Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogosfera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogosfera. Pokaż wszystkie posty

niedziela, marca 01, 2026

O snobizmie

Cytat znaleziony u Hebiusa:

Ludzie mają potrzebę wyrażania siebie, zaistnienia, bycia wyjątkowymi. Myślą sobie – nie potrafię grać na żadnym instrumencie, nie potrafię tańczyć, to może… pisanie! Pisać umiem, bo przecież w szkole się nauczyłem…
pochodzi z rozmowy Ewy Jankowskiej z Michałem Michalskim, dyrektor wydawnictwa ArtRage, opublikowanej w gazeta.pl. Taki tam kij w mrowisko. ArtRage wydaje dobrą literaturę. Michalski otwarcie krytykuje Mroza.
Ludzie, czytając, uczą się. Potem wydaje im się, że skoro ktoś pisze książki na poziomie wypracowań z podstawówki, to dlaczego i oni nie mieliby spróbować sił jako pisarze?
Dodałabym, że ludziom się wydaje, że spędzanie czasu nad tekstem wydrukowanym i złożonym w kształt książki z samej swej formy jest czymś elitarnym, mniejsza o treść. Bywa to przemieszane z pogardą dla tych, którzy usiłują czytać dobrą literaturę (snob, zadzieranie nosa, tak naprawdę wcale mu się nie podoba, udaje, bo znowu chce być lepszy, a przecież już jestem najlepszy, bo to ja CZYTAM). Ba :) Rozmowa zaciekawiła mnie m.in. i z tego powodu, że dopiero kilka dni temu w znanymi mi kręgu blogosfery zwrócono uwagę na blogera, który komentując i pisząc posty, używa najordynarniejszego SI z możliwych, pisze o niczym, gila panie i panów po brzuszku streszczeniami ich własnych wypowiedzi. Dotarło do mnie, że zablokowałam go pod koniec 2024 roku. Literatura uczy.

sobota, listopada 08, 2025

Pisarz czy kasjer w Netto?

Czytałam ostatnio o kasjerze z Netto, Polaku w Islandii, który okradał klientów kasując przy okazji ich zakupów kody papierosów. W artykule stało jednak: pisarz, krytyk literacki. Zaczęłam się zastanawiać, co to za pisarz. Coś tam rzeczywiście wydał. A co za krytyk niezależny? Ach, miał bloga na blogspocie :D (opis Jarosława Czechowicza na Lubimy Czytać warto obaczyć samemu). Czyli mój mąż jest komentatorem politycznym, zasadniczo. Niezależnym, bo nikt mu nie płaci. A ja jestem filozofką :)

Z biografii Tony'ego Halika pióra Mirosława Wlekłego jasno wynika mi, że należy mówić o sobie wielkimi słowami. Jeśli do tych wielkich słów nie dorośliśmy, inteligentni połapią się, że coś jest nie tak, ale wcale nie ma ich aż tylu, więc nie trzeba się bardzo martwić: nie pomylę się zapisując regułę, że największą ilość znanych nam języków obcych przypiszą nam ci, którzy nie znają ani jednego języka obcego.

I tu przyszła mi na myśl Bogumiła-Konstancja-Co-Wydała już prawie 500 tomików wierszy. Czy nie jest być może tak, że wielcy cyzelują każde słowo, a mali się nie krępują i wychodzi im to na dobre? Nie mają np. kłopotu z używaniem AI i przedstawianiem tego jako własnych tekstów, bo uznają, że ich czytelnicy są za głupi, żeby to rozpoznać. Albo nawet nie: nie uznają, bo sami są za głupi na takie przemyślenia, więc na ich blogach głupi z głupim rozmawia, czyli jest rozmowa. A rozmowa, kontakt, ekspresja siebie to przecież dobra sytuacja. Czyli głupie i mierne może rodzić jakieś dobro. W pewnym sensie mierna Bogumiła Konstancja jest tylko o krok od wielkiego Fossego: oboje robią swoje. Taka myśl na weekend, przypominajka bezustanna: trzeba robić swoje, mniej się zastanawiać, co ludzie pomyślą?

sobota, października 18, 2025

O pośpiechu i autentyczności

Ciekawy mieliśmy przypadek z Karyną. Pewna Karyna w Puławach wyprzedziła nas na ostatniej prostej w drodze do lokalnego szewca. Wiedziała, że zmierzamy w tym kierunku, ciepły poranek, czas taki, że ani to moment przed typową pracą, ani nic (możliwe, że Karyna była po prostu w pracy, i jak to drzewiej bywało, szybko, szybko, kochany pamiętniczku, dwie pieczenie, niby idę do biura, ale przecież obok szewca przechodzę, to uszczknę z tej pracy choć 10 minut, przycwaniaczę, załatwię, wygram na punkty z Dżesiką), w każdym razie, dynamicznie wcięła się przed nas, pierwsza chwyciła za klamkę. Jaki proces zachodził w jej głowie? Interesujące. Co jej to dało? (finalnie sprawy z panem szewcem po swej myśli nie załatwiła, ale przecież musiało jej to coś dać). Czy naprawdę aż tak się spieszyła, czy to testament po matce? 

Zaciekawiło mnie, co na ten temat filozofowie i chciałam sobie wypisać parę myśli do przewałkowania. A ponieważ chyba się spieszyłam :D, użyłam ChataGPT do znalezienia ciekawych sentencji ze znanych mi autorów. Aplikacja podała mi cytatów całkiem sporo, byłabym je zapewne opublikowała bardzo z siebie kontenta, gdyż myśli starożytne rzeczywiście brzmiały znajomo, w końcu czytało się to i owo, ale ... zaczęłam drążyć Kierkegaarda. Pierwsza refleksja, pierwsze stwierdzenie, że to nie cytat, tylko parafraza, drugie podejrzenie, drugie trafienie, w końcu wszystkie rzekome cytaty podane mi przez sztuczną parainteligencję objawiły się jako strzępki memów, parafrazy z dostępnych w Internecie opracowań, a nie dokładne, słowo w słowo, cytaty tłumaczeń. O tempora, o mores! Kochany Mózgu, który nadal rozczarowujesz mnie tylko trochę i nie codziennie! O poczucie ważności, które kierujesz mnie ku prawdzie, miast ku szybkiej nagrodzie!

