Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin idiota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin idiota. Pokaż wszystkie posty

sobota, września 13, 2025

Ludzie i Kosmos

Prywatnie mijający tydzień był gęsty od zdarzeń, na świecie również działo się. W nocy z wtorku na środę, kilkanaście dronów bojowych wleciało na teren Polski; Tusk stwierdził ta sytuacja stawia nas bliżej niż kiedykolwiek otwartego konfliktu po II wojnie światowej. Kurz po całym zdarzeniu jeszcze opada. Wydarzenie konsoliduje UE, jednocześnie pokazując orientację Pomarańczowego. Amerykański wóc już zawyrokował, że to mogło być przez przypadek. Potwierdzam przeczytaną gdzieś myśl, że postawienie go przed mapą i prośba o wskazanie kilku krajów o których tłituje, byłoby ciekawym eksperymentem.

W związku z tym, interesujące jest również obserwowanie blogosfery, działań zupełnie prywatnych ruskich onuc, które są przeciw, ale również za. 

***

Tego samego dnia w Physical Review Letters opublikowano pomiary, które są jak do tej pory najmocniejszym potwierdzeniem hipotezy Stephena Hawkinga na temat natury czarnych dziur. Materiału potwierdzającego dostarczył jeden z sieci interferometrów LVK (detektorów fal grawitacyjnych), LIGO, zlokalizowany w USA. Interferometr zarejestrował zderzenie dwóch czarnych dziur o masach wielkości 30-40 mas Słońca, kolizja miała miejsce ok. 1,3 miliarda lat świetlnych od Ziemi (sygnał fali grawitacyjnej o nazwie GW250114 do podejrzenia tutaj). 

czwartek, lutego 20, 2025

Lekrama analiz politycznych

W analizie sytuacji politycznej na świecie zatrzymuję się na memach.

źródło: Sekcja Gimnastyczna

Jeśli już chcę zaktualizować wiadomości, wolę włączyć irlandzkie radio, niż klikać w łonety, tak mi się porobiło.

W USA małpa z brzytwą szaleje, jednak po 8 latach własnej historii najnowszej wiemy przecież z pierwszej ręki jak to bywa, gdy się pauperzy napalą na pozłotka od cukierków i naprawdę trudno jest mi napisać coś nowego (żeby było śmiesznie, prawica tam niby zupełnie inna, a podobnie jak u nas tłumnie popierana przez kościoły jedynie słuszne).

Wiemy też więc, że czas mija, życie krótkie, ciągle coś się zmienia (podobno z Bergoglio słabo), zawsze jest nadzieja na coś.

Piszę o tym, bo chciałam Wam zareklamować analizy polityczne u Wolanda

Jest rodzinna reprezentacja, to ja już na luzie ;D

niedziela, listopada 17, 2024

Priorytety

Przegapiam różne okazje do skomentowania. Np. nieszczególnie przyglądałam się obchodom Święta Niepodległości w Polsce, ani innym ostatnim wydarzeniom politycznym w kraju. Nawet czytanie w Sejmie ustawy dekryminalizującej aborcję nie przyciągnęło mojej uwagi. Być może jest to u mnie objaw ogólnego oszczędzania energii, ale skoro już o aborcji mowa, podsumuję pewną rozmowę:

Ostatnio (po wyborach w USA) rozmawiałam z botem, który stwierdził, że Demokraci zacięli się na prawie do aborcji, a jest tyle ważniejszych spraw (i dlatego przegrali). Jest dla mnie oczywiste, że może tak powiedzieć mężczyzna, ponieważ panowie nie są zagrożeni tym, że z powodu pewnych ich funkcji biologicznych zostaną ograniczone im prawa obywatelskie. Zainteresowałam się wypowiedzią tylko dlatego, że bot sugerował płeć żeńską. W przypadku kobiet dostęp do zabiegów medycznych to sprawa kluczowa, wyznacza kierunek ich statusu w danym państwie. Zakaz aborcji oznacza, że kobiety ustawowo tracą swoje prawa do stanowienia o sobie i zostają sprowadzone do funkcji biologicznej. Jest to wprawdzie utrata tymczasowa, ale obciążona rozlanymi w czasie konsekwencjami: umożliwia postrzeganie jednej z płci jako zależnej, nad którą państwo musi rozpostrzeć "opiekę". Taki system obowiązywał przez setki lat, dziewczynki przechodziły z rąk do rąk — najpierw panował nad nimi ojciec, potem mąż, po śmierci męża do działania zobowiązani byli męscy krewni, kobiety pozbawione opiekuna były podejrzane, narażone na pogardę i ataki. Nawet, gdy kobietom w końcu powszechnie pozwolono pracować poza domem, ciągnęło się za nimi odium "wymagającego pomocy". Wymagający pomocy, więc słabszy [Ironia zjawiska polega na tym, że jednocześnie kulturowo od kobiety wymagano "opiekowania się", tzn. pomocy realnej: dźwigania, podcierania, przygotowywania posiłków, ubierania, sprzątania — "pomoc", którą oferowano kobietom była natomiast tożsama z innym słowem = kontrola]. W społeczeństwie zhierarchizowanym od postrzegania kogoś jako słabszego do przekonania, że jest on gorszy, pozbawiony własnej woli, jest w zasadzie jeden niewielki krok. Polskie społeczeństwo wykonuje ten taniec bezustannie: z całą pewnością każdy z Was słyszał o przypadkach, gdy rodzina decydowała o losie dziecka, osoby niepełnosprawnej lub starszej, mając na uwadze "dobro" tej osoby. Doprawdy, lepiej być człowiekiem, który nie potrzebuje pomocy, bo społeczeństwo wlezie nam na głowę i rozbije tam obóz. Dlatego ustawa o dopuszczalności aborcji jest dla kobiet jednym z ważniejszych tematów, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.

Powiedziałam. Teraz zaś próbuję ignorować inne wydarzenie: od kilku godzin trwa kolejny zmasowany atak Rosji na Ukrainę. Spodziewano się go. Światowe wydarzenia polityczne sprzyjają Fiutinowi: wybór Pomarańczowego na kolejnego prezydenta USA, osoby niezbyt zbornej, daje Rosji szansę na przynajmniej częściowe "odzyskanie twarzy" (te wszystkie patologie są takie przewidywalne, że aż boli). Rakiety spadły także dość blisko wschodniej granicy Polski. Martwię się tym. Moje priorytety są więc takie, że wspieram prawa kobiet, wspieram prawo Ukrainy do samostanowienia, wspieram również samą siebie. W ramach tego ostatniego obiecuję sobie, że następny temat będzie ciekawy i niezwiązany z obecną mizerią świata.

niedziela, sierpnia 11, 2024

Wojna trwa

Włączyłam Internet live, żeby zobaczyć zakończenie Olimpiady w Paryżu. Zadowoleni ludzie, słusznie dumni ze swoich sportowych wyników, powiewają flagami, machają do kamer, śpiewają. Przy tej okazji uświadomiłam sobie nagle, że w tym samym czasie nadal trwa atak na obwód kurski. Inni ludzie są na froncie, trudnym, odsłoniętym, na obcym terenie, w granicach państwa rządzonego przez socjopatę, bez gwarancji powrotu do domu. Ukraińcy walczą także o wolną Europę. Żywię nadzieję, że europejskim decydentom chwila zabawy nie przysłania realiów.

czwartek, stycznia 04, 2024

Do przodu

I proszę, znowu po końcu nastąpił początek. Jak trudno jest przewidzieć przyszłość pokazał mi rok poprzedni. 12 miesięcy temu nawet się mi nie śniło, że druga połowa roku będzie wyglądała tak, jak wyglądała. Kilka zaskoczeń prywatnych, jedno lub dwa publiczne, na końcu nadal znaleźli się durnie do napierniczania fajerwerkami. Takie największe życzenie publiczne, to żeby się wojna w Ukrainie skończyła i żeby ludzie mogli zacząć odbudowywać to, co inni stratowali. Jeszcze bardziej globalne życzenie: żeby Fiutin i Pomarańczowy sczeźli, bo obaj zainspirowali już wystarczająco szkód na świecie. 

