Zajrzałam właśnie na mapę, której od wiosny nie używałam, mapę królewską, która pokazuje, że zachorowania w Polsce dochodzą do pół miliona i całkiem realnym staje się, że wkrótce pierwszy raz będziemy w czymś naprawdę lepsi od Niemiec. Nie trzeba być skromnym, naród z troskliwie wybranymi rządzącymi będą autorem własnego sukcesu. Covidowi nayseyers przeszli niektóre stopnie żałoby i strzelają na oślep,"maseczka mnie dusi" miesza się się z chęcią rzucenia się na druty i "nie będzie mi nikt mówił o której godzinie mam robić zakupy".
Tymczasem nasza sąsiadka od dwóch dni pije. Już we wtorek przygotowała lekkie napoje wyskokowe z pianką i od samego rana czekała na wyniki wyborów w swoim kraju ojczystym. Dzisiaj o poranku, i to naprawdę kupa śmiechu, nadal nie wiadomo kto, Trump czy Biden (Trump i Kurski ogłosili, że Trump, ale może wstrzymajmy się jeszcze chwilę z odpalaniem gryla). O ile mam skłonność do popierania demokratów, w tym przypadku jestem chłodna. Pomarańczowy vs starszy pan z twarzą konferansjera telewizyjnego z lat 70-tych. Tą razą motywuję moje poglądy inaczej, po plebejsku. Odbijany.
Wiadomości o protestach kobiet przycichły. To jeszcze zapisuję parę haseł, które w ostatnich dniach się mi spodobały:
"Chociażbym szła Nowogrodzką, zła się nie ulęknę"
"PiS zginie w kartonach jak Hanka"
"Kto się w Polsce urodził, ten się w cyrku nie śmieje"
"Wody odeszły, rodzimy rewolucję
"Ten rząd jest potrzebny jak alarm w Mulitpli"
Feel free to add anything on the topics ;)