Montaigne oczywiście mnie nie zawiódł pisząc w Księdze trzeciej swoich "Prób":
"festinatio tarda est"; pośpiech sam sobie podstawia nogę, pęta się i wstrzymuje; "ipsa se velocitas implicat".
(autor przywołał tu łacińskie powiedzenie znaczące tyle, co "pośpiech jest powolnością" oraz cytat ostatniego zdania z 44 listu Seneki z "Listów moralnych do Lucyliusza": po angielsku tłumaczenie Richarda M. Gummerre'go tego fragmentu brzmi "the faster you go, the worse you are entangled" — im szybciej idziesz, tym bardziej się plączesz. Prawda.

Dygresja: AI pogłębia problem nieautentyczności w blogosferze. Do regularnych kłamców, blogerów, którzy kreują się na boleści i założeniu, że autentyczny jest w sieci ten, kto jest smutny, doszli wzmożeni tfórcy generujący słowotok za pomocą aplikacji kompilujących słowa w zdania. Bywa i tak, nie każdy jest choćby przeciętnie inteligentny i czuły na takie fałszywki. Tym bardziej przykry jest dla mnie widok osób mi znanych, które dyskutują z opiniami wygenerowanymi przez ChatGPT nie mającymi choćby pozoru autentyczności. Pisałam już o tym szerzej rok temu, mniej więcej o tej samej porze. Dręczy mnie to, bo problem się pogłębia, na Wordpressie zaczęły mnie w większej liczbie obserwować jakieś odpowiedniki Karyny z Puław, które w życiu nie napisały jednego słowa od siebie. Jak im wyjaśnić, że nie walczę o złotą patelnię w temacie ilości obserwatorów, gdy odezwać się do nich nie chcę, ponieważ interakcja ze mną to nagroda na którą nie zasługują?

Wracając jednak do pośpiechu, sporo znanych mi osób puchnie z dumy, kochany pamiętniczku, że umi szybko szybko i wygrywa z innymi w mistrzostwach o złotą patelnię. A jak już się na tę patelnię napatrzy, narzekać poczyna, że pośpiech to prawdziwa plaga XXI wieku, że dziecka czasu dla nich nie majo, że trudno aż tak. Łgarstwo — wiek XXI czy XX nie ma nic do tego. Jestem przekonana, że pośpiech jest odziedziczoną traumą. Nic w tym nowatorskiego, pewnie zrobiono o tym multum badań, których nie chce mi się teraz szukać. Bo nie. Jest weekend. Zwalniam mentalnie po pełnym emocji tygodniu. Mimo wszystko do pracy i z pracy szłam wolno, mam nadzieję, że nikomu, choćby z polskiego przyzwyczajenia, nie zabiegałam drogi. 

Kiedy ponad tydzień temu na dobre wyjeżdżaliśmy z miasta, po zapakowaniu sakwojaży wróciłam jeszcze na ścieżkę, żeby spojrzeć na liście brzozy i zrobić to zdjęcie:


Karyna szła dzień wcześniej po sąsiedniej ścieżce. Ciekawe, jakie były jej obserwacje i czy w ogóle była wówczas człowiekiem.

niedziela, lutego 02, 2025

Konsekwencje

Ostatnio dwa różne źródła zainspirowały mnie do rozmyślań na temat tego, czym są konsekwencje, czy ludzie uświadamiają sobie, albo też rozumieją to pojęcie. W jednym miejscu rozmawiałam o konsumpcyjnym stylu życia i luźniejszych obecnie relacjach między ludźmi, szybko zrywanych związkach. W innym miejscu przeczytałam historię o tym, jak to ktoś posłał grupie na FB niechcianą wiadomość i został przez tę grupę zbanowany, czyli wg dawnej nomenklatury został poddany ostracyzmowi.

(nie będę tu rozwijała tematu ostracyzmu historycznie, przyjmijmy, że jest to swego rodzaju bojkot towarzyski pełniący funkcje prewencyjne. W czasach, gdy przynależność do grupy stanowiła o przeżyciu jednostki, ostracyzm był najcięższą formą kary połączoną z wytyczaniem jakie zachowanie jest jedynym akceptowalnym. Ten ostatni element jest w użytku do dzisiaj: wyrzucając poza nawias informujemy, co jest akceptowalne i jakie są konsekwencje zachowania nieakceptowanego. O ile powołując się na ostracyzm, łatwo wykreować się na ofiarę systemu, o tyle powołując się na konsekwencje już nie bardzo)

Czy ludzie, którzy czują, że przekraczane są ich granice, mają prawo bronić się poprzez np. zerwanie kontaktu? Czy grupy, które mają wyznaczone wartości mają prawo wyrzucić poza nawias kogoś, kto tych wartości nie przestrzega? Uważam, że tak, zaznaczając od razu, że odnoszę się tylko do czasów obecnych, gdzie ani ostracyzm jakiejś grupy, ani zerwanie więzów rodzinnych nie oznacza z automatu śmierci. Dawniej konsekwencje nie były do końca związane z obszarem naszej wolności, nasi przodkowie mieli tej wolności mniej, niż my obecnie, np. przez większość życia zależeli finansowo od kogoś innego nie na podstawie własnej uprzedniej decyzji. Jesteśmy wolni, działając musimy brać pod uwagę, że wiąże się to z określonymi efektami, czyż nie?

Zauważam, że szczególnie ludzie starsi ode mnie (choć może to być tylko moja krzywa, subiektywna, nie oddająca istoty rzecz obserwacja), nie rozumieją czym są konsekwencje. Nie rozumieją, dlaczego rozsyłając po znajomych w mediach społecznościowych setki linków uświadamiających jak być powinno, tracą znajomych w efekcie swoich działań. Nie rozumieją, że jeśli wymuszają na młodych uległość, albo nie przepraszają za swoje zachowanie, ilość poświęcanego im czasu topnieje w efekcie ich własnych działań. Osoby o toksycznych cechach charakteru nie zanotowują, że grono ich znajomych zaczyna się zawężać do określonej grupy na tyle psychicznie odpornej lub na tyle mało powiązanej emocjonalnie, że zdolnej do znoszenia ich zachowań. 

