Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty

sobota, czerwca 21, 2025

Dwa tematy

W Szwecji, zanim kobieta zdecyduje się na usunięcie ciąży, przechodzi przez testy psychologiczne, rozmowy z pracownikami opieki społecznej. Ewentualny zabieg jest traktowany jako osobista tragedia, w której trzeba kobietę wesprzeć. Ustala się, czy naprawdę nie ma warunków na urodzenie, proponuje adopcję. W naszym kraju dzięki ustawie antyaborcyjnej daje się łapówkę płatnym mordercom, bo skrobanka jest według hipokrytów zabiciem dziecka przez mafię ateistów.
— Manuela Gretkowska, "Europejka", str. 120, Znak, 2004.

Książka sprzed lat dwudziestu, zanim weszliśmy do Unii Europejskiej. Nadal aktualne? Minęło pokolenie.

Drugi temat: nadużywanie w mediach pojęcia samobójstwa rozszerzonego*. Znowu przeczytałam, że gdzieś (tym razem w Rabie Wyżnej), mężczyzna zabił kobietę, a ponieważ później sam odebrał sobie życie, mamy rzekomo do czynienia z samobójstwem rozszerzonym. Ludzie! W samobójstwie rozszerzonym napastnik (bo przyszły samobójca jest nadal napastnikiem, pozbawia kogoś życia bez zgody tejże osoby) rzutuje na innych swój zły stan psychiczny i morduje ich z litości, żeby nie było im źle i fatalnie po tym jak on/a umrze (wyobraża sobie, że będzie im tak źle, że śmierć jest dla nich wybawieniem). Samobójstwo rozszerzone najczęściej dotyczy członków rodziny i najczęściej ma miejsce, gdy ofiara jest w jakiś sposób osobą zależną (człowiek niesamodzielny: dziecko, osoba obłożnie chora). Nie można mówić o samobójstwie rozszerzonym, gdy ktoś jest na kogoś zły, nie widzi przed sobą żadnej przyszłości, więc przed skończeniem ze sobą strzela żonie/mężowi w łeb, żeby im nie było w życiu za dobrze, albo też inaczej: morduje żonę/męża, następnie odbiera sobie życie ze strachu przed konsekwencjami. To jest zabójstwo.

* pomijam tu cały wątek, gdzie odchodzi się od pojęcia "samobójstwo rozszerzone" na korzyść pojęcia "zabójstwo rozszerzone", czyli na takie, które nie uprzedmiatawia ofiar samobójcy, bo jak ktoś przytomnie stwierdził: doprawdy, dla osoby zamordowanej nie ma żadnego znaczenia, że mordercy było smutno, więc potem zabił też siebie.

niedziela, listopada 17, 2024

Priorytety

Przegapiam różne okazje do skomentowania. Np. nieszczególnie przyglądałam się obchodom Święta Niepodległości w Polsce, ani innym ostatnim wydarzeniom politycznym w kraju. Nawet czytanie w Sejmie ustawy dekryminalizującej aborcję nie przyciągnęło mojej uwagi. Być może jest to u mnie objaw ogólnego oszczędzania energii, ale skoro już o aborcji mowa, podsumuję pewną rozmowę:

Ostatnio (po wyborach w USA) rozmawiałam z botem, który stwierdził, że Demokraci zacięli się na prawie do aborcji, a jest tyle ważniejszych spraw (i dlatego przegrali). Jest dla mnie oczywiste, że może tak powiedzieć mężczyzna, ponieważ panowie nie są zagrożeni tym, że z powodu pewnych ich funkcji biologicznych zostaną ograniczone im prawa obywatelskie. Zainteresowałam się wypowiedzią tylko dlatego, że bot sugerował płeć żeńską. W przypadku kobiet dostęp do zabiegów medycznych to sprawa kluczowa, wyznacza kierunek ich statusu w danym państwie. Zakaz aborcji oznacza, że kobiety ustawowo tracą swoje prawa do stanowienia o sobie i zostają sprowadzone do funkcji biologicznej. Jest to wprawdzie utrata tymczasowa, ale obciążona rozlanymi w czasie konsekwencjami: umożliwia postrzeganie jednej z płci jako zależnej, nad którą państwo musi rozpostrzeć "opiekę". Taki system obowiązywał przez setki lat, dziewczynki przechodziły z rąk do rąk — najpierw panował nad nimi ojciec, potem mąż, po śmierci męża do działania zobowiązani byli męscy krewni, kobiety pozbawione opiekuna były podejrzane, narażone na pogardę i ataki. Nawet, gdy kobietom w końcu powszechnie pozwolono pracować poza domem, ciągnęło się za nimi odium "wymagającego pomocy". Wymagający pomocy, więc słabszy [Ironia zjawiska polega na tym, że jednocześnie kulturowo od kobiety wymagano "opiekowania się", tzn. pomocy realnej: dźwigania, podcierania, przygotowywania posiłków, ubierania, sprzątania — "pomoc", którą oferowano kobietom była natomiast tożsama z innym słowem = kontrola]. W społeczeństwie zhierarchizowanym od postrzegania kogoś jako słabszego do przekonania, że jest on gorszy, pozbawiony własnej woli, jest w zasadzie jeden niewielki krok. Polskie społeczeństwo wykonuje ten taniec bezustannie: z całą pewnością każdy z Was słyszał o przypadkach, gdy rodzina decydowała o losie dziecka, osoby niepełnosprawnej lub starszej, mając na uwadze "dobro" tej osoby. Doprawdy, lepiej być człowiekiem, który nie potrzebuje pomocy, bo społeczeństwo wlezie nam na głowę i rozbije tam obóz. Dlatego ustawa o dopuszczalności aborcji jest dla kobiet jednym z ważniejszych tematów, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.

