Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kult Wielkiej Matki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kult Wielkiej Matki. Pokaż wszystkie posty

sobota, grudnia 10, 2022

Współuzależnienie

Postanowienie noworoczne, że będe mniej zaglądała na łonet nadal wydaje się wątpliwe. Np. z rana przeczytałam artykuł o pewnym zdarzeniu w Warszawie: ratownik medyczny dostaje po głowie od uzależnionego typa do którego wezwała ratowników matka, matula, kochana, przekazująca wartości, gdyż "zażywał narkotyki, ale tym razem oddychał inaczej niż zwykle". Gdy policjanci zaczęli obezwładniać syna, w matuli odezwała się lwica. Temat zawsze napotyka opór, więc z przyjemnością go powtarzam. Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo, to łacińskie powiedzenie przypisywane kardynałowi Richelieu da się zastosować do opisanej historii ze zmianą kosmetyczną: słowo "przyjaciele" należy zamienić na słowo "matka".

środa, września 14, 2022

Cipka była pierwsza

Najsampierw trzeba sobie zadać pytanie, czy cipka obraża? Penis to wiadomo, od czasów starożytnych miał różnorakie konotacje, jedna z nich kazała się bliźnim grzecznie acz stanowczo odpi**dolić. Uważam, że przez to dobre penisy są zupełnie niepotrzebnie napiętnowane i krzywdzone. Czy pokazanie cipki ma podobne znaczenie i tylko to jedno?

Sheela na gig, XII-wieczna rzeźba na kościele w Kilpeck, Herefordshire, Anglia.





W warszawskim Teatrze Dramatycznym zmienił się dyrektor, od 1 września jest nim reżyserka teatralna, Monika Strzępka. W wigilię tego faktu zainaugurowano jej dyrektorowanie wydarzeniem nazwanym Sabatem Dobrego Początku. Podczas przedstawienia, które za przekazem mediów wyobrażam sobie jako pochód bachantek, we foyer teatru postawiono cipkową instalacje rozmiarów słusznych autorstwa Iwony Demko, rzeźbiarki z Sanoka. Przy okazji pochodu i niesienia owego dzieła, nie dało sie pominąć wrażenia, że kształt przedstawionej wulwy jako i żywo może się kojarzyć z kształem rzeźb Matki Boskiej. Trzeba przyznać, że zrobienie z tego imby i rozpropagowanie teatru jest w Polsce łatwe, pozostawiam każdemu decyzję, czy gustowne. Oczywiście, kto się oburzył? Różne OdRzeczy, Prawnicy Talibanu i brunatni chłopcy z Konfederacji. Bez nich długo bym się o tym nie dowiedziała, bo do stolycy mam daleko i w tamtejszych teatrach nie bywam. 

Mam w związku z tym kilka wątpliwości, oprócz kwestii gustu (nie lubię tandety), zastanawiam się czy to jest emenacja radykalnego feminizmu, jak chcieliby to wydarzenie widzieć krytycy. Wg mnie nie, bo jeśli łączyć happening z czarnymi marszami w obronie wolności i praw kobiet, marsze parasolkowe nie mają wiele wspólnego z radykalnym feminizmem (prawa kobiet nie są radykalne, są zupełnie zwykłe), podobnie nie jest żadną radykalnością twierdzenie, że kobiety mają narządy rozrodcze. W temacie skojarzeń religijnych, poza takimi zwrotami jak "sabat" czy "pochód bachantek", niektóre przedstawienia Matki Boskiej w ikonografii przypominają cipkę, a nie odwrotnie. Jakby nie kombinować i tematu nie odwracać, cipka  i jej kształt cipkowy były pierwsze. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że prowokacja była zamierzona i bez większego wysiłku spełniła swoją funkcję. Czy to jednak obraża mnie jako kobietę (bo sabat, bo bachantki, bo sprowadzenie kobiety do sfery seksualnej)? Szczególnie to ostatnie w ustach polskiej prawicy brzmi żałośnie. Kobieta wg radykałów jest sprowadzona do roli biologicznej — ponieważ rodzi, ma "specjalne" miejsce w boskim planie. Musi potakiwać, usługiwać, słuchać, bo przecież cipka determinuje u kobiety wszystko: emocje, rozwój mózgu, role społeczne. Nie ważne, że biologia wpływa na rozwój człowieka w sposób skomplikowany i trudny do rozgryzienia, dla radykałów życie jest proste jak konstrukcja cepa, cipka = wiadomo, co się z tym wiąże. I tacy ludzie twierdzą, że pokazanie wulwy, z której WSZYSCY wyszliśmy, seksualizuje kobiety oraz je obraża. 

