Pączek. Ostatnia z oddziału osłonowego WZW (propagandowych zakładów wydawniczych działających w latach 1940-45). "Milcz, głupi chłopie!"
środa, sierpnia 19, 2026
wtorek, lipca 21, 2026
Stany zjednoczone
Wielu ludzi go uwielbia, bo w głębi duszy chcą być prości i wulgarni, ale ich formuły cywilizacyjne im na to nie pozwalały. Teraz tama pękła, można wszystko. Nadmiar, nihilizm, amoralność są jak najbardziej dopuszczalne. Wszystko jest trywialną rozrywką. Stany Zjednoczone osiągnęły „Nowy wspaniały świat" Huxleya pięćset lat wcześniej, niż zakładała książka.
Trump musiał wygrać. Jego druga kadencja może jest szokiem, ale na pewno nie niespodzianką. (...) on jest tak popularny, bo powiedział ludziom wprost, że mogą nienawidzić drugiego człowieka. Wprost, bez żadnych filtrów cywilizacyjnych. Po prostu empatia jest zła, głupia, bez sensu. Chcesz, to wylej na innych nienawiść. Czarni, kobiety, niepełnosprawni, imigranci — nie ma znaczenia.
Cały wywiad jako mini analiza trendów politycznych wyznaczanych przez zmiany kulturowe ciekawy (choć nie zgadzam się detalach, np. w tym, że Trump "musiał" — to czyste przekonanie post factum). Czy społeczeństwo konsumpcyjne będzie miało kolejnego prezydenta jak z kreskówki, bo poziom absurdu musi rosnąć? Obserwując sytuację, gdy osoby z umiarkowaną niepełnosprawnością intelektualną piszą dzięki SI coraz dłuższe wpisy blogowe, a inni na poważnie im odpowiadają, albo czytając o kolejnym hotelu w typie Gołębiewskiego powstającym jako szczyt marzeń człowieka prostego o wakacjach, patrzę w przyszłość z niepokojem.
poniedziałek, kwietnia 13, 2026
Wiadomości z tygodnia
W Irlandii trwają protesty mające na celu obniżenie cen paliwa. Oczywiście dołączyła się skrajna prawica, która wprawdzie jest przeciwko kontroli rządu, gdyż wolność, ale żąda, żeby rząd coś zrobił, ponieważ to nie ona jest w rządzie. Irlandzkim kolokazjom to zapewne wystarcza.
Węgrzy się obudzili. Dosłownie.
No i co ten Leoś w Watykanie wyprawia? :D
Z psychologicznego poletka: jak to się stało, że się stało to, co się stało w/z USA? W artykule The Irish Times autor przywołuje pięć mechanizmów, które mogą wykoleić politykę państwa: iluzja kontroli, podstawowy błąd atrybucji (kulturowo motywowany: ludzie Zachodu przeceniają czynnik indywidualny), spadek IQ w grupie, iluzja wyższości, kompleks boga.
niedziela, marca 29, 2026
Co jest a co nie jest antysemityzmem?
Ach, częściowo rozmową z Teatralną, a bardziej wczorajszy wpis Dehnela zachęcił mnie do zagadania o czymś, o czym nie piszę, choć dzieje się cały czas. Pisarz m.in z grubsza nakreślił czym jest antysemityzm (równie dobrze opis ten mógłby służyć jako zawężenie dla antypolonizmu czy rasizmu); antysemityzm ...
