Znowu rozczulają się ludzie nad przegranym powstaniem, lecą na autopilocie program obowiązkowy.
Z innej beczki, nie jestem zdziwiona atakiem na Woydyłło po jej wypowiedzi na temat Świątek. Uwielbienie łatwo przeradza się w nienawiść. Byliśmy z Kraciastym na występie Woydyłło w Dublinie. Miałam nadzieję na jasny przekaz na temat uzależnień (jasnych przekazów nigdy dość, zawsze pojawia się ktoś, kto mruga oczkami i macha rączkami na wieść, jakie zachowanie w stosunku do uzależnionego daje mu szansę na wyzdrowienie — nie, nie chodzi o zastąpienie alkoholu marihuaną, albo przynoszenie alkoholu do domu, żeby delikwent pił w czterech ścianach, oprany i wytłumaczony przed sąsiadami), ale akurat tamtego dnia dostaliśmy coś innego; publiczność łaknęła wzniosłego banału. Bywa że wzniosłość szkodzi przedmiotowi kultu, szczególnie gdy wierni zapominają, że specjalista wychodzący poza swoją dziedzinę ma prawo grubo się mylić. Cóż. Widzę tu podobieństwo do dram z Tokarczuk — z jej dwóch kontrowersyjnych wypowiedzi ("literatura nie jest dla idiotów" i "kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?") wybieram tę pierwszą, drugą uznaję za infantylną. Mam ustaloną opinię na temat tego, kto dyskutuje z ChatemGPT, więc trochę się martwię o Noblistkę.