I tak się teraz zastanawiam, dlaczego życzeń dla Irlandii, ani dla Polski w zasadzie nie mam. U nas właśnie po raz kolejny podniesiono płacę minimalną z €11.30 do €12.70 za godzinę. Lokalne gazety piszą, że prawie połowa obywateli nie zarabia tyle, aby pokryć koszty utrzymania i nie wiem, co o tym myśleć, bo pracuję z najniższą warstwą społeczną. Jedna moja koleżanka ucząca młodzież i dorosłych jeździ Teslą, druga, która pracuje zaledwie kilka godzin tygodniowo ucząc gotowania, ma domek w Hiszpanii. Dzieciaki nie wyglądają na głodem przymierające (pomijając dwie znajome anorektyczki, które sądzą, że po głodzie przyjdzie uroda i sława), a jeśli na coś cierpią, to na brak odpowiedniej opieki, ale to jest trudniej wyprodukować, niż pieniądze. W Polsce z kolei nastąpiło nieoczekiwane zainteresowanie polityką ze strony młodszego pokolenia. Co mnie tak dziwi, choć nie powinno? Wiadomo, że im dalej w las, tym więcej ludzi będzie "młodsza" ;) Czytam, że Tusk kontra Duda, że w TV Republika już nie będzie reklam Ikei (czy prawica nie bojkotowała w przeszłości Ikei? a tu prawicowy portal bierze pieniążki od geja cyklisty ... pecunia non olet, mówią słusznie), Kaczyński jest zagubiony, a na 11 stycznia jest zapowiadany marsz. Może dobrym życzeniem dla Polski byłyby zadowalające wyniki wyborów samorządowych (kwiecień) i wyborów europejskich (6-9 czerwca)? 

Czytelnikom życzę, żeby chaos polityczny i informacyjny nie przenosił się na chaos prywatny. Nie wszystko, co czytamy, ma odzwierciedlenie w realiach. A jeśli ma odzwierciedlenie w realiach, nadal niekoniecznie dotyczy nas bezpośrednio. Poza tym zdrowia i pogody ducha :)

sobota, czerwca 24, 2023

To jednak wojna, czy jak?

Korzystanie z pomocy najemników zawsze jest śliską sytuacją dla rządzących. Podobnie śliskie i nieprzewidywalne jest to, co teraz dzieje się w Rosji. Ani szybkie zwycięstwo Putina, ani szybkie zwycięstwo grupy Wagnera nie jest dobrym rozwiązaniem dla Europy. Wyniszczająca wojna domowa w Rosji też nie jest Europie na rękę — umysłom nastawionym na współpracę nic po tym, że kogoś się ostatecznie upokorzy (inaczej sprawa się ma w oczach tych, którzy całe życie walczą o honór i wygraną za cenę spalonej ziemi; powiedzmy jednak, że nimi powinni się zająć psychoterapeuci, bo to dla nich jedyna nadzieja na poprawę dobrostanu, w gruncie rzeczy bowiem żadna wygrana nie załata dziury po miłości). Jeśli ktoś z moskwian uważał, że wojna w Ukrainie go nie dotyczy, teraz musi być mocno zaskoczony. Na razie poniedziałek będzie w rosyjskiej stolicy dniem wolnym. Dokąd uciekać?

niedziela, stycznia 15, 2023

Keep swimming

Postanowienia noworoczne są, ale nie powiem (po co ludzi jeszcze bardziej frustrować; mogę napisać, że gdzieś w trakcie roku przeczytam książkę Harry'ego "Spare", po angielsku, bo potrafię, ale nie teraz, mój borze szumiący, jestem przywalona rzeczami do czytania). Rok na dobre się nie rozbujał, a ja już z tyłami, wszystko dużo na wczoraj, nie-teksty zieją dziurami po stronach, które miałam napisać, ale nie napisałam. Niemniej ludziska, Happy New Year! Co uważacie? Czy to jest ten rok w którym skończy się władza Breżniewa & Piss i sprzątanie się zacznie tej stajni Augiasza, czy też suweren jeszcze zechce nanieść trochę gnoju, żeby było więcej do sprzątania na później? (might be either way). Wojna w Ukrainie jest straszna. Fiutin do piachu! A nam trzeba płynąć, bo tylko żywi możemy coś zmienić. 

***

Na dobry początek roku
trochę baroku:

Freivogel & Voices of Music playing Vivaldi's L'inverno (data kompozycji 1723; nagranie z roku 2015-18)

Nathalie Stutzmann & Philippe Jaroussky singing Händel's duet Son nata a lagrimar from Giulio Cesare 
(kompozycja z roku 1724; nagranie z roku 2014).

Bremer Barockorchester playing Telemann's Sonata in D major, TWV 44:1 (nagranie z roku 2021).

piątek, października 14, 2022

Dzień Edukacji Narodowej

Z tygodnia noblowskiego najbardziej utkwił mi w głowie Svante Pääbo z Noblem z medycyny (ale nagrodzony za badanie ewolucji człowiekowatych i zsekwencjonowanie genomu neandertalczyka) oraz Annie Ernaux z Noblem z literatury. Ciekawość. Poza tym byłam w Polsce przez tydzień, co umożliwiło mi złapanie covida. 