Jest bardzo konkretnym poglądem: że ludzie mający jakąś etniczność/narodowość są immanentnie gorsi (fizycznie, etycznie, itd.), przy czym chodzi o niezbywalną esencję, a nie np. o kwestie kulturowe (które się zmieniają historycznie i społecznie – wszyscy się zapewne zgodzimy, że Polacy za PRLu mieli większą skłonność do dawania i brania łapówek, niż obecnie, ale nie jest to „cecha narodowa” czy, tym bardziej, niezbywalna cecha leżąca „we krwi”)
U Teatru napisałam w komentarzu mniej więcej:
Krytykowanie rządu Netanyahu nie jest antysemityzmem, to ocena zjawiska, do czego każdy ma prawo. Ale jednak uważam, że poparcie dla Palestyny wśród bardzo młodych ludzi (oraz wśród paru starych bab ;)) za często jest nową odmianą odziedziczonego antysemityzmu. Palestyńczycy są muzułmanami, jednak fiksacja muzułmańska jest w Polsce nadal słabsza od fiksacji żydowskiej i w tym przypadku niektórzy zapominają, jakiego wyznania w większości są Palestyńczycy, bo tak jest im wygodnie (w innym kontekście zapominają, że Jezus był Żydem, bo też tak jest im wygodnie). Jest to bardzo ciekawe zjawisko. Możesz zobaczyć więc jak ktoś w jednym poście łka nad dzieciątkami z Palestyny, a w drugim żąda, aby natychmiast wydalono z Europy te muzułmańskie wszy :)
Jest więc tak, że nienawidząc zarówno Żydów jak i muzułmanów, najpierw używa się tych drugich, żeby zaatakować tych pierwszych, a tych drugich atakuje się już z definicji ... bo przecież "Islam zalewa Europę".
Podobnie jak ludzie nie rozróżniają rasizmu od uzasadnionej krytyki zjawisk (i żyją w przekonaniu, że nie są rasistami, choć klną na jakieś czarne bydło, robactwo roznoszące choroby i przemoc, mocno przekraczając dopuszczalne w tekstach reguły hiberbolizowania i kręcenia dramy dla rozrywki), nie rozróżniają antysemityzmu od uzasadnionej krytyki. Izrael atakujący Palestynę ze względu na to jak ją atakuje, stoi w tym konflikcie (podobnie jak USA) po ciemnej stronie mocy. Ale to nie znaczy, że Shoa się nie wydarzyło, to nie znaczy, że Żydzi mają małe, złe oczka, garbaty nos i "ja zawsze wiedziałam, że nie można im ufać". Zdaję sobie sprawę, że jako gatunek mamy wrodzoną skłonność do syntezy, a co za tym idzie uogólniania rzeczywistości do prostych haseł (każdy tak ma, tylko może w różnych tematach, ja np. mam bardzo radykalne wyobrażenie o grupie kiboli; mam też zestaw ogólnych haseł, epitetów czy powiedzeń, które czasami przenikają do moich postów i które ze względu na powtarzalność traktuję jak starych znajomych; ci moi lingwistyczni znajomi mogą jednak brzmieć dla postronnych źle, zbyt ostro). Czy rasizm albo antysemityzm mają rozmyte definicje? Raczej nie. Powiedziałabym, że zgodnie z ludzką skłonnością do upraszczania, są one dość precyzyjne i logiczne. Owszem, możemy granice definicji rozmywać, świadomie lub nie, gdy nie podoba się nam przeczucie, że może właśnie wpadamy do brzydkiego wora.
Istnieją Żydzi, wyobraźta sobie ludzie, którzy nie zgadzają się z polityką Netanyahu, nie popierają ataków, uważają, że cała ta wojna jest wielkim błędem (znowu "cała ta wojna" to duży skrót myślowy, konfliktów jest kilka, mam tu na myśli przemoc w Strefie Gazy oraz ostatni atak na Iran). Wydaje się też, że działa tu czynnik oddalenia. Żydzi w USA statystycznie rzadziej popierają wojnę w porównaniu z Żydami, mieszkańcami Izraela, którzy obserwują pewne sytuacje na miejscu (oraz mają mocny fundament w nacjonalizmie wsączanym na etapie szkolnym). Nic nie jest proste.
