Make sense of it all

51 komentarzy:

  1. Ja tak króciutko.Samo to ,że żyjemy w kosmosie ,to już jest sens życia.Życie samo w sobie jest bardzo ciekawe,tylko człowiek nie potrafi pojąc tej głębi ,sensu istnienia.Temat można rozwinąć obszernie.Pozdrawiam♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie samo w sobie jest bardzo ciekawe ... to prawda :)

      Usuń
  2. Nie sądzę, aby istniał obiektywny sens życia. Oczywiście wszystko z czegoś wynika i w tym sensie jest kontynuacją ciągu logicznego. To, że dojdziemy do jakiegoś celu, nie oznacza, że to był sens życia. Za to droga, indywidualna droga, może każdego dnia nabierać sensu lub się z nim rozmijać, gdyż poczucie sensu uważam za stan indywidualny i określony w ramach czasowych. Docenienie dotychczasowych doświadczeń i ciekawość nowych poczucie sensu determinują. Tak przynajmniej czuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skłaniam się do podobnych poglądów: sensowności życia jako wynikających z siebie wydarzeń i sensowności indywidualnej, codziennie tworzonej.

      Usuń
  3. Pytanie kogoś takiego jak ja o sens życia, o sens tego wszystkiego to jak pytanie nieboszczyka jak mu się żyje... Moje życie nie ma sensu, ba, uważam że ja tylko to życie udaję, więc nie licz, że dostaniesz ode mnie jakąś pozytywną odpowiedź... Ja żadnego sensu w tym wszystkim nie widzę,ale zapewne ludzie szczęśliwi odpowiedzą na Twoje pytania zupełnie inaczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tą wypowiedzią wszystkimi kończynami.

      Usuń
  4. Życie jest pozbawione sensu, dlatego wydaje mi się, że jedyną sensowną rzeczą, jaką można zrobić, jest dbanie o to, aby było jak najmniej przykre i dokuczliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale skoro jest pozbawione sensu, to jaki jest sens, żeby dbać? :)

      Usuń
    2. Taki, żeby minimalizować cierpienie (na tyle, na ile jest to możliwe).

      Usuń
    3. Ależ to już jest nieomal buddyjskie :)
      Tak, uważam, że minimalizowanie cierpienia (ponieważ ono moim zdaniem nie uszlachetnia) jest dobrym pomysłem.

      Usuń
    4. Cierpienie ani nie uszlachetnia (idiota to wymyślił), ani nie ma sensu. Do przyjemności, umówmy się, też nie należy.

      Usuń
    5. No widzisz ... tu możemy się narazić wielu guru.

      „Cierpienie i choroba są częścią tajemnicy człowieka na ziemi… Pragnę, aby ta wzruszająca koncelebra była dla wszystkich chorych i zdrowych okazją do zastanowienia się nad zbawczą mocą cierpienia…”. A któż to tak powiedział?

      Usuń
    6. Ten to akurat nigdy nie był moim guru - i nadal nie jest, i już pewnie nigdy nie będzie. Żaden lokalny kacyk również nie.

      Usuń
  5. jeśli czuję, że jestem potrzebna, to widzę sens życia, jesli natomiast męczę się tylko po to by żyć to nie ma sensu się męczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie dla innych nie jest rzeczą złą samą w sobie, ale dlaczego się ograniczać? Co z życiem dla nas samych?

      Usuń
  6. Nie widzę żadnego obiektywnego sensu. Mój osobisty- jak już żyję, to staram się ułatwić i umilić życie moim najbliższym, a jak mi się udaje, to się cieszę....Ci najbliżsi to moje dorosłe dziecko, jej mąż i dzieci..i mój wspaniały mąż.Mam świadomość, że to raczej finisz życiowej drogi, więc staram się, by była jak najszczęśliwsza...bez zgrzytów, pogodna...i w tym widzę sens ...a innego - jakos nie. O,, i uświadomiłam sobie teraz, że sama dla siebie jestem najmniej ważna:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawia mi się dokładnie to samo pytanie, co powyżej. A jeśli zabrać innych? Gdzie i kiedy zgubiłaś siebie?

