Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

piątek, maja 08, 2026

100 lat

Pasja, ciekawość świata, głos. Jeden z moich ulubionych Brytyjczyków. Niech mu się żyje jak najdłużej :)
Happy birthday, Mr. Attenborough.
   

sobota, lutego 21, 2026

Świat poza pałacem

W mijającym tygodniu (już nie książę) Andrew Mountbatten-Windsor chwilowo znalazł się w areszcie w związku z danymi ujawnionymi w aktach dotyczących Jeffreya Epsteina (Windsora zatrzymano pod zarzutem nadużycia stanowiska publicznego; pobyt na posterunku policji w Aylsham, Norfolk był krótki, procedury trwały około 11 godzin). Poniższe zdjęcie zostało zrobione przez reportera Reutersa, Phila Noble, gdy nie-książę w dzień swoich urodzin opuszczał posterunek:

Podobno jest to pierwszy przypadek w czasach nowożytnych, oczywiście po roku 1649, gdzie wysoki rangą członek rodziny królewskiej został zaaresztowany (tutaj streszczenie BBC News). Listy Fergie do pana E również są pod lupą brytyjskich mediów. Nie decydując kto i jak jest winny (Epstein był psychopatą z najwyższej półki, świetnie manipulował ludźmi, ale też dobrze zacierał ślady), zadaję sobie pytanie: jak to jest doznać nagłego zderzenia z rzeczywistością po dekadach funkcjonowania w bańce, otulinie organizowanej przez państwo? Chyba bardzo szokująco. 

Tymczasem, w USA, gdzie Epstein miał swoją bazę, Pomarańczowy trzyma się ściany.

niedziela, grudnia 21, 2025

Najkrótszy dzień

Delektuję się nim wstawszy wcześniej niż trzeba. 

Mamy XXI wiek (brzmi mi echem niejasny cytat z jakiejś opowieści przecież mamy XIX wiek!), ale nie oznacza to, że każdy w Europie definitywnie uciekł od domowego niewolnictwa na tle którego Ja się nie znam na polityce, ale mąż powiedział, że ... jest zdaniem całkiem normalnie brzmiącym dla wypowiadającego (postęp to sprawa ulotna, będą się z nas kiedyś śmiały przyszłe pokolenia). Stąd też pochodzą, z tego zapyziałego zakątka męskiej władzy, tak myślę, pytania na złą melodię, co niewierzący obchodzą w czasie świąt Bożego Narodzenia. Potrzeba, aby podzielić świat na grupy my-oni, jakbyśmy nie byli wystarczająco oddzieleni, gdzie my to ci lepsi, ci "a mąż powiedział", "a córka taka mądra (onanizuje się do zdjęcia świętego Charliego Kirka)", "a proboszcz to na mnie przed kościołem czekał (jestem wybrany, jestem namaszczony, ludzie tak mi zazdroszczą, zerkają, mówią oj oj)" wynika z jakiegoś cierpienia, ale cóż, podstawowa zasada brzmi: nie rzucać się z pomocą na ludzi, którzy o to nie proszą. Od jakiegoś czasu poczynam obserwacje następujące: przesycony religijnym mistycyzmem język Irlandzkich kobiet nie dotyka mnie negatywnie. God bless you. Niech bless. Biorę bless jakim jest, nie odwracając monety słowa na wszystkie strony. Inaczej mam w Polsce: nakładam na siebie pewne ograniczenia w temacie wyrażania własnej duchowości, żeby mnie dusze nieszczęsne nie uznały za "poszukującą", żeby im nie zaszkodzić, nie utwierdzić w błędzie, żeby się do mnie nie przylepiły, nie zaczęły nade mną "pracować", żeby nie stać się centrum cudzej nadziei o niczym, albo milczącym słupem z grupy "my".

Winter Solstice live streaming Newgrange.

