Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, lipca 17, 2025

Joanna

Bez sensu
jak Kołaczkowska umiera.

Latami cierpiała na kancerofobię.

Przeżywałam głęboki lęk przed cierpieniem, utratą bliskich, odejściem, ale przede wszystkim przed tym, co to będzie, jak mnie nie będzie. Możliwe, że chodziło mi o utratę kontroli nad tym, co się będzie działo w mojej sprawie. Że nie będę mogła kontrolować, co się będzie o mnie mówiło, czy mnie ktoś będzie pamiętał, co się stanie z moimi rzeczami

I do tej pory mnie przejmuje, co się stanie z moim krzesłem, z moim biurkiem, z moim obrazkiem, z drobiazgami, które są częścią mojej tożsamości. Co się stanie ze zdjęciami, które są dla mnie bardzo ważne?

środa, stycznia 22, 2025

Szarlatan z Internetu i inne patologie

U Rybenki znalazłam link i podaję dalej wiedzę na temat nowego podcastu Wirtualnej "Szarlatan" (tym razem przypadek Oskara Dorosza). Na portal prawie nie zaglądam, więc dobrze mieć znajomych, którzy mnie inspirują. Temat jest zawsze aktualny, a jego główną bazą wcale nie jest brak dostępu do medycyny konwencjonalnej, dostrzegam to nawet na moim własnym strumieniu treści w mediach społecznościowych, gdzie mniej lub bardziej odlegli znajomi uświadamiają mnie o magicznych właściwościach zbliżającego się układu sześciu planet. Takie odnoszę wrażenie, że im bardziej ludzie są zranieni i niedostosowani, tym bardziej łakną magiczności i skierowanej do nich udanej hiperakceptacji, która ma uzupełnić lata niedoboru. Tymczasem to studnia bez dna. Nie przekona się ludzi racjonalnymi argumentami, gdy podstawa ich działania nie jest racjonalna; szarlatanów trzeba po prostu zamykać w więzieniach, żeby ludzie skłonni do samozaorania nie mieli do nich dostępu. 

(o szarlatanach rozmawialiśmy już wcześniej, starszy wpis jest TUTAJ).

Z innych patologii, powiedziałabym, że pokrewnych: polecam autobiografię Patrycji Volny. "Niewygodna". Lat 37, więc oczywiście powtarza się w mediach pytanie, czy to nie za wcześnie na autobiografię. Nie uważam, szczególnie jeśli osoba ma coś do przekazania. Autorka szczerze opisuje zakręty swojego losu; oczywiście pojawia się i ojciec, Jacek Kaczmarski, w świetle niezbyt chlubnym, choć nie powiedziałabym, że to jest główny wątek tej treści. Na przykładzie fabuły można dyskutować o dziedziczeniu pewnych wzorców i traum (np. lejtmotyw rodzica na odległość), poza tym wręcz modelowo jest ukazany mechanizm kopiowania relacji w związkach. Czym jest norma dla konkretnej jednostki? Tym, co przedstawiono jej jako normę, gdy była bardzo młoda. Volny nie ma większego problemu z rozstaniem z mężem, choć nie potrafi sobie ani nam wyjaśnić, dlaczego się z nim rozstaje. Spokojny, raczej układny, pomocny facet. Coś nie pasuje. Za to jakiś uzależniony gościu, który miał być numerkiem na jedną noc? Jak bumerang. I to nie jest tak, że to tylko on się naprasza, to Patrycja się naprasza, krąży, zaczyna wchodzić w rolę ratowniczki, zasysa ją relacja, która w ogóle nie rokuje. Trzeba wsparcia przyjaciół, żeby załatwiła coś, co z innym, NORMALNYM człowiekiem załatwiła sama, jedną rozmową. Warto, dobry tekst diagnostyczny, albo też tekst otwierający oczy.

sobota, marca 16, 2024

Klimacik raju

Są takie dni, kiedy ubieram się w dres i wychodzę, to niektórzy sąsiedzi po prostu śmieją się ze mnie i mówią – znowu ty idziesz biegać, po co, co ty z tego masz, lepiej byś zajął się robotą, ale jaką robotą? O co im chodzi, czy są zazdrośni, że nie mogą też iść pobiegać, proszę bardzo, niech też idą, nikt nikomu nie zabrania. Czasami zastanawiam się, co w tym jest złego, że ja biegam, dlaczego się śmieją. Mam takiego sąsiada, co prawie codziennie przychodzi do domu pijany, ma żonę i dzieci, ale nikt się z niego nie śmieje, czy to znaczy, że on robi dobrze, czy ja mam również przychodzić do domu pijany, żeby sąsiedzi powiedzieli, ten teraz robi dobrze.
— Mariusz Szczygieł, "Niedziela, która zdarzyła się w środę", str. 24, Czarne, 2017.