      Usuń
  7. sensem życia jest życie samo w sobie, niejako "czynność" życia...
    /nie chodzi o czynność jako rzeczownik odprzymiotnikowy - antonim bierności, lecz jako rzeczownik odczasownikowy... kocham ten język polski, komunikowanie się używając tego kodu to czysta przyjemność/...
    to tyle, jeśli chodzi o odpowiedź obiektywną(???), dalsze ewentualne rozwinięcie jest już subiektywne...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadałam ludziom pytanie i wyobraź sobie jak to rozwinęło moje myślenie o moim życiu w ciągu jednego dnia. Bycie jako sens, istnienie mnie jako ten a nie inny zbiór materii, który może sporo jeśli tylko chce ...

      Usuń
  8. Tak sobie myślę, że poczucie zadowolenie z samego siebie jest już sensem, z tego co robimy, czego doświadczamy, czego się uczymy. Również silne poczucie, że jest się potrzebnym, bo dawanie siebie innym ma ogromny sens. I nie chodzi tylko o najbliższych, co jest oczywiste, ale w ogóle, poprzez naszą pracę, życzliwą pomoc... Każdy musi sam stworzyć swój własny sens, bo takiego ogólnego, danego nam jakby z góry, to...nie ma. I tak sobie myślę, że gdy pojawia się miłość (do kogoś, do czegoś) to pojawia się i sens. Wtedy wiemy jak żyć i po co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba to, że dopuszczasz możliwość istnienia różnych sensów. Doświadczanie jako nośnik sensu ... tak, we mnie sama ta myśl, że mogę się rozwijać, budzi zadowolenie. Rozumiem też miłość, choć wiem, że upatrywanie sensu wyłącznie w innych ludziach może być równie dobrze zgubne. Ale to nie oznacza, że na taki sens należy się zamykać ze strachu przed zranieniem ...

      Usuń
  9. Trudne pytanie, a odpowiedź może być inna w innym momencie życia.
    Powiedziałabym, że sens jest w tym, by podziwiać wszystko co jest tego warte, także w ludziach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne, górnolotne, trochę wyświechtane. I jak przyjdzie odpowiadać, to pewnie nie od razu przychodzi nam do głowy co napisać.

      Podziwiać piszesz ... pomyślałam o kulturze ... sztuce ... czyż sztuka, uczestnictwo w niej, twórczość, kontemplacja nie mogą stać się sensem?

      Usuń
    2. Oczywiście , że tak, samo piękno, duchowe przeżycia nadają sens życiu, można nie mieć co do garnka włożyć, ale zubożenie duchowe jest chyba najgorsze.
      Pewna starsza pani, która traciła wzrok powiadała, że nie wyobraża sobie życia bez książek i swoich robótek, a nie było wówczas audiobooków...wewnętrznie przygasała szybciej, niż fizycznie jej organizm...

      Usuń
    3. Jedzenie, materia są bardzo ważne, ale sensu również potrzebujemy - żeby świecić własnym światłem :)

      Usuń
  10. Sensem życia na ziemi jest poznanie Boga tak jak można tylko tu poznać Boga. Zrozumiałam to kiedy weszłam na Droge (Chrystus) poznania Boga na tyle na ile wyjawia sie nam w tym ziemskim życiu. Jest to także droga poznania/odnalezienia siebie. Jest to niezmiernie interesująca przygoda dla każdego kto urodził sie na ziemi. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że z mojego punktu widzenia jest to jedyny prawdziwy sens życia, wszystkie inne sensy szybko stają się bezsensem.
      Ja dopiero niedawno zwróciłam uwagę na to, że pierwsze, najważniejsze przykazanie jest najbardziej pomijane. A przecież bez więzi ze Stwórcą wszelkiego życia trudno mówić o prawdziwym życiu. Można być co najwyżej inteligentnym robotem nie znającym uczuć wyższych.