Winter Solstice live streaming Stonehange.

sobota, listopada 02, 2024

Torysi mają nową liderkę

Kemi Badenoch i jej ciekawa wypowiedź na temat tego, że nie wszystkie kultury są tak samo wartościowe, szczególnie w kontekście imigracji, przyjmowania do wspólnoty i integracji.

piątek, września 29, 2023

Język, drzewa i krwawe penisy

Ach, dlaczego nie komentowałam sprawy księżej orgii w Dąbrowie Górniczej? A bo gdyż nie za bardzo mnie to ciekawi. Niech się wierni zastanawiają, czy ksiądz przed włożeniem im do ust komunii grzebał sobie w majtkach i czy umył ręce. Natomiast chcę skomentować oświadczenie księdza Tomasza Z., który był na miejscu, ale zaraz potem musiał pilnie pojechać na urlop do Turcji i dopiero teraz objawił nam swoją wersję wydarzeń. Wersja jest taka, że ustalenia przekazywane przez media dotyczące liczby ludzi w pokoju, gdzie przebywała męska prostytutka, są wyssane z palca (i wiecie co, ja mu wierzę :)). Natomiast ogólnie jest to atak na kościół. Cała wina za skandal, jego zdaniem, spoczywa na dziennikarzach. Nie ten jest winny kto robi, ale ten kto o tym mówi. Znacie to? Zgadzacie się z tym?

Z rzeczy bardzo głupich, a bliskich mi geograficznie: jakiś matoł (prawdopodobnie młodociany) za pomocą piły mechanicznej ściął ikonicznego jawora znanego z filmu "Robin Hood, Książe złodziei". 300-letnie drzewo w ten czwartek odnaleziono przewalone na mur Hadriana (hrabstwo Northumberland, północno-wschodnia Anglia), wandalizmu dokonano prawdopodobnie w nocy. Parę słów Roberta Macfarlane'a na ten temat i smutek. Ostatnio pisałam o braku miłosierdzia dla przyrody. Przeraża mnie bezmyślność takich aktów, argumentacje w stylu bo stało, bo mogłem, bo chciałem, bo uważałem. Jakieś 86 mld neuronów i taka tfurczość. 

Jeszcze: sąd z Zamościa wyprodukował (na razie nieprawomocny) wyrok uniewinniający 42-letniego myśliwego z Koła Łowieckiego "Słonka" w Zwierzyńcu, który 12 września 2019 roku, w dniu w którym nie odbywały się żadne legalne polowania, zabił Kosego, wilka z Roztoczańskiego Parku Narodowego. Jego śmierć pociągnęła za sobą śmierć młodych, którymi się opiekował po zgonie partnerki. Mam nadzieję, że to nie koniec sprawy. W całej tej mrzonce, że świat jest niebezpieczną grą komputerową, gdzie trzeba bronić białogłów i powiewać fajfusem, aby później móc się zgłosić po nagrodę w naturze oraz podział łupów, nadal stoję po stronie ludzi przeciwko myśliwym. Amen. 

Takie to zdziwo-smutki z kraju i sąsiedztwa, ale u mnie na wsi, w mojej zagrodzie, wbrew wszystkiemu, tydzień na plus. I jutro oczywiście zamierzam dzień święty święcić :)

wtorek, grudnia 13, 2022

Harry and Meghan circus

Brytyjska rodzina królewska to zjawisko kulturowe, im bardziej pozbawione realnej władzy nad krajem, tym bardziej zwarte jako Firma, broniące swoich granic. Ze względów zawodowych znam ich dawniejszą historię, ze względów osobniczych zatrzymałam się w śledzeniu ich losów gdzieś w latach 90-tych (starsi ludzie tak mają😉). Dla uproszczenia mogę od razu napisać, że za Dianą nigdy nie przepadałam, co nie znaczy, że jestem zagorzała stronniczką Charlesa (prawdę powiedziawszy bardziej mnie interesują jego akwarele, poza tym kibicowałam Camilli także z przekory); lubię ładne wnętrza i nie miałabym nic przeciwko mieszkaniu w pałacu, ale na bogów, nie tak, jak to robią Windsorowie! Pewnie słyszeliście o nowym dokumencie Netflixa, "Harry & Meghan". Dzięki wizycie u przyjaciół obejrzeliśmy wspólnie pierwszy odcinek tego dzieła i kontynuować chyba nie zamierzamy. Dopiero teraz przyjrzałam się Meghan lepiej i stwierdziłam, że nic mnie w niej nie zachwyca, Kraciasty kręcił się i nudził, a po seansie rozmowa na temat zjawiska brytyjskiej monarchii strasznie go podminowała (jak chcecie poczytać opinię Wolandową, pełną gorszących zwrotów i sarkazmu, klikajcie TUTAJ). Ja z kolei na innym blogu wdawszy się w dyskusję z moim ulubionym @Darkiem napisałam komentarz taki:

z całą pewnością za ucieczką z cyrku ze strony rodziny następuje seria szantaży, w tym ekonomiczny, jak w każdej rodzinie patologicznej. W takiej sytuacji każdemu poradziłabym to samo: odbiec na bezpieczną odległość i dopiero wtedy przypuścić atak (jeśli w ogóle). Najprościej jest się w takiej sytuacji usamodzielnić, tyle, że członkom rodziny królewskiej utrudnia się to od najmłodszych lat. Ich wykształcenia są albo żadne, albo iluzoryczne (np. pchanie mężczyzn do wojska na stałe łączy człowieka z armią, w której William, gdyby kiedykolwiek przyszło mu do głowy zwiać, i tak nie mógłby pracować). Obecna pozycja Harry'ego dokładnie odzwierciedla kim są członkowie rodziny królewskiej: nikim. Tracąc tytuł każdy z nich musiałby startować w pięciu się po szczeblach społecznych praktycznie od zera. To jak wyjście z zakonu po 25 latach. Więc jakoś nie jestem zdumiona, że Harry spienięża swoją historię. Nie dziwi mnie też, że William zapewne ma focha. Ci, którzy wychodzą obnażają płytkość tych, którzy zostają.

Stylistycznie bym poprawiła, ale niech będzie, wypowiedź nadal dobrze wyraża moją opinię. Po namyśle: to "nikim" oznacza, że najłatwiej jest takim osobom wejść do szeroko pojętego przemysłu rozrywkowego, co H&M właśnie czynią. Oboje są przyzwyczajeni do pewnego poziomu życia i usiłują go utrzymać. Ani się temu nie dziwię, ani nie zawiszczę im dochodu. Sama nie wytrzymałabym napięcia, rozgrywania sytuacji rodzinnej tak długimi podaniami i zmasowanego hejtu w wykonaniu bezosobowych randomów. W tej historii interesuje mnie głównie zagadnienie wolności jako wartości osobistej i nie od parady przypomina mi się (w kontekście wyjścia z "zakonu") postać Obirka, który twierdził, że miał szczęście, bo jeszcze jako duchowny pracował też w świeckich uczelniach, więc się nie bał o swoją przyszłość. Czyli był wolny. Dlaczego obywatele brytyjscy (obywatele państwa demokratycznego / wolnościowego), krytykują Harry'ego za jego decyzję zrezygnowania z kariery w Firmie? Czy Ty Czytelniku powiedziałbyś o sobie, że wolność jest dla Ciebie ważna? Że wolność jest Twoim udziałem? Możesz tak wziąć i wyjść, czy raczej do tej pory byłeś tylko tym, który się złości, gdy inni wychodzą?

Jest też zupełnie poboczny efekt moich rozmyślań, zaskakujący, bo w oglądanym przeze mnie ochłapku serii nic o tym nie było. Postać księżnej Kate — przedstawia się ją w brytyjskich mediach jako wysportowaną, samodzielną, zwykłą dziewczynę, która znalazła swojego księcia (zabieg królewskich PR-owców łudząco podobny do tego, co robiono z Dianą Spencer). Wysportowana, czyli dobra, płodna klacz. Gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać, zobaczyłam Kate nagle w innym świetle. Ona porzuciła swoje zainteresowania, czy ich po prostu nigdy nie miała? Trudno mi uwierzyć, że osoba, która pragnęła zrobić w swoim życiu coś fascynującego, naprawdę odnalazłaby się z taką łatwością w roli, która wymaga niewiele ponad szukanie do spółki z rodzinnym stylistą zupełnie nowej kreacji na każdy dzień. Kate stała się dla mnie nagle postacią z kartonu, nudną jak flaki z olejem i mocno niewiarygodną (cały czas pamiętam, że ja też jestem randomem, nie znam prawdy, a to jest tylko opinia). Może kiedyś obejrzę "Koronę", co mi nasuwa dodatkową myśl, jak dziwne jest zjawisko nagrywania filmów o żyjących postaciach. Serial to przedstawienie dla gawiedzi na którym gawiedź zaprzyjaźnia się z postaciami i potem żąda od nich, żeby fabuła podążała tak, jak to sobie random umyślił: a niech ten kocha tą, a niech tamta kocha tamtego, i zróbcie coś z czarnym charakterem, bo ja przyszłem z pracy i nie mam swojego życia