Powyższy cytat z mojej obecnej wieczornej czytanki (którą serdecznie polecam starszym, rówieśnikom oraz młodszym), cofnął mnie do Polski lat 90-tych, a może nawet nie tak daleko, bo rozważania, czy wypada chodzić z kijkami, albo spacerować z psem pamiętam jeszcze sprzed lat nastu i nie zaręczę, że nie są one faktem na obecnej polskiej wsi. Z wiekiem coraz bardziej ignorowałam zjawiska zaprzeczające mojej podmiotowości, potem wyjechałam na inną wieś, taką po której biega się i spaceruje z psem, może więc nie mam adekwatnego oglądu. Czyli mamy temat nr 1.

Temat nr 2. Rano inną miałam czytankę, krótką, ale też skłaniającą do kilku przemyśleń. Przeczytałam poranny tekst Berii o raku (nie mam Twittera, którego nową nazwę też ignoruję, posiłkowałam się przedrukowaniami z innych mediów). Ani przez chwilę nie miałam potrzeby wątpienia w chorobę Berii, moje myśli tylko na moment zatrzymały się na kuriozalnym wyznaniu ego-budującym jak to "nie mógł tak od razu rzucić wszystkiego" (jakbym panie nauczycielki czytała, które łudzą się, że są niezastąpione) oraz na dziwnie dobrze odżywionym wyglądzie pacjenta w trakcie leczenia onkologicznego (co sugeruje, że nie jest to zdjęcie aktualne). Co innego mnie dotknęło, poraziło, zawróciło do polskiej rzeczywistości. Otóż Beria najpierw odebrał wyniki swoich badań histopatologicznych, potem wygooglał sobie chorobę, a dopiero potem (przerywnikiem jest socrealistyczny opis myśli wzniosłych o sprawach najważniejszych) poszedł na konsultację lekarską. W ten ciąg wydarzeń wplótł się element zapewne zdumiewający większość Polaków, ponieważ konsultacja odbyła się tego samego dnia. Dla mas to zupełne s-f, ale nie o to chodzi. Człowiek dostał wyniki badań i został z nimi sam, żeby sobie mógł googlać. 

Słodki jeżu kolczasty, dziękuję Ci, że mój mąż, gdy nie był jeszcze moim mężem, wyjechał z tego (k)raju. Gdyby w nim został, najpierw dostałby wyniki i zostałby z nimi sam. Potem może jakieś konsultacje i normalne tempo refleksji nad guzem, już nie ministerialne. 

Prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali.

środa, lutego 17, 2021

Dzień kota, miau, miau, miau

Tydzień temu mogłabym sobie mówić, że zima, ale dziś zimy ni ma, wiosna jest,
wietrzna bardzo, mewy ślizgają się na niebie po niewidzialnych wstążkach powietrza, a lucyfer (kfiatek taki) już z ziemi wredne swe kiełki wystawia.

Wczoraj zaliczyłam oczyszczający spacer po świecie, stąd też zdjęcie:



Widać na nim przypływ w pełni, ludzie tuptali brzegiem (ci, którzy wcześniej nie pognali zanurzyć się w fali) i przystawali, żeby popatrzeć. Natura koi (gdy nie podpala, nie zlodowaca, nie pożera, gdy nie urywa głowy). Dnia coraz więcej, powoli temperatura pójdzie w górę, tylko patrzeć jak rozkwitną żonkile.

Stan naszej domowej pantery na dzisiaj:



Od kotów możemy się uczyć sztuki relaksu i wyznaczania własnych granic. Myślę, że niechęć do kotów ma częściowo źródło w tych umiejętnościach, które bywa, że ludzie z podziwu godną konsekwencją tępią u własnych dzieci. W styczniu minęły Ryszardowi dwa lata wspólnego z nami mieszkania, miau, miau, miau.

Mam też mały koci smuteczek — jeden z kotów moich rodziców w poniedziałek zaczął dostawać serię naświetleń. Rak nie omija kotów, trzymam kciuki za leczenie Niuni, ale wiem też, że niewidoma koteczka, która nie zna innego domu oprócz tego w którym mieszka całe życie, jest w obcym miejscu i zastanawia się, co się stało. Kiepsko mi z tym. Koty myślą i czują, choć nie wszystko można im wytłumaczyć. Niunia, kot, który boi się obcych, od razu wiedziała, że Kraciasty jest dobry. Jeszcze na nią nie czas, w domu czeka podgrzewana podłoga w łazience, Niuniowa podusia i ramię mojego taty, miau, miau, miau.