      Usuń
    2. @Maksiputkowa,
      A słyszałaś już o tym, że pycha, to jeden z grzechów głównych? Pytam, bo w Twojej wypowiedzi, jako w jedynej z tu zamieszczonych, znalazło się odmówienie zdolności do przejawiania wyższych uczuć osobom nie podzielającym Twojej wiary..., jak to określiłaś....? ..."Można być co najwyżej inteligentnym robotem nie znającym uczuć wyższych"(pisownia oryginalna). I niech zgadnę..., chodzi oczywiście o więź z tym "Stwórcą", w którego akurat (cóż za przypadek!) TY wierzysz (teraz jest dobry moment, żebyś się nadęła, używając całej swej próżności i pychy)! To teraz praca domowa: Gdy następnym razem się zbierzesz w "KLUBIE BUFONA" z innymi pyszałkami podzielającymi Twoje przekonanie, że tylko wyznający Twojego "Boga" są zdolni do wyższych uczuć, pomyślcie o tych "biednych, co najwyżej inteligentnych robotach", jak poruszający najgłębsze dylematy moralne tragik Sofokles, czy też tacy filozofowie, jak Platon, Sokrates, Arystoteles, Epikur, a ze współczesnych, chociażby nasz Kotarbiński.
      P.S. Jezus twierdził, że najważniejsze jest PRZYKAZANIE MIŁOŚCI, ale co on tam wiedział- w porównaniu do Ciebie...

      Usuń
    3. @KtittingDays Sens o którym wspomniałaś jest mi zupełnie obcy, natomiast nieobca mi jest radość z poznawania świata. Jest to też dla mnie dobry przykład tego jak możemy swoje indywidualne sensy budować niezależnie od siebie i być ze swojego życia równie zadowoleni.

      Usuń
    4. @Maksiuputkowa nie uważam, aby dzielenia sensów na prawdziwe i nieprawdziwe było ... sensowne. Słowa abstrakcyjne posiadają swoje definicje i dodawanie do nich przymiotnika "prawdziwy" nie za bardzo pomaga wyjaśnić, co mamy na myśli. Bo jaki to byłby nieprawdziwy sens lub nieprawdziwe życie? @PKanalia rzekł był wyżej, że kocha język polski, ja dodam, że kocham język w ogóle, bo daje nam możliwość komunikacji. Trzeba go jednak używać rozważnie, żeby nie mówić rzeczy pustych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że te zwroty nagminnie w jakiejś tam przestrzeni (konkretnie chodzi mi o religię) funkcjonują. Dlatego zwyczajnie i życzliwie zwracam na to uwagę, że kiedy piszesz o prawdziwym sensie, nie wiem o co chodzi. @dr Woland napisał już (w typowy dla siebie sposób :E), że osoby bezwyznaniowe/ateiści/niewierni/innowiercy też mogą mieć uczucia wyższe i często nawet mają, więc nic tutaj nie mam do dodania.

      Cieszę się, że masz swoje indywidualne, subiektywne poczucie sensu. Może inne niż moje, ale to akurat jest bez znaczenia, ważniejsze jest, że masz coś co keeps you swimming.

      Usuń
    5. @ dr Woland
      W kim obudziła się prawdziwa miłość, ten musi mieć więź ze Stwórcą, choć może nawet tego nie wiedzieć. I racja, nie ten kocha, kto wierzy ( wielu ludzi odrzuca narzucony przez wypaczone religie obraz Boga), bo zbuntowane anioły z naczelnym Lucyferem też w Niego wierzą, ale nie chcą pełnić Jego woli i nie kierują się zasadą wspomagającej miłości. Miłość ta musi jednak przejawiać się w działaniu.
      Wychodząc z założenia, że Bóg jest Miłością, jak najbardziej wszystko się zgadza. Bez przejawianej w każdej sytuacji miłości w sercu jest się robotem. Bo nie chodzi tu chyba o miłość do pieniędzy, sławy czy innych namiętności.
      Nie zamierzam się nadymać, ale troszkę się dziwię, skąd ten atak i przypisywanie mi pychy i próżności. Przyjrzę się sobie dokładniej pod tym kątem, może gdzieś w zakamarkach duszy jeszcze trochę tego tkwi...
      Stwórca to Stwórca, jest JEDEN. Ten sam dla każdego atomu wszechświata. A że jesteśmy tylko stworzeniem i wiedzę o Stwórcy możemy czerpać poznając prawa rządzące światem oraz objawienie Jego Syna to dla mnie jest proste i naturalne.
      Może w oczach ateistów człowiek przyznający się do wiary w naukę Jezusa jest pyszałkowatym bufonem i wywołuje agresję. Trudno, niech tak będzie. Wszak Jezus mówił też ponoć "Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie".
      Nie zamierzam tu dyskutować na tematy wiary, odezwałam się tylko odpowiadając na pytanie o sens życia.