Wolność ... bardzo mnie ten temat wkręcił. Próbuję sobie wyobrazić, co bym zrobiła będąc w następującej sytuacji: każdemu dziecku rodzice powtarzają, że może być tym kim chce, tymczasem moi mówią mi, że mogę być tym kim chcę, pod warunkiem, że będę wyłącznie księżniczką.

środa, września 21, 2022

Nie pochowałam królowej

Poważnie. Rzeczywistość była ważniejsza i przez te kilka dni nie za bardzo mnie obeszły rytuały tożsamościowe. Zerknęłam jedynie w sieci jak Karol przełykał gulę, gdy mu śpiewali "God Save the King". Do tyłu jestem, no trudno.

Jak bardzo bym nie wspierała myślą i uczynkiem walki Ukraińców z rosyjskim okupantem, wiadomości z frontu też unikam. Jednak trzeba być przede wszystkim u siebie, zachować swoje poczucie dramatu wojny na czas, gdy to mi będzie głodno, chłodno i pod bronią. Inaczej można skończyć w wariatkowie, albo (co częstsze) na pillsach. Chodzi o to, żeby myśl odzwierciedlała stan za oknem, gdy jest to korzystne dla głowy. A u nas za oknem szczygły pasą się lawendowymi nasionami. Oczywiście, Putin powinien już umrzeć. 

Zauważyłam przez chwilę zawirowania na blogu (np. nie mogłam wejść ze swojego konta na "layout", żeby sprawdzić adresy obserwowanych blogów, bądź dodać/skasować zdjęcia w bocznej szpalcie), ale już wszystko gra i buczy. Takie momenty przypominają, że cały czas coś się w blogspocie zmienia, chociaż jako codzienni użytkownicy większości zmian nie zauważamy. Teraz inaczej się wkleja filmiki. No to wklejam:

God Save the Queen.

sobota, września 10, 2022

Śmierć królowej

Gdy w czwartkowe południe czytałam o słabym stanie zdrowia Elizki, nie skupiłam się poważnie na tej wiadomości (składaliśmy z małżonkiem szafkę z Jysk). Oficjalne ogłoszenie zejścia pojawiło się w mediach o 18:30, podobno jednak informację o jej śmierci przekazano nowej premier UK już 2 godziny wcześniej. 

Pytałam koleżankę z pracy, co to oznacza dla Irlandczyków z Republiki. No cóż, waga jaką przywiązuje się do tego wydarzenia jest związana z osobistym wymiarem przywiązania do tradycji i czułości na matczyno-misyjny PR. Są np. ludzie, którzy uważają, że jeśli coś robimy z obowiązku, to o nas dobrze świadczy, podczas, gdy jestem zdania, że to oznacza głównie zewnątrzsterowalność i rezygnację. Niektórzy dzięki osobie Elżbiety politycznie i prywatnie mogli uprawiać coś w rodzaju Kultu Wielkiej Matki, północni unioniści np. utracili ikonę i za bardzo nie widać czym mieliby ją zastąpić. Tymczasem, Elżbieta Windsor została wrzucona w sytuację bez wyjścia, i stało sie to przypadkiem, przez fakt urodzenia się w miejscu i czasie do tego odpowiednim. Rządziła (choć to nieprawda, bo krajem rządził zawsze ktoś inny), żyjąc w maksymalnym oderwaniu od ludzi, którzy byli nazywani jej poddanymi. Było to oderwanie przypominające kalectwo — z piętnem wyjątkowości nie mogła doświadczać rzeczy zwykłych, bo tak sobie kiedyś wymyślono. Samodzielne ubieranie się, robienie herbaty, przypadkowe znajomości z ludźmi różnych stanów, pospolite rozmowy o składaniu szafki w pokoju były nie dla niej. Ominęło ją wychowanie własnych dzieci, ponieważ, o ironio, Wielkie Matka, Pszczelica Narodu, miała ludzi od wychowywania. Był potencjał, jak u każdego. I skończyło się. Chociaż tli się we mnie przekonanie, że Windsorowie to grupa pasożytów, mam ciepłe uczucia dla Karola, który teraz będzie Trzecim, i jego małżonki, spokojnie czekającej nad rzeką. (Wy)słucham dawno napisanych na tę okazję tekstów, z przyjemnością obejrzę wielokrotnie przećwiczone marsze. Ten teatr jest dla nas, a pod nim jest czyjeś prawdziwe i jedyne życie.  

