Wczoraj obiegło świat Braunowe szaleństwo z gaśnicą w Sejmie, dzisiaj odbyło się zaprzysiężenie nowego rządu po rządzie dwutygodniowym (off topic: ten rząd był ewenementem, pierwszy raz w historii RP było w nim więcej kobiet niż mężczyzn - jak sądzicie, z jakiegoż to powodu? :D). Akurat jestem z tych, którzy popcornu w kinie nie jadają (chociaż nie powiem, akcja w warszawskiej Kinotece bardzo się mi podobała jako happening - dobry pomysł), poza tym będąc z natury spokojnym i zrównoważonym człowiekiem wolałabym jednak wolniej płynącą fabułę.
Zapalanie świec chanukowych w Sejmie ma kilkunastoletnią tradycję, pierwsza taka uroczystość odbyła się za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Z perspektywy politycznej tradycja ta jest dla mnie tak samo (nie) na miejscu jak krzyż w Sali Posiedzeń - mnie relacje ludzi z ich aktualnymi bogami obchodzą raczej niewiele (tym bardziej, że trudno to zjawisko usystematyzować, bo ludzie raz wierzą, raz nie wierzą, zależnie od dnia, jak im wygodnie), natomiast symbole są elementami folkloru i bywa, że nawet bardzo je lubię. W Bożym Narodzeniu wiadomo, że chodzi o choinkę i prezenty, w Chanuce o pączki, i git (nie mam obecnie najmniejszej ochoty na wgryzanie się w historię powstania Machabeuszów). Natomiast jest ważny element społeczno-polityczny ataku szaleństwa Brauna na symbolikę (która dotycząc polskiej mniejszości religijnej, kompletnie nie powinna nikomu wadzić - zazwyczaj to większość jest tym, co budzi we mnie niepokój). Mowa tu o kolejnym wydarzeniu wpisującym się w polski antysemityzm ugruntowywany po wojnie faktem zasiedlania "nie swojego" (o czym potomkowie osiedleńców nadal są informowani w przechodzącym z pokolenie na pokolenie lęku przykrytym antysemityzmem właśnie). Mam nadzieję, że Braun nie będzie rozliczany na podstawie art. 196, bo to kupa prawna, najczęściej pozbawiona znaczenia w państwach cywilizowanych. Jego przewiną jest podsycanie nienawiści do narodu żydowskiego. Oczywiście, przytaknę, że Żydzi zamieszkujący Izrael nieźle sami ostatnio podsycają nienawiść do siebie, ale to jest tylko wycinek żydowskiego świata, ludzie są różni i zajmują się różnymi sprawami (co ciągle powtarzam wcale nie dlatego, że mam problemy z pamięcią). Mówimy o naszej swojskiej nienawiści, wynikającej z tradycji oraz lęku, że Żydzi wstaną z popiołów krematoriów i zabiorą drewnianą chałupę, której już nie ma. Nie można nią karmić nowych pokoleń, bo jesteśmy tym, co jemy.
Do tego dwie obserwacje: wyobrażam sobie jak musi być trudny dla Dudy zupełnie niespodziewany (w pisowym świecie alternatywnym) powrót Tuska do władzy. Jak mierny uczeń namaszczony przez nauczyciela na wybrańca, Duda przyjął postawę zadowalania Jarosława, imitowania go, internalizowania jego świata wyobrażeń, a jest to świat chybotliwy, zagrożony mentalnym upadkiem. I tu druga obserwacja, dotycząca samego Kaczyńskiego, tym razem Scheuring-Wielgus.





