Z początku wielu pocieszało się myślą, że zwycięstwo systemu autorytarnego zawdzięczać należy szaleństwu nielicznych osobników; szaleństwo to doprowadzi samo w porę do ich upadku. Inni, dufni w siebie, wierzyli, że Włochom czy też Niemcom zabrakło dostatecznie długiego okresu wrastania w demokrację, i dlatego należy spokojnie odczekać do chwili, kiedy osiągną oni polityczną dojrzałość demokracji zachodnich. Jeszcze innym powszechnym złudzeniem, może najniebezpieczniejszym, było przekonanie, że ludzie pokroju Hitlera podstępem tylko i oszustwem zawładnęli ogromnym aparatem państwowym; że oni i ich satelici sprawowali rządy wyłącznie za pomocą siły, a cała ludność była jedynie bezwolnym obiektem zdrady i terroru.— Erich Fromm, "Ucieczka od wolności" (tłum. Olga Ziemilska & Jan Andrzej Ziemilski), str. 22, Czytelnik, 1993.W następnych latach błędność tych wywodów okazała się oczywista.
środa, lipca 19, 2023
Wolność, którą mamy na myśli
wtorek, grudnia 13, 2022
Harry and Meghan circus
Brytyjska rodzina królewska to zjawisko kulturowe, im bardziej pozbawione realnej władzy nad krajem, tym bardziej zwarte jako Firma, broniące swoich granic. Ze względów zawodowych znam ich dawniejszą historię, ze względów osobniczych zatrzymałam się w śledzeniu ich losów gdzieś w latach 90-tych (starsi ludzie tak mają😉). Dla uproszczenia mogę od razu napisać, że za Dianą nigdy nie przepadałam, co nie znaczy, że jestem zagorzała stronniczką Charlesa (prawdę powiedziawszy bardziej mnie interesują jego akwarele, poza tym kibicowałam Camilli także z przekory); lubię ładne wnętrza i nie miałabym nic przeciwko mieszkaniu w pałacu, ale na bogów, nie tak, jak to robią Windsorowie! Pewnie słyszeliście o nowym dokumencie Netflixa, "Harry & Meghan". Dzięki wizycie u przyjaciół obejrzeliśmy wspólnie pierwszy odcinek tego dzieła i kontynuować chyba nie zamierzamy. Dopiero teraz przyjrzałam się Meghan lepiej i stwierdziłam, że nic mnie w niej nie zachwyca, Kraciasty kręcił się i nudził, a po seansie rozmowa na temat zjawiska brytyjskiej monarchii strasznie go podminowała (jak chcecie poczytać opinię Wolandową, pełną gorszących zwrotów i sarkazmu, klikajcie TUTAJ). Ja z kolei na innym blogu wdawszy się w dyskusję z moim ulubionym @Darkiem napisałam komentarz taki:
z całą pewnością za ucieczką z cyrku ze strony rodziny następuje seria szantaży, w tym ekonomiczny, jak w każdej rodzinie patologicznej. W takiej sytuacji każdemu poradziłabym to samo: odbiec na bezpieczną odległość i dopiero wtedy przypuścić atak (jeśli w ogóle). Najprościej jest się w takiej sytuacji usamodzielnić, tyle, że członkom rodziny królewskiej utrudnia się to od najmłodszych lat. Ich wykształcenia są albo żadne, albo iluzoryczne (np. pchanie mężczyzn do wojska na stałe łączy człowieka z armią, w której William, gdyby kiedykolwiek przyszło mu do głowy zwiać, i tak nie mógłby pracować). Obecna pozycja Harry'ego dokładnie odzwierciedla kim są członkowie rodziny królewskiej: nikim. Tracąc tytuł każdy z nich musiałby startować w pięciu się po szczeblach społecznych praktycznie od zera. To jak wyjście z zakonu po 25 latach. Więc jakoś nie jestem zdumiona, że Harry spienięża swoją historię. Nie dziwi mnie też, że William zapewne ma focha. Ci, którzy wychodzą obnażają płytkość tych, którzy zostają.