W Irlandii dzień edukacji narodowej (w zasadzie World Teacher's Day) był w zeszłym tygodniu, w Polsce jest dzisiaj. Jak kto ciekawy ile nauczyciele zarabiają w Europie, tudzież w Kraju Mlekiem i Miodem Płynącym, polecam link do artykułu na ten temat w euronews. Wszystko po anglisku, ale tabelki z liczbami są. Gdy czytam o specjalnej misji w tym zawodzie, wychodzę. Misja to uwertura do zdziadzienia i upodnóżkowienia.

W Rosji np. nauczyciele składają na uczniów skargii do MSW za przejawy "dyskredytacji" dzielnej rosyjskiej armii. Nie ma zlituj, donoszą nawet na dziewczynki z piątej klasy, żeby kto inny na nich samych nie doniósł, że nie donieśli. We Fiutinowskim kraju wprowadzono do szkół w tym roku lekcje ideologiczne, na których porusza się "ważne sprawy" oraz można na nich podyskutować, oczywiście, jeśli dyskutant zgadza się z nauczycielem. Dzieci, którym się wymsknie jakaś uwaga krytyczna, są używane do inwigilowania postaw rodziców, czy aby są właściwe, bez moralnej skoliozy, prowolnościowych tendencji tak obrzydłych Najlepszemu Narodowi Kochanemu Przez Wszystkich Rozsądnych. Nie jest to zjawisko nowe/tegoroczne, administracja szkolna zacieśniała kontrolę nad młodymi głowami już od kilku lat, można się więc spodziewać, że i nauczyciele są odpowiednio uformowani. Jest misja, jest wizja, są wykonawcy. Czy to nie przypomina próby ograniczania wolności szkoły w Kraju Mlekiem i Miodem Płynącym? Kupa z HIT-em czy zapowiedzi uczynienia religii od przyszłego roku szkolnego przedmiotem obowiązkowym to przecież tylko dwa z mnóstwa przejawów nacisku ideologicznego w którym nauczyciele będą brali czynny udział jako misjonarze. I w Polsce nie są to sprawy o których nigdy nie słyszano. Większość starszych, milusich nauczycielek, które teraz klepią paciorki, w czasach PRL-u mówiły na historii, polskim czy geografii takie rzeczy, że głowa mała. Teraz co poniektórym coś się tam przypomina, że one zawsze nauczały prawdy. Że pierniczyły kocopoły nie przypomina się żadnej, bo tak to już jest z pamięcią. 

Ludziom pozostającym w zawodzie życzę, żeby zarabiali mnóstwo kasy, bo ta daje wolność, i siły moralnej, żeby dać odpór poronionym płodom umysłu aparatczyka Czarnka, który przeminie, jak wszystko.

sobota, października 01, 2022

Październik pora zacząć

Nadal lubię ten miesiąc, chociaż zaczynam go z bólem pleców, który pojawia się, znika i znowu jest. Za chwilę tydzień noblowski, będę nasłuchiwała wiadomości na temat Nobla z literatury (6 października) w nadziei, że tym razem nazwisko cośkolwiek mi się o uszy obiło (zeszłoroczny laureat, Abdulrazak Gurnah, pozostaje do nadrobienia kiedyś tam, gdy mój rozwój literacki nadąży za współczesnym światem). 

Z ciekawych rzeczy, które ostatnio wyczytałam, mogę Wam zapodać informację z dalekiej przeszłości o tym, ile wzrostu miał Władysław I Łokietek. 152-155 cm, tak podpowiadają endoskopowe badania królewskiego grobu. Zadeptywacze historii, jak ci nieszczęśni kamieniarze przekuwający twarz Łokietka na jego nagrobku, nadal bardzo mnie złoszczą i to się raczej nie zmieni.

Uważam, że media zbyt dużo czasu poświęcają Fiutinowi. Wprawdzie nie wychwalają go już pod niebiosa jako wybitnego stratega, natomiast zainteresowanie dla małpy biegającej z granatem nadal pompuje w nią znaczenie, którego owa małpa nie posiada. Oczywiście, że Fiutin może zniszczyć świat, należałoby w tej sytuacji rozglądać się, czy w jego otoczeniu jest ktoś z kaftanem, zamiast analizować czy małpie lepiej czy gorzej (też odnosicie wrażenie, że eksperci od mowy ciała to plaga sezonu?). Może przetrwamy październik.