      Usuń
    6. @Maksiuputkowa,
      Jeśli dyskusję chcesz budować na fałszywych założeniach, to możesz sobie pisać dowolne prawdy, ale obowiązujące jedynie dla tych założeń. Tylko, że dyskusja jest wtedy pozbawiona sensu.
      "Samaria odpokutuje za bunt przeciw Bogu swojemu: poginą od miecza, dzieci ich będą zmiażdżone, a niewiasty ciężarne rozprute." Oz 14, 1
      Ot, powyżej przykład tej "miłości". I z tej samej książki, czym jest miłość:
      "Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje." Jeżeli miłość nie szuka poklasku, to nie może być "Bogiem" miłującym czołobitność, a nawet zabijającym za jej brak. Logika ma swoje prawa. Jeżeli w zdaniu występuje sprzeczność, to znaczy, że jest to fałsz.
      Skąd atak? Nie znam żadnego stwórcy wszystkiego, więc tym bardziej nie mam związku z nieistniejącym Panem Doskonalskim- i nie jest miło słuchać, jakobym z tego powodu miał nie być zdolnym do uczuć wyższych. Za to mogę Ci gwarantować, że na Świecie żyją miliardy ludzi, którzy uważają, że stwórca wszystkiego jest kimś innym, niż Ty twierdzisz i są gotowi prowadzić o to święte wojny, więc jak mówisz o tym JEDYNYM, to musiałabyś się dobrze zastanowić, który to, a jak się masz zastanowić, jeżeli nawet wszystkich kandydatów do tytułu "stwórcy wszystkiego" nie poznałaś.

      Usuń
    7. @ dr Woland
      Cytaty ze Starego Testamentu nie robią na mnie takiego wrażenia, jak może się niektórym wydawać. Nie uważam, że Bóg jest bestialskim okrutnikiem, ale Stwórcą, który włożył w wszechświat swoje prawa.
      Tu na ziemi kiedy kiedy nie przestrzegamy prawa na przykład ruchu drogowego to też możemy być zmiażdżeni. W Biblii prorocy próbowali opisywać prawa duchowe.
      Bóg jest Miłością ale też Sprawiedliwością, jest Prawem, twórcą praw natury.
      Kto poznał i przestrzega praw natury (prawo przyczyny i skutku, prawo ciążenia i prawo jednorodności) jest bezpieczny. Na ziemi też nieznajomość prawa ziemskiego nikogo nie zwalnia od odpowiedzialności.

      Usuń
    8. @Maksiuputkowa,
      Na mnie tym bardziej nie robią większego wrażenia, oprócz tego, że autorzy Biblii, byli ułomnymi ludźmi ze słabą wiedzą właściwą czasowi powstawania Biblii, stąd też zawiera ona cały katalog ówczesnych zboczeń, zbrodni i ułomności prymitywnego, opartego na zemście systemu prawnego i obyczajowego- z najbardziej chyba pomylonym, totalnie zwyrodniałym obciążaniem za winy przodków, wszystkich pokoleń rodu- w tym kobiet i dzieci, jak chociażby obciążenie całej ludzkości tzw. "grzechem pierworodnym". Takie plemienne zwyczaje pasterzy kóz nie świadczą najlepiej o "uniwersalności" Biblii, właściwie to świadczą o czymś wręcz przeciwnym.
      Tu na ziemi, nie jesteśmy miażdżeni na rozkaz twórców przepisów ruchu drogowego- w przeciwieństwie do biblijnego Pana, za wyjątkiem może władców Korei Północnej, nikt nie każe sobie oddawać uwielbienia pod karą najwyższą i ostateczną. No pomyślmy sobie, że n.p. chirurg ratujący codziennie dziesiątki istnień ludzkich, kazałby sobie budować świątynie, oddawać cześć, składać ofiary.... Bo jak nie, to kęsim....! Jakież to prawo złamało "dziecko" Chazana, któremu ten zwyrol kazał się rodzić z gnijącym mózgiem, nieosłoniętym czaszką? Zresztą..., o czym mówimy..., odbiegamy od tematu. Zaczęło się od tego, że twierdziłaś iż człowiek "bez więzi ze Stwórcą może być co najwyżej inteligentnym robotem", przy czym oczywiście z niemałą dozą zarozumiałości za stwórcę masz tego, w którego Ty wierzysz, a jako argument, że akurat Ty w to wierzysz- stąd moja stanowcza reakcja.