Powiedziałam. Teraz zaś próbuję ignorować inne wydarzenie: od kilku godzin trwa kolejny zmasowany atak Rosji na Ukrainę. Spodziewano się go. Światowe wydarzenia polityczne sprzyjają Fiutinowi: wybór Pomarańczowego na kolejnego prezydenta USA, osoby niezbyt zbornej, daje Rosji szansę na przynajmniej częściowe "odzyskanie twarzy" (te wszystkie patologie są takie przewidywalne, że aż boli). Rakiety spadły także dość blisko wschodniej granicy Polski. Martwię się tym. Moje priorytety są więc takie, że wspieram prawa kobiet, wspieram prawo Ukrainy do samostanowienia, wspieram również samą siebie. W ramach tego ostatniego obiecuję sobie, że następny temat będzie ciekawy i niezwiązany z obecną mizerią świata.

sobota, maja 18, 2024

Kolejne wybory i myśli luźne

O polityce nie chce mi się pisać. Już mi się to zdarzało, poprzednio było tak z powodu braku nadziei na szybkie zmiany. Zdarzenia ciekawe są, nie powiem, ale najwyraźniej jest mnie łatwo zadowolić. Gdy zagrożenie populistyczne zostało chwilowo zażegnane (nawet u sąsiada na południu niejakiego Fico ktoś próbował odstrzelić), moje zainteresowanie utarczkami międzypartyjnymi spadło znacząco. Kolejnym wpadkom Dudy myśli nie poświęcam, wyobraźta sobie. Ciekawa jest sprawa sędziego Szmydta, jedna z dziesiątek afer obnażających patologie funkcjonowania pisowskiego państwa z kartonu i błota. Także tutaj jednak czekam na więcej informacji, żeby sobie je rozważyć w moim czarnym serduszku.

Oczywiście, czytam rojenia strapionych życiem katechetek, ale dla mnie jest to tylko rozrywka (przecież nie mogłam oczekiwać, że zmiany polityczne pomogą komuś w umysłowym olśnieniu). Zastanawiałam się chwilę czy we wpisie nie rozwinąć tematu religii w szkołach, tylko, że nawet za bardzo w tej chwili nie mam opinii — bo młodzież robi świetną robotę i bardzo mnie w moich przemyśleniach pokrzepia: cokolwiek sobie konserwa umyśliła, młodzi mają boga w dupie. Im większy nacisk, tym większy bunt, wspaniale. Owszem, moje pokolenie nadal w dużej części tyłek KrK podlizuje, ciuła pinionszki na komunie i śluby kościelne, ale cuszzzz. Śmieję się z takich strapień, byle tylko takie mieli, pinionszki zaś nie moje, mogą wpadać do ścieku bez dna. Echa czterech projektów ws. aborcji do mnie doszły, nawet zaczęłam pisać na ten temat notkę z miesiąc temu, i ... skasowałam. Po raz kolejny: świat się zmienia, trzeba naciskać, drążyć, wierzyć w pomyślne zakończenie dramy. Aborcja na życzenie. Małżeństwa osób tej samej płci z prawem do adopcji dzieci. Finito. Ach, i jeszcze ciekawe są ruchy artystów, którzy występowali w pisowskiej telewizji narodowej, a teraz też by chcieli. Tylko, że na tych różnych imprezach spotkają się z kolegami, którzy przez kilka lat tam nie występowali z powodów oczywistych. Ojej, pewnie się stresują przez to (życie jest takie niesprawiedliwe).

Moi rodzice mają poczucie zbliżającej się wojny, jednak: gdy wybuchnie, wtedy będziemy tworzyć konstrukcje myślowe na ten temat, wcześniej nie warto (poza magazynowaniem puszek z mielonką i groszkiem niewiele mogę zrobić, tymczasem akurat na puszki nie mam w domu miejsca, książki muszą się gdzieś zmieścić). Na razie tyle wyczytałam, że jest kilka punktów wyborczych w Irlandii dla Polonii na wybory do Europarlamentu (9 czerwca). Listę warszawską już odnalazłam. Wiem, że na wybory idę, szukam nazwisk, które zapewnią konkretną bioróżnorodność (jacyś pisowcy też polecą do tej przebrzydłej Unii, dostawać wypłatę w znienawidzonym przez Prawdziwego Polaka euro, więc trzeba im dać dobrych kontrdyskutantów, żeby wstydu w Europie nie było).

piątek, lutego 09, 2024

Tabletka "dzień po"

Już przeczytałam na jednym blogu, że dawanie kobietom narzędzia do decydowania o swoim ciele jest myśleniem uwłaczającym godności, bo przecież kobiety mogą myśleć "dzień przed" a jak ktoś im daje do ręki narzędzie naprawy sytuacji, tzn. że sądzi o nich źle (inaczej, niż KrK, który stawiając kobietę w odpowiednim kącie, myśli o niej jak najlepiej ... przynajmniej dopóki ta nie ma własnej opinii). "Tabletki mają być dostępne już dla dzieci od 15. roku życia", grzmi Radio Maryja ("ile lat miała Maryja, gdy narzucano jej Józefa?" zastanawiam się ja; off topic). Czy ktoś z oburzonych zapytał, dlaczego właśnie 15-latki?