Ponieważ ostatnio dzięki komentatorowi odżył lipcowy temat religijno-obyczajowy, niżej satyryczne ujęcie moralności, bycia dobrym lub złym członkiem społeczeństwa, czyli teoria wózkowa opowiedziana ze szkockim akcentem:

 

środa, września 21, 2022

Nie pochowałam królowej

Poważnie. Rzeczywistość była ważniejsza i przez te kilka dni nie za bardzo mnie obeszły rytuały tożsamościowe. Zerknęłam jedynie w sieci jak Karol przełykał gulę, gdy mu śpiewali "God Save the King". Do tyłu jestem, no trudno.

Jak bardzo bym nie wspierała myślą i uczynkiem walki Ukraińców z rosyjskim okupantem, wiadomości z frontu też unikam. Jednak trzeba być przede wszystkim u siebie, zachować swoje poczucie dramatu wojny na czas, gdy to mi będzie głodno, chłodno i pod bronią. Inaczej można skończyć w wariatkowie, albo (co częstsze) na pillsach. Chodzi o to, żeby myśl odzwierciedlała stan za oknem, gdy jest to korzystne dla głowy. A u nas za oknem szczygły pasą się lawendowymi nasionami. Oczywiście, Putin powinien już umrzeć. 

Zauważyłam przez chwilę zawirowania na blogu (np. nie mogłam wejść ze swojego konta na "layout", żeby sprawdzić adresy obserwowanych blogów, bądź dodać/skasować zdjęcia w bocznej szpalcie), ale już wszystko gra i buczy. Takie momenty przypominają, że cały czas coś się w blogspocie zmienia, chociaż jako codzienni użytkownicy większości zmian nie zauważamy. Teraz inaczej się wkleja filmiki. No to wklejam:

God Save the Queen.

środa, sierpnia 31, 2022

Rzeczywistość

Jest na tym blogu tag o nazwie "sierpień", nie użyłam go w tym roku ani razu, więc rzutem na taśmę hyc! Sierpień znika, ostatnie jego chwile upływają mi na szukaniu kratki do kociego nosidełka. Skoro już tutaj zajrzałam, z myślą, że jutro 1 września odkurzam jedno z dzieł Sztucznych Fiołków (które jakiś czas temu zniknęły z facebooka):

Cornelis Saftleven, "Satire on the trial of Johan van Oldenbarneveldt", 1663 (niderlandzki barok).






Jak się macie, nauczyciele?
Napiszcie za co najbardziej lubicie swojego ministra.
A skoro nowy rok szkolny, to mały prezent, inny ciekawy fejsbukowy komentator rzeczywistości, który za samą nazwę dostaje ode mnie ziemniaki z omastą i kefirem. Facecje:


 

niedziela, kwietnia 10, 2022

Bułhakowa już czytać nie wypada?

Tak jak moje pokolenie, które II wojny na oczy nie widziało, było zatruwane głupotą nienawiści do języka niemieckiego, tak teraz nowe pokolenie wali w Ruskich. Koleżance-tłumaczce już jakiś czas temu postawiono pytanie, jak to tak ona może tłumaczyć literaturę rosyjską (choć odpowiedź jest prosta: a tak to, że skończyła odpowiednią filologię). Nie pocieszałam jej wówczas, bo uznałam ten przypadek za objaw umysłowej ociężałości po stronie pytającego, co czyni dowodzenie, że nie jest się wielbłądem, syzyfową pracą. Od tego dnia jednak już kilka razy przeczytałam wywody o kulturze rosyjskiej, jak to nie jest kulturą. Kultura jest słowem pojemnym, łatwo o nieporozumienia, szczególnie, gdy użytkownicy o logikę swoich wypowiedzi nie dbają. Tak więc, i to nie jest żart, część Polaków chcąc powiedzieć coś mądrego i na czasie, zaczęło się przyp**lać do nieżyjących rosyjskich pisarzy. Ogólnie rzecz biorąc rozumiem jako tako frustrację — wojna w Ukrainie jest także wojną informacyjną, której trafiły się nasze czasy ponowoczesne. Doceniam teraźniejszość, potrafię kulturę masową przyciąć do swoich potrzeb, ale są w niej zjawiska, które powodują, że mi się cofa. Potrzeba przyswajania okropnych wiadomości przez masy przywodzi mi na myśl sukces książek Mroza zgodny z ogólną makdonalizacją popkultury — dużo keczapu zabijającego inne smaki, głośna konsumpcja i szybki rajd od jamy ustnej do odbytnicy. Odbiorcy newsów wojennych przeglądają fotografie z Buczy i Irpienia, prześlizgują się po tragicznych headlineach i podejmują decyzje wartościująco-uogólniające tym sprawniej, im dłużej trwa wojna. Odnoszę wrażenie, że gdyby gwałty z wojny były streamowane, wielu nie przepuściłoby kliknięcia w żaden link, aby móc po tym napisać, że nienawidzą Ruskich, a wszystko to rzekomo dlatego, bo są wrażliwi, bo czują. Symptomatyczne dla kultury masowej jest, że obserwatorzy przypisują sobie emocje, które wydają się być intensywniejsze od emocji towarzyszących faktycznym uczestnikom zdarzeń. Widzowie przebaczają katom wolniej niż czynią to ich ofiary w programach reporterskich, widzowie są bardziej zakochani niż sami zakochani idole, widzowie duchem biegają szybciej po boisku niż najlepsi piłkarze. W związku z tym rzeczywistość w której widzowie przeżywają większe męki niż torturowani na prawdziwej wojnie Ukraińcy, wydaje się w zasadzie nieuchronna i potwierdza się w wirtualu każdego dnia — podczas, gdy ofiary wojny starają się nadludzkim wysiłkiem zbierać swoje życie do kupy, komentatorzy cierpią coraz większe katusze. I klikają dalej.