      Usuń
    9. @ dr Woland
      Nie uważam, że Biblia jest świętą księgą i zgadzam się z tym, że jest zbiorem opisów tego, jak osobiście doświadczali Boga poszczególni autorzy. Nie jest tez według mnie "słowem Bożym", bo nawet Jezus niczego nie napisał, a tylko Jego słowo za takie można by uznać.
      W obciążenie grzechem pierworodnym czyli dziedzicznym wierzę, bo przychodzimy na świat z przerośniętym rozumem kosztem mózgu uczuciowego, co utrudnia poznawanie Boga. Jezus nie chciał zakładać żadnej religii, ale wyprostować ludzkie ścieżki i pokazać, jak trzeba żyć, by nie zostać zmiażdżonym w swoim bycie w mechanizmie stworzenia, co równa się zbawieniu. Nie chciał też być przedmiotem kultu. Bogu nie zależy na odmawianiu paciorków, ale na tym, żeby wspierać stworzenie i nie być w nim szkodnikiem.
      Na siłę nikogo nie można pokochać, tym bardziej Boga, którego nawet nie próbuje się poznać. Ale jak się pozna choć trochę Jego mądrość i doskonałość, to miłość wyłania się sama. Nie ma w stworzeniu niczego doskonalszego od Stwórcy.
      Nikt nie lubi, gdy ktoś drwi z jego ziemskich rodziców. Jestem w takim momencie życia, że nie czuję się komfortowo rozmawiając z kimś, kto drwi z Boga, który jest moim prawdziwym Ojcem.
      A co do uczuć wyższych - temat trudny, bo dla nie doświadczających Bożej miłości abstrakcyjny. Mój pies ma bardzo dobry charakter, czuje emocje, chce nawet mnie w trudnych momentach pocieszyć, ale trudno jego empatyczność uznać za przejaw uczuć wyższych.

      Usuń
    10. Ja Ci podałem przykłady antycznych myślicieli, którzy nie mieli łączności z tzw. "Bogiem" (cały czas przypominam, że w zarozumiały sposób masz na myśli tego, w którego akurat Ty wierzysz i jedynym powodem takiego wyróżnienia jest to, że to Ty oddajesz mu hołd), a ich uczucia wyższe były na poziomi nieosiągalnym dla ograniczonych do dogmatycznych powinności teologów chrześcijaństwa. Ty masz swoich Rodziców, z których nie drwię, bo ich nawet nie znam. Natomiast już Twoje fantazje na temat Pana Doskonalskiego nazywane przez Ciebie "poznaniem Boga" są Twoim, a nie moim problemem. Moim problemem jest, że z uporem maniaka odmawiasz prawa do uczuć wyższych tym, którzy nie przyłączają się do Twoich fantazji.

      Usuń
    11. Niech będzie, że to ja mam problem.
      Dlaczego to Cię tak dotknęło, że jakaś Maksiuputkowa odmawia prawa do uczuć wyższych ludziom, którzy nie mają Boga w sercu? Boga w sensie czystej, prawdziwej miłości!
      Dogmaty stoją na przeszkodzie dojścia do prawdy i tejże miłości, więc mnie nie wstawiaj do tej teologicznej szufladki. Logika mówi, że nie ma skutku bez przyczyny, dlaczego więc nie mogę wierzyć w swojego Stwórcę. Każdy, nawet ateista został u prapoczątków stworzony na podobieństwo Jego obrazu.
      Gdybyś założył przedsiębiorstwo i chciałbyś, żeby pracujący w nim ludzie uczciwie pracowali na jego korzyść i tym samym na korzyść własną, żeby mogli się w nim rozwijać i być szczęśliwi, to jak postąpiłbyś z nielojalnymi pracownikami, którzy działają na jego szkodę?
      Choć to porównanie może się wydać infantylne, dla mnie świat jest firmą, której szefem jest jego twórca i ma do tego święte prawo.
      Mam prawo do swoich fantazji jak każdy i nie przejmuj się moim widzeniem świata.

