Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genealogia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genealogia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, października 06, 2024

Pamięć jak kalekie drzewo

Iluż to było w rodzinach Aleksandrów Wielkich, Hektorów, Spartakusów, Rolandów i Ryszardów Lwie Serce, iluż naszych przodków walczyło pod Wiedniem, broniło Częstochowy, dusiło czapką lonty rosyjskich armat, iluż szło na Moskwę z Napoleonem, przelewało krew w powstaniach, gniło w Szlissenburgach i Magdeburgach. Nikt za to w rodzinie nie słyszał o zdrajcach, tchórzach, kurwach i złodziejach, ludzkich miernotach na służbie zaborców, oportunistach, zwykłych oprychach, tępych burżujach, zrujnowanych hazardem arystokratach, ciemnych i pazernych chłopach obdzierających powstańcze trupy, pogromiarzach i szmalcownikach, próżnych byczkach ziemiańskich, zakłamanych bigotach - wszyscy oni, okazuje się, nie mieli krewnych. Urodzili się samorodkami i zmarli bezpotomnie.
— Jarosław Kurski, "Dziady i dybuki", str. 118, Agora, 2022.

Nadal idę sobie spokojnie przez książkę Kurskiego od czasu do czasu uśmiechając się do siebie. Autor pięknie wyraził to, co wielokrotnie tu powtarzam, że ludzie kłamią o zmarłych i z wielu przodków wybierają tego, z którym warto się utożsamiać, ignorując w ten sposób całą rzeszę ciekawszych indywiduów. I dlaczego? Dla leczenia własnego ego. Jestem z rodziny chamskiej, przeglądam swoją genealogii i łaknę dobrej historii, czegoś prawdziwego, choćby tego obdzierania powstańczych trupów. Jednak usta na sznurek. Nikt takich opowieści nie przekazuje, nikt nie opowiada wnukom, że w szkole bił słabszych, albo wydał Żyda w czasie wojny. Jeśli starsze pokolenia już coś sobie przypominają, to raczej jest to piosnka o tym, że byli bici i że Żyd ich okradł. Dlatego już się nie dowiem, czy najstarszy brat mojego dziadka aż takim był komunistą, czy po prostu serdecznie nienawidził swojej rodziny, gdy przed wojną wyjeżdżał walczyć w Brygadzie Międzynarodowej. Śmierć pamięci nastąpiła ze śmiercią osoby. Znikło się i nie ma.

sobota, listopada 19, 2022

Pamięć

Zapisałam w notatniku "Śniegule genealogia". Nie wiem teraz o co dokładnie mi chodziło, podejrzewam, że o ślady pomoru w mojej rodzinie, gdy to na wiesnę jednego dnia zmarło dwoje dzieci, a tego samego roku jeszcze dwóch-trzech dorosłych, w tym jeden, który zgłaszał wcześniej śmierci innych. Może to zresztą nie w tej rodzinie, albo nie tylko w tej (nie muszę pamiętać, skoro mogę znaleźć zapis). Faktem jest, że ludzie padali jak muchy, a ci, którzy zostali, gubili pamięć, komórki rozproszone po cmentarzach, w ogródkach i za stodołą zyskiwały prawdziwy, a nie tylko deklarowany, spokój. Dawniej nie było lepiej ... taka refleksja, a mam ich kilka w związku z budowaniem drzewa genealogicznego. Widzę np. jak entuzjazm niektórych stygnie, gdy przejąwszy się zbytnio mitologicznym praszczurem legionistą wyruszają w poszukiwaniu wielkich korzeni, a znajdują tylko chłopów nie uczonych w piśmie w żadnym z języków, swoim czy zaborców. Cóż zrobić 😉 

W kontekście genealogii jeszcze, są cechy bratnie, które mieszkając za granicą we własnej codzienności mogę olewać strumieniem ciepłego moczu, natomiast na stronie MyHeritage doprowadzają mnie do białej gorączki. Nieadekwatność reakcji, niedopowiedzenia, "nie mów nikomu" — sposób komunikacji typowy dla środowisk przemocowych, na stronach genealogicznych przekładają się na blokowanie dostępu do drzew rodzinnych, żeby przypadkiem nikt się niczego nie dowiedział. Przemocowość ma to do siebie, że chce być bohatersko pamiętana, ale jednocześnie tak szczelnie strzeże granic swojego królestwa, że mało kto zwraca uwagę na jej istnienie. Kłamanie o przyczynach śmierci ... następna wisienka genealogiczna polonica, yhhhh.