Pytanie dodatkowe: czy zetknęliście się we wspomnianym uniwersum radykałów z problemem seksualizacji mężczyzn, który spędzałby panom sen z powiek?

sobota, września 10, 2022

Śmierć królowej

Gdy w czwartkowe południe czytałam o słabym stanie zdrowia Elizki, nie skupiłam się poważnie na tej wiadomości (składaliśmy z małżonkiem szafkę z Jysk). Oficjalne ogłoszenie zejścia pojawiło się w mediach o 18:30, podobno jednak informację o jej śmierci przekazano nowej premier UK już 2 godziny wcześniej. 

Pytałam koleżankę z pracy, co to oznacza dla Irlandczyków z Republiki. No cóż, waga jaką przywiązuje się do tego wydarzenia jest związana z osobistym wymiarem przywiązania do tradycji i czułości na matczyno-misyjny PR. Są np. ludzie, którzy uważają, że jeśli coś robimy z obowiązku, to o nas dobrze świadczy, podczas, gdy jestem zdania, że to oznacza głównie zewnątrzsterowalność i rezygnację. Niektórzy dzięki osobie Elżbiety politycznie i prywatnie mogli uprawiać coś w rodzaju Kultu Wielkiej Matki, północni unioniści np. utracili ikonę i za bardzo nie widać czym mieliby ją zastąpić. Tymczasem, Elżbieta Windsor została wrzucona w sytuację bez wyjścia, i stało sie to przypadkiem, przez fakt urodzenia się w miejscu i czasie do tego odpowiednim. Rządziła (choć to nieprawda, bo krajem rządził zawsze ktoś inny), żyjąc w maksymalnym oderwaniu od ludzi, którzy byli nazywani jej poddanymi. Było to oderwanie przypominające kalectwo — z piętnem wyjątkowości nie mogła doświadczać rzeczy zwykłych, bo tak sobie kiedyś wymyślono. Samodzielne ubieranie się, robienie herbaty, przypadkowe znajomości z ludźmi różnych stanów, pospolite rozmowy o składaniu szafki w pokoju były nie dla niej. Ominęło ją wychowanie własnych dzieci, ponieważ, o ironio, Wielkie Matka, Pszczelica Narodu, miała ludzi od wychowywania. Był potencjał, jak u każdego. I skończyło się. Chociaż tli się we mnie przekonanie, że Windsorowie to grupa pasożytów, mam ciepłe uczucia dla Karola, który teraz będzie Trzecim, i jego małżonki, spokojnie czekającej nad rzeką. (Wy)słucham dawno napisanych na tę okazję tekstów, z przyjemnością obejrzę wielokrotnie przećwiczone marsze. Ten teatr jest dla nas, a pod nim jest czyjeś prawdziwe i jedyne życie.  

niedziela, czerwca 06, 2021

Toksyczna matka

Od czasu do czasu dzięki internetowi wrzucam do koszyka kolejne książki do kupienia. Na liście mam świeżą autobiografię Sinead O'Connor oraz książkę o Szeli, "Baśń o wężowym sercu" Radka Raka. Półka dodatkowa musi być, bo nie mogę się powstrzymać. A teraz na listę wciągnęłam "Toksyczną matkę" Rutkowskiego i Stanisławskiej. Wywiad ze współautorem daje nadzieję na opis mięsistych przypadków:

W gabinecie teraupetycznym, gdy pada komunikat, że mama pacjenta jest lekarzem, nauczycielką, czy prawnikiem lub pracowała w służbach mundurowych, od razu pojawia się diagnostyka.

Ładnie, nieprawdaż? Ta notka jest w zasadzie zaproszeniem do wywiadu w LINKU, choć domyślam się, że i książka, osadzona w polskich realiach, niejednemu otworzy oczy, w końcu patologii emocjonalnej doświadczamy częściej niż kontaktu z łatwiej zauważaną, bo cudzą, patologią "spod sklepu". 

Sytuacja emocjonalnego dystansu nazywana szacunkiem, nieumiejętność obiektywnego spojrzenia na to, kiedy rodzic miał w przeszłości rację, a w czym się zasadniczo mylił, tworzenie cukierkowego wizerunku życia rodzinnego (Kult Wielkiej Matki "nie wiem w co ręce włożyć" Zajętej, tak powszechny w blogosferze 50+, pełnej magicznych, mądrych, dobrotliwych i w części nieistniejących matek), brak refleksji nad powielaniem patologicznych zachowań zaobserwowanych w domu, zawyżone i dwubiegunowe oczekiwania wobec otoczenia — wiele takich spraw, osobno nawet błahych, buduje życie z którego człowiek może nie być zadowolony.

czwartek, października 29, 2020

Rola kobiety

Mój Kraciasty śpi. Pomimo koronowych zawirowań dostał kilka zleceń i prowadzi życie nocnego zabójcy (nad ranem otwiera drzwi kluczem, wita się z kotem, pakuje zakupy do lodówki, daje kotu jeść, ściąga z siebie ubranie, nago idzie do łazienki, przed snem przychodzi po pocałunek). Zanim to się jednak stało, ze złości na to, co się w Polsce dzieje, mąż przeczytał do końca książkę, którą kiedyś mu referowałam. Książka leży teraz pełna niebieskich karteczek indeksujących, na których wypisane są skróty myślowe, czasem wulgaryzmy. Przewertowałam ją o poranku przy pierwszej herbacie. Na fragmencie zaznaczonym kiedyś przeze mnie (podkreślam ołówkiem) widnieje znacznik z adnotacją "władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy". Fragment brzmi:

Z pism Jana Pawła II i jego następców wynika, że Kościół oczekuje od kobiet tylko roli matki. Dopuszcza jeszcze dziewictwo, które jednak też jest macierzyństwem, ale duchowym. Zakonnice mogą nim objąć poprzez modlitwę nawet całą ludzkość. 
Co pewien czas Kościół boleje nad tym, że kobiety nie mogą o niczym decydować. Mówi wówczas o potrzebie zmiany, o geniuszu, o specjalnym miejscu w dziejach ludzkości. Ale władzą się nie podzieli.
— Marta Abramowicz, "Zakonnice odchodzą po cichu. Wydanie specjalne", str. 150, Krytyka Polityczna, 2017.

niedziela, października 25, 2020

Historie rodzinne

 (...) i czytam słowa Matki Bożej z Akita, kolejnej gaduły, która się po setkach lat od powstania Nowego Testamentu w końcu wyrobiła w mowie:

Aby świat mógł poznać Jego gniew, Ojciec Niebieski przygotowuje karę dla ludzkości. Wiele razy interweniowałam z Synem, by złagodzić gniew Ojca. 

Czy można się dziwić, droga Mu, że ta mitologia wchodzi bez zbędnych pytań, szybko i naturalnie, osobom, których ukochany ojciec/dziadek pił, a ukochana matka/babcia codziennie modliła się w kościele o jego niepicie? Sigh. A nie musi tak być. Można zadać pytania. Zawsze można.

Mysz z suchego domu.

PS. Dla współuzależnionych może być Al-Anon. I nie wciągajmy w to dzieci!

niedziela, lutego 02, 2020

Drugi dzień wiosny

Wczoraj w celtyckim świecie obchodzono Imbolc -
(w schrystianizowanej wersji dzień św. Brygidy)
święto zaznaczające połowę drogi pomiędzy zimowym przesileniem i wiosenną równonocą.

Niektórzy twierdzą, że polską mutacją tego święta jest obchodzone dzisiaj MB Gromnicznej
(ludowa wersja Ofiarowania Pańskiego).
W mitologii pojawia się tu i boginii, i światło, i wilk.
Jest w nim oczekiwanie wiosny i pierwszych burz.

Rodzimowiercy słowiańscy obchodzą też w tych dniach święto Welesa,
grzeją ziarna w dłoniach i polewają ziemię budząc ją do życia.

Miły mój mówi mi wczoraj po godzinie piątej
zobacz, ten czas, i nadal jasno.

Nim się obejrzymy przyjdzie Jare.

środa, maja 08, 2019

Za chwilę dalszy ciąg programu ...

po czasach relaksu przychodzi czas pracy
takoż bym napisała, ale nie mam czasu
później później
tymczasem u Wolanda ...

czwartek, sierpnia 16, 2018

In a cup of ...


green tea.
Location: Juke Cafe, Harbour House, Harbour Rd, Howth, Dublin
Time: 2:38 pm, yesterday.

Here we were before our failed attempt to walk the Bog of Frogs trail.
The views in the harbour were a bit foggy, looking at young gulls we apparently missed the first signs of precipitation.


americano.
Location: Starbucks, Harbour House, Harbour Rd, Howth, Co. Dublin.
Time: 4:44 pm, yesterday.

After the rain shooed us off the trail. 
This time I bought millionaire shortbread I was dreaming about several nights ago.
I really prefer metal, washable cuttlery in Costa

A tak w ogóle to Kult Wielkie Matki wczoraj w Polsce nie dał mi się dodzwonić do urzędu gminy :I
Za to dzisiaj przez telefon jak u Barei, pani w słuchawce do petenta: "Nie widzi, że przez telefon rozmawiam? Poczeka!"

Obserwacje kawiarniane natomiast takie mam:
Ileż ludzie marnują jedzenia i papieru przy okazji wizyty w sieciówkach!
Te wszystkie łapczywie zagarnięte serwetki, które nie zostały w ogóle zużyte i dżemiki nienapoczęte, wzięte i pozostawione przy filiżance, bo przeca dają za darmo. Czy wiesz, że obsługa musi to wszystko wyrzucić do kosza?

Piłam w Howth kawę z Kraciastym, rozmawialiśmy o ekologii sieciówkowej, i bawiła mnie myśl ile pewna deklaratywna eko-blogerka zużywa serwetek podczas jednego posiedzenia. Czyściutka taka, wygląda na pięć i na: "I słomkę proszę!"

***
Z Wolandem rozmawiamy o (bez)interesownej toksyczności.
Jestem ciekawa Twojej opinii.