Otóż, w Polsce granica "wieku zgody" to 15 lat. Prawny zakaz współżycia z osobą poniżej 15 roku życia oznacza, że nawet jeśli 14-latka zgadza się na zbliżenie, z punktu widzenia prawnego mamy do czynienia z gwałtem. Jednocześnie przy wieku zgody tam, gdzie go mamy, dziewczyny do ukończenia 18 roku życia nie mogą skorzystać z porady ginekologa bez opiekuna. Przepis ten funkcjonuje w Polsce pomimo kulejącej edukacji seksualnej, gdzie dzieciakom nie dajemy szansy dowiedzieć się, że mogą wbrew grupie rówieśniczej powiedzieć "nie", oraz przy braku realnego dostępu do środków antykoncepcyjnych. Dlaczego niespójny przepis funkcjonował i funkcjonuje? Po to, aby zdjąć z partnerów seksualnych zagrożenie oskarżenia o gwałt, czyli w skrócie jest to głównie przepis dla ... chłopców. To oni są chronieni najbardziej (wyobrażacie sobie przy tym sytuację dziewczyny molestowanej przez ojca? Ma iść do ginekologa z nim, lub matką, która udaje, że nic nie widzi? off topic). Dziewczyny między 15 a 18 rokiem życia znajdują się w potrzasku. Zazwyczaj mają za mało kompetencji i władzy, aby swoją seksualnością świadomie zarządzać, jednocześnie prawo mówi im, że mogą, ale jeśli coś pójdzie nie tak, wracają do punktu zero, muszą włączyć w proces decyzyjny inne osoby. Dostępność tabletki "dzień po" ma tę kwadraturę koła jakoś usensowić.

Jak to jest w Irlandii? Kobiety pomiędzy 17 a 31 rokiem życia mogą dostać "morning-after pill" nie tylko bez konsultacji z lekarzem, ale też ... za darmo (generalnie pigułki te są za darmo dla posiadaczek karty medycznej, bez względu na wiek). Osobą, która coś doradza w tym temacie jest najczęściej farmaceuta. Wolna sprzedaż antykoncepcji awaryjnej jest spójna z przepisem, który mówi, że "wiek zgody" wynosi 17 lat. Jeśli dziewczyna usiłująca kupić antykoncepcję awaryjną jest młodsza, farmaceuta zapyta o receptę (przy czym mając lat 16 można pójść do lekarza bez rodzica, bo "wiek zgody" na procedury medyczne jest niższy; pod formułką "procedury medyczne" mieści się też aborcja). 

Co kraj to obyczaj. I jak to się ma do uniwersalnej kobiecej głupoty, tego naszego niemoctwa, które powoduje, że absolutnie same nie powinniśmy decydować o swoim ciele, co najwyżej możemy się opiekować innymi i wtedy decydować (bo wiadomo, szczególnie, gdy służba mało płatna, wszystko jest jak należy)?

czwartek, czerwca 15, 2023

I jeszcze raz

Kolejne wygnicie w świetle prawa związanego z modnym w ostatnich latach płodocentryzmem, tym razem Dorota w szpitalu w Nowym Targu, w którym są relikwie Karola Wojtyły. Wcześniej były m.in. Izabela z Pszczyny i Agnieszka z Częstochowy. Według PiS-u i wodza to jednak rzeczywistość urojona: to nie atmosfera wprowadzona przez Partię Obecnie Rządzącą zabija kobiety, tylko albo same umierają, albo lekarze ich nie ratują i na nich przerzuca się odpowiedzialność. Zresztą przerzucania odpowiedzialności dokonują nie tylko politycy, ale też niektórzy obywatele, działając według prostej zasady znanej z peerelu: jestem może koniunkturalistą, ale moja sytuacja jest wyjątkowo, za to inni powinni być bohaterami. 

Przeczytałam gdzieś, że są na świecie i dobre wydarzenia: umarł Berlusconi (parodia Włocha), Boris Kłamczuszek de Pfeffel został pozbawiony mandatu, Pomarańczowy stanął przed sądem, wprawdzie nie za to, że jest matołem, ale i tak jest to spory postęp. Wierzę, że w Polsce sytuacja też się poprawi. Niestety, parę osób jeszcze umrze. Zastanawiam się ile rodzin o przekonaniach pisowych lub konfederacyjnych dotknie taka tragedia jak ostatnie wydarzenie w Nowym Targu i czy zmieni to ich optykę patrzenia na życie. Może. Choć przecież niekoniecznie. Czyli jeszcze raz. I jeszcze raz.

sobota, listopada 05, 2022

Bracia Czesi i refleksja na temat obywatelskości

Odbyłam wczoraj bardzo ciekawą rozmowę o wszystkim, m.in. o tym, dlaczego krwawa Rewolucja Francuska spowodowała wzrost wrażliwości obywatelskiej we Francuzach, podczas, gdy ten sam numer w Rosji nie wyszedł i Rewolucja październikowa przyniosła kontynuację wątku totalitarnego. Żeby miało co rosnąć, musi być uprzednio ziarno, taka była w skrócie nasza wspólna pointa. Podobny ton można odnaleźć w rozmowie na temat współczesnych Czech i tym, co różni je od Polski (bardziej konkretnie, dlaczego Polska jest przysłowiowe, choć niekoniecznie, 50 lat za Czechami, a może i 100, jak stoi w wywiadzie). Piotr Ibrahim Kalwas wywiaduje w nim bohemistę, Aleksandra Kaczorowskiego. 

Dowiadujemy się z niego, że Czechy to naród praktyczny, zlaicyzowany, z mniejszą niż w Polsce różnicą pomiędzy wykształceniem mężczyzn i kobiet (jeden z wątków rozmowy dotyczy dzietności, znacznie wyższej u Czechów, gdzie, przypominam, aborcja jest legalna do 12 tygodnia ciąży, nie potrzeba do niej uzasadnienia, a jej koszty w złotych to ok. 2 tys.). Dlaczego jest tak, jak jest? Hipoteza jest bardzo ciekawa:

(...) uświadomieni narodowo Czesi na ogół byli mieszczanami plebejskiego pochodzenia, nie zaś inteligentami ze spauperyzowanej szlachty. Czesi pod koniec XIX w. zadali sobie pytanie, czy tamtejsza szlachta i arystokracja w ogóle ma prawo być uznana za część ich narodu? Wielu odpowiedziało na to pytanie przecząco. Tymczasem w Polsce w tym samym czasie i jeszcze długo później to potomkowie szlachty łaskawie godzili się uznać polskość mas ludowych pod warunkiem, że ci zaakceptują jej kod kulturowy, wartości i etos.