niedziela, marca 01, 2026
O snobizmie
Cytat znaleziony u Hebiusa:
Ludzie mają potrzebę wyrażania siebie, zaistnienia, bycia wyjątkowymi. Myślą sobie – nie potrafię grać na żadnym instrumencie, nie potrafię tańczyć, to może… pisanie! Pisać umiem, bo przecież w szkole się nauczyłem…
Ludzie, czytając, uczą się. Potem wydaje im się, że skoro ktoś pisze książki na poziomie wypracowań z podstawówki, to dlaczego i oni nie mieliby spróbować sił jako pisarze?
sobota, lutego 21, 2026
Świat poza pałacem
W mijającym tygodniu (już nie książę) Andrew Mountbatten-Windsor chwilowo znalazł się w areszcie w związku z danymi ujawnionymi w aktach dotyczących Jeffreya Epsteina (Windsora zatrzymano pod zarzutem nadużycia stanowiska publicznego; pobyt na posterunku policji w Aylsham, Norfolk był krótki, procedury trwały około 11 godzin). Poniższe zdjęcie zostało zrobione przez reportera Reutersa, Phila Noble, gdy nie-książę w dzień swoich urodzin opuszczał posterunek:
Podobno jest to pierwszy przypadek w czasach nowożytnych, oczywiście po roku 1649, gdzie wysoki rangą członek rodziny królewskiej został zaaresztowany (tutaj streszczenie BBC News). Listy Fergie do pana E również są pod lupą brytyjskich mediów. Nie decydując kto i jak jest winny (Epstein był psychopatą z najwyższej półki, świetnie manipulował ludźmi, ale też dobrze zacierał ślady), zadaję sobie pytanie: jak to jest doznać nagłego zderzenia z rzeczywistością po dekadach funkcjonowania w bańce, otulinie organizowanej przez państwo? Chyba bardzo szokująco.
Tymczasem, w USA, gdzie Epstein miał swoją bazę, Pomarańczowy trzyma się ściany.
sobota, stycznia 31, 2026
Ustawa o zawodzie psychologa
Odsyłam do Innego Głosu:
- O ustawie na temat zawodu psychologa.
- O ustawie na temat zawodu psychoterapeuty.
Chcę dodać sama dla siebie moment olśnienia. Ach. Skończyłam studia na pewnej bardzo drogiej uczelni, gdzie w pierwszym tygodniu wyjaśniono mi jaka jest różnica między psychologiem, psychoterapeutą i psychiatrą. Po raz enty sobie powtarzam: Świechna, to, że Ty wiesz, nie znaczy, że inni wiedzą. Zapamiętej to sobie dziewczyno! Dziwiło mnie niepomiernie, gdy kilkakrotnie (naprawdę wiele razy, nie mówię o jednym przypadku) osoby twierdzące, że były na terapii, nie umiały odpowiedzieć w jakim nurcie ta terapia, co miała na celu i ogólnie jaki mieli kontrakt. Ach dziwiłam się, a dziwiłam, mądrowałam, a mądrowałam, nawet podejrzewałam samą siebie o wychodzenie przed szereg, bo wiadomo powszechnie, że nosa zadzieram — rozmawiam z kimś, kto chodzi i chodzi, i nic z tego nie wynika, nawet nie brzmi jak osoba, która wie o sobie odrobinę więcej. O so cho? I proszę, w styczniu roku 2026, czytając krytykę propozycji nowych przepisów, doznałam oświecenia! Jeśli naprawdę w Polsce jest tak duża grupa psychologów, którzy bez studiów psychoterapeutycznych twierdzą, że prowadzą terapię, albo gniecie ich, że psychoterapeutą może być osoba z innymi studiami niż psychologiczne, ale obowiązkowo taka osoba musi być po studiach psychoterapeutycznych, to drodzy państwo, jesteśmy w czarne dupie. Brak zrozumienia dla tego, co można usłyszeć/dosłyszeć (a może, ktoś ku*wa spał?) na kilku pierwszych wykładach na studiach psychologicznych po-ra-ża. A jeszcze, gdy do tego dołożę praktyki "psychoterapeutek" po kursach internetowych, na zasadzie se malowałam po numerkach, se haftowałam-wyklejałam diamencikami, uwaga, teraz będę nauczać biologii totalnej, powoduje, że nakrywam się kopytami. I to nie ze śmiechu.