Temat jest szeroki, można argumentować, że problem nie musi tkwić po stronie osoby porzucanej, ostracyzowanej, ghostowanej. I dobrze, bo nie o rację chodziło mi w tym przydługim wywodzie. Ani o karę. Bywa, że mówiąc coś komuś mamy rację, a i tak w konsekwencji jakaś rozmowa kończy znajomość lub dobre relacje. Chodzi o pojęcie konsekwencji, o postrzeganie naszych interakcji i naszego życia jako ciągu przyczynowo-skutkowego. O to, że jeśli wyrażamy jasno swoje opinie, musimy być przygotowani na konsekwencje swojej przejrzystości. Nie ma w tym nic nienaturalnego, rzeczy wpływają na siebie w sposób dość prosty i oczywisty. Jeśli wchodzimy w interakcję z ludźmi wolnymi, którzy mają do wyboru "zostać lub się oddalić", nie powinniśmy się dziwić, gdy się oddalają, skoro nie dziwi nas, gdy zostają. 

środa, stycznia 22, 2025

Szarlatan z Internetu i inne patologie

U Rybenki znalazłam link i podaję dalej wiedzę na temat nowego podcastu Wirtualnej "Szarlatan" (tym razem przypadek Oskara Dorosza). Na portal prawie nie zaglądam, więc dobrze mieć znajomych, którzy mnie inspirują. Temat jest zawsze aktualny, a jego główną bazą wcale nie jest brak dostępu do medycyny konwencjonalnej, dostrzegam to nawet na moim własnym strumieniu treści w mediach społecznościowych, gdzie mniej lub bardziej odlegli znajomi uświadamiają mnie o magicznych właściwościach zbliżającego się układu sześciu planet. Takie odnoszę wrażenie, że im bardziej ludzie są zranieni i niedostosowani, tym bardziej łakną magiczności i skierowanej do nich udanej hiperakceptacji, która ma uzupełnić lata niedoboru. Tymczasem to studnia bez dna. Nie przekona się ludzi racjonalnymi argumentami, gdy podstawa ich działania nie jest racjonalna; szarlatanów trzeba po prostu zamykać w więzieniach, żeby ludzie skłonni do samozaorania nie mieli do nich dostępu. 

(o szarlatanach rozmawialiśmy już wcześniej, starszy wpis jest TUTAJ).

Z innych patologii, powiedziałabym, że pokrewnych: polecam autobiografię Patrycji Volny. "Niewygodna". Lat 37, więc oczywiście powtarza się w mediach pytanie, czy to nie za wcześnie na autobiografię. Nie uważam, szczególnie jeśli osoba ma coś do przekazania. Autorka szczerze opisuje zakręty swojego losu; oczywiście pojawia się i ojciec, Jacek Kaczmarski, w świetle niezbyt chlubnym, choć nie powiedziałabym, że to jest główny wątek tej treści. Na przykładzie fabuły można dyskutować o dziedziczeniu pewnych wzorców i traum (np. lejtmotyw rodzica na odległość), poza tym wręcz modelowo jest ukazany mechanizm kopiowania relacji w związkach. Czym jest norma dla konkretnej jednostki? Tym, co przedstawiono jej jako normę, gdy była bardzo młoda. Volny nie ma większego problemu z rozstaniem z mężem, choć nie potrafi sobie ani nam wyjaśnić, dlaczego się z nim rozstaje. Spokojny, raczej układny, pomocny facet. Coś nie pasuje. Za to jakiś uzależniony gościu, który miał być numerkiem na jedną noc? Jak bumerang. I to nie jest tak, że to tylko on się naprasza, to Patrycja się naprasza, krąży, zaczyna wchodzić w rolę ratowniczki, zasysa ją relacja, która w ogóle nie rokuje. Trzeba wsparcia przyjaciół, żeby załatwiła coś, co z innym, NORMALNYM człowiekiem załatwiła sama, jedną rozmową. Warto, dobry tekst diagnostyczny, albo też tekst otwierający oczy.

środa, listopada 27, 2024

Pomocy

Może nie wszyscy z Czytelników tutejszych zaglądają na bloga Frau Be (wątpię, ale zawsze warto zapytać), więc zapodaję za nią link do zbiórki:

https://zrzutka.pl/4r5r89

Jej Fanta ma FIP, walczy, a jak to mówią, lekarstwa to nie są tanie rzeczy. Kasia zbiera na lek sprowadzany z zagranicy. Gdyby ktoś z Was miał ochotę wesprzeć ją w walce o życie i zdrowie ukochanej koteczki, Frau Be będzie Wam wdzięczna, ja będę Wam wdzięczna, a kociosławieństwo świąteczne to już macie jak w banku.

niedziela, października 27, 2024

Sztuczna inteligencja

Ostatnio sporo widzę tekstów na temat zagrożeń związanych z AI: kultura, prawo autorskie, rynek pracy. Nie za często się wypowiadam, z takiego prostego powodu, że gdy moja wiedza i opinia na dany temat jest bliska zeru, nie chcę robić zamieszania (wspomniałam wiele razy, że nie cenię copywriterów i tego się trzymajmy: skoro nikt mi nie płaci za pisanie tutaj, oznacza to, że rozmowa musi mi sprawiać przyjemność, co prowadzi do konkluzji, że musi zawierać jakąś treść, która mnie przynajmniej chwilowo interesuje). 

Chciałabym jednak poruszyć temat sztucznej inteligencji w blogosferze, bo sam się naprosił. Otóż, teksty (także komentarze) pisane przez algorytmy już się w polskiej blogosferze pojawiły. Ba, dostrzegam, że paru moich znajomych blogerów zetknęło się z nimi, a nawet ucina sobie pogawędki z algorytmami. Wczoraj pozwoliłam sobie się zabawić i sprawdziłam jeden lub dwa teksty wykrywaczem algorytmów u "blogera" o którym zawsze byłam przekonana, że to nie on pisze komentarze (sprawa do tej pory nie wydała mi się pilna i nadal nie jest: wierzę swojemu odczuciu i gdy komentarze są o niczym, a nie znam komentatora, nie odpowiadam — to znaczy oczywiście, że czasami wpisuję komentarze o niczym u blogerów, których znam, wybaczcie, że się tak bezczelnie przyznaję, ale robię to w szczytnym celu: żeby podtrzymać znajomość). Wynik mnie nie zdziwił. Zdziwiłoby mnie zdziwienie. 