Co może (przynajmniej częściowo) ukoić rosnący ból klikaniowy? Skoro jest Putin, to wszyscy Rosjanie są źli, ich książki są złe, balet  jest do dupy. Radykalne oceny prostą receptą na bolące serduszko. Kuszące, ale ...

Moi rodzice żyją pod rządem PiSu, którego nie wybrali i niewiele mogą z tym zrobić. Z powodów osobistych (chwilowe przemieszczenie geograficzne nas spotkało) miałam ostatnio nieszczęście przez chwilę (czyli było jakieś szczęście w tym nieszczęściu) oglądać tv Republikę i wywiad z wesolutkim Ziemkiewiczem. Pomyślałam: toż i on jest Polakiem. Skoro go nie zabiłam, albo przynajmniej nie ogłosiłam co bym mu zrobiła, gdybym go spotkała (poważnie, są ludzie uważający się za dorosłych, którzy piszą takie sformułowania na ogólnodostępnych platformach, bo sądzą, że to dobrze o nich świadczy), czy świat powinien mi wybaczyć moje zaniechanie w sytuacji, gdy gówno faszyzmu wyleje się na Europę z mojej matczyzny? Poza głośnym wyrażaniem swojej opinii i braniem udziału w procesach demokratycznych, co mogłabym jeszcze zrobić, aby kreatury istniejące pod wspólnym szyldem "Polacy" przestały mnie kompromitować? 

Generalizacja podobnie jak przecenianie sprawczości jednej osoby zbyt często prowadzi na manowce, także w ocenie procesów historycznych. Czy Rosjanie są winni? Uważam, że tak. Ale są winni tym bardziej, im mniej się za obecną sytuację wstydzą. Każdy socjopata potrzebuje followersów, aby uczynić zmianę — spójrzmy na rozpirz made by PiS pod przywództwem Jedynego Wodza: cóż mógłby on zrobić bez Was, drodzy podczytujący mnie fascynaci Jarosława, Bezobjawowego Doktora Być-Może-Prawa-Raczej-Administracji? Wyborcy Putina, tak jak wyborcy Jarosława, żeniąc stare z nowym tęsknią za wielkością — w Rosji starsze pokolenie lepi do kupy umiłowanie cerkwi i cara z "mocarstwowością" ZSRR, w Polsce skleja się dziadków piłsudczyków z wybitnymi (jakim cudem, tego już nie wyjaśnia nikt) dokonaniami z życia w PRL-u. Tylko czy to oznacza, że ja też jestem winna, bo mam dowód identyfikacyjny z orłem w koronie? Postuluję gradację przewin i szukam w głowie, co mogłoby mnie w takiej niefartownej sytuacji usprawiedliwić. Może niesłusznie uznaję, że jestem winna trochę mniej, nalegam jednak stanowczo, żeby się odczepić od umarłych polskich literatów i artystów.