PS. Nie dalej jak w środę przyjaciółka zapytała mnie co sądzę o "psychoterapii" Hellingera (daje ponoć genialne rezultaty ;)). A wiecie, że na podstawie tego, co napisał Jung przepowiada się przyszłość? Mówicie, co wam się śniło i od razu osoba uczona w Jungu Wam powie, czy za tydzień spotkacie wysokiego blądyna, czy jednak nie. Nie wiedzieliście, to już wiecie. Ku*wa, ja pier***!
niedziela, grudnia 21, 2025
Najkrótszy dzień
Delektuję się nim wstawszy wcześniej niż trzeba.
Mamy XXI wiek (brzmi mi echem niejasny cytat z jakiejś opowieści przecież mamy XIX wiek!), ale nie oznacza to, że każdy w Europie definitywnie uciekł od domowego niewolnictwa na tle którego Ja się nie znam na polityce, ale mąż powiedział, że ... jest zdaniem całkiem normalnie brzmiącym dla wypowiadającego (postęp to sprawa ulotna, będą się z nas kiedyś śmiały przyszłe pokolenia). Stąd też pochodzą, z tego zapyziałego zakątka męskiej władzy, tak myślę, pytania na złą melodię, co niewierzący obchodzą w czasie świąt Bożego Narodzenia. Potrzeba, aby podzielić świat na grupy my-oni, jakbyśmy nie byli wystarczająco oddzieleni, gdzie my to ci lepsi, ci "a mąż powiedział", "a córka taka mądra (onanizuje się do zdjęcia świętego Charliego Kirka)", "a proboszcz to na mnie przed kościołem czekał (jestem wybrany, jestem namaszczony, ludzie tak mi zazdroszczą, zerkają, mówią oj oj)" wynika z jakiegoś cierpienia, ale cóż, podstawowa zasada brzmi: nie rzucać się z pomocą na ludzi, którzy o to nie proszą. Od jakiegoś czasu poczynam obserwacje następujące: przesycony religijnym mistycyzmem język Irlandzkich kobiet nie dotyka mnie negatywnie. God bless you. Niech bless. Biorę bless jakim jest, nie odwracając monety słowa na wszystkie strony. Inaczej mam w Polsce: nakładam na siebie pewne ograniczenia w temacie wyrażania własnej duchowości, żeby mnie dusze nieszczęsne nie uznały za "poszukującą", żeby im nie zaszkodzić, nie utwierdzić w błędzie, żeby się do mnie nie przylepiły, nie zaczęły nade mną "pracować", żeby nie stać się centrum cudzej nadziei o niczym, albo milczącym słupem z grupy "my".
wtorek, października 28, 2025
Dwa sny
Prawie nie odczułam zmiany czasu na zimowy, nie tylko w niedzielę spałam dłużej, ale jeszcze, gdyby nie zegarki, które trzeba przestawić ręcznie, jedynym elementem wzbudzającym moją czujność byłyby zapewne wcześniejsze wschody słońca. Zaczęłam się zastanawiać na ile rzekome męki psychiczne związane ze zmianą czasu na zimowy są faktem medialnym, a na ile zjawiskiem istniejącym niezależnie od tego, co wypada poruszyć w small talku (to duży temat u mnie ostatnio: co jest rzeczywistością, a co tylko opowieścią o rzeczywistości). Poza tym przypomniałam sobie o temacie pokrewnym: badaniach amerykańskiego historyka, A. Rogera Ekircha, z których wynika, że w średniowieczu ludzie spali na raty — szli spać wcześnie, po czym budzili się w środku nocy, coś tam robili, następnie udawali się na "drugi" sen. Jakiś czas temu tę powszechnie przytaczaną teorię poddał krytyce brytyjski psychiatra, Niall Boyce. Sugerował on, że poza zauważalną selektywnością, niektóre przykłady Ekircha mogą być po prostu nadinterpretacjami sytuacji opisanych w czasach przedindustrialnych. Jego analiza jest ciekawa. Czy były dwa sny, czy ich nie było, od zawsze przeżywałam takie noce, gdy budzenie się po kilku godzinach, czas względnej przytomności umysłu i ponowny sen, odbierałam jako zjawisko naturalne i pokrzepiające. Najtrudniejszy jest dla mnie sztywny grafik, przymus wstawania o określonej godzinie, który nawet w sytuacji, gdy jestem dobrze wyspana, odbieram bez entuzjazmu.