Cechą sztucznej inteligencji jest, cóż ... sztuczność. Po komentarzach AI widać (przynajmniej na razie), że rozmowa nie posuwa się do przodu — algorytmy są (nadal) prymitywne, mocno bazują na streszczeniu i dużej liczby kwiecistych spójników. Gdy zauważyłam te teksty po raz pierwszy, mało nie padłam ze śmiechu. Komentarz na pół strony wyglądający jak wypracowanie dwunastolatka, a w nim żadnej oryginalnej treści, żadnego osobistego doświadczenia czy emocji, żadnej wartości dodanej, po prostu streszczenie głównego tekstu napisanego przez autora bloga. A tymczasem ludzie odpowiadają i nawet może wydaje się im, że prowadzą jakąś wymianę myśli, podczas gdy wypowiedzi ich interlokutora są wydmuszką. Przyszło mi więc do głowy, że problemem nie jest samo AI, tylko nasz brak zrozumienia czym jest rozmowa. Dzięki rozmowie dowiadujemy się kim jest druga osoba. Nawet, gdy chcemy w sieci zachować anonimowość, nasze teksty przekazują cechy osobnicze, każdy z długo znanych mi blogerów ma swój styl odzwierciedlający jego doświadczenia, emocje, osobowość. W "rozmowach" pisanych przez AI uderza brak własnych cech, brak własnych przemyśleń, obłość opinii (takie "napiszę trochę tak i trochę tak, żeby nikt się nie obraził"). Oczywiście, obłość opinii widać też u realnie istniejących ludzi, niektórzy zgadzają się z prawie każdym rozmówcą, są jak Warren, przyjaciel wszystkich; to cecha osobnicza, można na nią sarkać, ale tak po prostu bywa. Nikt jednak nie pokona w obłości AI, bo sztuczna inteligencja opinii nie ma, ma tylko lustro, żongluje tekstem cudzym, po prostu przestawia w nim zdania, dodaje spójniki, gdy imituje cudzy styl, przedobrza jak klient z psychopatią (to jest chyba dobre porównanie: psychopaci mają przed sobą listę zachowań pożądanych, ale brak im intuicji, jaka ilość bycia miłym wygląda naturalnie). Z pewnością z czasem algorytmy będą coraz bardziej wysublimowane i całkiem możliwe, że będziemy prowadzili ciekawe rozmowy ze sztuczną inteligencją, ale teraz jeszcze się to nie zdarza :)

Jakieś namiary na blogera, czy na narzędzie do wykrywanie sztucznie wygenerowanych tekstów? Nie. Każdy z nas ma przed sobą narzędzia do wyszukiwania. Każdy z nas ma również ze sobą narzędzie do myślenia. Z AI czy bez, gdy rozmawiamy lub tylko biernie odbieramy treści pisane, nikt nas nigdy nie zwolni z zadawania sobie pytań: czy w przeczytanym tekście była jakaś treść? Czy autor jest kimś raczej, niż nikim? Czego się dowiedziałem? Czy następny komentarz przybliżył mnie do komentatora, czy nadal jesteśmy daleko od siebie? Dlaczego? :)

poniedziałek, czerwca 12, 2023

Mówić czy nie mówić?

Przeczytałam dzisiaj artykuł pewnego rodaka-twardogłowca mieszkającego w Irlandii, który ostatnio miał okazję korzystać z uprzejmości tutejszej służby zdrowia. Różne rzeczy czytać lubię, nic mnie nie zmoże. Otóż rodak odkrył, że przy rejestracji w szpitalu pytają delikwenta o wyznanie — "piewcy nowoczesności [w Polsce] dostaliby apopleksji",  zawyrokował. Może i apopleksji, ale czyżby "piewcy nowoczesności"? Bo co jest w tym złego, że będąc chorą mogę oficjalnie zaznaczyć, żeby nie nachodził mnie ksiądz. Jak sądzicie, lepiej jest mówić kim się jest, czy nie mówić? 

I zaraz niby bez związku przypomniała się mi blogowa rozmowa niedokończona w której ktoś ma pretensje do męża Agaty Mróz, że nie przyjął pośmiertnego odznaczenia dla żony od Lecha Kaczyńskiego. Skoro ona już mówić nie może, to oznacza, że medal by przyjęła. Beatyfikację zresztą też można zrobić. Chyba nie doceniam tych plusów milczenia. Ach. 

***

flat white/cappuccino.
Loaf Cafe, Inchicore, Dublin.
10/06/23.

poniedziałek, czerwca 05, 2023

Transakcja wiązana

Ludzi czułych na krytykę łatwo jest przekonać tanim komplementem.

poniedziałek, lutego 06, 2023

Lá Fhéile Bríde

Krowy na plaży: 

Nils Kreuger, "Cows on the Beach"/"Kor stranden", 1909, szwedzki pejzażysta.

i jeszcze jedna, dodatkowa krowa:

Nikolai Astrup, "Foxgloves"/"Revebjeller og bjøkestammer", 1909, norweski kolorysta.

Dzięki składam Kawiarennikowi, to on tego poranka jakże pięknego zwrócił moją uwagę na dwóch skandynawskich malarzy. W Irlandii pierwszy raz mamy bank holiday z okazji dnia św. Brygidy (który był oczywiście 1 lutego), tej od krzyży robionych z trawy. Zwyczajowo przenosi się u nas dni wolne na piątek lub poniedziałek. Z wprowadzeniem kolejnego dnia wolnego wszystkie cztery celtyckie święta mają teraz swój czas odpoczynku w kalendarzu (oprócz Imbolc są to Beltane, Lughnasadh i Samhain).