poniedziałek, września 05, 2022

Rzeczywistość 2

U sąsiadów kobieta została premierką, nic szokującego, 3 lata temu inna kobieta była brytyjską PM. Różnica istotna jest taka, że Theresa May reprezentowała pokolenie mojej mamy, podczas, gdy Liz Truss jest moją rówieśniczką. Dobry rocznik, że tak to ujmę. To piętnasty premier za monarchii Elizki II, może ostatni. Boris de Pfeffel ze swoim Syndromem Nieczesalnych Włosów narobił takiego gnoju, że w zasadzie każdy kandydat wydaje się lepszy. Jeszcze się okaże, czy Truss nie zaogni konfliktu brytyjsko-irlandzkiego. Odnoszę wrażenie, że kobiety na poważnych stanowiskach bywają bardziej od mężczyzn praktyczne, czyli jest nadzieja, ale ...

W Polsce tymczasem Breżniew pozbył się niefajnego z braci Kurskich z telewizji publicznej. Nie napiszę, że Kurski to kanalia, z sympatii do komentatora. Ale czy to nie fascynujące, jak bogaty jest nasz język? Nikczemnik, łachudra, wszarz, szubrawiec, zimna glista. Rozbrajają mnie reakcje, zarówno zaskoczenia, jak i okazywanej gdzieniegdzie radości. Jakby coś się zmieniło. Tyle razy była okazja obejrzenia "Alternatywy 4", że ludzie mogliby w końcu załapać zasady rządów PiS-u. 

W jakikolwiek komentarz polityczny nie zapuszczam nosa, wyskakuje zmora przyszłorocznych wyborów. Wybory, wybory. I odwieczne pytanie, czy Polonia powinna brać w tych wyborach udział. Brać? :)

sobota, lipca 09, 2022

Boris out i rezolucja za prawem do legalnej aborcji

Nie taki zły był ten tydzień.

Alexander Boris de Pfeffel, znany jako premier, jest na wylocie bycia naczelnym błaznem Wielkiej Brytanii. Oczywiście u sąsiadów trzeba będzie teraz po nim sprzątać, nikt się nie garnie, ostatnia kropla z zatrudnieniem Chrisa Pinchera spowodowała niezły zamęt (w ostatnich dniach z rządu królowej Eli odeszło kilkadziesiąt osób nie czekając już na ruch Borisa). Very well. 

Tymczasem 324 europosłów zagłosowało za rezolucją proponującą wpisanie do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej prawa do bezpiecznej aborcji. Bardzo ładnie, choć jak się wydaje większość krajów UE ma nadal restrykcyjne przepisy dotyczące przerywania ciąży i są one luźno związane z sytuacją medyczną osób, których to dotyczy. Nom, długa droga, ale not too bad.

sobota, kwietnia 10, 2021

Umarł książę

Prawie nasz. Tuż tuż, kilka kilometrów na północ ma to donioślejsze znaczenie. Filip, książę Edynburga, hrabia Merloneth i baron Greenwich zmarł na zamku Windsor w piątek rano, na dwa miesiące przed swoimi setnymi urodzinami.