O badaniach Ekircha tutaj pisze Zaria Gorvett.
Artykuł Nialla Boyce'a, "Have we lost sleep? A reconsideration of segmented sleep in early modern England", 2023, doi: 10.1017/mdh.2023.14sobota, października 25, 2025
Czy wygląd artysty wpływa na odbiór jego muzyki?
XIX Konkurs Chopinowski zakończył się już jakiś czas temu, prawie go nie śledziłam, choć akurat dwa razy natknęłam się na kontrowersyjnego laureata nagrody, Erica Lu. Czy powinien wygrać, czy nie powinien wygrać, tego nie rzeknę, mądrzejsi ode mnie, którzy zęby zjedli na Chopinie, podejmowali tę decyzję. Prawdę powiedziawszy, moją uwagę lepiej potrafił na sobie skupić Dawit Chrikuli. Ale miałam z tyłu głowy inne pytane, mianowicie, czy miny wykonawców, ich wygląd, w jakiś sposób wpływają na odbiór muzyki przez słuchaczy i na opinię jurorów. Czy wiek ma znaczenie? Czy starszym panom dlatego tak podobała się muzycznie Tianyao Lyu? Ciekawe zagadnienie.
Miejsce czwarte ex equo z Lyu zdobyła Japonka, Shiori Kuwahara. To jej słucham o sobotnim poranku, tutaj jej występ z poniedziałku (Polonez-Fantazja As-dur op. 61 i Koncert e-moll op. 11):
środa, października 01, 2025
sobota, września 20, 2025
Dwa razy A
O alkoholu w Polsce, tekst za Racjonalny Psycholog:
Alkoholu nie piję od 4 lat.
I nie, nie „miałem problemu”.
Nie uratował mnie terapeuta, nie obudziłem się w rowie, nie dostałem ultimatum od bliskich.
Po prostu przestałem.
I od tamtej pory czuję się, jakbym chodził po świecie do góry nogami.
Bo za każdym razem, gdy mówię “nie piję”, widzę to samo:
Uniesione brwi. Podejrzliwość. Śmiech.
A potem to cudowne, klasyczne pytanie:
“Ale… coś się stało?”
Nic się nie stało.
Tylko w tym kraju musisz się tłumaczyć z abstynencji, a nie z faktu, że regularnie wlewasz w siebie truciznę mącącą zmysły i nazywasz to “relaksem”.
To ci, którzy nie piją, są postrzegani jako dziwni.
Nie ci, którzy tłuką się po klatkach, rzygają po taksówkach i wyzywają ratowników medycznych na SOR‑ze.
A potem słucham, co się dzieje na sesji Rady Miasta Warszawy i serio zaczynam rozumieć, czemu ludzie piją. Bo trudno znieść ten poziom hipokryzji na trzeźwo.
Wiesz, co powiedzieli? Że zakaz nie może wejść wszędzie, bo problem nie jest ogólnomiejski.
Aha.
Czyli jakbyś miał nowotwór tylko w jednej nodze, to reszty organizmu leczyć nie trzeba? Bo zdrowa?
