Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

środa, stycznia 22, 2025

Szarlatan z Internetu i inne patologie

U Rybenki znalazłam link i podaję dalej wiedzę na temat nowego podcastu Wirtualnej "Szarlatan" (tym razem przypadek Oskara Dorosza). Na portal prawie nie zaglądam, więc dobrze mieć znajomych, którzy mnie inspirują. Temat jest zawsze aktualny, a jego główną bazą wcale nie jest brak dostępu do medycyny konwencjonalnej, dostrzegam to nawet na moim własnym strumieniu treści w mediach społecznościowych, gdzie mniej lub bardziej odlegli znajomi uświadamiają mnie o magicznych właściwościach zbliżającego się układu sześciu planet. Takie odnoszę wrażenie, że im bardziej ludzie są zranieni i niedostosowani, tym bardziej łakną magiczności i skierowanej do nich udanej hiperakceptacji, która ma uzupełnić lata niedoboru. Tymczasem to studnia bez dna. Nie przekona się ludzi racjonalnymi argumentami, gdy podstawa ich działania nie jest racjonalna; szarlatanów trzeba po prostu zamykać w więzieniach, żeby ludzie skłonni do samozaorania nie mieli do nich dostępu. 

(o szarlatanach rozmawialiśmy już wcześniej, starszy wpis jest TUTAJ).

Z innych patologii, powiedziałabym, że pokrewnych: polecam autobiografię Patrycji Volny. "Niewygodna". Lat 37, więc oczywiście powtarza się w mediach pytanie, czy to nie za wcześnie na autobiografię. Nie uważam, szczególnie jeśli osoba ma coś do przekazania. Autorka szczerze opisuje zakręty swojego losu; oczywiście pojawia się i ojciec, Jacek Kaczmarski, w świetle niezbyt chlubnym, choć nie powiedziałabym, że to jest główny wątek tej treści. Na przykładzie fabuły można dyskutować o dziedziczeniu pewnych wzorców i traum (np. lejtmotyw rodzica na odległość), poza tym wręcz modelowo jest ukazany mechanizm kopiowania relacji w związkach. Czym jest norma dla konkretnej jednostki? Tym, co przedstawiono jej jako normę, gdy była bardzo młoda. Volny nie ma większego problemu z rozstaniem z mężem, choć nie potrafi sobie ani nam wyjaśnić, dlaczego się z nim rozstaje. Spokojny, raczej układny, pomocny facet. Coś nie pasuje. Za to jakiś uzależniony gościu, który miał być numerkiem na jedną noc? Jak bumerang. I to nie jest tak, że to tylko on się naprasza, to Patrycja się naprasza, krąży, zaczyna wchodzić w rolę ratowniczki, zasysa ją relacja, która w ogóle nie rokuje. Trzeba wsparcia przyjaciół, żeby załatwiła coś, co z innym, NORMALNYM człowiekiem załatwiła sama, jedną rozmową. Warto, dobry tekst diagnostyczny, albo też tekst otwierający oczy.

wtorek, sierpnia 06, 2024

Gadające głowy


Dokument Kieślowskiego w schemacie pytanie-odpowiedź, Polacy uszeregowani od najmłodszego do najstarszego. Ile masz lat? Kim jesteś? Czego byś chciał? Ostatnia wypowiedź należy do stulatki. I chociaż czytam interpretacje polityczne tego filmu, że widać zaczyn, że ludzie chcą wolności, że czegoś im brak, że to portret Polaków, ta ostatnia wypowiedź poruszyła mnie najmocniej ...

Dodatek po namyśle (więcej rzeczy pewnie w komentarzach): ten film jawnie zaprzecza, że dawniej było lepiej (wybrane osoby mówią jasno, że Polacy powinni być np. mniej wobec siebie wrodzy i lepiej pracować :)). 

czwartek, lutego 02, 2023

Czarodzieje

O poranku przeczytałam artykuł z cyklu śledczych, "Doktor, szaman, celebryta. Jak uwierzyliśmy w bajkę o niezwykłym lekarzu" Baczyńskiego i Schwertnera. Na zakończenie dnia już zdążył się zrobić niezły kwas, więc pewnie wiecie o co chodzi. 