Na koniec podrzucam ohrwurma, który będzie się Wam odpalał przez cały dzień, romancero o Don Gato, kocie, który spadł z dachu i umarł, ale ożywiła go ulica rybna :).  Miałam gdzieś jego urokliwe tłumaczenie z hiszpańskiego, ale zapodziałam. Tutaj po angielsku, miau miau miau: 

Señor Don Gato y los gatos, by Fred Kluth.

środa, października 03, 2018

Tydzień noblowski 2018. II

Pisałam już, że w poniedziałek Nobla z medycyny dostali naukowcy dzięki pracy których
możliwe stały się terapie zaawansowanych postaci raka za pomocą
tzw. inhibitorów punktów kontrolnych.

Wczoraj Noble z fizyki -
Artur Ashkin z USA oraz Donna Strickland z Kanady i Gerard Mourou z Francji
za przełomowe wynalazki w dziedzinie fizyki laserowej.

Ich badania umożliwiły postęp nie tylko w przemyśle, ale także w medycynie (operacje oczu).
{A potem ludzie mówią "dziękuję Bogu"}

Strickland jest zaledwie trzecią kobietą z noblem z fizyki.
Pierwszą była Skłodowska-Curie.

Do tej pory nie została profesorem zwyczajnym na swojej uczelni,
do wczoraj nie miała profilu na Wikipedii,
jeszcze w maju edytor odrzucił artykuł o niej ponieważ nie była nikim ważnym.
To tyle na temat tego, jak adekwatnie kobiety są oceniane za swoje dokonania.

Dzisiaj Nobel z chemii -
Frances H. Arnold oraz George P. Smith z USA i Gregory P. Winter z UK,
Arnold za przeprowadzenie pierwszej kontrolowanej ewolucji enzymów,
panowie za opracowanie fagowej ekspresji peptydów i co za tym idzie
produkcji nowych substancji farmaceutycznych.
{A potem ludzie mówią "dziękuję Bogu"}

Nagrodzeni wykorzystali zasady ewolucji, która jak wiadomo, nie istnieje 😲

Arnold jest piątą kobietą z noblem z chemii.
Pierwszą była Skłodowska-Curie.

poniedziałek, października 01, 2018

Tydzień noblowski 2018. I

😊Wracam z pracy do domu, włączam net, a tam na polskich stronach niezbędne mi o tej porze info,
co jakiś kretyn powiedział.
O czymkolwiek.
Np. kretyn filmu nie widział i nie zamierza oglądać, ale i tak recenzuje,
bo przeca go panowie z gazety zapytali,
i porównuje do czego tam sobie chce porównać.
Takie mamy czasy, że głupotą i brakiem gustu chwalić się jest trendy.
Wyłączam się na to.
Piękny tydzień się zapowiada ...

po pierwsze osobą mą własną obchodzę urodziny,
po drugie od poniedziałku do poniedziałku będą ogłaszani kolejni laureaci Nagrody Nobla.
Z przyjemnością poświęcę temu kilka następnych postów w rodzaju yea or nay.

Tak więc dzisiaj fizjologia lub medycyna -
Jamesa P. Allisona z USA i Tasuku Honjo z Japonii
za odkrycie nowej metody walki z rakiem, która polega na regulowaniu odpowiedzi immunologicznej organizmu.

Immunoterapia to coś takiego, że gdy zdarzy się naturalnie,
to ludzie chcą widzieć w tym cud.
A to żaden cud, bo cudów nie ma. Natura w służbie medycyny, panie!

Bywało oczywiście w historii tej nagrody, że uzasadnienie można sobie dzisiaj w d* wsadzić.
Tak jest np. z Noblem dla António Egasa Moniza "za odkrycie terapeutycznej wartości lobotomii w pewnych psychozach". Kontrowersje są, bo Nobel to zjawisko żywe, a nie martwa pożywka dla bakterii. Jutro fizyka 😊

czwartek, czerwca 07, 2018

Nowe badania na temat raka

Przełomowe wyniki badań nad rakiem piersi mogą zaowocować testem bardziej obiektywnie oceniającym, która kobieta chora nie potrzebuje chemii, a dla której wlew korzystnie wpłynie na wydłużenie życia i szansę wyleczenia. Czy to nie wspaniała wiadomość?

Rak może i cwany, ale medycyna nie odpuszcza 💪
Można z nim walczyć, można z nim żyć.