Stylistycznie bym poprawiła, ale niech będzie, wypowiedź nadal dobrze wyraża moją opinię. Po namyśle: to "nikim" oznacza, że najłatwiej jest takim osobom wejść do szeroko pojętego przemysłu rozrywkowego, co H&M właśnie czynią. Oboje są przyzwyczajeni do pewnego poziomu życia i usiłują go utrzymać. Ani się temu nie dziwię, ani nie zawiszczę im dochodu. Sama nie wytrzymałabym napięcia, rozgrywania sytuacji rodzinnej tak długimi podaniami i zmasowanego hejtu w wykonaniu bezosobowych randomów. W tej historii interesuje mnie głównie zagadnienie wolności jako wartości osobistej i nie od parady przypomina mi się (w kontekście wyjścia z "zakonu") postać Obirka, który twierdził, że miał szczęście, bo jeszcze jako duchowny pracował też w świeckich uczelniach, więc się nie bał o swoją przyszłość. Czyli był wolny. Dlaczego obywatele brytyjscy (obywatele państwa demokratycznego / wolnościowego), krytykują Harry'ego za jego decyzję zrezygnowania z kariery w Firmie? Czy Ty Czytelniku powiedziałbyś o sobie, że wolność jest dla Ciebie ważna? Że wolność jest Twoim udziałem? Możesz tak wziąć i wyjść, czy raczej do tej pory byłeś tylko tym, który się złości, gdy inni wychodzą?
Jest też zupełnie poboczny efekt moich rozmyślań, zaskakujący, bo w oglądanym przeze mnie ochłapku serii nic o tym nie było. Postać księżnej Kate — przedstawia się ją w brytyjskich mediach jako wysportowaną, samodzielną, zwykłą dziewczynę, która znalazła swojego księcia (zabieg królewskich PR-owców łudząco podobny do tego, co robiono z Dianą Spencer). Wysportowana, czyli dobra, płodna klacz. Gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać, zobaczyłam Kate nagle w innym świetle. Ona porzuciła swoje zainteresowania, czy ich po prostu nigdy nie miała? Trudno mi uwierzyć, że osoba, która pragnęła zrobić w swoim życiu coś fascynującego, naprawdę odnalazłaby się z taką łatwością w roli, która wymaga niewiele ponad szukanie do spółki z rodzinnym stylistą zupełnie nowej kreacji na każdy dzień. Kate stała się dla mnie nagle postacią z kartonu, nudną jak flaki z olejem i mocno niewiarygodną (cały czas pamiętam, że ja też jestem randomem, nie znam prawdy, a to jest tylko opinia). Może kiedyś obejrzę "Koronę", co mi nasuwa dodatkową myśl, jak dziwne jest zjawisko nagrywania filmów o żyjących postaciach. Serial to przedstawienie dla gawiedzi na którym gawiedź zaprzyjaźnia się z postaciami i potem żąda od nich, żeby fabuła podążała tak, jak to sobie random umyślił: a niech ten kocha tą, a niech tamta kocha tamtego, i zróbcie coś z czarnym charakterem, bo ja przyszłem z pracy i nie mam swojego życia.
Wolność ... bardzo mnie ten temat wkręcił. Próbuję sobie wyobrazić, co bym zrobiła będąc w następującej sytuacji: każdemu dziecku rodzice powtarzają, że może być tym kim chce, tymczasem moi mówią mi, że mogę być tym kim chcę, pod warunkiem, że będę wyłącznie księżniczką.
