O polityce nie chce mi się pisać. Już mi się to zdarzało, poprzednio było tak z powodu braku nadziei na szybkie zmiany. Zdarzenia ciekawe są, nie powiem, ale najwyraźniej jest mnie łatwo zadowolić. Gdy zagrożenie populistyczne zostało chwilowo zażegnane (nawet u sąsiada na południu niejakiego Fico ktoś próbował odstrzelić), moje zainteresowanie utarczkami międzypartyjnymi spadło znacząco. Kolejnym wpadkom Dudy myśli nie poświęcam, wyobraźta sobie. Ciekawa jest sprawa sędziego Szmydta, jedna z dziesiątek afer obnażających patologie funkcjonowania pisowskiego państwa z kartonu i błota. Także tutaj jednak czekam na więcej informacji, żeby sobie je rozważyć w moim czarnym serduszku.
Oczywiście, czytam rojenia strapionych życiem katechetek, ale dla mnie jest to tylko rozrywka (przecież nie mogłam oczekiwać, że zmiany polityczne pomogą komuś w umysłowym olśnieniu). Zastanawiałam się chwilę czy we wpisie nie rozwinąć tematu religii w szkołach, tylko, że nawet za bardzo w tej chwili nie mam opinii — bo młodzież robi świetną robotę i bardzo mnie w moich przemyśleniach pokrzepia: cokolwiek sobie konserwa umyśliła, młodzi mają boga w dupie. Im większy nacisk, tym większy bunt, wspaniale. Owszem, moje pokolenie nadal w dużej części tyłek KrK podlizuje, ciuła pinionszki na komunie i śluby kościelne, ale cuszzzz. Śmieję się z takich strapień, byle tylko takie mieli, pinionszki zaś nie moje, mogą wpadać do ścieku bez dna. Echa czterech projektów ws. aborcji do mnie doszły, nawet zaczęłam pisać na ten temat notkę z miesiąc temu, i ... skasowałam. Po raz kolejny: świat się zmienia, trzeba naciskać, drążyć, wierzyć w pomyślne zakończenie dramy. Aborcja na życzenie. Małżeństwa osób tej samej płci z prawem do adopcji dzieci. Finito. Ach, i jeszcze ciekawe są ruchy artystów, którzy występowali w pisowskiej telewizji narodowej, a teraz też by chcieli. Tylko, że na tych różnych imprezach spotkają się z kolegami, którzy przez kilka lat tam nie występowali z powodów oczywistych. Ojej, pewnie się stresują przez to (życie jest takie niesprawiedliwe).
Moi rodzice mają poczucie zbliżającej się wojny, jednak: gdy wybuchnie, wtedy będziemy tworzyć konstrukcje myślowe na ten temat, wcześniej nie warto (poza magazynowaniem puszek z mielonką i groszkiem niewiele mogę zrobić, tymczasem akurat na puszki nie mam w domu miejsca, książki muszą się gdzieś zmieścić). Na razie tyle wyczytałam, że jest kilka punktów wyborczych w Irlandii dla Polonii na wybory do Europarlamentu (9 czerwca). Listę warszawską już odnalazłam. Wiem, że na wybory idę, szukam nazwisk, które zapewnią konkretną bioróżnorodność (jacyś pisowcy też polecą do tej przebrzydłej Unii, dostawać wypłatę w znienawidzonym przez Prawdziwego Polaka euro, więc trzeba im dać dobrych kontrdyskutantów, żeby wstydu w Europie nie było).