Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, grudnia 09, 2024

Nadganiania polskie

źródło: Sekcja Gimnastyczna
Z rzeczy o których już wiecie napiszę, że w Warszawie umarł Stanisław Tym. Zmarł w grudniu, w pierwszej połowie grudnia, a dokładnie szóstego grudnia. 

Już od jakiegoś czasu pan Staszek żył na uboczu spraw, tak bywa, czas wiele zmienia. Bardzo mnie poruszyło to, co napisał o nim Wajrak na swoim FB, że Tym nie bał się angażować, że wspierał ich walkę o Rozpudę, kiedy inni w nich napierdalali, albo się po prostu bali, co powie anonim.

Wraz z takimi śmierciami czasy PRL oddalają się od nas tak, jak dla pokolenia mojej mamy oddalały się czasy wojenne. Po kolei odchodzą ludzie, którzy żyli i śmiali się w tej nienormalności.

źródło: Sekcja Gimnastyczna
Oczywiście wiem, że o proteście 1 grudnia też już słyszeliście. Edukacja Zdrowotna wzbudziła taką niezdrową sensację, że nawet osoby zupełnie z edukacją niezwiązane (a może one przede wszystkim) aż zachłystywały się z radości z okazji tejże. "Tak dla edukacji, nie dla deprawacji" mówiono i podobno to było na poważnie. Nom ;)

Dla odmiany więc napiszę o demonstracji o której u Wielkich Świętych nie poczytacie. W poprzedni wtorek przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów demonstrowała grupa domagająca się ustawy o asystencji osobistej. Obecnie w procesie legislacyjnym znajdują się dwa projekty na ten temat (rządowy i prezydencki) i sprawa bardzo się grzebie. Różnic w projektach jest kilka, generalnie ustawa rządowa jest bardziej rozwojowa (np. zakłada docelowe objęcie wsparciem także osób poniżej 18 roku życia).

Jakiś czas temu, u Anioła na Resorach obserwowałam dyskusję Polaków na temat ustawy o asystencji vs opieka w Domach Pomocy Społecznej, i powiem Wam, że dno i dwa metry mułu wyłaziło jeśli chodzi o empatię. Osobiście nie przekreślam żadnej z dwóch form pomocy, uważam, że powinno być dla każdego, co tam mu pasuje. Więc nie chodzi o to, że DPS-y gorsze, tylko jeżu kolczasty, jakie tam były pretensje do OzN, że czegoś chcą. Bo to po co takiemu, a piniondze, a państwo biedne, w DPS-ie mu będzie lepiej, a to sam tak w domu się chce rozbijać, nie za dobrze mu, bo to każdy by tak chciał ... święci pańscy gdybyście istnieli!

I to jeszcze Wam nadmienię, że bardzo się cieszę na święta. Aż uszami strzygę, tylko słabo widać, bo nie mam aż znowu takich dużych. 

Za tłokiem świątecznym nie przepadam, to prawda. Wcale nie dlatego, że uważam, że inni nie mają prawa robić zakupów. Tylko cudzego pośpiechu i napierania nie lubię, umęczenia Matek Polskich, rzekomych jazd obowiązkowych i pretensji wyrażanych w przestrzeni publicznej nie wiadomo do kogo, że jednak było ujowo, choć tym razem (nie wiadomo dlaczego) miało być inaczy.

Nastanie wolne, będziemy robić miłe rzeczy. A czy będzie choinka, na razie nie mam danych. Na pewno obejdzie się bez takiej wyharatanej chyłkiem z lasu. Taka właśnie była za dziecka, ale pisałam już wyżej, że czas wiele zmienia. Cokolwiek się postanowi, zrobione zostanie w dniu wigilii, gdyż jestem tradycjonalistką, wiadomo, jak na ateistkę przystało ;)

wtorek, sierpnia 06, 2024

Gadające głowy


Dokument Kieślowskiego w schemacie pytanie-odpowiedź, Polacy uszeregowani od najmłodszego do najstarszego. Ile masz lat? Kim jesteś? Czego byś chciał? Ostatnia wypowiedź należy do stulatki. I chociaż czytam interpretacje polityczne tego filmu, że widać zaczyn, że ludzie chcą wolności, że czegoś im brak, że to portret Polaków, ta ostatnia wypowiedź poruszyła mnie najmocniej ...