sobota, listopada 19, 2022
Pamięć
Zapisałam w notatniku "Śniegule genealogia". Nie wiem teraz o co dokładnie mi chodziło, podejrzewam, że o ślady pomoru w mojej rodzinie, gdy to na wiesnę jednego dnia zmarło dwoje dzieci, a tego samego roku jeszcze dwóch-trzech dorosłych, w tym jeden, który zgłaszał wcześniej śmierci innych. Może to zresztą nie w tej rodzinie, albo nie tylko w tej (nie muszę pamiętać, skoro mogę znaleźć zapis). Faktem jest, że ludzie padali jak muchy, a ci, którzy zostali, gubili pamięć, komórki rozproszone po cmentarzach, w ogródkach i za stodołą zyskiwały prawdziwy, a nie tylko deklarowany, spokój. Dawniej nie było lepiej ... taka refleksja, a mam ich kilka w związku z budowaniem drzewa genealogicznego. Widzę np. jak entuzjazm niektórych stygnie, gdy przejąwszy się zbytnio mitologicznym praszczurem legionistą wyruszają w poszukiwaniu wielkich korzeni, a znajdują tylko chłopów nie uczonych w piśmie w żadnym z języków, swoim czy zaborców. Cóż zrobić 😉
W kontekście genealogii jeszcze, są cechy bratnie, które mieszkając za granicą we własnej codzienności mogę olewać strumieniem ciepłego moczu, natomiast na stronie MyHeritage doprowadzają mnie do białej gorączki. Nieadekwatność reakcji, niedopowiedzenia, "nie mów nikomu" — sposób komunikacji typowy dla środowisk przemocowych, na stronach genealogicznych przekładają się na blokowanie dostępu do drzew rodzinnych, żeby przypadkiem nikt się niczego nie dowiedział. Przemocowość ma to do siebie, że chce być bohatersko pamiętana, ale jednocześnie tak szczelnie strzeże granic swojego królestwa, że mało kto zwraca uwagę na jej istnienie. Kłamanie o przyczynach śmierci ... następna wisienka genealogiczna polonica, yhhhh.
Ostatnio serwis Szukaj w archiwach, bardzo ważny dla mojego rycia w aktach urodzeń/małżeństw/zgonów, ma przerwę techniczną ze względu na wykryte zagrożenia. Jakież to mogą być zagrożenia wynikające z powszechnego dostępu do skanów parafii Kraszewice na ten przykład? Przecież większość ludzi mówiących "pamiętamy", nie wie ile nie wie, ani ile bezpowrotnie zapomniała.
Tyle mojej frustracji genealogicznej, trzeba czekać. Wczoraj dopisałam do drzewa datę świeżą jak pierwszy śnieg, dzień śmierci mojej babci.
środa, marca 02, 2022
Świat jaki znamy
| Марія Оксентіївна Примаченко, "Лев",1963, (prymitywizm inspirowany ukraińską sztuką ludową). |
czwartek, lutego 24, 2022
Putinowska agresja na Ukrainę
Trwa dopiero kilka godzin, a już zdążyłam przeczytać jakim Putin jest wytrawnym strategiem ... która to wytrawność polega na tym, że zaatakował kraj, którym nie będzie w stanie rządzić, ale nie brał tego w ogóle pod uwagę, bo ważniejsze dla dziecka z patologii jest aby przed nikim się nie przyznać, że nie o to mu chodziło, gdy zaczynało pyskówkę.
Czuję się bezsilna. Mogę jedynie nie szerzyć dezinformacji i antyeuropejskiego defetyzmu, nie pomagać rodzimym faszystom, którzy już się dokarmili foliarstwem.
--------------
Jak dobrze, że Pomarańczowy nie jest teraz prezydentem jueseja.
czwartek, listopada 11, 2021
11 listopada
niedziela, maja 02, 2021
Wolność?
Ostatnio spisaliśmy się w spisie powszechnym — oboje jesteśmy zameldowani w Polsce, mój Kraciasty nawet pomimo tego, że mieszka w Irlandii od kilkunastu lat. Dlaczego jesteśmy zameldowani? Nie poświęcałam temu zbyt wielu myśli, osobiście nie chciało mi się kiwnąć palcem, aby poinformować urząd gdzie jestem i co robię, uznając informację zwrotną o zakończeniu płacenia podatków za wystarczającą. Do spisu powszechnego zasiadłam za to przed komputerem szybciutko, z jednym podstawowym punktem do radosnego odhaczenia: bezwyznaniowością.
