(...) bo jak inaczej zinterpretować to, co dzieje się w sprawie "stref wolnych od LGBT", droga Mu? Pamiętasz szkolne apele w PRL-u? W zasadzie nie musimy się rozmarzać, apele ku czci nadal wyglądają tak samo - dzieci wygłaszają wiersze, których nie rozumieją i które nic ich nie obchodzą, nauczyciel robi za suflera, a na widowni w pierwszym rzędzie jest miejsce dla przedstawiciela władzy, bywa, że puste, nie ważne, musi być. To wstęp, przyuczenie. Trening przydaje się niektórym (nie wszystkim, bywają i tępi uczniowie w szkole życia), gdyż ciężko jest, nie czeka się już na sobotę tak jak dawniej, niesie się krzyż, i żeby sobie ułatwić, załatwić, trzeba po prostu ustawić to krzesło dla przedstawiciela władzy. Najsampierw palec poślinić i wystawić, wyczuć skąd wiatr wieje, później zagryźć zęby, wykazać konsekwencję - trening był za młodu, jeśli wykonywany w celu zadowolenia i pozyskania miłości dorosłego, zaowocuje. Już tam przedstawiciel władzy centralnej sam wybierze sobie dziurkę, a partner bierny w tym czasie mówi głośno o tym, czego ani nie rozumie, ani nie chce zrozumieć w takt aktualnego posuwania. Ja sobie umiem wyobrazić, że dla wielu osób jest to niezbyt wygórowana cena za udział we władzach samorządowych, może i za awans, przecież wszyscy znają te sobeckie twarze, one musiały się tam wyżej jakoś podciągnąć. Takoż w wielu gminach powstały strefy wolne od LGBT, bo wieje wiatr. Drogą uchwały, która nie ma mocy prawnej, ale "cieszysz się wujku, że powiedziałem ci wierszyk?". To ma być słodkie pierdnięcie, pluszowy hejt, władzy centralnej witanej chlebem, solą i lubrykatem ma być dobrze, intelektualne rozbieranie tego na części nie jest natomiast wskazane. Kopulatorzy mają rodziny, a wiatr historii może się zmienić. Dziwi Cię, droga Mu, że jak Bart Staszewski dokleja pod nazwami miejscowości tabliczki z informacją o uchwale przyjętej przez samorządowców, to ciż sami samorządowcy są niezadowoleni i szukają pomocy prawnej, bo tabliczki mówią to, co zostało przez nich uchwalone. A mnie nie dziwi wcale. Rechot historii słyszę, i szelest naciąganych gaci.
Mysz Niezdziwiona
zerka na scenę z tylnych rzędów i coś tam chrupie.