Sprzedawcy nadziei są różni: księża, uzdrowiciele praniczni, jasnowidze. Sprawa oszustwa jest w zasadzie nie do udowodnienia, gdy mamy do czynienia z czarodziejami marki czarodziej, typu Jackowski czy Szwedowski, ewentualnie z branżowcami (np. księża-egzorcyści). Jest popyt, jest podaż, każdego dnia rodzi się nawiniak, trudno. Wyższy poziom przekrętu, nadal nie tak bezczelny jak ten o którym mowa w artukule, to posługiwanie się "tytułem" lekarza medycyny niekonwencjonalnej. Ośrodków-krzaczków przyznających dyplomy czegoś-tam po kilkudniowych kursach jest aż nadto, udowodnienie, że ktoś jest zmyślaczem, nieukiem, konfabulantem żerującym na ludzkim nieszczęściu jest żmudne, przewinienie musi być poważne (zejście klienta), żeby była ochota na grzebanie się w tym bagnie mitomanów i idąca za tym szansa na zadośćuczynienie. Większość pacjentów ofiar przepłaca różnoskrętne witaminy, które można kupić w Tesco 10 x taniej lub cieszy się z gratów, które mają leczyć, a technicznie rzecz biorąc spełniają funkcję placebo. Nasza cywilizacja toleruje obydwa wymienione poziomy szamaństwa, nie walczy z nim. Przypadek Adama Pabisia jest z tych najgrubszych, najbardziej bezczelnych. Gość podawał się za neurobiologa, audiologa, specjalistę od szumów usznych, schizofrenii, depresji, stanów lękowych oraz ... (dopisywanie specjalizacji trwałoby zapewne nadal, gdyby się dzisiaj ktoś nie przyjrzał), wszystko to w ramach medycyny konwencjonalnej (z odchyłami). Czyli wszystko było do sprawdzenia. Bycie lekarzem wymaga rejestracji ścieżki zawodowej, tutaj miłość klientów i pseudonaukowy bełkot nie wystarczą. Tymczasem bomba wybucha dopiero teraz, choć Pabiś nie był człowiekiem skromnym, od lat w charakterze eksperta pchał się do mediów. Pewnie idzie za tym jakaś jego prywatna diagnoza, interesująca dla mnie, niekoniecznie dla tych, którzy spotkali go na swojej drodze, gdy potrzebowali pomocy. Jak ustrzec się przed czarodziejami?

piątek, lipca 23, 2021

Siostra Ratched

W skład Szpitala Mazowieckiego w Garwolinie wchodzą dwa dziecięce oddziały psychiatryczne: całościowych zaburzeń rozwojowych oraz leczenia nerwic.

Tym drugim przez blisko 40 lat – aż do 2020 r. – zarządzała psycholog Genowefa Pasik. To ona jest autorką skomplikowanego mechanizmu psychicznego dręczenia i upokarzania dzieci, o którym wspominają moje rozmówczynie. Wymyślone przez nią metody zespół pielęgniarek i terapeutów stosuje na młodych pacjentach.

Pani Genowefa to niska, korpulentna, starsza pani, z zawsze perfekcyjnie ułożoną fryzurą i dyskretnym uśmiechem na twarzy. Zwykle nosi garsonkę, krótkie bolerko i spódniczkę do kolan, wszystko w pastelowych kolorach, najczęściej w fiolecie, zieleni albo różu.

— reportaż na łonecie, "Piżamki" Janusza Schwertnera o metodach szpitala psychiatrycznego w Garwolinie, a w nim Siostra Ratched, która była tam ZAWSZE, w swoim małym Związku Radzieckim.