Kiedy czasami piszę, że Polacy mają problem ze swoimi chamskimi korzeniami (mam chamskie korzenie, proszę mi łzawo nie imputować, że obrażam wieś), chyba to właśnie mnie drażni — znajomi wszyscy się "panują", doszukują się w swoich genealogiach tego jednego jedynego szlachetki zagrodowego, którego można obarczać stuprocentową szlacheckością własną, coś tam imitują bohaterów z filmów Zanussiego, jeśli tylko mogą, karmiąc tym wrzód na polskiej obywatelskości kolejnych pokoleń, przyjęcie wielkopańskiej narracji tego, czym jest nasz kraj. Chłop pańszczyźniany powielający narrację wielkopańską to niestety nadal niewolnik, tylko, że teraz na dodatek zawstydzony swoim pochodzeniem, wypierający je, dający się złapać na lep przeszłych zwycięstw (zazwyczaj moralnych) i innych mało istotnych czy potrzebnych do życia bzdur. Czech się nie wstydzi, więc ma żywą kulturę ludową (nie mam tu na myśli tylko biesiad piwnych), my mamy disco polo (i to jest smutne). Oczywiście nikogo nie warto idealizować, więc i Czechom tego nie zrobię, tym bardziej, że Kaczorowski pokazując różnice między naszymi narodami, przy okazji rozwiewa milusie mity na temat południowych sąsiadów. Tym przydługim wstępem chciałam Was po prostu zachęcić do przeczytania rozmowy i dodania swoich pięciu groszy. 

sobota, października 22, 2022

Tron, ołtarz, hagiografia

Nie żebym łonet uznawała za jakoś niesamowicie opiniotwórczy, raczej jego układ (nielicznych) informacji poprzetykanych wątpliwymi historyjkami i zabobonem odzwierciedla stan zjełczenia społeczeństwa, ale wspomnę, że IBRiS zrobił dla tego portalu informacyjnego sondaż metodą CATI z pytaniami dociekającymi, jak Polacy po 2 latach oceniają wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Wyniki statystyczne są pokrzepiające. Już nawet elektorat PiSu nie wie co powiedzieć (32% uznało że to ani źle, ani dobrze), a tylko 4,9% pytanych stwierdziło, że decyzja pseudoTK była bardzo dobra. Dodatkowo Polacy trafnie wskazali, kto jest za ten wyrok odpowiedzialny (poza nimi samymi, dokonującymi durnych wyborów przy urnie): Kaczyński i KrK. Słusznie, bo tak właśnie jest. Tron i ołtarz, kult jednostki, w tle Julia Pionek Przyłębska (element niedecyzyjny, doskonale zastępowalny).

Czy religia zawsze musi szczytować kultem jednostki? Do końca tego nie wiem, ale z pewnością wierni przed Tenzinem Gjaco też się płaszczą, chociaż niby jest taki cool równy brachol. A pamiętacie naiwną wiarę tłumu, że Karol Wojtyła potrafi mówić dziesiątkami języków obcych, bo powiedział w nich "heloł"? Dochodzą słuchy, że w Iranie, w którym od połowy września wybuchają zamieszki związane ze skandalicznym traktowaniem kobiet przez religijnych tradycjonalistów (zaczęło się od śmierci Mahsy Amini skatowanej za nieprawidłowo założoną chustę i obcisłe spodnie) zmarła 15-letnia Asra Panahil, uczennica z miasta Ardabil pobita przez funkcjonariuszy ichnich służb bezpieczeństwa, ponieważ była jedną z tych, które w szkole odmówiły odśpiewania pieśni pochwalnej na cześć przywódcy duchowego, Alego Chamanei. Urzędnicy oczywiście zaprzeczają, mówią, że chorowała na serce, rodzina twierdzi co innego. Nie mam wiedzy z pierwszej ręki, na teraz uznaję tę śmierć za autentyczny przypadek, wątek tragiczny i niesprawiedliwy, natomiast motyw samouwielbienia duchownych/polityków jest mi znany i co do jego istnienia nie mam wątpliwości żadnych. Irańczycy wyraziście ilustrują zagadnienie "po co jest religia?". Żeby se jakiś chłop mógł bogiem polerować jaja, żeby wierni mogli mu oliwić oliwą najświętszą penisa i wznosząc modlitwy niby do boga, całować w zastępstwie cztery litery Hanka śpiewając mu przy tym pieśni. Po to jest religia, gdy zerkamy na nią z politycznego punktu widzenia, nie ma znaczenia czy Samouwielbiony jest duchownym per se, czy po prostu Jednostką Niezbędną, jak pan Breżniew.

A propos, polerowania jaj, przejdźmy do hagiografii. Wiecie, że krakowski aktor, lat 75, Jerzy S., w stanie po spożyciu alkoholu potrącił motocyklistę (nie zbiegł z miejsca wypadku, jak się emocjonowano, niemniej fakt spożycia i potrącenia pozostaje)? Wiecie. Pomijając rzekomy hejt prawicy (nie widziałam go, bo po prostu mam takie zasady życiowe, że do szamba nie zaglądam), myślałam, że się przewrócę, jak kilka razy łonet próbował podgrzać kotlet publikując wypowiedzi Różne Różnych o upadku autorytetu moralnego. Stuhr jest wspaniałym aktorem, wypowiada się także w tematach polityczno-społecznych (bo ma do tego prawo, jak każdy z nas), ale żeby czyniło go to Autorytetem Moralnym (czyli w polskim słowniku Autorytetem We Wszystkim)? Czytam właśnie "SPATiF. Upajający pozór wolności" Aleksandry Szarłat i powiem Wam, że przeważające w lekturze głosy o tym, jakie to było doskonałe źródło edukacji kulturalnej, jakie tam chodziły autorytety, rozwalają mnie na łopatki. Jeśli nawet ludzie kultury histerycznie szukają autorytetów w towarzystwie osób podpitych, czyli z definicji mających dużo do powiedzenia, ale niewiarygodnych, to feudalna potrzeba hierarchii oraz hagiograficzne podejście do osób choć trochę bardziej rozgarniętych w czymkolwiek ma się dobrze i to jest dla nas wszystkich bardzo źle. W związku z tym na wiszący jakiś czas na łonecie link z tematem, jakoby gwiazdy wspierały Stuhra nawet nie chciało mi się kliknąć, ani go Wam nie zapodam. Stuhr jest takim samym obywatelem, jak kużden inien. Zawinił, niech dostanie karę i nie łkajmy. Czy umysł feudalny domagający się hagiografii może to w końcu pojąć? Niedobrze mi się robi, jak słucham, że każdy czasami prowadził po alkoholu, więc o co ten szum, ponieważ, że zacytuję samą siebie, skoro już to napisałam u @boja:

