zajazd tatarski "Na końcu świata", Kruszyniany 32, 16-120 Krynki, podlaskie.
Czas: 13 września, piątek wieczorem ...

***
Wiatr hula nam po wyspie od wczoraj jak szalony. Deszcz siecze, Ryszard po nocce przespanej w naszych nogach, spożyciu wczesnego śniadania i krótkim spacerze po dzielni, zgłosił się do spania na tapczanie. Wrzesień kończył się następująco:


Dzień dobry w październiku.

poniedziałek, września 23, 2019

Jesień

Dzień dobry 😀
Czy jesteście gotowi na jesień?


Wczoraj wieczorem poszliśmy się przewietrzyć nad morze, a tam przypływ i już wiatr jesienny hulał (jak widać i słychać) obiecując zmianę pogody. Po drodze widzieliśmy hotel dla robaków. HOTEL DLA ROBAKÓW 😆:


Mieszkamy jakieś 150 m od niego. Zacnie, czyż nie? Podspodnio natomiast gur cake, który jadłam (pierwszy raz w życiu) dzisiaj po drugiej:


do zielonej herbaty, jeszcze cieplutki w środku, dopiero co posypany cukrem pudrem. Takie lokalne coś, w Drawdzie nazywają go po prostu ciastkiem zimowym. ZIMOWYM! Tak się ugościliśmy w naszym ulubionym zakątku na Stockwell, po tym jak Kraciasty poobnosił nasz akt małżeństwa do urzędów, żeby wszyscy wiedzieli, że we are married. Już nas znają na Stockwell, i że ja biorę falafel, a Kraciasty marchewkowe i z bitą śmietaną on the side. Pewnie niewielu tam zagląda takich dziwaków z Polski. W drodze do samochodu w nagrodę zlał nas deszcz. Wracamy jak zmokłe kury do domu, a w środku kot przewraca się z boczusia na boczuś na naszym łóżu małżeńskiem 😊. Na wieczór planujemy wyjazd do przyjaciół i oglądanie wspólnie jakiegoś filmu. To jak, czy jesteście gotowi na jesień?!

niedziela, września 22, 2019

In a cup of ...




czarnej herbaty.
Miejsce: Zagroda Guciów, Guciów 19, 22-470 Guciów, lubelskie.
Czas: 11 września, środa ...

... tego dnia pakujemy manatki i jedziemy w kierunku Biłgoraju, potem lecimy do Puław przez ... Dragany i Lublin. To pierwsze miejsce może nie być Wam znane, ale zaraz, za chwilę to naprawimy. Post o naszej podróży mi się supła, będzie na Galaktycznej pewnikiem jutro rano, ale Norbert już mnie ubiegł, więc polecam jego post o naszej wizycie w Draganach.

***
Po dwóch dniach słonecznych, niedziela rozpoczęła się deszczem i mgłą. Teraz lepiej. U Rysia zauważyliśmy sporą ranę, może po pogryzieniu, lub bardziej po jakimś wypadku na płocie. Chyba ma kilka dni. Ale przynajmniej Ryś już się na nas nie gniewa, spał z nami całą noc. Uff.

sobota, września 21, 2019

In a cup of ...




zielonej herbaty.
Miejsce: Padwa, Stanisława Staszica 23, 22-400 Zamość, lubelskie.
Czas: 10 września, wtorek,  po 13-tej ...




zielonej herbaty.
Miejsce: Arte, Rynek Wielki 11, 22-400 Zamość, lubelskie.
Czas: 10 września, wtorek,  po 15-tej ...

***
Ryszard pojawił się wczoraj późno i nadal jest trochę obrażony. Rozumiemy go. Tkwię we wspomnieniach, choć praca też już była, i dzisiaj również pomykam na kilka godzin. Na Galaktycznej pierwsza część podróży poślubnej. Wspaniały to był czas.

czwartek, września 19, 2019

In a cup of ...



flat white.
Miejsce: Costa na Lotnisku Kopernika we Wrocławiu, ulica Graniczna 190.

Moje stado dzisiaj około trzeciej. Miasto żegnało nas deszczem i gniewnymi chmurami, za to lot był spokojny i dość klarowny. Bardzo wyraźnie widzieliśmy góry Snowdonii. Nie ominie Was dalsza część filiżankowa z podróży poślubnej, ot, chciałam zaznaczyć, że otworzyliśmy dom i czekamy na kota. Richard, gdzie jesteś?

piątek, sierpnia 23, 2019

Gloomy time

Przez ostatnie trzy dni zdarzyło się nam z Kraciastym, że rozjadaliśmy się "na mieście" jak milionerzy. Myślę teraz, że przygotowywaliśmy się mentalnie do rozstania. Od rana, chociaż słoneczko zapukało do oknia sypialni, wcale nie jest mi wesoło. Kot od wczoraj ma niestrawność, a Kraciasty jest już na lotnisku, beze mnie. Od dzisiaj do czwartku na włościach samodzielnie, więc nawet się cieszę, że pracuję pięć dni ... czas minie szybciej. Poza tym mam nowy "Przekrój", książkę Simony, kurs niemieckiego, chwasty na trawniku. Dam radę.

piątek, sierpnia 09, 2019

Międzynarodowy Dzień Kota ...

był wczoraj, i w ogóle, ale ponieważ chciałam to uczcić wierszem, męki twórcze pokrzyżowały mi plany i stąd to jakże letkie obsunięcie. Całkiem niedawno był jeden wierszyk z tzw. życia (nie z rzyci), i tym razem spróbuję.