Opowiadajcie, co tam u Was.

niedziela, grudnia 25, 2022

Święta ateistyczne

Prof. Matczaka jeszcze na moim blogu nie było? A to proszę bardzo:
Ateistyczne święta to samooszukiwanie się człowieka zagubionego w sekularnym do cna świecie. Bez wspólnoty, bez głębi myślenia, bez tajemnicy, bez ciszy, bez sacrum. Biedne, wypalone maszyny do pracowania w dni robocze i do konsumowania w Święta.
— Marcin Matczak (@wsamraz), twtr, December 23, 2022.

Jestem ateistką, lubię ciszę, nie jestem zagubiona i cechuje mnie głębia myślenia. Pan Matczak może mieć swoją opinię (nie należę do tych słabeuszy, którzy kwęczą, że inni nie mają prawa mnie oceniać, bo łoj łoj, nie są w mojej sytuacji), tyle, że ja mogę ją mieć w dupie. Tak po prostu. I to jest piękne ;D

Nie potrzeba do tego dodawać wykładu na temat świąt. Na poziom eseju na GW nie sarkam, to może być faktycznie przyczynek do dyskusji na temat stanu duchowości nowego pokolenia. Tylko, że ja po trosze już do tego nowego pokolenia nie należę, a jestem na tyle kumata, żeby zauważyć, że mam do czynienia z tekstem pracoholika o jego własnym Weltschmerzu. Można jednak przeczytać. Prof. Matczak inbą zdaje się reklamuje swoją ostatnią książkę, może to i dobre posunięcie. 

piątek, września 23, 2022

Witaj

Właśnie odkryłam, że dzisiaj jest równonoc (copywriterom piszący o tym, co trzeba zrobić, by nie dać się jesiennej chandrze mówię a kysz, sypię solą, robię krąg, no pasaran). 

Słońce przechodzi przez punkt Wagi. 

Z Kawiarenki się dowiaduję, że dnia tegoż zmarł Zygmunt Freud. A w X wieku urodził się Al-Mutanabbi, poeta, jeden z wielu twierdzących, że dawniej było lepiej, tak w każdym razie to leciało w tłumaczeniu Mickiewicza: Śród teraźniejszych ludzi smutne płyną chwile / Wolałbym żyć przed wieki, a dziś być w mogile / Czas ojciec, będąc młodym, naszych przodków stwarzał / A nas nikczemnych spłodził, gdy się już zestarzał. Yyyy, no nie wiem, zresztą wieszcz podlany winem mógł sobie to wszystko zmyślić. Ale czy to nie intrygujące, że od wieków niektórzy patrząc w ciemność łgają, że widzą? 

Odgarniam brzydkie. Witaj, jesieni.

środa, września 21, 2022

Nie pochowałam królowej

Poważnie. Rzeczywistość była ważniejsza i przez te kilka dni nie za bardzo mnie obeszły rytuały tożsamościowe. Zerknęłam jedynie w sieci jak Karol przełykał gulę, gdy mu śpiewali "God Save the King". Do tyłu jestem, no trudno.

Jak bardzo bym nie wspierała myślą i uczynkiem walki Ukraińców z rosyjskim okupantem, wiadomości z frontu też unikam. Jednak trzeba być przede wszystkim u siebie, zachować swoje poczucie dramatu wojny na czas, gdy to mi będzie głodno, chłodno i pod bronią. Inaczej można skończyć w wariatkowie, albo (co częstsze) na pillsach. Chodzi o to, żeby myśl odzwierciedlała stan za oknem, gdy jest to korzystne dla głowy. A u nas za oknem szczygły pasą się lawendowymi nasionami. Oczywiście, Putin powinien już umrzeć. 

Zauważyłam przez chwilę zawirowania na blogu (np. nie mogłam wejść ze swojego konta na "layout", żeby sprawdzić adresy obserwowanych blogów, bądź dodać/skasować zdjęcia w bocznej szpalcie), ale już wszystko gra i buczy. Takie momenty przypominają, że cały czas coś się w blogspocie zmienia, chociaż jako codzienni użytkownicy większości zmian nie zauważamy. Teraz inaczej się wkleja filmiki. No to wklejam:

God Save the Queen.

niedziela, kwietnia 10, 2022

Bułhakowa już czytać nie wypada?

Tak jak moje pokolenie, które II wojny na oczy nie widziało, było zatruwane głupotą nienawiści do języka niemieckiego, tak teraz nowe pokolenie wali w Ruskich. Koleżance-tłumaczce już jakiś czas temu postawiono pytanie, jak to tak ona może tłumaczyć literaturę rosyjską (choć odpowiedź jest prosta: a tak to, że skończyła odpowiednią filologię). Nie pocieszałam jej wówczas, bo uznałam ten przypadek za objaw umysłowej ociężałości po stronie pytającego, co czyni dowodzenie, że nie jest się wielbłądem, syzyfową pracą. Od tego dnia jednak już kilka razy przeczytałam wywody o kulturze rosyjskiej, jak to nie jest kulturą. Kultura jest słowem pojemnym, łatwo o nieporozumienia, szczególnie, gdy użytkownicy o logikę swoich wypowiedzi nie dbają. Tak więc, i to nie jest żart, część Polaków chcąc powiedzieć coś mądrego i na czasie, zaczęło się przyp**lać do nieżyjących rosyjskich pisarzy. Ogólnie rzecz biorąc rozumiem jako tako frustrację — wojna w Ukrainie jest także wojną informacyjną, której trafiły się nasze czasy ponowoczesne. Doceniam teraźniejszość, potrafię kulturę masową przyciąć do swoich potrzeb, ale są w niej zjawiska, które powodują, że mi się cofa. Potrzeba przyswajania okropnych wiadomości przez masy przywodzi mi na myśl sukces książek Mroza zgodny z ogólną makdonalizacją popkultury — dużo keczapu zabijającego inne smaki, głośna konsumpcja i szybki rajd od jamy ustnej do odbytnicy. Odbiorcy newsów wojennych przeglądają fotografie z Buczy i Irpienia, prześlizgują się po tragicznych headlineach i podejmują decyzje wartościująco-uogólniające tym sprawniej, im dłużej trwa wojna. Odnoszę wrażenie, że gdyby gwałty z wojny były streamowane, wielu nie przepuściłoby kliknięcia w żaden link, aby móc po tym napisać, że nienawidzą Ruskich, a wszystko to rzekomo dlatego, bo są wrażliwi, bo czują. Symptomatyczne dla kultury masowej jest, że obserwatorzy przypisują sobie emocje, które wydają się być intensywniejsze od emocji towarzyszących faktycznym uczestnikom zdarzeń. Widzowie przebaczają katom wolniej niż czynią to ich ofiary w programach reporterskich, widzowie są bardziej zakochani niż sami zakochani idole, widzowie duchem biegają szybciej po boisku niż najlepsi piłkarze. W związku z tym rzeczywistość w której widzowie przeżywają większe męki niż torturowani na prawdziwej wojnie Ukraińcy, wydaje się w zasadzie nieuchronna i potwierdza się w wirtualu każdego dnia — podczas, gdy ofiary wojny starają się nadludzkim wysiłkiem zbierać swoje życie do kupy, komentatorzy cierpią coraz większe katusze. I klikają dalej.