Mój stosunek do monarchii jest dość zniuansowany. Architekturę i parki szanuję, czynnik ludzki, szczególnie brytyjski, tak operetkowy, nie budzi mojego zachwytu, gdy się w tym bardziej zagłębiam. Z drugiej strony lubię "Sekretny dziennik Adriana Mole'a lat 13 i 3/4", czasy regencji, historię, tweedy, kapelusze, pieski na małych nóżkach.



Bez monarchii można żyć wygodnie, wielu urzędom jest oszczędzone kłopotanie się postaciami w randze Majora Majora Majora Majora, których mętna funkcja wymaga odpowiedniej oprawy, obstawy i produkcji kolejnych medali za istnienie. Podglądam czasami losy księcia Harry'ego, jego próby uwolnienia się ze złotej klatki i hejt jaki na niego za to spada ze strony "poddanych". Sympatyzuję. Na dzisiaj, jak to podsumował jeden ze znajomych znajomej, still too much dead Phil everywhere.

wtorek, stycznia 19, 2021

Więzi

Jest jeszcze ciemno, odpaliłam laptopika i sączę zieloną herbatę, gdyż zatoki i ja nie jesteśmy od kilku dni przyjaciółmi. We're no friends, I mutter to myself. To Wam coś napiszę siedząc w blasku stolikowej lampy, którą dostaliśmy z Kraciastym z okazji ślubu.

Wczoraj przeczytałam w końcu o akcji polskiego prezydenta hipotetycznego, gdyż wychynął mi z niebytu na portalu informacyjnym. Tą drogą doinformowałam się o sytuacji ostatecznej pewnego Polaka na Wyspach. Brytyjski szpital odłączył podtrzymywanie życia u mężczyzny, który jeszcze w listopadzie zeszłego roku, po długim zatrzymaniu akcji serca, doznał rozległego uszkodzenia mózgu. Żona i dzieci podjęły trudną decyzję zaprzestania bezsensownej terapii, człowiek, już bez świadomości, powoli umiera. Jakże się mylę próbując rozważać przypadki polskie z pozycji logiki i nie widząc tu pola dla prężnego działania polskiej dyplomacji. Otóż, rodzina. Zdarzyło mi się kiedyś przeczytać, że mąż to nie rodzina, mowa więc, jak się możecie domyślać, o rodzinie tzw. prawdziwej. Matka i siostra przebywające w Polsce, podobnie siostra i siostrzenica na emigracji są przeciwne, stąd dyplomacja z kraju, w którym szpitale potrafią zamorzyć człowieka nie podłączając go do kroplówki, ruszyła na ratunek. 

Jeśli jakiś temat mnie porusza, wybieram się myślami do sytuacji, które znam. Myślę o naszych przyjaciołach. Widzę Oną, która sprowadziła starszą siostrę na Wyspy, żeby ta mogła ją natychmiast znienawidzić i od czasu do czasu nachodzić z gorzkimi żalami. O nas, o mnie i Kraciastym, o rydzykowej teściowej, o różnych przypadkach tzw. opieki nad osobami, które chwilowo lub trwale nie mogły stanowić o sobie, o obłudzie pospolitej i przypadkach bardziej wyrafinowanych. Zastanawia mnie dlaczego małżeństwo po wielokroć bywa nie traktowane jako akt najwyższego zaufania, w który z zewnątrz warto uwierzyć. Czy człowiek, którego sobie wybieramy nie stanowi powiernika i wykonawcy naszej woli? Do kogo więc należymy, gdy nie możemy już nic? Do plemienia? Jak można uciec z plemienia? Znam przypadki, gdy nawet śmierć od plemienia nie uwolniła. 

środa, grudnia 02, 2020

Przez miedzę

Nasi sąsiedzi (UK) jako pierwsi na świecie zaaprobowali szczepionkę Pfizer/BioNTech.
Dystrybucja może ruszyć nawet w przyszłym tygodniu.
Pierwszymi zaszczepionymi mają być osoby z grup ryzyka — mieszkańcy domów opieki, osoby 80+ oraz pracownicy służby zdrowia. Wg aktualnych info, szczepienia wymagają dwóch dawek na osobę. 
W Królestwie podpisano umowę na zakup 40 mln dawek.

Wreszcie coś się dzieje.