środa, stycznia 13, 2021

Trochę o błonach (historycznie) i tym, że najważniejsza jest rodzina

Piszę do Was z otchłani lockdownu. Ziew. Nie wiem, czy jesteśmy jeszcze na górce, chyba schodzimy, za kilka dni zapewne wzrośnie liczba śmierci, w każdym razie plan szczepień nie jest tak spektakularny, gdy sobię uświadomię, że jest nas w Republice z 5 milionów. Sporo, zanim sprawdziłam sądziłam, że cztery. Szkoły pozostają zamknięte, podczas gdy do tej pory ich otwarcie było priorytetem.

Irlandia żyje nie tylko lockdownem. Światło dzienne ujrzał właśnie raport z 5-letniego dochodzenia na temat funkcjonowania na terenie Republiki tzw. Mother and Baby Homes, które istniały w kraju pomiędzy latami 1922-98. Teoretycznie zajebiście, samotne kobiety w ciąży miały przystań, cnie? Nowo powstały kraj był siedliskiem biedy i kołtuństwa, opieka nad ciężarnymi była na pewno niezbędna ... Tia, w raporcie jest też Tuam — Dom w Tuam prowadzony przez Siostry Miłosierdzia i masowe nieopisane groby (znaczy wyrzucone na śmietnik ścierwa) dzieci od niemowlęctwa do lat trzech — nie wiem, czy Wam to coś mówi. Śmiertelność dzieci w tych domach była wysoka, w zasadzie z raportu wynika, że wylądowanie niezamężnej matki w domu matki i dziecka do lat 60-tych oznaczało poważne zagrożenie dla zdrowia i życia. Już lepiej było zwiać na torfowiska. Przewiną matek było, że nie zachowały błony między nogami do najświętszego sakramentu. Kwiatuszka nie zachowały, nie szanowały się, ya know. Dlatego państwo irlandzkie im pomagało. Gdyż bardzo martwiło je brak błon. Wiele z tych ośrodków było prowadzonych przez domy zakonne, przez te lepsze kobiety, z wyglancowanymi błonami. Dzieci nie tylko w takich ośrodkach umierały, ale były też przedmiotem przemocy fizycznej, psychicznej, eksperymentów i handlu (nielegalnych adopcji — o tym wątku opowiada np. "Tajemnica Filomeny"). Oczywiście KrK (oraz kościół protestancki, wcale nie lepszy) nie był w tym sam, państwo siedziało po uszy w procederze, rodziny samotnych matek były często jak przeniesione z ciemnogrodu, wyposażone w wodę święconą magicznymi znakami odpędzały złe duchy (część ciąż to efekt zerowej edukacji, alkoholizmu, gwałtu, którego nie rozpoznawano jako gwałt ze względu na wspomnianą zerową edukację). 

Czasy się zmieniły, teraz duchowni wraz z zaangażowanymi wiernymi, omadlają każą blastulę twierdząc, że zyg zyg wymazujemy i tylko buciki zawieszane przy wejściach do kościołów przypominają o tym, co było. W związku z raportem premier zapewne będzie przepraszał irlandzkie rodziny w imieniu Republiki. Wiele dzieci z tych ośrodków mówi teraz: a pocałuj się w nos. Tym obecnie żyje Irlandia.

A nawiązując jeszcze do rodziny, ciemnogrodu i roli państwa w oświeceniu społeczeństwa, w USA stracono Lisę Montgomery, chociaż kilka dni temu wydawało się, że kara śmierci zostanie jej zamieniona na dożywocie. 16 lat temu Montgomery zabiła dziewczynę w ciąży (stan Missouri), żeby sobie przywłaszczyć jej dziecko. Dziennikarze piszą  "straszna zbrodnia" sugerując tym, że są też zbrodnie niestraszne. Zbrodnia. W każdym razie Lisa Montgomery miała różne psychiczne problemy, których prawdopodobnie dałoby się uniknąć. Prawdopodobnie, bo takie szczęście miała jej przyrodnia, starsza siostra, którą na czas (rok 1969) umieszczono w rodzinie zastępczej. Ale Lisa została z mamusią. Jest specjalna, głęboka więź z mamusią, prawda?  No i co, że mamusia mieszka w przyczepie, przecież jak powie, że kocha, to kocha, cnie? Przypadki, gdy instytucje państwowe mają wszelkie środki, aby ocalić dziecko przed przemocą ze strony bliskich, ale nic nie robią, bo nie ma klimatu, doprowadzają mnie do rozpaczy. To jak cofać się przed ocaleniem czyjegoś świata. Zabierać dzieci do rodzin zastępczych, czy nie? I dlaczego nie, na bogów?

