Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, sierpnia 16, 2026

Czystość? Wychowanie patriotyczne?

Czystość jest cnotą klasy robotniczej. Budżet nie jest żadnym wyznacznikiem. On ma lepszy samochód od niej. Równie ładny dom. Stać go na te same rzeczy. Ale czystość wszystkiego jest dla niego ważniejsza. Porządek, schludność. W tym tkwi różnica. To wielka wolność, nie skupiać się zbytnio na schludności, czystości i szacunku do samego siebie jako podstawie egzystencji. Różnice klasowe nie tkwią w finansach, lecz w stylu, w smaku. I w rozmowie. I w perspektywie.

— Vigdis Hjorth, "Wbrew regułom", str. 60 (pdf), Pi, 2014.

:D Hjorth potrafi włożyć kij w mrowisko. Jak się objawiają różnice klasowe ... dlaczego disco polo? dlaczego tuje? Nie oceniaj, nie oceniaj. Oczywiście społeczeństwo norweskie jest inne od polskiego pod tym względem, że różnice klasowe są u nas przefasonowane przez lata PRL-u, np. nie ma na Zachodzie inteligencji jako specyficznej warstwy społecznej, która w Polsce powstała po drugiej wojnie dzięki możliwości ekspresowego katapultowania się ze środowiska chłopsko-robotniczego do warstwy średniej. Ogólnie rzecz biorąc, wiele spraw da się przyspieszyć, ale prawie nigdy nie bez konsekwencji. 

A tak po wczorajszych obchodach i długim przemówieniu Batyra, niech se przypomnę, kto bronił Monte Cassino:

źródło: Sekcja Gimnastyczna

czwartek, lipca 02, 2026

Słabeusze, schizmatycy i sposób na księdza

Niedawna rozmowa Jaruzelskiej z Millerem: najpierw wyśmiewali, że obecnie ludzie są tacy delikatni, na psychoterapie chodzą, potem przeszli do tematu samobójstwa syna byłego premiera (też Leszka, nie starczyło dla niego osobnego imienia), następnie Miller mówił coś o tym, że nigdy nie miał dla syna czasu. Kropki w żaden sposób się nie łączą. Jak dla wielu ludzi z jego pokolenia.

Tymczasem lefebryści zrobili schizmę. Wczoraj bractwo Św. Piusa X, pomimo sprzeciwu papy z Watykanu, wyświęciło czterech biskupów, tym samym zaciągających na siebie ekskomunikę. Niedawno skończyłam drugie czytanie "Imienia róży" Eco, więc odczuwam, że wszystko zeszło na psy ;) nawet drama religijna nie to co dawniej, fabuła słaba, zwroty akcji emeryckie. Jedna sytuazione warta jest jednak zauważenia/obśmiania: podczas wczorajszej imprezy konsekracyjnej w szwajcarskim Écône nagle zaczął padać deszcz, co o tyle miało znaczenie, że wszystko odbywało się na otwartej przestrzeni, tylko szyszki w sukienkach ozdobnych pod baldachimem, wiadomo, tradsi. Burza jako znak? Nie, zwykła burza. Gowd nic nie chciał im powiedzieć tą razą — tak mówią panowie, którzy przy każdej okazji liczyli Watykanowi błyskawice i przewrócone krzyże.

Jeszcze cytat z najnowszej Rudzkiej, dobrej bardzo:
Najpierw tylko trochę się stawiał. Krzyczał, wierzgał. Nagle, jak grom z jasnego nieba, przestał się opierać. Jakbym go ściągnęła w święconą wodę.
Może myślał, że go tylko gładko na lustrze położę. Ale ksiądz to nie panna marzanna. Ja z księdzem żadnej wiosny świętować nie będę. To go dalej w wodę ciągnę, bokiem się ustawiłam, dla lepszego uchwytu.
Daleko w rzekę weszłam. Tylko tyle, żeby luźno cały łeb z karkiem pod wodę wsadzić. I go w wodę, przyklepać po plecach. Pyskiem do dna poszedł. Nogi wystawały z rzeki jak krzaki, muł żarł.
Wróciłam na brzeg, w spokoju, nawet się nie zmachałam. To była sztanga z gówna. Jeszcze takiej nie dźwigałam, dałam radę.
Z kultury poważam kulturę fizyczną.
Patrzę, człapie przez wodę. Dobrze podtopiony, smarka i płacze.
Wreszcie wylazł, rzeką się zrzygał i poszedł.
— Zyta Rudzka, "Tylko durnie żyją do końca", str. 192, W.A.B., 2025.

niedziela, czerwca 28, 2026

Słowa na niedzielę

Prostaczków, Adso, nie stać na wybranie sobie własnej herezji, przyłączają się do tego, który głosi kazania w ich stronach, który przechodzi akurat przez ich wieś lub przez plac w ich mieście.
— Umberto Eco, "Imię róży", rozdział "Dzień trzeci, nona".