Rozmawialiśmy dzisiaj z przyjacielem, który tak jak my mieszka w Irlandii. Gość z katopolo regionu Polski, na dodatek z miasta urodzenia Wielkiego Higienisty, powiedział co poczuł przeprowadzając się do kraju, gdzie odkrył zelżenie familijno-państwowych nacisków — natychmiast wyzwolił się z obowiązku chodzenia do kościoła, interesowania się polityką i wyborami. Z partnerką rozmawia po angielsku, więc dzieciaki nie używają w zasadzie języka swoich dziadków, a wolny czas poświęca na pasje (m.in. wędrowanie, stąd miła jest nasza z nim zażyłość) nie kłopocząc się tym, co robi sąsiad. Brzmi jak egoizm? Od dłuższego czasu przedefiniowuje się niespostrzeżenie moje pojęcie wolności, blaknie to, co "należy", wyimaginowane godności stają się w moich oczach coraz mniej wartościowe odsłaniając swe relatywistyczne, historyczne, lokalne podbrzusze.
niedziela, listopada 22, 2020
sobota, września 26, 2020
Imiona
Przeglądając archiwum prywatnego bloga zauważyłam jak bardzo muszę kombinować, żeby ponazywać kolejne osoby, które przewinęły się przez moje życie. Znam dziesiątki Asiek, mam z tuzin bliższych mi Ew lub Ewelin. Gdy czytam wpisy sprzed kilku lat, czasami nie jestem już w stanie odróżnić o którą z nich mi chodziło. Uzmysłowiłam sobie rano stojąc nad zlewem w kuchni (używam mycia naczyń jako czynności medytacyjnej), że Indianie nazywali członków swojego plemienia opisowo, żeby ich od siebie odróżnić, zapamiętać, imieniem odzwierciedlić charakter człowieka. W naszej kulturze wyglada to tak, jakby się osobę chciało natychmiast zapomnieć, rozbełtać w miksturze innych takich samych imion. W każdym razie tak to działa, z biegiem moich lat coraz mniej Asiek wystaje z mojej pamięci poza ogólną aśkowatość, coraz częściej, gdy kogoś wspominam włączam pstrykanie palcami, tak ludzie są od siebie mało odrożnialni. Przez babcię Manię jako dziecko nie dowiedziałam się jak to jest odwracać się w szkole za każdym razem, gdy ktoś wypowiada moje imię mając na myśli kogoś innego. To teraz mam. Nie pasuję do niczego :)
czwartek, lipca 16, 2020
Bojkot
Przecieram.
Czy ja się na blogu nie ogonię od polityki?
Mieszkanie w danym miejscu nie czyni z nikogo obywatela pierwszej/drugiej kategorii.
Wiek nie czyni nikogo mądrym lub głupim, znam i młodzieńczych nienawistników.
Brak wykształcenia niekoniecznie świadczy o niskim IQ.
Wszystko to są przesłanki, nie bezzasadne, ale tylko przesłanki.
Wolność oznacza zaś ponoszenie konsekwencji. Nie wszyscy to wiedzą, ale to niczego nie zmienia.
Czy wyborcy złego wyboru powinni ponieść konsekwencja? Tak. I zazwyczaj ponoszą.
Warto adresować nasze pretensje do właściwego źródła, i trafiać celnie.
Bez cierpiętnictwa, ale i bez łatwizny.
wtorek, marca 31, 2020
Nigdy nie wiesz, który to czas wolności
Nagle nie można zorganizować ich tak, jak "się przyjęło", wg tego, czego chce Ogół.
W pewnych sferach nastała wolność od oczekiwań rodziny. Są tacy, którzy przyjmą ją z ulgą.
Może dla nich będzie to pierwszy, radosny krok ku samemu sobie.
poniedziałek, listopada 11, 2019
środa, kwietnia 10, 2019
Przyszłość kraju zależy od lekcji plastyki?
(sprzed kilku lat, ale nadal aktualna)
Czy mamy w Polsce ład przestrzenny?
Czy jako społeczeństwo rozumiemy swobodę tworzenia, wolność wypowiedzi?
Czy umiemy uzasadniać swoje wybory miast klepać to, co wydaje się nam być odpowiedzią "właściwą"?
Jak często patrząc na sztukę współczesną myślimy "to jest brzydkie, bo nie rozumiem, co to znaczy"?
Jak bardzo jesteśmy otwarci na życie i jego zmienność?
Gazetki szkolne na korkowych tablicach ... czy kiedykolwiek widzieliście na nich cokolwiek twórczego?
Do przemyślenia o poranku ...
