wtorek, sierpnia 06, 2024
Gadające głowy
środa, września 21, 2022
Nie pochowałam królowej
Poważnie. Rzeczywistość była ważniejsza i przez te kilka dni nie za bardzo mnie obeszły rytuały tożsamościowe. Zerknęłam jedynie w sieci jak Karol przełykał gulę, gdy mu śpiewali "God Save the King". Do tyłu jestem, no trudno.
Jak bardzo bym nie wspierała myślą i uczynkiem walki Ukraińców z rosyjskim okupantem, wiadomości z frontu też unikam. Jednak trzeba być przede wszystkim u siebie, zachować swoje poczucie dramatu wojny na czas, gdy to mi będzie głodno, chłodno i pod bronią. Inaczej można skończyć w wariatkowie, albo (co częstsze) na pillsach. Chodzi o to, żeby myśl odzwierciedlała stan za oknem, gdy jest to korzystne dla głowy. A u nas za oknem szczygły pasą się lawendowymi nasionami. Oczywiście, Putin powinien już umrzeć.
Zauważyłam przez chwilę zawirowania na blogu (np. nie mogłam wejść ze swojego konta na "layout", żeby sprawdzić adresy obserwowanych blogów, bądź dodać/skasować zdjęcia w bocznej szpalcie), ale już wszystko gra i buczy. Takie momenty przypominają, że cały czas coś się w blogspocie zmienia, chociaż jako codzienni użytkownicy większości zmian nie zauważamy. Teraz inaczej się wkleja filmiki. No to wklejam:
czwartek, listopada 25, 2021
Ludzie Wschodu
Zreflektowałam się właśnie, że choć zazwyczaj chciwie nasłuchuję nowości z kraju przodków, nie poruszyłam tutaj tematu kryzysu granicznego i migrantów umierających pod polską granicą na wysokości Białorusi. Chodzi pewnie o to, że gdy myśl zawraca mi do tej treści, migrantów w niej niewiele.
Po kieszeniach noszę ze sobą różne miejsca, jednym z nich jest wschód Polski, łatwopalny i wyludniony z młodych. PiS, dyska i kościółek nie są z mojej parafii, ale gdy myślę o moim Wschodzie, na dziesięciu durni smarzowskich, znanych mi lub anonimowych, przypada jakieś dobro, wbrew wszystkiemu przeczuwam jego istnienie. Granica, kreska na mapie, teraz bardziej niż zwykle jest tam mroczną ścianą lasu. Kto z niego wyjdzie, wróg czy sprzymierzeniec? Jak odróżnić potrzebującego od biesów, które trzeba odganiać ogniem? Sama nigdy nie stanęłam przed takimi pytaniami, nie musiałam być czujna. Wiem natomiast, że to nie jest film, ani część informacyjna w wiadomościach. Na wschodzie jest życie, które jest udziałem ludzi, wieczorem w ciemności szczekają psy, nad ranem mgły unoszą się nad lasem.
wtorek, maja 11, 2021
Reflecting on the unconscious
niedziela, stycznia 10, 2021
5 lat minęło
środa, września 30, 2020
Takie trochę niedopowiedzenie ...
"Mnie też ojciec bił i jakoś żyję"
"Dawniej nie było edukacji seksualnej, więc byłam może chłopczycą, ale nie zabrano mi dzieciństwa"
"Brało się od czasu do czasu, ale kto nie ma grzeszków"
Ludzie sobie po prostu nie zdają sprawy,
że takie stwierdzenia odkrywają,
że mrzonki o zajebistym dzieciństwie/młodości
w szczególnie malowniczych przypadkach
zachęcają do podsumowania,
do brutalnej repliki, chłodnej i gładkiej jak stal
"To powiadasz, że tak zaczęło się pasmo sukcesów, które zawiodło Cię do miejsca w którym teraz jesteś?"
***
U mnie dzień Marillionu.
Fish niesamowicie dekoracyjnie opowiadał o swoim weltschmerzu, nadal dobrze się tego słucha, tylko warto sobie uświadomić, że nie każdy jest nim, w związku z tym nie każdy ból dupy jest tak zajmujący.
poniedziałek, listopada 11, 2019
sobota, lipca 06, 2019
The Longest Time
Młody Billy Joel ... uwielbiam.
Piosenka pojawia się od czasu do czasu w tle mojej pracy.
Jest z płyty "An Innocent Man" z 1983 roku ... na jej okładce Billy siedzi na schodach domu na 142 Mercer St, NY. Kiedyś tam pojadę, przysiądę.
A na teraz ... dzień dobry 😊
wtorek, maja 28, 2019
In a cup of ...
green tea.
Location: The National Gallery Café and Restaurant, Millennium Wing, Clare Ln, Dublin Southside.
Time: election Sunday.
Byliśmy, zagłosowaliśmy, poszliśmy do galerii narodowej.
Obchodziliśmy rocznicę wydarzeń majowych i to było dobre.
Wyniki statystyczne wyborów mi się nie podobają, ale robić swoje pozostaje naczelną zasadą.
Zawiąż sobie glana.
***
Republika rules!
Całuj, całuj ...
wtorek, października 23, 2018
Church on time, du du du du, church on time ...
w związku z tym podryguję razem z Davidem Bowie, który
był gender zanim to jeszcze stało się modne:
Zazwyczaj na horyzoncie widać góry.
Ale nie dzisiaj.
Niedaleko od nas mgła wbiła się w ląd na wiele kilometrów,
dopiero późnym popołudniem w zatoce pojawił się mały kuter, żeby zbadać sytuację ...
Na spacerze wrzuciłam do wody zamieszkałą muszlę ślimaka
i jednego omułka, który zamknął się szczelnie w swojej twierdzy czekając na przypływ.

Der Untergang.
Schyłek oderwanego od rzeczywistości wodza, w którego wierni patrzą jak w obraz.
Inspiracja powyborcza.
czwartek, sierpnia 16, 2018
niedziela, lipca 08, 2018
Słowo na niedzielę
Kot się odnalazł
(wprawdzie siedzi w żywopłocie i rękę karmiącą gryzie, ale żyje)
Buty "na góry" zapakowane
Czyż to nie jest piękny dzień?
To jeszcze David Bowie
Ten pan miał styl
Może jeden z pięciu mężczyzn, którzy w latach 80-tych wyglądali świetnie
wtorek, czerwca 19, 2018
Ra rararara rarara
Ta piosenka gra mi w głowie od wczoraj. Czyżby ... to był przebój na Mundial?
W tumanach kurzu
przy wtórze drzew
Brunatne ciała unoszą się
Leciutka mgiełka drga wokół nich
Chciałbym ją dotknąć, lecz brak mi sił
Są bardzo blisko - tuż obok mnie
Widzę jak w słońcu płonie ich sierść
Kosmate łapy spuszczają w dół
I słychać tylko cichutki mruk
Ra rararara rarara
Ra rararara rarara
Ra rararara rarara
Ra rararara rarara
Spłoszone nagle znikają gdzieś
I pryska szybko brunatny sen
Żylasta ręka uderza mnie
Tak budzi ojciec, gdy długo śpię
Jest bardzo wściekły i głośno klnie
Jego drużyna przegrała mecz
Potężne ręce opuszcza w dół
I słyszę znowu znajomy mruk
Ra rararara rarara
Ra rararara rarara
Ra rararara rarara
Ra rararara rarara