Nikt nikogo nie usprawiedliwia za pozostawienie niespłukanego gówna w publicznej toalecie, przyjmijmy tę samą narrację w temacie jazdy po alkoholu, bo czas najwyższy wznieść się cywilizacyjnie o oczko wyżej.

sobota, lipca 09, 2022

Boris out i rezolucja za prawem do legalnej aborcji

Nie taki zły był ten tydzień.

Alexander Boris de Pfeffel, znany jako premier, jest na wylocie bycia naczelnym błaznem Wielkiej Brytanii. Oczywiście u sąsiadów trzeba będzie teraz po nim sprzątać, nikt się nie garnie, ostatnia kropla z zatrudnieniem Chrisa Pinchera spowodowała niezły zamęt (w ostatnich dniach z rządu królowej Eli odeszło kilkadziesiąt osób nie czekając już na ruch Borisa). Very well. 

Tymczasem 324 europosłów zagłosowało za rezolucją proponującą wpisanie do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej prawa do bezpiecznej aborcji. Bardzo ładnie, choć jak się wydaje większość krajów UE ma nadal restrykcyjne przepisy dotyczące przerywania ciąży i są one luźno związane z sytuacją medyczną osób, których to dotyczy. Nom, długa droga, ale not too bad.

piątek, czerwca 24, 2022

Aborcja usługą medyczną

W czwartek polscy osłowie zdecydowali o odrzuceniu obywatelskiego projektu dotyczącego radykalnej liberalizacji dostępu do zabiegów przerywających ciąże. Z 444 osób głosujących 265 było za odrzuceniem ustawy w pierwszym czytaniu. Wynik mnie oczywiście nie zaskoczył, nie liczę na nagłe oświecenie na komunoprawicy. Jestem rozczarowana tą sytuacją w gruncie rzeczy mniej niż decyzją Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe v. Wade, choć i tu i tam jest to chwilowa przewaga podobnego dziaderstwa. Nie wiem dlaczego tak czuję, być może jest to prosta ilustracja tego jak nisko ustawiam poprzeczkę rządowi mojego własnego kraju. 

Żeby projekt mógł się pojawić w Sejmie, Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Legalna Aborcja. Bez kompromisów" zebrał ponad 200 tys. głosów. Projekt zakładał m.in. liberalizację aborcji do 12. tygodnia ciąży (bez konieczności tłumaczenia motywów) oraz zapewnienie finansowania zabiegów przez NFZ w szczególnych przypadkach (ciąża w wyniku gwałtu, zagrożenie życia lub zdrowia kobiety, nieodwracalne uszkodzenia płodu). Zbyt śmiało? Aborcja jest zabiegiem medycznym, odpowiednim miejscem do dyskutowania na ten temat jest gabinet lekarski i oparta na zaufaniu relacja klient-lekarz, reszta to zbytek i marnacja energii. Sytuacja w Irlandii była nieco inna, tutaj referendum było konieczne, żeby odkręcić wyniki poprzedniego referendum (de facto wyborcy nie głosowali "za aborcją", tylko za wywaleniem bubla z Konstytucji). W Polsce nie ma takiej potrzeby, przekonanie, że Konstytucja zakazuje aborcji jest ideologiczną ekwilibrystyką, mało zreszta wysublimowaną: wystarczyło znaleźć kogoś, kto za pieniądze powie, że czarne jest czerwone.

Możliwość decydowania o swoim ciele i życiu to prawa fundamentalne. Robota tłumaczenia tego drugiej części świata, w tym kobietom, które dały się nabrać i zinternalizowały sobie patriarchalizm, wydaje się na obecnym etapie przybierać cechy pracy syzyfowej. Nie można się jednak zniechęcać. Świat naprawia się z takim trudem i wpada kołami z jednej koleiny w drugą, ponieważ codziennie rodzą się nowi ludzie, którzy nie rozumieją elementarnych spraw. Nie jest to ich wina, tak wygląda ludzki rozwój, jest powolny, pełen potyczek i często kończy się porażką. My trochę starsi jesteśmy po to, aby im to wszystko wyjaśnić, opowiedzieć, ułatwić. Bez dziaderstwa, z uśmiechem. 

niedziela, maja 08, 2022

Petycja i Emil

Nie mieszkam pod kamieniem, a jednak petycję Amnesty International w obronie Justyny Wydrzyńskiej przegapiłam i podpisałam dopiero dzisiaj. Tak zerkając na archiwum bloga widzę, że drugi raz publikuję tutaj petycję i poprzednia także dotyczyła aborcji. Jeśli sobie zadajecie pytanie, komu potrzebne jest podpisywanie, skoro nie działa, odpowiem po raz kolejny, że jest to forma jasnego wyrażenia swojego stanowiska. Prawo aborcyjne zostało zaostrzone m.in. dlatego, że za często rzucamy na tacę tylko dlatego, że ludzie patrzą. Tymczasem należy się rozejrzeć czy ludzie patrzą, i po upewnieniu się, że patrzą, nie rzucić ani grosza. Innymi słowy, podpiszcie i powiedzcie o tym osobom, które Was znają, szczególnie tym, które mają inną opinię i nie potrafią sobie wyobrazić, że można się z nimi nie zgadzać. Można. Osobiste świadectwo zmienia rzeczywistość.