wtorek, listopada 10, 2020

Don Stanislao

Obejrzałam, droga Mu, tak jak mi poleciłaś. (...) ale dobrze wiesz, że czytałam już na ten temat wiele i (prawie) nic mnie nie zaszokuje. Widzę więc policzki wieprzowe stosujące te same triki co zawsze, i oczka nad nimi maleńkie, świdrulki zdumione, że AD 2020 triki te nie działają. Kij tam jednak z nimi, nie mój to świński pasterz. Ale o tych, którym przewodzi myślę. Na kolejny po dwóch odsłonach sekielskich reportaż na temat rzeczywistości kościoła widzę dziś dwie podstawowe reakcje wiernych. Reakcja pierwsza — udawanie, że reportażu nigdy nie było, czyli metoda à la donstanislao. Reakcja druga — przeobrażenie. Oto na naszych oczach Karol Wojtyła, (poprzedź każdy rzeczownik przymiotnikiem "wybitny") papież, filozof, poeta, orator, poliglota, dramaturg, pedagog, taternik i aktor niezawodowy, staje się w nowej narracji porażonym Parkinsonem tatuńciem-wariatuńciem. Okazuje się, że tak jak dla postsowietikusa enigmatyczna jest idea wolności, tak dla wyznawcy katopolo zbędna jest idea kontaktu z rzeczywistością, nazywana w niektórych kręgach prawdą. Obydwie szczytne idee przegrywają z korzyściami doczesnymi, z zupą, z wkładką mięsną, z pokrzepiającym zapewnieniem o życiu wiecznym. Ryś, biskup pomocniczy nic nie słyszał ... nie, po prostu nie. Nie wierzę! I tak widzisz, raport na temat Theodore McCarricka jest już dostępny, ale nie chcę go dzisiaj czytać (ja wiem, że piszę Ci, jak mnie to nie interesuje, a potem i tak o tym czytam, ale na dzisiaj naprawdę wystarczy).

Mysz pilnująca swoich myszy.

sobota, sierpnia 15, 2020

Ewa

Ewa Demarczyk in Brussels (1969).

środa, sierpnia 05, 2020

niedziela, października 06, 2019

In a cup of ...




green tea & ...




flat white.
Location: Windsor Bar & Restaurant, Dublin St, Townparks, Dundalk, Co. Louth.
Time: yesterday, early afternoon.

Wcześniej pojechaliśmy na coś w rodzaju rozmowy o pracę, potem jeszcze trzeba było naprawić tłumik w samochodzie i zrobić zakupy spożywcze. Pojechaliśmy potem na urodzinowy obiad (chowder i inne dobroci), a jeszcze później na drzemkę przed wieczorną wizytą u przyjaciół. Na tapecie tym razem był dokument PBS "Dark Secrets of the Vatican". Można obejrzeć, choć uważam, że Sekielski zrobił to dużo lepiej.

czwartek, września 20, 2018

Szlachetna paczka

Stowarzyszenie nazywa się "Wiosna", jej prezesem jest ks. Stryczek.
Myślę, że wygląda ono bardzo dobrze w telewizji, nigdy wcześniej nie spotkałam się z artykułem na temat personalnych relacji w tej pracy, a to co przed chwilą przeczytałam zjeżyło mi włosy na głowie.

"Tutaj nie jestem księdzem. Jak się pracuje w Szlachetnej Paczce", reportaż Janusza Schwertnera podrzucam Wam do przeczytania. Jestem ciekawa, czy pojawi się w związku z tym publiczna dyskusja na temat tego, ile wart jest pracownik w instytucjach zarządzanych przez kler.