Alkohol w Polsce nie jest dodatkiem.
Jest fundamentem.
Klei relacje, zabija samotność, zamula myślenie.
To wódka mówi „kocham cię”, to piwo rozwiązuje języki, to whisky zagłusza lęk.
A my stoimy i się kłócimy: 22:00 czy 23:00?
Dwie dzielnice czy cała Warszawa? A może kraj?
A może referendum, a może ankieta, a może nic, bo przecież „nie każdy pije do nieprzytomności”.
Nie.
Nie każdy.
Ale wystarczająco wielu, żebyśmy przestali udawać, że to tylko margines.
Którzy są wystarczająco głośno, żeby zagłuszyć tych, którzy chcieliby mieć po prostu spokojną noc, czystą klatkę schodową i SOR, który ratuje ludzi, a nie wytrzeźwiających imprezowiczów.
To nie ja powinienem się tłumaczyć.
To system powinien się w końcu zawstydzić.
Bo jeśli w miastach jest więcej sklepów z alkoholem niż przedszkoli, jeśli sklep nocny to centrum życia towarzyskiego, a najczęściej powtarzanym argumentem przeciw zakazowi jest „bo będzie gorzej”, to nie mamy problemu z zakazem.
Mamy problem z normalnością.
No ale nie po to podnosimy akcyzę i liczymy miliardy z butelek, żeby teraz robić jakieś zakazy, prawda? Gdyby ludziom naprawdę przestało się opłacać chlać, to komu byśmy wciskali tę iluzję wolności?
I nie, nie jesteś wolnym człowiekiem, jeśli twoja wolność kończy się tam, gdzie zamykają monopolowy.
Jesteś uzależniony.
A całe miasto ci w tym sekunduje.
Więc nie pytaj mnie więcej, dlaczego nie piję.
Zacznij się zastanawiać, dlaczego ty musisz.
O architekturze: tymczasem w Gazecie Wyborczej Emilia Dłużewska pisze o architektonicznych upodobaniach Pomarańczowego. Otóż, budynki rządowe mają być w stylu monumentalnej klasyki. Autorytaryzm w sztuce? Albert Speer i monumentalne ruiny, ktoś coś? Polonia, która głosowała na tego człowieka, cuchnie.
sobota, września 13, 2025
Ludzie i Kosmos
Prywatnie mijający tydzień był gęsty od zdarzeń, na świecie również działo się. W nocy z wtorku na środę, kilkanaście dronów bojowych wleciało na teren Polski; Tusk stwierdził ta sytuacja stawia nas bliżej niż kiedykolwiek otwartego konfliktu po II wojnie światowej. Kurz po całym zdarzeniu jeszcze opada. Wydarzenie konsoliduje UE, jednocześnie pokazując orientację Pomarańczowego. Amerykański wóc już zawyrokował, że to mogło być przez przypadek. Potwierdzam przeczytaną gdzieś myśl, że postawienie go przed mapą i prośba o wskazanie kilku krajów o których tłituje, byłoby ciekawym eksperymentem.
W związku z tym, interesujące jest również obserwowanie blogosfery, działań zupełnie prywatnych ruskich onuc, które są przeciw, ale również za.
***
Tego samego dnia w Physical Review Letters opublikowano pomiary, które są jak do tej pory najmocniejszym potwierdzeniem hipotezy Stephena Hawkinga na temat natury czarnych dziur. Materiału potwierdzającego dostarczył jeden z sieci interferometrów LVK (detektorów fal grawitacyjnych), LIGO, zlokalizowany w USA. Interferometr zarejestrował zderzenie dwóch czarnych dziur o masach wielkości 30-40 mas Słońca, kolizja miała miejsce ok. 1,3 miliarda lat świetlnych od Ziemi (sygnał fali grawitacyjnej o nazwie GW250114 do podejrzenia tutaj).
piątek, września 05, 2025
A może nauka?