***

Z innych ciekawych przypadków, o których miałam napisać, a nie napisałam była dezercja Emila Czeczki. Facet najpierw nawiał do Białorusi, gdzie propaganda Łukaszenki wykorzystywała go do "relacjonowania" konfliktu migracyjnego na granicy, a potem został znaleziony martwy. Pochowano go jakiś czas temu przykrywając jego trumnę polską flagą, co różnym cienkim bolkom dało pożywkę do ogłaszania obrazy narodowej oraz rozmyślań, że dobrze mu tak, bo oni mogą teraz odczuwać osobistą satysfakcję (z braku innych satysfakcji w ich życiu), a brodaty papa w niebie pewnie myśli tak samo (Gott mit uns, znaczy). Wracałam myślą do Emila Czeczko z dwóch powodów. Po pierwsze, wszystkie dzieciaki marzące o wstąpieniu do szkoły wojskowej, jakie znałam osobiście, miały w domu syf, malarię i zaburzone więzi. Wszystkie, dziesięć trafień na dziesięć. Doprowadziło mnie to do wniosku, że w cywilizowanym świecie dzieci ze szczęśliwych rodzin nie marzą o karierze w wojskowości ... zróbcie z tą opinią co chcecie. Po drugie, Emil tak mitomanił, że niemożliwe, aby nie miał jakiegoś zaburzenia psychicznego. A jednak, nie tylko (z tego, co mi wiadomo) nie miał diagnozy, ale także przyjęto go do Mazurskiego Pułku Artylerii, gdzie dano mu ostrą amunicję do ręki. Szczęśliwym trafem (choć nie dla niego) mitomania się u Emila nasiliła, więc znalazł się w końcu w Białorusi, zanim zaczął któregoś poranka zabijać przechodniów we własnym mieście. Pomoc i diagnoza psychologiczna leżą, a rodzice z trefnych rodzin nalegają, aby nie stygmatyzować diagnozami (bonus: psycholodzy są be, nie wiem o co w tej psychologii chodzi). Mierzi mnie to.

W międzyczasie zrobił się maj, z gniazd wyfrunęło pierwsze pokolenie ptaków, szykuje się drugie. Jest niedziela, słońce świeci, dobrze się nam żyje z małżonkiem. Coraz mniej rozumiem z tego, co dzieje się w Polsce, ale mam przynajmniej taką wymówkę, że najczęściej mnie tam nie ma. Czekam na koniec nie-rządu, taniec na jego pogrzebie.

środa, listopada 03, 2021

Czekanie na śmierć

Obserwuję z daleka proces bardzo podobny do tego, który zaistniał w Irlandii po 1983 roku, a w Polsce rozpoczął się po zeszłorocznej decyzji TK pod magister Przyłębską

Dwa artykuły, z łonetu "Nie każcie nam umierać" (słabym punktem tego tekstu jest anonimowość, znowu śmierdzi mi tu copywritingiem), oraz z Gazety Prawnej, głos jak to wygląda z pozycji lekarza, "Śmierć ciężarnej 30-latki. Szpital: Działano zgodnie z prawem."

Jak pisałam kiedyś w komentarzu (który chętnie bym zacytowała, ale nie mogę go odnaleźć), Irlandczycy głosując w referendum za wpisaniem zakazu aborcji do swojej Konstytucji sądzili, że prawo dotyczyć będzie kogoś innego, nie ich. Jest to zgodne z mechanizmem myślenia magicznego, gdzie odmawianie koronki chroni rodzinę przed chorobami, natomiast Obcy i ich cierpienie jest wypierane. Antykobiece zmiany w prawie polskim, podobnie jak dawniej w Irlandii, zrealizowały się głosami ludzi, którzy autoprezentację w środowisku lokalnym (patrz, jakim wrażliwy dla zygot, jaki ze mnie dobry katolik) pomylili z braniem udziału w demokracji na poważnie, czyli ze stanowieniem prawa, które będzie dotyczyło wszystkich obywateli.

Opierając mój wywód na doświadczeniach irlandzkich, na co teraz czekamy? Zasadniczo, kto jest przeciwko obecnemu prawu, ten jest, już protestował. Nie jego głosem zmieni się prawo. Otóż czekamy na śmierci córek, sióstr, matek w rodzinach bogobojnych Krysiek i Basiek, które udzielają (choćby krypto) wsparcia obecnym przepisom antykobiecym i prozygotalnym. Nie mogliśmy liczyć na ich wyobraźnię, miłosierdzie dla Innych, mądrość musi przyjść przez osobiste doświadczenie zgryzoty. W tym procesie państwo pisowe będzie oczywiście próbowało winą obarczyć lekarzy, co tylko zostrzy problem (zmniejszy się ilość osób chętnych do uprawiania zawodu). Wszystko to już wydarzyło się gdzie indziej, koło poszło w ruch, niektóre rodziny nie mogą (nie będą mogły) uwierzyć, że padło na nie, przecież koronka została odmówiona, magiczne rytuały odprawione. Powiadam, Polska czeka na śmierć Waszych bliskich, żeby mogła się zmienić na lepsze.

wtorek, lutego 02, 2021

Wiosna

Ponownie Imbolc. Są mitologie, które lubię i takie, których nie lubię. 
Jak się tak człowiek zastanowi nad pewnymi aspektami znanych opowieści z lotu ptaka, to:

 
"Wiesz, co musimy zrobić?
Trzeba nam stąd wypierdalać, tyle ci powiem"