      Usuń
    12. @Maksiputkowa...
      to nie jest tak, że Woland pojechał Ci od "bufonów" za fakt, iż wierzysz w swojego boga... taka interpretacja Jego słów jest po prostu kłamstwem... pojechał Ci, gdyż poczuł się dotknięty, iż odmawiasz zdolności przeżywania owych "uczuć wyższych" ludziom, którzy w tego Twojego boga nie wierzą, zaś On sam się z tą grupą identyfikuje...
      ...
      żeby nie było, mnie w tej dyskusji nie ma, nie jestem stroną, ani mi w głowie pakować się w tą sytuację... zauważyłem tylko ten drobiazg i uznałem, że podzielę się na forum tym spostrzeżeniem...
      ...
      tak swoją drogą, to niezłe byłoby najpierw uzgodnić, co to są te "uczucia wyższe", bo niewykluczone, że obie strony mówią o różnych sprawach... bo faktycznie, jeśli jednym z tych "uczuć wyższych" jest miłość do własnej iluzji, to trudnym jest, by umiał ją przeżywać ktoś, kto tej iluzji w umyśle sobie nie tworzy...
      p.jzns :)...

      Usuń
    13. Uznajmy, że uczucia wyższe jak sama nazwa wskazuje, płyną z góry, od Boga, tak jak prąd do żarówki płynie albo z baterii albo z elektrowni.
      Ludzie odcięci od Boga maja prąd ze swoich baterii i inne napięcie i natężenie.
      Nie wymagajcie ode mnie niemożliwego, czyli rozmawiania o uczuciach, bo uczucia się odczuwa, as nie rozumie. Jeśli ktoś choć raz przez moment poczuł Bożą miłość, ten będzie wiedział, o co chodzi, bo te uczucia są wyższe w tym sensie, że są jakby nie z tego świata. Jeśli człowiek się na nie zamyka, to nie może ich odczuwać. Proste i logiczne, przynajmniej dla mnie. A nikomu prawa do ich odczuwania nie odmawiam.

      Usuń
    14. @Świechna...
      sorry za ten syf na forum, ale jak się człowiek spieszy, a na dodatek kota w realu rości za oknem wpuszczenie do domu, to czasem sadzi byki nie do przyjęcia...
      ale jako że jesteś władna coś z tym zrobić, także z niniejszą wypowiedzią, to sytuacja estetyczna wydaje się być prosta do opanowania :)...

      Usuń
    15. @Maksiuputkowa...
      akurat rozumiem Twoją logikę i opartą na niej terminologię... ale obawiam się, że powszechne rozumienie frazy "uczucia wyższe" jest nieco inne, niż w Twoim prywatnym języku i stąd zapewne nieporozumienie wynikłe w dyskusji...
      ...
      aha, sorry za przekręcenie Twojego nicka przy adresowaniu poprzedniej wypowiedzi... trzeci byk "pośpiechowy", ale nie ma już sensu go poprawiać :)...

      Usuń
    16. Kończę tę dyskusję, bo zaczęło to wyglądać tak, jakbym chciała kogoś przekonać o istnieniu Boga. A tego się nie da, o tym decyduje wola człowieka. Niech każdy żyje tak by był szczęśliwy i nie robił nikomu krzywdy.

      Usuń
    17. @PKanalia, mocą swoją uczyniłam byłam czary, jest już czysto i przejrzyście.

      @Maksiuputkowa, "Uznajmy, że uczucia wyższe jak sama nazwa wskazuje" - kłopot był jak widzę właśnie w ustaleniu języka, ponieważ w języku polskim powszechnym inna jest definicja uczuć wyższych. Nie ma np. powodu, aby odmawiać ich zwierzętom.

      "Mam prawo do swoich fantazji jak każdy" - oczywiście. Co w zasadzie zamyka dyskusję, bo fantazje nie podlegają prawom logiki.
      Pozdrawiam dyskutantów :)

      Usuń
  11. @ świecha
    Wydaje mi się, że rozumiem niezrozumienie mojej wypowiedzi, ale z mojego punktu widzenia prawdziwym sensem życia jest znalezienie drogi, na której w momencie odchodzenia z tego świata czuje się radość, spełnienie, ufność i przekonanie o narodzeniu się na tamtym świecie w godziwych warunkach zamiast panicznego lęku i stawania się w ostatniej chwili "rozumowo pobożnym".
    Owszem, wszystko, co człowiek robi, powinno mieć sens. Ale nie wyobrażam sobie, żeby dla mnie sensem życia był inny człowiek, praca, sława. podróże lub cokolwiek innego. Może trudno w to uwierzyć, ale bez Boga wszystko jest dla mnie bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest dla mnie trudne do zrozumienia, że bez czegoś wszystko jest dla Ciebie bez sensu. Szczególnie w okresie adolescencji radykalne myślenie jest znane większości, więc mam punkt odniesienia. Po prostu sama z tego myślenia wyrosłam.

