Tak jak moje pokolenie, które II wojny na oczy nie widziało, było zatruwane głupotą nienawiści do języka niemieckiego, tak teraz nowe pokolenie wali w Ruskich. Koleżance-tłumaczce już jakiś czas temu postawiono pytanie, jak to tak ona może tłumaczyć literaturę rosyjską (choć odpowiedź jest prosta: a tak to, że skończyła odpowiednią filologię). Nie pocieszałam jej wówczas, bo uznałam ten przypadek za objaw umysłowej ociężałości po stronie pytającego, co czyni dowodzenie, że nie jest się wielbłądem, syzyfową pracą. Od tego dnia jednak już kilka razy przeczytałam wywody o kulturze rosyjskiej, jak to nie jest kulturą. Kultura jest słowem pojemnym, łatwo o nieporozumienia, szczególnie, gdy użytkownicy o logikę swoich wypowiedzi nie dbają. Tak więc, i to nie jest żart, część Polaków chcąc powiedzieć coś mądrego i na czasie, zaczęło się przyp**lać do nieżyjących rosyjskich pisarzy. Ogólnie rzecz biorąc rozumiem jako tako frustrację — wojna w Ukrainie jest także wojną informacyjną, której trafiły się nasze czasy ponowoczesne. Doceniam teraźniejszość, potrafię kulturę masową przyciąć do swoich potrzeb, ale są w niej zjawiska, które powodują, że mi się cofa. Potrzeba przyswajania okropnych wiadomości przez masy przywodzi mi na myśl sukces książek Mroza zgodny z ogólną makdonalizacją popkultury — dużo keczapu zabijającego inne smaki, głośna konsumpcja i szybki rajd od jamy ustnej do odbytnicy. Odbiorcy newsów wojennych przeglądają fotografie z Buczy i Irpienia, prześlizgują się po tragicznych headlineach i podejmują decyzje wartościująco-uogólniające tym sprawniej, im dłużej trwa wojna. Odnoszę wrażenie, że gdyby gwałty z wojny były streamowane, wielu nie przepuściłoby kliknięcia w żaden link, aby móc po tym napisać, że nienawidzą Ruskich, a wszystko to rzekomo dlatego, bo są wrażliwi, bo czują. Symptomatyczne dla kultury masowej jest, że obserwatorzy przypisują sobie emocje, które wydają się być intensywniejsze od emocji towarzyszących faktycznym uczestnikom zdarzeń. Widzowie przebaczają katom wolniej niż czynią to ich ofiary w programach reporterskich, widzowie są bardziej zakochani niż sami zakochani idole, widzowie duchem biegają szybciej po boisku niż najlepsi piłkarze. W związku z tym rzeczywistość w której widzowie przeżywają większe męki niż torturowani na prawdziwej wojnie Ukraińcy, wydaje się w zasadzie nieuchronna i potwierdza się w wirtualu każdego dnia — podczas, gdy ofiary wojny starają się nadludzkim wysiłkiem zbierać swoje życie do kupy, komentatorzy cierpią coraz większe katusze. I klikają dalej.
Co może (przynajmniej częściowo) ukoić rosnący ból klikaniowy? Skoro jest Putin, to wszyscy Rosjanie są źli, ich książki są złe, balet jest do dupy. Radykalne oceny prostą receptą na bolące serduszko. Kuszące, ale ...
Moi rodzice żyją pod rządem PiSu, którego nie wybrali i niewiele mogą z tym zrobić. Z powodów osobistych (chwilowe przemieszczenie geograficzne nas spotkało) miałam ostatnio nieszczęście przez chwilę (czyli było jakieś szczęście w tym nieszczęściu) oglądać tv Republikę i wywiad z wesolutkim Ziemkiewiczem. Pomyślałam: toż i on jest Polakiem. Skoro go nie zabiłam, albo przynajmniej nie ogłosiłam co bym mu zrobiła, gdybym go spotkała (poważnie, są ludzie uważający się za dorosłych, którzy piszą takie sformułowania na ogólnodostępnych platformach, bo sądzą, że to dobrze o nich świadczy), czy świat powinien mi wybaczyć moje zaniechanie w sytuacji, gdy gówno faszyzmu wyleje się na Europę z mojej matczyzny? Poza głośnym wyrażaniem swojej opinii i braniem udziału w procesach demokratycznych, co mogłabym jeszcze zrobić, aby kreatury istniejące pod wspólnym szyldem "Polacy" przestały mnie kompromitować?
Generalizacja podobnie jak przecenianie sprawczości jednej osoby zbyt często prowadzi na manowce, także w ocenie procesów historycznych. Czy Rosjanie są winni? Uważam, że tak. Ale są winni tym bardziej, im mniej się za obecną sytuację wstydzą. Każdy socjopata potrzebuje followersów, aby uczynić zmianę — spójrzmy na rozpirz made by PiS pod przywództwem Jedynego Wodza: cóż mógłby on zrobić bez Was, drodzy podczytujący mnie fascynaci Jarosława, Bezobjawowego Doktora Być-Może-Prawa-Raczej-Administracji? Wyborcy Putina, tak jak wyborcy Jarosława, żeniąc stare z nowym tęsknią za wielkością — w Rosji starsze pokolenie lepi do kupy umiłowanie cerkwi i cara z "mocarstwowością" ZSRR, w Polsce skleja się dziadków piłsudczyków z wybitnymi (jakim cudem, tego już nie wyjaśnia nikt) dokonaniami z życia w PRL-u. Tylko czy to oznacza, że ja też jestem winna, bo mam dowód identyfikacyjny z orłem w koronie? Postuluję gradację przewin i szukam w głowie, co mogłoby mnie w takiej niefartownej sytuacji usprawiedliwić. Może niesłusznie uznaję, że jestem winna trochę mniej, nalegam jednak stanowczo, żeby się odczepić od umarłych polskich literatów i artystów.
PS. Uważam, że sankcje gospodarcze są słuszne. Nie traktuję ich jako zemsty na Rosjanach, to skuteczna forma nacisku, gdy nie jest dziurawa jak ser szwajcarski. Nienawiść do Rosjan zostawiam ofiarom.