Gorzej jak jesteś stąd, i co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
Święto owczego mleka ku czci Triumfującej lub Wzniosłej, córki Dagdy, zapowiadało u Irów wiosnę. Brigid poetka, Brigid lecząca, Brigid kowali — możliwe, że te jej przydomki są pozostałością po Brigid, która występowała u Celtów jako Trójca. Łączy się ją także z tradycją keeningu, lamentacyjnego śpiewu nad zmarłymi. Czytam sobie o boginii i lamentuję aaaaaauuuuuaaaaaammmmmmm. Przyjemne, jak wiele zajęć nie wbijanych do głowy, nieobowiązkowych, nie oznaczonych uryną kolejnych krystyn plugawych, czy (ostatnio) czarnków i bortniczuków. Co muszę? Dzisiaj i tutaj na szczęście nic :) Ciekawym podrzucam link do cudownych aborcji wykonanych przez katolickich świętych, w tym przez Brigid z Kildare (synkretycznie wstawioną przez KrK na miejsce irlandzkiej bogini wiosny):
Mocą wiary najpotężniejszej i niewysłowionej pobłogosławiła kobietę, która po ślubie czystości popadła w młodzieńczą pożądliwość, i łono jej spuchło od ciąży; a po tym, jak poczęcie zniknęło, bez porodu i bólu, przywróciła ją zdrową do pokuty.
Czagalaga, znak krzyża i fetus znika, dziewica zaś oddala się chwaląc Pana. To tyle w temacie opublikowania w zeszłym tygodniu orzeczenia TK z października 2020. Nawet sobie zaintonowałam na koniec czagalaga, czagalagalaga, czagalagaa-aaa-aaa!

Czyli u nas już wiosna, z wiosną małżonek jak zwykle podążył na tomografię komputerową. Lockdown przedłużono do marca, więc nie mogłam z nim pojechać, bo i tak mnie nigdzie nie wpuszczą. Pogoda dalej nieciekawa, choć zauważam, że dzisiaj jest cieplej. W oddali słychać ryk morza, raz poruszone nie daje się łatwo uspokoić. Wymyśliłam sobie, że w kwietniu przylecę na chwilę do Polski, po ponad roku przerwy. Kupiłam dla nas bilety (nie nadwyrężając się finansowo, vouchery z zeszłego roku czekały na to od miesięcy) i usiłuję podtrzymać optymizm. Nie zarażajcie się tam, ok?, bo runie mój misterny plan nad którym kompletnie nie panuję.

piątek, października 23, 2020

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przerywania ciąży

Tę wiadomość słyszeli zapewne już wszyscy, choćby niechcący. Wczoraj Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem pani Przyłębskiej orzekł, że przepisy dotyczące aborcji w przypadku ciężkich wad płodu są niezgodne z Konstytucją, co oznacza, że jedna z trzech przesłanek do przeprowadzenia legalnej aborcji w Polsce została właśnie tylnymi drzwiami anulowana w trybie przyspieszonym. W reakcji na tę "niespodziewaną" wiadomość partia rządząca ogłosiła, że zaczną się prace nad przepisami wspierającymi kobiety zmuszone do urodzenia dzieci, którym w innych warunkach taki los byłby oszczędzony. Nie mam powodu przypuszczać, aby te pracy różniły się czymś od tego, jak Polska zareagowała na pandemię i jak sobie z nią radzi. Powstanie komisja i będzie obradowała. 

Wracając do samego orzeczenia TK, uzasadniono je powołując się na "art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3". W żadnym z nich nie ma nic na temat tego, że płód jest uważany za obywatela Rzeczpospolitej. Artykuły te jednak w rozumieniu pani Przyłębskiej wystarczają do ograniczenia prawa do własnego ciała kobiet, obywatelek Rzeczpospolitej, o których ochronie mowa w Konstytucji (przy czym zakładam, że hasło "człowiek" odnosi się także do kobiet, chociaż orzeczenie TK stawia pod znakiem zapytania takie moje rozumienie Konstytucji).

Myślę, że po tej decyzji jaśniejsza się stała dla niektórych walka toczona o TK, te niezrozumiałe skandowania o sądy, informacje o protestach ulicznych psujące uroczą bańkę poranka z dziatwą przed telewizją śniadaniową. Kaczyński stchórzył przed czarnymi parasolkami i potrzebował kogoś innego jako parawanu dla swojej szarej eminencji. Aby stanowić narzędzie przydatne dla urojeń partii, Trybunał musiał być polityczny, a nie kompetentny (jest to zresztą ważna cecha przy wyborze polityka PiSu wiodącego w danym sezonie, jeśli jeszcze się nie zorientowaliście dlaczego tyle jest w tym ugrupowaniu złotoustych, bredzących jak potłuczeni). Wyrok zapadł w pełnym składzie, z odrębnymi zdaniami dwóch sędziów, w tym głosem sprzeciwu prof. Kieresa, jedynego sędziego wybranego przed 2015 rokiem. Prawo stanowione tą drogą oznacza, że następcom nie będzie łatwo zmienić przepis po wymianie rządu. Najpierw trzeba będzie czekać na zmiany osobowe w TK.

To co by tu jeszcze? Skoro motywacja polityczna, a nie logiczna, to skądże łuna? Z połączenia tronu z ołtarzem, wbrew Konstytucji, ale za zgodą Suwerena, któremu to nie wadzi. Pomysł na kochanie dzieci nienarodzonych to flagowe hasło nowego KrK, kościoła stetryczałego, pozbawionego władzy militarnej. W Biblii, na którą KrK się powołuje (może coraz mniej, bo prym wiodą zmyślanki różnych Faustyn, ale jednak), nie ma nic na temat ochrony nienarodzonych, lepiej nawet, wynika z niej jasno, że utrata ciąży jest warta tyle, co utrata każdej innej własności. Płód nie jest tam uważany za człowieka. Ta kwestia pojawia się w tradycji KrK nowożytnego, i to całkiem nie od czapy. Im mniej się władcy świeccy słuchają Watykanu, tym intensywniej Watykan zbiera pieniążki na biednych, chorych i nienarodzonych, tym prężniej działają misje w dawnych koloniach. Do kolonii droga dłuuuga, wiele rzeczy może zdarzyć się po drodze, pan Wesołowski mógłby poświadczyć tę moją opinię. A skoro Kościół, to kobiety. Wszędzie kobiety. Jedna chowa za sobą tchórza w brudnych butach, inne na swoich barkach wynoszą na ołtarze świętych, umacniając kult, który jest przeciwko nim. Same to sobie robimy.