      Nie wiem natomiast na jakiej podstawie można sobie wymyślić, że w czasie czynności, której jeszcze nie praktykowałam (w tym przypadku umieranie, czynność jednorazowa), jeśli moim sensem będzie A to = ufność, a jeśli sensem będzie B = paniczny lęk. Jest to rodzaj deklaracji, nie musi być zgodny z praktyką. Ale rozumiem, że sama deklaracja może generować przyjemne doznania. No i w porządku.

      Poza tym, choć w tym momencie skręcam w stronę dyskusji o religii, myślę, że pokrzepienie wynikające z przekonania o istnieniu życia po śmierci akurat w kontekście chrześcijaństwa wynika z tego, że ludzie nie zastanawiają się dość głęboko nad istotą tego, co oznacza słowo "wieczność".
      Dzięki, że podzieliłaś się swoimi przemyśleniami. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Ja też jeszcze radykalnie nie umarłam, ale miałam doświadczenie początku procesu umierania, kiedy wyostrzona świadomość opuszcza ciało. Może to nie było tak radykalne, jak w tym przypadku
      https://www.youtube.com/watch?v=MJt6ixPwdsE
      ale wystarczyło mi, aby nie tylko uwierzyć w inny wymiar życia, a być o tym przekonaną. Pozdrawiam nikomu mojego sensu nie narzucając...

      Usuń
    3. Osoba z którą rozmawiasz powyżej mogłaby napisać o równie trudnych doświadczeniach. A jednak nie dochodzicie do podobnych wniosków :)

      Myślę, że dyskusja jaka tutaj się wywiązała wynika z tego, że jednak Twój początkowy przekaz jeśli nie jest narzucający, to z pewnością jest wykluczający. Zauważ, że nikt tu nie kontestuje przekazu @KnittingDays. Uważam, że zastanowienie się dlaczego tak jest może być pouczające ... Pozdrawiam.

      Usuń
  12. logika mi podpowiada, że sensu można szukać, kiedy ma się czas. a życie może być ciut za chudo skrojone, żeby go odnaleźć i się nim nacieszyć. czyli wypadałoby poświęcić energię na znalezienie sposobu osiągnięcia choćby biblijnej długowieczności (ludziska żyli po 1000 lat ponoć), albo zgoła nieśmiertelności. alternatywnie można szukać w kosmosie kogoś, kto już to odkrył i będzie uprzejmy się podzielić rozwiązaniem. wtedy szukanie sensu będzie miało sens.
    czyli podsumowując tę przydługą przedmowę - sensem jest szukanie życia, żeby później szukać sensu... hmmm... wyszło trochę dziwacznie, ale może ma to sens? ma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sens jest także tym, co czujemy. Współczesny człowiek ma czas, aby wyruszać na jego poszukiwanie, ale to nie oznacza, że sens nie był obecny w dziejach. To pragnienie było zaspokajane przez wspólnotę, twórczość, wiarę ... :)

      Usuń
  13. Nie jestem pewna czy zastanawianie sie nad sensem zycia ma sens.
    Moim zdaniem z tym sensem jest jak z punktem widzenia,zalezy od punktu siedzenia.
    Gdy ludzie sa szczesliwi a co za tym idzie pozytywnie do swiata nastawieni to widza we wszystkich swoich dzialaniach i zyciu sens.
    Ale jak zaczyna sie wszystko sypac ,czesto pierwsza mysl jest taka ze nic nie ma sensu.
    Sama doswiadczylam w zyciu uczucia sensu istnienia jak i jego braku,dlatego moim skromnym zdaniem,dla kazdego sen zycia jest czyms bardzo osobistym.
    Ale to tylko moje skromne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, jednak odpowiedziałaś na to pytanie. Dziękuję Ci :)
      Również doświadczyłam poczucia bezsensu, jak i poczucia rodzenia się sensu w bezsensie. To ostatnie było zaskakujące i proste.
      Jak najwięcej pozytywnych odczuć :)
      Cieszę się Małgośka, że wpadłaś i że piszesz jednak coś od czasu do czasu u siebie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.