Dodatek po namyśle (więcej rzeczy pewnie w komentarzach): ten film jawnie zaprzecza, że dawniej było lepiej (wybrane osoby mówią jasno, że Polacy powinni być np. mniej wobec siebie wrodzy i lepiej pracować :)). 

niedziela, września 10, 2023

The Party's gibberish is not information

Poznań, rok 1981, wiadukt kolejowy nad ulicą Nowowiejską (autor napisu: Krzysztof Stasiewski).

sobota, kwietnia 01, 2023

Idzie najlepsze

Na Placu Zwycięstwa w Warszawie i podczas kolejnych etapów pierwszej pielgrzymki do Polski papież nas zjednoczył i doprowadził do niepodległości. Dziś także potrzebna jest niepodległość ducha narodowego. Niewątpliwie będziemy się też modlić do świętego Jana Pawła II, by nas wspierał u Pana Boga, bo czasy są nadzwyczajne. Zostaliśmy bardzo mocno rozłupani. Chcemy, aby na Narodowy Marsz Papieski przybyli wszyscy i uznali Jana Pawła II za fundament narodowej tożsamości.
Tyle, oraz to, że "atak przeciwko dobrej pamięci Jana Pawła II został wykonany przez autorów i media cieszące się w niektórych kręgach autorytetem i popularnością, autentycznym odziaływaniem. Autorzy byli jednak pozbawieni historycznego warsztatu" powiedział  prof. Jan Żaryn, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego (sama nazwa instytutu cycuś, zasługuje na pierwsza nagrodę, honorową). Jezus, król Polski, jest z PiS-u, matka jego, zawsze dziewica, również. Że Karol Wojtyła zapisał się do PiS-u, to już chyba nikt nie ma wątpliwości. Wszystko, co dobre, jest z PiS-em i dlatego ta partia wygra kolejne wybory, żeby mogło być jeszcze lepiej (chociaż wszyscy chyba wiemy, że trudno sobie to lepsze wyobrazić, skoro jest tak dobrze, jak mówią w telewizji narodowej). 

***
Jutro są urodziny mojej babci, pierwsze bez solenizantki. Rocznica śmierci Karola Wojtyły mnie nie obchodzi, chociaż pamiętam ten czas i uważam, że tvp bez reklam była ciekawym eksperymentem. Wojtyła jednak nie jest dla mnie autorytetem, a tym bardziej fundamentem czegokolwiek w moim życiu jako Polki, kobiety, partnerki czy migrantki. Pokazówki marszowe (takie jak jutrzejsze Narodowe Marsze Papieskie) bardzo są zgodne z ideami PRLbis, więc nieszczególnie mnie zaskakują, dziwią czy martwią. Wiadomo było, że partia obecnie rządząca oprze swoją kolejną kampanię wyborczą na kościele katolickim, do tej pory to działało, a nikt z tej partii (choćby częściowo myślący) nie wierzy w zaangażowanie najmłodszego pokolenia po stronie PRLbis. Młodzież mentalnie odjechała obecnemu ustrojowi, cyrki, występy, pokazówki są dla pokolenia mojej mamy, oraz dla tej części mojej generacji, która jest na tyle spaczona liźnięciem peerelowskiego konformizmu, że bogu świeczkę, a diabłu ogarek (tak na wszelki wypadek, i jeszcze odpukać w niemalowane). Zmiany i tak nadejdą, to pewne.

sobota, lutego 19, 2022

Koniec pandemii?

Trudno uwierzyć, że niedługo miną 2 lata. Tymczasem pod koniec stycznia Taoiseach ogłosił zniesienie większości restrykcji związanych z covidem: przestały funkcjonować paszporty covidowe przy korzystaniu z restauracji i teatrów, zniesiono ograniczenia odwiedzin w domach prywatnych, puby wróciły do normalnych godzin otwarcia, czyli do typowego dla Irlandii weekendowego życia nocnego. Nadal obowiązuje noszenie maseczek i izolacja w przypadku pozytywnego testu. Wiadomo już jednak, że NPHET (zespół kryzysowy) zalecił rządowi zrezygnowanie z obligatoryjnych masek w niektórych miejscach (szkołach, publicznym transporcie, w taksówkach, sklepach, restauracjach, miejscach pracy), a rząd się wczoraj do tego przychylił. Od marca maski pozostaną głównie w szpitalach i domach opieki. 95% dorosłej populacji kraju jest w tym momencie w pełni zaszczepiona, 72% dorosłych zaszczepiła się boosterem lub trzecią dawką, więc rządzący doszli do wniosku, że więcej nie da się zrobić. Niektóre organizacje (np. pielęgniarek) wskazują, że może jeszcze z tymi maseczkami jest za wcześnie, przyszłość pokaże, kto ma rację w temacie i na ile faktycznie wirus da nam odsapnąć. 