Oraz stary (rok 2025) wpis Joyce Carol Oates na Twitterze o/do Musku/a:
So curious that such a wealthy man never posts anything that indicates that he enjoys or is even aware of what virtually everyone appreciates – scenes from nature, pet dog or cat, praise for a movie, music, a book (but doubt that he reads); pride in a friend’s or relative’s accomplishment; condolences for someone who has died; pleasure in sports, acclaim for a favorite team; references to history. In fact he seems totally uneducated, uncultured. The poorest persons on Twitter may have access to more beauty & meaning in life than the ‘most wealthy person in the world.’

Tymczasem w Polsce pojawiły się fragmenty książki-wywiadu z Batyrem, obecnym prezydentem, w której pan Nawrocki popłynął (nie po raz pierwszy, ale badanie granic wyczucia absurdu u prostaczków to praca bez końca) w temacie rzekomej próby otrucia podczas kampanii prezydenckiej. Dziwne. Chyba nikomu wówczas nie zależało na wezwaniu pogotowia i wszczęciu dochodzenia, ale wyznawcy nie zadają pytań. Bojaźń i drżenie, pomódlmy się.

niedziela, kwietnia 12, 2026

Kobiecość

Połączone płcią i stanem niewielkiego posiadania mogą nawet polubić się, pod warunkiem, że żadna się nie wyłamie. Dlatego trzy kobiety wydają się Jadzi sympatyczne, a jedna nie. Sympatyczne, na przykład Madzia, są mniejsze, cichsze i wolniejsze, tak jak Jadzia, a niesympatyczna — większa i głośniejsza. Ona ma najlepsze biurko przy oknie i pierwsza robi sobie kawę, bo jest też najszybsza. Tej kobiecie zupełnie brakuje subtelności, nie mówi może, tak jakby, no wiesz, tylko tak, nie i stanowczo sobie nie życzę, a do tego studiuje zaocznie we Wrocławiu. Trzy mniejsze przeciw większej zbijają się w stado i Jadzia z nimi pobekuje, że lepiej jest być cichą, miłą i kobiecą wśród sobie podobnych kobiecych kobiet, zamiast wychylać się na zebraniach z własnym zdaniem, które one też mają oczywiście, ale trzymają dla siebie i nikomu nie pokażą prócz tych, co mają takie samo. Większa odmawia robienia panom kawy do drugiego śniadania, że to niby nie należy do jej obowiązków, ręce mają, niech sami sobie zrobią, a jak nie wiedzą jak, może im pokazać. Zdaniem miłych i subtelnych, które tak obrabiają, by każdej pasowało, robienie kawy dla panów jest po prostu czymś zupełnie naturalnym i za ten niewielki wysiłek zarabia się komplementy, których kobiecie przecież nigdy dość. (...) Aż dziwne, że mimo braku kobiecości niesympatyczna ma męża. To musi być jakieś homoniewiadomo, decydują sympatyczne i to je cieszy. Robienie kawy dla panów to dla sympatycznych i kobiecych dodatkowa okazja, by niesympatycznej napluć do szklanki z wodą i grzałką, co robią, chichocząc i szczypiąc się z ekscytacji, gdy paćka plwociny trafia w cel.
— Joanna Bator, "Piaskowa Góra", str. 129-130, Znak, 2022.

niedziela, stycznia 18, 2026

Trening

W pierwszych latach po inwazji rosyjskiej nie można jeszcze było mówić o istnieniu terroru. Ponieważ cały naród nie zgadzał się z okupacyjnym reżimem, Rosjanie musieli znaleźć sobie wśród Czechów nowych ludzi i dopchać ich do władzy. Ale gdzie mieli ich szukać, skoro wiara w komunizm i miłość do Rosji były martwe? Szukali ich wśród tych, którzy mieli powody, by za coś mścić się na życiu. Trzeba było zespolić, pielęgnować i trzymać w pogotowiu ich agresywność. Trzeba było ich ćwiczyć najpierw na celach pozornych. Tym celem stały się zwierzęta. Gazety zaczęły wtedy drukować cykle artykułów i organizować listy czytelników. Żądano na przykład by wytępiono gołębie. I wytępiono je. Ale główną kampanię wymierzono przeciwko psom. Ludzie byli jeszcze zrozpaczeni z powodu katastrofy, jaką była okupacja, ale gazety, radio, telewizja mówiły wyłącznie o psach, które zanieczyszczają chodniki i parki, zagrażają zdrowiu dzieci, żadnego pożytku nie przynoszą, a jeszcze się je karmi. Stworzono taką psychozę, że Teresa bała się, żeby poszczuty motłoch nie zrobił krzywdy Kareninowi. Dopiero w rok później nagromadzona (i wytrenowana na zwierzętach) agresja obróciła się na swój właściwy cel: na ludzi. Zaczęło się wyrzucanie z pracy, aresztowania, procesy. Zwierzęta mogły wreszcie odetchnąć.