Wiele reakcji dzisiaj czytałam, bardziej wściekłych, mniej wściekłych, ale zatrzymałam się na tej, na fb Wajraka:

Tak wiem, można się było tego spodziewać, ale to co zrobiono kobietom, to na co je skazano jest poza skalą jaką ogrania przyzwoity człowiek. Jedyne pocieszenie jest takie, że laicyzacja naszego kraju przyśpieszy i będą mieli u nas drugą Irlandię szybciej niż myślą. Trzymajcie się dziewczyny jesteśmy z Wami.

Chodzi o to, że będzie inaczej, gdy kobiety same przestaną siebie gnoić, nie wcześniej. Moje pokolenie czeka na nowe pokolenie z nadzieją.

czwartek, kwietnia 16, 2020

Jeszcze a propos środy

Politycznie środa była w Polsce jak sen przygłupa.
Kaja Godek w ramach wizualizacji projektu "Zatrzymaj aborcję" wpadała w Sejmie w ekstazę opisując usuwanie ciąży, gdy tymczasem opozycja okopała się na barykadzie "teraz jest dobrze" i "wyrażamy oburzenie". Nikt nie zapytał się kobiet, które miały aborcję, co one o tym myślą. Żadna z nich nie przemówiła w Sejmie.

Przedstawiciele partii rządzącej lobbowali za nowelizacją prawa łowieckiego tak, aby w polowaniach mogły brać udział dzieci. Cóż zrobić, tradycja. Znajomym trzeba pomóc. Flaszka będzie rozpita przy tradycyjnym krokiecie i bigosie myśliwskim.

Dyskutowano również projekt ustawy o mieniu bezdziedzicznym. Technicznie problem nie powinien istnieć, bo mienie bezdziedziczne przechodzi na Skarb Państwa. Tymczasem autorzy projektu "Stop 447" najwyraźniej znają obywateli, którzy "odziedziczyli" mienie bezdziedziczne i chcą ich chronić. Intrygujące. Intrygujące jest również to, że autorów projektu nie zapytano, jak się ci obywatele nazywają i gdzie mieszkają, bo przecież są coś winni państwu polskiemu.

Najbardziej bawi mnie myśl, że wszystkie te projekty były projektami obywatelskimi. Takich mamy obywateli, pod tym się podpisywali, to są ich zainteresowania. Cudza dupa, flacha do mięcha, jak se cudze nolozłem, to se mom.

piątek, września 28, 2018

Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji

International Safe Abortion Day. Wiem o nim dzięki auslanderkawszwajcarii.

Bardzo ważny temat, nadal budzący wiele kontrowersji ze względu na niższy status kobiet, chociaż jest to przecież ni mniej ni więcej kwestia równego dostępu do usług medycznych.

Właśnie przed śniadaniem czytam o firmie Ambrosia Medical, która eksperymentalnie zamierza starszym osobom przetaczać krew osób młodych, oczywiście hen hen czyli w Nowym Jorku. Były już testy kliniczne w 2017 roku, nie ma nadal publikacji ich wyników. Skończyłam wczoraj czytać "Opowiadania bizarne" Tokarczuk i takie mam tutaj luźne skojarzenie z trzema futurystycznymi historiami, które wieńczą książkę. Medycyna idzie do przodu, rozczarowania, wątpliwości, pojedynczość i szamanizm zostają. W trakcie walczyłam z lekkim rozczarowaniem, opowieści kończące skupiły mnie jednak, zbiór nierówny polecam.

Dzień będzie dobry :)

środa, września 19, 2018

Pierwszy zimowy sztorm

Ma na imię Ali i właśnie mnie obudził.
Takie tam smyranie, ale alarm pomarańczowy do godziny 1 pm jest.

Z rzeczy innych, prezydent Higgins podpisał wczoraj ustawę nadającą moc prawną referendum w sprawie aborcji, które odbyło się w maju tego roku. W ten sposób poprawka 8 konstytucji Irlandii, która od roku 1983 narażała życie kobiet na niebezpieczeństwo, została uchylona.

Dzień dobry :)

niedziela, lipca 01, 2018

Giętki Dżordż i petycja Amnesty International

Za podszeptem Rybenki kopiuję dwa linki.
Pierwszy to trochę faktów o błędach poznawczych w artykule ze strony To tylko teoria. Myślę, że to ciekawy materiał do przemyśleń nie tylko przy okazji tematów antyszczepionkowych czy Dżordża Przedsiębiorcy, który powiększa biust hipnozą. Nawet jeśli przeczytają go niekoniecznie ci, którzy przeczytać powinni, nie tracę nadziei :-)

Drugi link skieruje Was do petycji Amnesty International "Wezwij polskie władze do niezaostrzania przepisów dotyczących aborcji". Nie jestem zwolenniczką obecnego niekompromisu, po prostu każdy głos rozsądku jest dla mnie ważny.

Z bogami.

piątek, maja 25, 2018

Repeal the 8th?

Dwa sondaże po zamknięciu urn do głosowania nad uchyleniem ósmej poprawki do Konstytucji przewidują, że ok. 70% głosujących oddało głos na TAK.

Oznaczałoby to, że jest przed obecnym rządem Leo Varadkara zielone światło i poprawkę ósmą można zmienić na zrównującą kobiety w ciąży z ludźmi. Niech to będzie wspaniała wiadomość na weekend.