Dowiedziałam się właśnie, że jeden mój znajomy z matczyzny zmarł niedawno na powikłania, zerknęłam na kościół do którego regularnie uczęszczał (także zawodowo), na zdjęciach nieliczni w maseczkach, pewnie też sporo foliarzy. Gość młodszy ode mnie, już go jedzą robaczki z Psiego Pola. Na powikłania od zarazy zmarł też wczoraj Paszt, lider grupy VOX — zespół zawsze będzie mi się kojarzył z czerstwą bułą telewizji PRL-u i moim namiętnym oglądaniem niedzielnego Koncertu Życzeń. Jak słowo daję, pora na lepsze czasy.

***

flat white.
after work in Cafè Nero, Drogheda.
01/02/21.
green tea.
lunch break.
08/02/22.
black tea with milk.
Il Forno, Drogheda.
11/02/22.
flat white.
Borzalino, Drogheda.
14/20/22.

flat white.
welcoming storm Dudley.
16/02/22.

sobota, sierpnia 21, 2021

Przeszłość świetlana urojona 2

Dobrze Wolandzie, zapisuję cytat z facebookowej strony Tajnego Stowarzyszenia Jawnych Przeciwników Barokizowania Budowli Gotyckich jako osobny post, aby nie zgubić tej myśli mocarnej. Tekst raczej nie jest autorstwa osoby, która go wkleiła w komentarzu, niemniej jego oniryczne piękno usprawiedliwia piractwo intelektualne prawie w całości (no może w 80%, resztę trzeba będzie odklęczeć na grochu).

Dawniej było lepiej i nikt nie narzekał? 

Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.

Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.

Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.

Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.

Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.

Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.

Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.

Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.

My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy "dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.
Nikt nie narzekał.

I wiesz czego pod tym postem mi brakuje, skoro już przestałam się skręcać ze śmiechu? Wpisu jakiegoś Janusza, że wcale nie, bo zupy wcale nie były wówczas robione z mazutu.

środa, sierpnia 18, 2021

Przeszłość świetlana urojona

"Cztery słonie" wysłucham. 
(nie będzie o Talibach, bo nie)

Nie pamiętam programu "Pora na Telesfora", ale piosenkę znam.
Wzruszyłam się, bo mały Kraciasty mi się zwizualizował, zapatrzony, przed odbiornikiem starego typu.
A do mnie przyszła zaraz piosenka z Pankracego i ...

... przypomniałam sobie również, że to było bajką, kłamstwem.
Ludzie, psy, koty, mieliśmy w PRL-u ciężkie życie (smoki też by miały, gdyby istniały).

niedziela, stycznia 31, 2021

O zbrodni oddziału "Burego" w Puchałach Starych

Podlasie, rok 1946, dzisiaj mija 75 lat.
Przypomnienie kontekstu historycznego (Wirold Jurasz) TUTAJ.
Dwa dni wcześniej miała miejsce zbrodnia w Zaleszanach.

poniedziałek, listopada 04, 2019

Czytam ...

[w tle gra nam 7 VooVoo] mam nowy paszport, faktycznie jest w nim ukryte jakieś pfe, nie umiem zlokalizować, czy to ta ohydna wklejka z danymi, która grozi odpadnięciem po kilku otwarciach na granicy, czy bóg honor ojczyzna naokoło tandetnego szlaczka wokół zdjęcia. Nowy paszport mus było mi mieć, to mam. Odebrałam go w Dublinie, przy okazji chciałam zajrzeć do Muzeum Historii Naturalnej, ale za bardzo lało na spacery w kusej kiecce, więc wróciliśmy do kota. Marzą nam się czerwone drzwi wejściowe, ale na razie ze względów praktycznych marzy nam się nowy bojler. Stary wysiadł z okazji 2 listopada, Kraciasty ekspresowo kupił grzejnik bezolejowy i farelkę. Kolejny dzień wolny od pracy w następny wtorek. Czy pisałam już, że listopad to mój najmniej ulubiony miesiąc?

sobota, marca 02, 2019

czwartek, listopada 08, 2018

Kto dogoni psa, kto dogoni psa?


Od dwóch dni ta piosenka budzi mnie z rana refrenem w mojej głowie. 
Wcześniej śpiewał ją Zygmunt Kęstowicz, tutaj Artur Barciś z Pankracym, czyli Hubertem Antoszewskim. 

To mogłabym oglądać i dzisiaj po męczącym dniu, z kubkiem herbaty w ręce, nogami w górze, 
gdy na dworze listopad. Moje dzieciństwo opatulone w nostalgię. 

Jakieś Wasze historie z czasu gdy byliście bardzo młodzi?