U Teatralnej wersja polska, to u mnie oryginał:
niedziela, lipca 13, 2025
Efekt Nawrockiego?
W Polsce bardzo sporo osób ma niskie poczucie własnej wartości, za co w dużej mierze odpowiada Kościół. Religia katolicka jest oparta na przeświadczeniu, że człowiek jest mały i grzeszny, a bez Boga nic nie znaczy. Nawrocki był przedstawiany jako kandydat z "dołów społecznych", były "dobry chuligan", chłopak, któremu udało się przebić. Z kolei Trzaskowski był tym wykształconym, czującym się lepszym od ludu. Myślę, że w jakiejś mierze z tego względu Polacy, którzy sami myślą o sobie źle i mają niską samoocenę, zagłosowali na kandydata PiS. Teraz część społeczeństwa zaczyna to dostrzegać i upatrywać przyczyn tych kompleksów we wpływie Kościoła. I jest na ten Kościół zła— Krzysztof Gwizdała, twórca serwisu apostazja.eu. Artykuł na temat wzrostu zainteresowania apostazją jest sprzed miesiąca. Ciekawe, na ile trend jest tylko faktem medialnym i czy się utrzymuje.
sobota, lipca 12, 2025
Dwie "Lalki"
Na początku kwietnia wspominałam, że ogłoszono ekranizację jednej z moich ulubionych polskich książek. Na chwilę obecną stan jest taki, że "Lalki" Prusa będą dwie. Za drugą, produkowaną przez Netflix wziął się Paweł Maślona. W głównych rolach Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska; zdjęcia ruszyły 1 lipca. Wywiad z Maśloną w Rzeczpospolitej tutaj, wywiad z reżyserem i głównymi aktorami tu.
We wcześniej zapowiadanej ekranizacji z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską, powoli zaczęły pojawiać się inne nazwiska: Maja Komorowska w roli prezesowej Zasławskiej, Agata Kulesza jako pani Meliton, a przede wszystkim Rzecki! i zaskakujący powrót Marka Kondrata do zawodu (aktor miał kilkunastoletnią przerwę). Reżyserem jest mniej znany Maciej Kawalski. Zdjęcia do tej wersji, kręconej w koprodukcji z TVP (patrz, link Hebiusa w komentarzu), zaczną się 22 lipca.
Sądząc z rozmów twórców i z materiałów prasowych, będziemy mieli do wyboru ekranizację ilustracyjną i adaptację (reinterpretację). Obydwa podejścia mogą się powieść, w każdym razie trzymam za to kciuki. Kto czytał, ten wie, że nie jest to opowieść o miłości, a raczej powieść społeczna, ilustrująca obyczaje i bolączki epoki — nie mogę się oprzeć wrażeniu, że uromantycznienie "Lalki" to sprawka szkoły, stylu omawiania lektur, odhaczania testów i kucia haseł. Cały wątek z analizą postaci Wokulskiego jako rozdartego pomiędzy romantycznym idealizmem i pragmatycznym pozytywizmem sprowadza się do wyliczania cech bohaterów literackich. W efekcie w analizie umyka cała zawarta w powieści misterna psychologia postaci. Na końcu uczeń zapamiętuje, że Łęcka była zła, bo Wokulski ją kochał, a ona go nie chciała, a Wokulski dobry, bo mu było smutno.
niedziela, czerwca 29, 2025
Pride
Pride w Budapeszcie, wbrew Orbánowi.
Cieszę się, że to piękne miasto ma progresywnego burmistrza, Karácsony Gergely.
Dobry przykład.
Wyrażać swoje poglądy pod ostrzałem jest i trudniej i łatwiej.
Trudniej, bo możliwe są negatywne konsekwencje.
Łatwiej, bo jest silniejsza motywacja.