Onegdaj stoję na szklanej wadze:
sześćdziesiąt kilo - nic nie poradzę.

Rudą istotę wzięłam na ręce:
sześć i sześćdziesiąt, nie chce być więcej.     (miało być "nie chce być mniej", ale to się nie rymuje)

Rozrosło nam się dziecko nad miarę,
aż strach pomyśleć, co będzie dalej.               (to chyba rym żółty 😲)

Więc mówię, Rysiu, nie jedz bo tyjesz.
A on mi na to: ja tylko piję                              (tak! to rym żółty, na pewno! 😼)
wo-dę.

No. Dziesięciozgłoskowiec. Prawie. Pięć po północy,
                                                                       czyli dobranoc Państwu.

wtorek, maja 14, 2019

In a cup of ...



green tea.
Location: Passione By Slice, Stephen St, Abbeyquarter North, Sligo, Co. Sligo in Connacht.
Time: yesterday after 6 p.m.

Yesterday I went with Kraciasty to Sligo. He had to go to work and I was roaming around the city by myself. I've seen Ben Bulben for the first time, beautifully located in the Yeats Country, and the Great Famine memorial erected at the quayside. I've also visited the site of medieval Sligo Abbey. They've got there the only sculptured 15th century high altar to survive in any Irish monastic church (!). It was a splendid, sunny day, and we came back to co. Louth around 4 am, with the first lights of daybreak at the far horizon.

Obudziłam się w związku z tym dopiero o dziewiątej i dawaj prawie natychmiast nadrabiać dyskusję o filmie Sekielskich na Galaktycznej. Nie wiem, czy napiszę tam coś o Sligo, dziś pogoda znowu przyjazna, aż się chce iść nad morze, patrzeć na foki.
Dzień dobry 😊

***
Edit 12:40 Dublin time 😉 Woland właśnie opublikował swoje przemyślenia na temat "Tylko nie mów nikomu", więc i tam zapraszam. Ryszard, pomimo pięknej pogody na zewnątrz, twardo śpi w kuchni na kanapie. Po całym poniedziałku odzyskał nas dopiero dzisiaj nad ranem, a tego się kotu nie robi 😉

piątek, kwietnia 19, 2019

In a cup of ...


regular americano.
Location: Caffè Nero, 112 West St, Downtown Drogheda, Co. Louth.
Time: yesterday after 3 pm.

We popped by for a quick coffee on my way to work (the weather's better and better every day and hazy landscapes are filled with spring songs). In the meantime we saw that an oak tree has already been suspended. The inverted tree is slowly turning between the upper and lower spaces at Highlanes Gallery ...


Poza tym jakże miło jest po pracy i długim spacerze (tu już mówię o dzisiaj) podjechać pod dom i przywitać się z jedną sąsiadką oraz pomachać drugiej. Wiemy już, że Rysio poczuwa się do zadzierzgnięcia sąsiedzkich znajomości. Z kota-tułacza stał się kotem mieszkającym pod numerem XX. Sąsiadka, która do tej pory nie lubiła kotów, pochwaliła się nam właśnie, że Rysio wszedł do jej domu i wbiegł na górę. Oznajmiła nam również, że jest czyściutki i zmyślny 😊

W związku z tym wyobraziłam sobie scenę, w której Rysio przylizuje swoją rudą grzywkę i puka do drzwi sąsiadki K.: "Dzień dobry, jestem Rysio i mieszkam naprzeciwko".

poniedziałek, kwietnia 15, 2019

W czasie deszczu dzieci się nudzą ...

tak właśnie jest. Rysiu wydał z siebie dzisiaj wyjątkowo dużo żałosnych miauknięć na ten temat.
Po wystarczającym upewnieniu się, że tata nic na pogodę nie może poradzić, pocieszył się jedzeniem i snem ...



... gdy u nas cały dzień się "grzebało", na świecie wydarzyła się rzecz karygodna, a deszcz nie pomógł.
Płonie gotycka katedra Notre-Dame, a mnie jest strasznie smutno ... ogromna strata ...
                                                            ... niechby zamiast niej coś barokowego ...
***
Na Galaktycznej pokazuję dwie książki, jedną autorstwa Donalda Tuska.
Na Związku rozmawiamy z Wolandem o strajku nauczycieli.
Dobrego wieczoru. Jeśli można takim go nazwać.

piątek, kwietnia 12, 2019

Rysiu


***
wszystko jest na swoim miejscu,
kot ma wychodne,
Kraciasty w łazience,
ja w szlafroku,
post na Galaktycznej.

Dzięki pracy ...

szybko mi ten dzień wesoły nastał.
Ryszard na krześle, tyka mnie łapką
e matka e matka
w misce wczorajsze chrupki som
ja chcę mięsko w sosie
dej
tak dużo jest rzeczy, które chciałabym zrobić, że
coś czuję, że niczego nie zrobię
(obudziłam się o ósmej z myślą, że gramatyka niemiecka leży)
ale najważniejsze, że Kraciasty już w drodze
z książką Ani w walizce.