Co może (przynajmniej częściowo) ukoić rosnący ból klikaniowy? Skoro jest Putin, to wszyscy Rosjanie są źli, ich książki są złe, balet  jest do dupy. Radykalne oceny prostą receptą na bolące serduszko. Kuszące, ale ...

Moi rodzice żyją pod rządem PiSu, którego nie wybrali i niewiele mogą z tym zrobić. Z powodów osobistych (chwilowe przemieszczenie geograficzne nas spotkało) miałam ostatnio nieszczęście przez chwilę (czyli było jakieś szczęście w tym nieszczęściu) oglądać tv Republikę i wywiad z wesolutkim Ziemkiewiczem. Pomyślałam: toż i on jest Polakiem. Skoro go nie zabiłam, albo przynajmniej nie ogłosiłam co bym mu zrobiła, gdybym go spotkała (poważnie, są ludzie uważający się za dorosłych, którzy piszą takie sformułowania na ogólnodostępnych platformach, bo sądzą, że to dobrze o nich świadczy), czy świat powinien mi wybaczyć moje zaniechanie w sytuacji, gdy gówno faszyzmu wyleje się na Europę z mojej matczyzny? Poza głośnym wyrażaniem swojej opinii i braniem udziału w procesach demokratycznych, co mogłabym jeszcze zrobić, aby kreatury istniejące pod wspólnym szyldem "Polacy" przestały mnie kompromitować? 

Generalizacja podobnie jak przecenianie sprawczości jednej osoby zbyt często prowadzi na manowce, także w ocenie procesów historycznych. Czy Rosjanie są winni? Uważam, że tak. Ale są winni tym bardziej, im mniej się za obecną sytuację wstydzą. Każdy socjopata potrzebuje followersów, aby uczynić zmianę — spójrzmy na rozpirz made by PiS pod przywództwem Jedynego Wodza: cóż mógłby on zrobić bez Was, drodzy podczytujący mnie fascynaci Jarosława, Bezobjawowego Doktora Być-Może-Prawa-Raczej-Administracji? Wyborcy Putina, tak jak wyborcy Jarosława, żeniąc stare z nowym tęsknią za wielkością — w Rosji starsze pokolenie lepi do kupy umiłowanie cerkwi i cara z "mocarstwowością" ZSRR, w Polsce skleja się dziadków piłsudczyków z wybitnymi (jakim cudem, tego już nie wyjaśnia nikt) dokonaniami z życia w PRL-u. Tylko czy to oznacza, że ja też jestem winna, bo mam dowód identyfikacyjny z orłem w koronie? Postuluję gradację przewin i szukam w głowie, co mogłoby mnie w takiej niefartownej sytuacji usprawiedliwić. Może niesłusznie uznaję, że jestem winna trochę mniej, nalegam jednak stanowczo, żeby się odczepić od umarłych polskich literatów i artystów.

PS. Uważam, że sankcje gospodarcze są słuszne. Nie traktuję ich jako zemsty na Rosjanach, to skuteczna forma nacisku, gdy nie jest dziurawa jak ser szwajcarski. Nienawiść do Rosjan zostawiam ofiarom.

sobota, marca 12, 2022

Dalsza część tumultu

W czasie wojny za naszą wschodnią granicą Beria przepchnął z pomocą pani Julii decyzję, że przepis Konwencji o ochronie praw człowieka jest niezgodny z konstytucją. Tytuł poprzedniej notki sam się ilustruje w czasie realnym. Wprawdzie Franek Papież nic sensownego w temacie wojny nie obwieścił, ale o dziwo, inaczej niż w przypadku niedawnego kryzysu imigracyjnego, Caritas ruszyło z tacą na złamanie karku. Na blogowisku atmosfera gdzieniegdzie bożonarodzeniowa, co trochę natykam się na rozrzewniające historie, jak to nie doceniamy, że nam tak dobrze (nie wiem o kim to, bo ja doceniam), wyborcy PiSu pieją, że nasz kraj znowu jest liderem (tym razem w pomaganiu cudzymi rękami i zbiórkami obywatelskimi), następują też spijania sobie z dzióbków pań, które do niedawna żarły się na potęgę. Co poniektórzy blogerzy płci raczej męskiej przodują w odróżnianiu cierpienia ludzkiego od cierpienia zwierząt, cierpienia kobiet od mężczyzn oraz białych od tych w inny deseń. Gdzieś niedaleko jest świat absolutnie strasznych wyborów i ogromnych strat w każdym departamencie. Zastanawiając się, gdzie w tym wszystkim siedzi Breżniew, sprawdziłam wiadomości. A jednak wylazł, ten co to od kilku lat buduje, buduje i zbudować nie może. Wylazł i coś tam bredził. Jak w artykule Pacewicza w oko.press: 

Prezes PiS liczy na to, że strach i niepewność, jaką przeżywamy w związku z rosyjskim zagrożeniem, uruchomi konserwatywny odruch nacjonalistyczny z odwołaniem do tradycyjnego zestawu wartości spod znaku „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Oby nie, bo biada nam. Na kogo to działa na tego działa (to tak á propos spijania sobie z dzióbków), ale da się stworzyć inną wspólnotę, ludzi pomagających obcym w sytuacji bezwładu i niegodziwości władzy, która ukradła już prawie wszystko, co było do ukradzenia i teraz pokazuje biedakom podszewki swoich kieszeni. Wspólnotę inną także w wymiarze duchowym, opartą na empatii w miejscu mętnej obietnicy lepszego życia w zaświatach.