W czasie, gdy demokracja działa jak należy, wiele rzeczy uznajemy za oczywiste. Prawo wyborcze kobiet. Prawo reprodukcyjne. Prawo do rozwodu. Prawo do opieki ze strony państwa. A przecież są to umowy zależne od politycznej atmosfery i stanu demokracji.
W Irlandii emerytury pojawiły się przed powstaniem Republiki, w roku 1908*.
Kobiety mogą głosować dopiero od 1937 roku.
Kobiety mogą pracować w sektorze publicznym będąc mężatkami dopiero od roku 1973.
Dekryminalizacja homoseksualizmu — rok 1993.
Prawo do rozwodu — legalizacja po referendum'95 (technicznie, dopiero w roku 1997).
Uznanie małżeństw jednopłciowych — rok 2015.
Za każdym z tych punktów stoją działacze, którym zależało. To nie społeczeństwo jako całość pracowicie umacniało swój status prawny, ale garstka, której chciało się w jego imieniu wypowiadać, protestować, lobbować, narażać na krytykę i nieprzyjemności w życiu prywatnym, pchać koła historii do przodu — to garstka wpłynęła pozytywnie na dobrostan wszystkich, nawet tych, którzy oficjalnie się z nią nie zgadzali. Czyż nie jest miło mieć dzisiaj emeryturę albo prawo do tego i owego? Zanim to nastąpiło, ktoś musiał być odważny.
* podobno pierwszy taki współczesny system zapomóg dla osób starszych to wynalazek Niemców za pana Bismarcka.
poniedziałek, czerwca 02, 2025
Po drugiej turze
Mamy to, co mamy. Minimalna wygrana Alfonsa Nawrockiego, ale jednak wygrana.
Mówię sobie: nie mój wstyd, lecz trochę tego niewygodnego uczucia żenady będzie, gdy w tygodniu zacznę rozmawiać z Irami. Jak wytłumaczyć, że co drugiemu (głosującemu) Polakowi nie przeszkadza, gdy ktoś kradnie dom dziadkowi?
W naszym obwodzie, w szkole O'Connella, wygrał Trzask (prawie 66 % głosów). W mojej rodzinnej gminie wygrał Nawrocki (55% głosów). Wczoraj pokazywałam mężowi zdjęcie koleżanki, z którą kiedyś siedziałam w jednej ławce w Liceum; matury nie zdała, dopiero kilka lat temu podjęła pracę, na FB intensywnie popierała kandydata PiS. Mąż po rzuceniu okiem: nooooo. Niskie, wiem. Nie ocenia się po okładce, nieprawdaż. Ale przecież komu można dać klucze do domu, gdy wyjeżdżamy, każdy z nas orientuje się niejako intuicyjnie.
PS. Tutaj poranne podsumowanie Gretkowskiej. Nie jestem tak emocjonalna w temacie, ale o tym, że nawet niektórzy wyborcy wstydzą się swojego kandydata, stąd takie a nie inne wyniki exit poll, to była wczoraj moja pierwsza, trwożna myśl.
PS 2. Tutaj nieco inny w tonie wpis Wajraka. Tak też można, podoba mi się :)
wtorek, maja 06, 2025
O memie z bunkra, technice oswajania oraz o panu Grzesiu
poniedziałek, kwietnia 28, 2025
O wyborach'25, znowuż ;)
Gdyż zrobiłam sobie test Latarnika Wyborczego i wyszła mi głowa konia ;) A konkretnie wyszło z tej zabawy, że najbardziej zgadzam się z Senyszyn (do wyboru było dwadzieścia tematów, które jakoś tam specyficznie zredagowano). Za panią Joanną była Biejat, Zandberg, Hołownia i Trzaskowski (ten ostatni 59% zbieżnych poglądów). Patrząc od dołu, najbardziej nie zgadzamy się z Jakubiakem, Karolkiem, co to dostał imię po papieżu, i z Mentzenem. Nic zaskakującego. Wśród tych na górze dla zasady odrzucam Hołownię. Taka jestem ;)