Ostatnio serwis Szukaj w archiwach, bardzo ważny dla mojego rycia w aktach urodzeń/małżeństw/zgonów, ma przerwę techniczną ze względu na wykryte zagrożenia. Jakież to mogą być zagrożenia wynikające z powszechnego dostępu do skanów parafii Kraszewice na ten przykład? Przecież większość ludzi mówiących "pamiętamy", nie wie ile nie wie, ani ile bezpowrotnie zapomniała. 

Tyle mojej frustracji genealogicznej, trzeba czekać. Wczoraj dopisałam do drzewa datę świeżą jak pierwszy śnieg, dzień śmierci mojej babci. 

sobota, listopada 05, 2022

Bracia Czesi i refleksja na temat obywatelskości

Odbyłam wczoraj bardzo ciekawą rozmowę o wszystkim, m.in. o tym, dlaczego krwawa Rewolucja Francuska spowodowała wzrost wrażliwości obywatelskiej we Francuzach, podczas, gdy ten sam numer w Rosji nie wyszedł i Rewolucja październikowa przyniosła kontynuację wątku totalitarnego. Żeby miało co rosnąć, musi być uprzednio ziarno, taka była w skrócie nasza wspólna pointa. Podobny ton można odnaleźć w rozmowie na temat współczesnych Czech i tym, co różni je od Polski (bardziej konkretnie, dlaczego Polska jest przysłowiowe, choć niekoniecznie, 50 lat za Czechami, a może i 100, jak stoi w wywiadzie). Piotr Ibrahim Kalwas wywiaduje w nim bohemistę, Aleksandra Kaczorowskiego. 

Dowiadujemy się z niego, że Czechy to naród praktyczny, zlaicyzowany, z mniejszą niż w Polsce różnicą pomiędzy wykształceniem mężczyzn i kobiet (jeden z wątków rozmowy dotyczy dzietności, znacznie wyższej u Czechów, gdzie, przypominam, aborcja jest legalna do 12 tygodnia ciąży, nie potrzeba do niej uzasadnienia, a jej koszty w złotych to ok. 2 tys.). Dlaczego jest tak, jak jest? Hipoteza jest bardzo ciekawa:

(...) uświadomieni narodowo Czesi na ogół byli mieszczanami plebejskiego pochodzenia, nie zaś inteligentami ze spauperyzowanej szlachty. Czesi pod koniec XIX w. zadali sobie pytanie, czy tamtejsza szlachta i arystokracja w ogóle ma prawo być uznana za część ich narodu? Wielu odpowiedziało na to pytanie przecząco. Tymczasem w Polsce w tym samym czasie i jeszcze długo później to potomkowie szlachty łaskawie godzili się uznać polskość mas ludowych pod warunkiem, że ci zaakceptują jej kod kulturowy, wartości i etos.

Kiedy czasami piszę, że Polacy mają problem ze swoimi chamskimi korzeniami (mam chamskie korzenie, proszę mi łzawo nie imputować, że obrażam wieś), chyba to właśnie mnie drażni — znajomi wszyscy się "panują", doszukują się w swoich genealogiach tego jednego jedynego szlachetki zagrodowego, którego można obarczać stuprocentową szlacheckością własną, coś tam imitują bohaterów z filmów Zanussiego, jeśli tylko mogą, karmiąc tym wrzód na polskiej obywatelskości kolejnych pokoleń, przyjęcie wielkopańskiej narracji tego, czym jest nasz kraj. Chłop pańszczyźniany powielający narrację wielkopańską to niestety nadal niewolnik, tylko, że teraz na dodatek zawstydzony swoim pochodzeniem, wypierający je, dający się złapać na lep przeszłych zwycięstw (zazwyczaj moralnych) i innych mało istotnych czy potrzebnych do życia bzdur. Czech się nie wstydzi, więc ma żywą kulturę ludową (nie mam tu na myśli tylko biesiad piwnych), my mamy disco polo (i to jest smutne). Oczywiście nikogo nie warto idealizować, więc i Czechom tego nie zrobię, tym bardziej, że Kaczorowski pokazując różnice między naszymi narodami, przy okazji rozwiewa milusie mity na temat południowych sąsiadów. Tym przydługim wstępem chciałam Was po prostu zachęcić do przeczytania rozmowy i dodania swoich pięciu groszy.