Mówię: Bób, Hummus, Włoszczyzna.

***

flat white.
Costa at N52, Dundalk.
26/02/22.

cappuccino.
Borzalino, Drogheda.
10/03/22.


wtorek, grudnia 14, 2021

Świątecznie

Nie przygotowuję, nie sprzątam, nie piekę, czytam.
Czytam dalej: Ciast będzie tylko pięć.

Tematyka świąteczna wjechała na stół. 

A my byliśmy w weekend u Ruby Ellen:

green tea.
11/12/21.


cappuccino.
11/12/21.

Było przewidywalnie miło w środku i szaro-mokro na zewnątrz. Piekę nic. Zapowiada się, że na święta będziemy z mężem w dwóch różnych zakątkach Europy. Gdy podglądam kwestie pandemiczne, to mnie oczywiście fakty denerwują, bo wiadomo, jak teraz jest z przewidywaniem, planami i lataniem (dodajmy do tego jeszcze zimowy wiatr). I wtedy sobie nucę to:

Father Ted & Father Dougal — My Lovely Horse.
Mój kochany koniu 
Biegnący przez pole 
Gdzie tak pędzisz
Ze szczotkami powiewającymi na wietrze? 

Chcę obsypywać Cię kostkami cukru, 
I przeskakiwać z Tobą przeszkody,
Polerować Ci kopyta każdego dnia, 
I zabierać do końskiego dentysty.

Mój kochany koniu, 
Nie jesteś już kucykiem.
Biegasz w koło
Z mężczyzną na plecach
Jak pociąg w nocy, tak, 
Jak pociąg w nocy ...

Gdyby ten song dostał się na Eurowizję, głosowałabym.

wtorek, grudnia 07, 2021

Spijanie śmietanki

Sztorm nad nami przechodzi, wysłali mnie do domu, bo kto to widział, taki sztorm. Tak więc mogę pisać i pisać, jeno o czym tu? Tematów jest po prostu za dużo, bo i o propozycji rejestracji ciąż w matczyźnie słyszałam, i o przypadku kobiety, której odmówiono aborcji w Białymstoku na podstawie "medycznej" diagnozy Ordo Szuris, wieści o koncercie #muremzapolskimmundurem też, a juści, dotarły łączami na wyspy, więc wiem, że Edzia znowu jest podpuchnięta ze wzruszenia, a gdyby tak dodać do tego sam nie-rząd i niedawne wystąpienie naszego Breżniewa ... sami rozumiecie, musiałabym się powtórzyć, a ponieważ i tak się powtarzam, to dzisiaj się nie powtórzę 😁 W Irlandii może być lockdown w którymś momencie ... czy ja się nie powtarzam?  Tubylcy imprezują, suszy ich znaczy się. No cóż, powtarzam się. Rzeczywistość bywa monotonna.

Blogowo bym się nacięła. Myślę sobie, teksty spore, pomoce wizualne spoko, zagadam, może się czegoś dowiem. No i fajno, nawet niby rozmowa miła, ale że obserwować lubię zawsze dłużej, no to sobie czytam post drugi, trzeci, czytam komentarze pod nimi, i brew mi się coraz bardziej unosi, komentatorów też rozpoznaję, ale nie ma się z czego cieszyć. Jak doczytałam pod kolejnym postem pandemiańskim coś o oazie normalności w miejscu tymże, to jednak zwrot o 180 stopni i za czapeczkę foliową podziękuję, bo to sporo przypadków klinicznych i nie czuję się na siłach ... kochana, mówię do siebie z czułością, nie znasz się i masz życie.

Życie polega na tym, że czasami wychodzimy z domu razem, aby nieść innym ewangelię codzienności:

01/12/21.

Częściej jednak nie możemy się zgrać. Jestem obibok, zaś u małżonka furczy, aż nie ma czasu się chwalić, więc go chwalę ja: Kraciasty zakończył w listopadzie bardzo długi projekt, który był w toku jeszcze przed naszym spotkaniem w barze na Rydygiera 25 we Wrocławiu, czyli zanim wyleciałam na miotle w dal siną, wyfroterowałam język i nabyłam męża. Nakręcić pełnometrażowy film społeczny z budżetem 0 zł (słownie: zero) to nie byle co, droga publiczności. Szczególnie, gdy to pierwszy film w życiu, pierwszy scenariusz w życiu i przy okazji jest się za biednym, żeby komukolwiek z kilkudziesięciu uczestników projektu za cokolwiek zapłacić, więc są za to amatorzy (w jak najbardziej pozytywnym sensie) jak pchły w pudełku po zapałkach. Dokładając własne pieniądze, talent, czas i nerwy, Kochany dopiął w końcu swego i prawie cztery lata po ostatnim klapsie na planie zadziałała magia kina — porozrzucane w czasie sceny i skrawki melodii sklejone w jedno nabrały sensu i emocjonalnego wyrazu. Na dodatek widnieję w napisach końcowych jako co-montażystka, łatwo poszło, nepotyzm bywa rzeczą przyjemną, gdy to my jesteśmy jego beneficjentami. A teraz moje Słońce jest zarobione i rano pękła mu sznurówka w lewym bucie.

Poza tym znowu jesteśmy w grudniu. Czyż życie nie jest absurdem? To zaiwanianie czasu coraz bardziej mnie zaczyna wkur**iać, jesteśmy młodzi i tak ma pozostać! Wobec tego dzisiejsze trzecie szczepienie Kraciastego dawką przypominającą, które się należy rezydentom 50+ jest podejrzane. Wyobrażasz sobie Kochany cuś takiego na tym świecie?