PS. Uważam, że sankcje gospodarcze są słuszne. Nie traktuję ich jako zemsty na Rosjanach, to skuteczna forma nacisku, gdy nie jest dziurawa jak ser szwajcarski. Nienawiść do Rosjan zostawiam ofiarom.

sobota, marca 12, 2022

Dalsza część tumultu

W czasie wojny za naszą wschodnią granicą Beria przepchnął z pomocą pani Julii decyzję, że przepis Konwencji o ochronie praw człowieka jest niezgodny z konstytucją. Tytuł poprzedniej notki sam się ilustruje w czasie realnym. Wprawdzie Franek Papież nic sensownego w temacie wojny nie obwieścił, ale o dziwo, inaczej niż w przypadku niedawnego kryzysu imigracyjnego, Caritas ruszyło z tacą na złamanie karku. Na blogowisku atmosfera gdzieniegdzie bożonarodzeniowa, co trochę natykam się na rozrzewniające historie, jak to nie doceniamy, że nam tak dobrze (nie wiem o kim to, bo ja doceniam), wyborcy PiSu pieją, że nasz kraj znowu jest liderem (tym razem w pomaganiu cudzymi rękami i zbiórkami obywatelskimi), następują też spijania sobie z dzióbków pań, które do niedawna żarły się na potęgę. Co poniektórzy blogerzy płci raczej męskiej przodują w odróżnianiu cierpienia ludzkiego od cierpienia zwierząt, cierpienia kobiet od mężczyzn oraz białych od tych w inny deseń. Gdzieś niedaleko jest świat absolutnie strasznych wyborów i ogromnych strat w każdym departamencie. Zastanawiając się, gdzie w tym wszystkim siedzi Breżniew, sprawdziłam wiadomości. A jednak wylazł, ten co to od kilku lat buduje, buduje i zbudować nie może. Wylazł i coś tam bredził. Jak w artykule Pacewicza w oko.press: 

Prezes PiS liczy na to, że strach i niepewność, jaką przeżywamy w związku z rosyjskim zagrożeniem, uruchomi konserwatywny odruch nacjonalistyczny z odwołaniem do tradycyjnego zestawu wartości spod znaku „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Oby nie, bo biada nam. Na kogo to działa na tego działa (to tak á propos spijania sobie z dzióbków), ale da się stworzyć inną wspólnotę, ludzi pomagających obcym w sytuacji bezwładu i niegodziwości władzy, która ukradła już prawie wszystko, co było do ukradzenia i teraz pokazuje biedakom podszewki swoich kieszeni. Wspólnotę inną także w wymiarze duchowym, opartą na empatii w miejscu mętnej obietnicy lepszego życia w zaświatach.

Mówię: Bób, Hummus, Włoszczyzna.

***

flat white.
Costa at N52, Dundalk.
26/02/22.

cappuccino.
Borzalino, Drogheda.
10/03/22.


piątek, marca 04, 2022

Putinnienie Polski i this is the end


 


Putinnienie Polski ... czy ktoś ma wątpliwości, że się odbywało? Pewnie parę pań/panów/gender niesprecyzowany prowadzących blogi, którzy pieli w temacie wiadomym, że nasz lokalny Breżniew przemówił. Zamach na konstytucję, obrona życia nienapoczętego, wyróżnianie finansowe i ideologiczne jednej grupy religijnej, stuprocentowe przejęcie narracji w telewizji publicznej, naskakiwanie na LGBT, opluwanie Unii Europejskiej — wszystko to, jakbyśmy byli bratnim narodem tupiącym w za dużych butach za Matuszką Rosiją, toczka w toczkę, tylko w mniejszej skali.Gdyby nasza ojczyzna nie była wypierdkiem, który, podobnie jak przed poprzednią pełnometrażową wojną, o zamorskich koloniach może jedynie pomarzyć, te wszystkie brudasy i pinokie skwapliwie okupowałyby za pomocą młodego pokolenia cudzą elektrownię atomową. A przecież wybraliśmy ich, oni zostali przez nas wybrani. Staram się o tym nie zapominać za każdym razem, gdy przychodzi mi do głowy, żeby wkur**wiać się na Rosjan. Nie jesteśmy od nich o wiele lepsi i powinniśmy całkiem nieźle ich teraz rozumieć.




źródło: the seattle times

Do tego pajace z Konfederacji, które już nie wiedzą pod co się podczepić, żeby zaistnieć. Ja tylko przypominam, że ponieważ w Polsce to kobiety głównie zajmują się wychowywaniem dzieci, to kobiety są odpowiedzialne za pokolenie tych megalomańskich, mizoginistycznych szkodników, którym wszystko podstawiały pod nos. Brunatna maź łatwo wybija w takich czasach, jak nasze. Niechże ich covid ...

