Delicja wiedziała, że to czas, by pozostawić temat, czy "iure", czy "iura" na boku; chwilowa satysfakcja z posiadanie racji nie było warta świątobliwych kajań jakie musiałyby się odbyć później — A co tam u Tomaszka? — skręciła w tę uliczkę, jakże zawsze miłą dla gospodyni.
— Wspaniale, wspaniale, nie mogłoby być lepiej. On zawsze taki uważający i przykłada się, noce zarywa, z egzaminów same szóstki. Ale oczywiście skromny — Klemencja zawiesiła tutaj głos, żeby było oczywiste, jak bardzo skromność i pokora kierują poczynaniami jej jedynaka.
— Ja tam się wcale nie dziwię, miał dobrą nauczycielkę — przymiliła się Delicja — a jakąś dziewczynę może już poznał?
— Czas ma na to, czas. Ależ on przecież młody, 22 mu dopiero idzie. Ma czas na poznawanie. I zdaj sobie sprawę, moja droga, to wcale nie jest takie łatwe, porządną dziewczynę znaleźć, z dobrego domu, z wartościami, żeby wiedziała do czego jest przeznaczona ...
— A poza tym, tak kontynuując poprzedni temat — Klemencji zdecydowanie coś nie dawało spokoju w dyskusji przerwanej sporem o gramatykę — marynarka Dupiarza była nieco przykrótka, zdecydowania za ciasna, z czymś w rodzaju falbanki — oświadczyła, pociągając nieco za głośno kakao z kubka. Oczywiście zaakcentowała Dupiarza na ostatnią sylabę. Wprawdzie lekcje francuskiego za wiele nie dały, ale noce spędzone na marzeniach o Garou coś tam po sobie zostawiły — Jak się możesz domyślić, wcale się nie przyglądałam. Mąż mi pokazał palcem, to wiem. Normalnie bym nie za-u-wa-ży-ła.
Faktycznie, mąż Klemencji lubił pokazywać palcem, więc tak mogło być, choć Delicja miała pewne wątpliwości, czy przyjaciółka (a jej fiksacja na erotycznym marzycielstwie była wśród znajomych tajemnicą poliszynela) nie zerknęła na pupę Trzaskowskiego sama z siebie. Wolała jednak nie wyrażać tej myśli, znając i inne jej skłonności, do religijnych uniesień i uderzeń nerwowych.
— Osobiście wolę chłodną, zachowawczą elegancję doktora Nawrockiego — kontynuowała Klemencja oparta łokciem o kwiecistą ceratę, jeszcze nie w świąteczne wzory, bo wiadomo, najpierw adwent.
Delicja wyobraziła sobie, że Klemencja napisałaby to jako "dra" i doznała kolejnej w ciągu ostatnich trzech minut złośliwej satysfakcji. "Trzaskowski też jest doktorem", niemalże wtrąciła, ale ugryzła się w język, zadowalając się myślą, że Tomaszek pewnie jest gejem. Teren ten był jej znany, wyznaczony przez zwyczaj bardzo stary. Są domy w których ludzie nie rozmawiają, tylko wypowiadają swoje kwestie. Mąż wygłaszał mądrości do Klemencji, wówczas ona milczała, Klemencja zaś wygłaszała mądrości do podwładnych, czyli znajomych i dzieci. Wiedziała przy tym, że jest pełna miłości i wspaniałomyślności. Jeśli pozwalała sobie na jad, nie należało dawać poznać po sobie, że to widać.
— Nie mogę po prostu znieść myśli, że oni wszyscy mogą się nawrócić przed wyborami. Z przyczyn czysto politycznych, oczywiście. Bo żadnej uczciwości i przyzwoitości to w nich nie ma. Ja to zawsze rozpoznam, od dziecka tak mam.
— Tak jest, właśnie tak jak powiedziałaś — wcięła się Delicja z potaknięciem — przecież oni zawsze jak trwoga to do Boga. Ja doprawdy nie znam nikogo, kto byłby śmiertelnie chory i o księdza nie poprosił z silnego przestrachu. Nie znam, doprawdy, nie znam — Delicja kręciła głową na boki bardzo energicznie, co podkreślało, że nie zna.
— No moja droga! To jest powszechnie wiadome. I pomyśleć, że oni mogą się nagle poczuć katolikami, takimi jak ja. I ty, oczywiście — przyjaciółka pomimo moralnego wzburzenia była w łaskawym nastroju — I będę się wtedy reklamować, że są katolikami, mieszać to do polityki, obrzydliwe po prostu. Ob-rzyd-li-we.
Przyjaciółki jeszcze chwilę wyrażały swoje wzburzenie moralne spowodowane politycznymi wypadkami ostatnich dni i powszechnym brakiem zrozumienia prawideł jakże prostych i oczywistych dla kogoś, kto choć trochę używa rozumu, po czym rozeszły się do swoich zajęć. Delicja wróciła do mieszkanka dwa piętra niżej, żeby nakarmić papużki. Klemencja została sama. W kuchni tykał zegar, czas się zbliżał na "Lekturę duchową" w RM.