Życie polega też na tym, że czytam, oglądam i słucham. Męczę się nad Mannem Tomaszem, więc nie polecę, ale obejrzałam nareszcie "Boże Ciało" (2019) Komasy, który dla mnie jest o tym jak ważna jest psychoterapia i ile mogłaby zmienić w życiu człowieka potarganego przez los, gdyby tylko była. Z melodii płyta Karoliny Cichej, "Tany", jest jak pianka na cappuccino.

Karolina Cicha — Zaszumiała w sadeńku traweńka.

czwartek, lipca 08, 2021

In a cup of ... i szczypta kontrowersyi



green tea.
Location: Fitzpatrick's Bar, Rivervale, Doolin, Co. Clare.
Time: yesterday around 1 pm.

Mężowie są różni, mój jedzie o kilka godzin wcześniej w kierunku pracy, żeby pójść ze mną na klify Moheru. A skoro już jesteśmy niedaleko, zaliczyliśmy obiad w lokalnym pubie. Nadal są obostrzenia i nie można jeść wewnętrz restauracji (miało się to zmienić w tym tygodniu), na szczęście wczoraj było dla nas miejsca w sam raz w pubowym ogródku. Dzisiaj rano Taoiseach (premier) Martin ogłosił, że 2 mln obywateli jest zaszczepiona w pełni, wśród dorosłych rezydentów Irlandii 70% przyjęło przynajmniej jedną dawkę. Jestem w tej drugiej grupie, podczas wczorajszej podróży dostałam wiadomość tekstową z informacją kiedy i gdzie będę szczepiona drugim Pfizerem.

Krowa z klifów:


***
Z komentowania polityki się nie wymiksowuję, po prostu mam inne spojrzenie. Ostatni tydzień w polskiej blogosferze to powrót Tuska do ojczystego bagienka. Uważam go za polityka światowego formatu, jednego z niewielu jakich mamy na tym poziomie, który (bez żartu) ciągle się uczy (choćby angielskiego). Myśl "po co mu to?" natychmiast odrzuciłam czując, że pachnie to patronizującym demoludem. Dla zabawy. Bo przecież nie dla ratowania Ojczyzny, co jest tak samo bezsensowne jak głupio i napuszenie brzmi. Choćby po to, aby poczęstować paru kmiotów ciętymi ripostami, które musiał trzymać za zębami, gdy był przewodniczącym RE. Dla zabawy, i niech tak będzie.

Drugi temat też jest zgrany. Może nie powinnam tak pisać, gdy chodzi o palenie kościołów w Kanadzie. A może powinnam. Bo przecież w polskiej prasie niewielu zainteresowałaby kwestia dziecięcych grobów, gdyby nie palenie kościołów. Poważnie, ilu blogerów tknęłoby temat bez tej sensacji? Wszystko to już było. W Kanadzie akurat były szkoły z internatami wykorzeniające rdzennych mieszkańców z pomocą kościołów chrześcijańskich (na wiki można poczytać o Canadian Indian residential school system), w Irlandii groby przy domach Matki i Dziecka (kościołów nie palono, wieszano przy nich dziecięce buciki, więc Polaków obeszło to dopiero, gdy buciki pojawiły się i w Polsce — interpretacja wiernych? Obraza uczuć religijnych). Każda instytucja pozbawiona kontroli jest zdolna do potworności. Element religijny sprawiał, że kontrole odkładano w nieskończoność tworząc atmosferę absolutnej bezkarności, a urzędnicy (zakonnice, księża) torturowali w imieniu boga i nie wątpię, że byli w tym szczerzy jak złoto, ponieważ 1) każdy bóg mówi to, co sobie chwilowo ukaprysi jego wyznawca, stąd tak wielu jest ekspertów od słowa bożego, a relatywnie tak niewielu od nauki, 2) żadna religia nie czyni ludzi lepszymi, ona daje im poczucie przynależności, co sprawia, że lepiej się czują. Ale o tym też już pisałam.

To może (dzisiejsze) morze?
Zamiast odsypiać krótką noc, rano wybrałam się na spacer, bo u nas też jest pięknie:

wtorek, kwietnia 06, 2021

Na okrągło

Z czasów, gdy istniały jeszcze blogi na onecie i bloxie, wyniosłam wiele nauki o ludziach. Z jednym autorem, który zawsze pisał komentarz dopiero po przeczytaniu i przemyśleniu całego posta oraz nigdy się nie podlizywał, było mi po drodze, choć tak jak i on u mnie, nie pisałam czegokolwiek pod jego tekstem byle odhaczyć listę obecności. Kilka lat istnieliśmy równolegle, czasami wymieniając myśli, zajmując się swoimi sprawami. Człowiek znajduje najlepiej, gdy nie szuka. Mój mąż, którego w realu nie boją się ani dzieci, ani koty, obchodzi dzisiaj urodziny.

sobota, grudnia 12, 2020

In a cup of ...


 




flat white with caramel.
Location: Battle of the Boyne site, Oldbridge, Co. Meath.

Od tego siedzenia w domu dostaję marazma. Tak oświadczyłam mamie: mąż mnie zaraz wyprowadzi na spacer. Wyspacerował, i voilà, już mi lepiej. 

***
Przeczytałam na ofeminin list dramatycznie zaanonsowany " W tym roku świąt nie będzie, bo mam dość bycia kucharką i sprzątaczką". W listy do gazet jestem niewierząca, widzę oczami wyobraźni copywriterki zakwaterowane w mikroapartamentach (bo wszędzie blisko, do kawiarni, do klubu dyskusyjnego), które zmyślają tematy pijąc soki przez słomkę (bo kwasy) i machając w powietrzu nóżętami. Problem mnie nie dotyczy, ale zaczęłam dumać nad źdźbłem prawdy. Jeszcze nie czytałam bloga prowadzonego przez mężczyznę lub nastolatka, w którym autorzy martwiliby się jak zorganizować święta. Owszem, czytałam rozważania o tym, jaki dostanie się prezent albo, że dawniej święta "były robione" lepiej, nie to, co teraz. Nigdy jednak nie o tym jak tu sprawnie zorganizować zajebanie się własnymi planami uszczęśliwiania innych. Jak mawiał klasyk, coś w tym musi być.