Á propos pandemii, w tym tygodniu w Irlandii zniesiono obowiązkowe maseczki. W tym czasie zachorowała jedna osoba z mojej pracy. Powiedziałabym, że ok. połowa pasażerów autobusu nadal nosi maseczki, nie widać jakiegoś walnego rozprężenia, choć i owszem, we wtorek słyszałam radosne obwieszczenie jaka to straszna ulga móc wyglądać normalnie, i że panie będą się znowu mogły malować, więc chyba narobią w majtki ze szczęścia. Ponieważ jednak rozmowa toczyła się pomiędzy dwoma mężczyznami, którym nie dałabym się zaopiekować chomikiem, z łatwością uznałam ich niską wartość opiniotwórczą (może błędnie, jeśli tak, to my bad, sir/ma'am/whatever).




Też się boję.

Irlandia przyjmie podobno z 20 tys. uchodźców z Ukrainy, pierwsi właśnie się pojawili. Dzień zaczynam od sprawdzenia, czy jeszcze istniejemy, w końcu guzik nuklearny jest chowany pod poduszkę przez paranoika wypasionego na dwóch latach pandemii. Nie uważam, że to koniec świata jaki znamy, jest w tym wszystkim smutna kontynuacja naszych własnych działań jako mas. A piosenka to tylko skojarzenie — Czas Apokalipsy, helikoptery, wariaci ...

The Doors — The End.

PS. Bardzo mi się podobała relatywna konfuzja pod poprzednim postem. Czy to jest o nas, czy o nich? Czy to dobrze, czy niedobrze? Zgodzić się czy nie? Co poetka miała na myśli? Rewelacja, będę tak częściej ;)

środa, marca 02, 2022

Świat jaki znamy

Марія Оксентіївна Примаченко, "Лев",1963, (prymitywizm inspirowany ukraińską sztuką ludową).






Wyznawcy siedzą w piwnicach, zbierają się w grupki, arcy-skromnie zawodzą pieśni żałobne, lub przeżuwają w samotności myśli o swoich ojcach. Ojcowie nieobecni przyblekają w tych myślach peleryny herosów, inni, którzy gdzieś tam może i są, to wybawcy, jeźdźcy z gołą klatą, pogromcy niedźwiedzi. Czuby ich ciężkich butów są twarde. Czy nie wydaje ci się, że wszystko idzie ku gorszemu? Czy nie sądzisz, że niebo staje się coraz cięższe i bardziej granatowe? pytają patrząc na sufit piwnicy. Przewidziałem to, odpowiadają im inni, wszystkie znaki, które potrafiłem odczytać na to wskazywały. Jest to pokrzepiająca rozmowa. Przewidział, potrafił. Rozmówcy uśmiechają się do siebie potakując rozumnie głowami, choć mrok jest tak gęsty, że bardziej wiedzą to, niż widzą. Ach, myślisz tak samodzielnie, odpowiada niejeden. Byliśmy zbyt miękcy, było nam za łatwo, i ta opinia spotyka się z powszechnym uznaniem, pomruk zadowolenia szemrze przez chwilę w ćmie. Czy gwiazdy na nas spadną? pyta ktoś. Mogą spaść, brzmi odpowiedź, ale ja się nie boję. Zebrani od razu czują, że faktycznie się nie boi, skoro tak powiedział, ktokolwiek tak powiedział. Mężczyźni zachodu są tacy zniewieściali, przez tłum przechodzi fala westchnienia. Od teraz nigdy już nie będzie tak samo, dodaje płaczliwy falsecik. Od teraz nie będzie, nie będzie, mówią ściany. Świat jaki znamy już nie wróci, echo dodaje od siebie parafrazę. Wyznawcy spuszczają głowy, myślą z czułością o twardych czubach butów swoich ojców.

czwartek, lutego 24, 2022

Putinowska agresja na Ukrainę

Trwa dopiero kilka godzin, a już zdążyłam przeczytać jakim Putin jest wytrawnym strategiem ... która to wytrawność polega na tym, że zaatakował kraj, którym nie będzie w stanie rządzić, ale nie brał tego w ogóle pod uwagę, bo ważniejsze dla dziecka z patologii jest aby przed nikim się nie przyznać, że nie o to mu chodziło, gdy zaczynało pyskówkę.

Czuję się bezsilna. Mogę jedynie nie szerzyć dezinformacji i antyeuropejskiego defetyzmu, nie pomagać rodzimym faszystom, którzy już się dokarmili foliarstwem.

--------------

Jak dobrze, że Pomarańczowy nie jest teraz prezydentem jueseja.