— Milan Kundera, "Nieznośna lekkość bytu", str. 215, PIW, 1996.

Dlatego skóra mi cierpnie, gdy czytam artykuły o zagrożeniu rosnącą populacją wilków w Polsce, albo o dzikach w parkach. Nie z powodu lęku przed wilkami czy dzikami, tylko z posępnego hipotetyzowania, co te histerie mają na celu. Dlatego ściągam usta, gdy ktoś mówi o gołębiach, że to latające szczury. Dlatego feruję surowe oceny, gdy ktoś ni z gruszki ni z pietruszki, wcale nie żyjąc z konieczności w kanałach, przyczepia się do szczurów. Zmyślanie zagrożeń, które nijak mają się do realnych trudów własnej codzienności, jest bardzo złym prognostykiem dla otoczenia fantasty.

Vincent Van Gogh, "Two rats", 1884 (realizm).

sobota, stycznia 03, 2026

Pojmowanie

— Dwa moje słowa najukochańsza to "higiena" i "poczucie moralności", oto i moje wyznanie wiary! — trajkotała jedna, ale na zaskoczone spojrzenie drugiej dorzuciła: — Oczywiście prócz świętej wiary rzymskokatolickiej!
— Moje wyznanie wiary to: Mąż. Tylko mąż. Nie tylko nie wbiję w ścianę jednego więcej gwoździa bez jego aprobaty, ale i chodzę zawsze tymi ulicami, które on mi wskaże, bo mąż wie najlepiej co i jak się robi w życiu!
— U mnie tak samo, gust męża. Mąż mój lubi sztukamięs z chrzanem, to jadamy dwa razy w tygodniu, choć ani ja, ani moje panienki ścierpieć nie mogą. I mój mąż — wymawiała ten zwrot w szczególny sposób — dywanów nie znosi. Więc nic, ani jednego chodniczka w pokoju. I te wszystkie nowatorstwa literackie też u nas miejsca nie mają ...
— Mój mąż jest za religijnym wychowaniem, to córeczki wpisane są do bractwa dzieci Maryi. Mąż wie najlepiej.
— Tak. Ja tak pojmuję feminizm.
— Maryla Szymiczkowa, "Szaleństwo i śmierć spłyną z gór", str. 226-227, Znak, 2025.

Ubawił mnie ten fragment z najnowszego kryminału retro tandemu Dehnel-Tarczyński, bo odniosłam wrażenie, jakby autorzy zawędrowali niechcący w to samo miejsce co moi. Pierwsza książka w roku 2026 została przeczytana.

niedziela, grudnia 14, 2025

O zbrodniczych reżimach

Słowo na niedzielę:

Zbrodnicze reżimy zostały stworzone nie przez zbrodniarzy, ale przez entuzjastów, przekonanych, że odkryli jedyną drogę prowadzącą do raju. Bronili jej zapamiętale i dlatego zamordowali wielu ludzi. Potem się okazało, ze żadnego raju nie ma i że entuzjaści byli mordercami.
— Milan Kundera, "Nieznośna lekkość bytu".

sobota, listopada 29, 2025

Psychologiczny matriarchat

Rozwody i separacje zdarzają się rzadko i są zwykle piętnowane. Kobieta powinna się ćwiczyć w znoszeniu cierpienia. Nawet jeśli odejście od męża przychodzi jej do głowy, nie jest w stanie się uniezależnić. Zwykle w takim przypadku nie znajduje oparcia w swojej rodzinie, ponieważ ślubowała przed ołtarzem i nie wolno jej zerwać sakramentu, a do tego wszystkiego posag, który wniosła, teraz w połowie należy do męża. Pcha więc swój małżeński wózek, poszukując siły w relacji z dziećmi i w religii, a jej emocje poruszają się po specyficznej, ale typowej dla tego rodzaju relacji rodzinnych trajektorii. Kocha dzieci i Pana Jezusa, męża zaś traktuje użytkowo, tolerując go lub nienawidząc, ale na ogół mimo to spełniając wobec niego małżeńskie obowiązki, od współżycia seksualnego po usługiwanie w kuchni. 

Filozof Andrzej Leder w swojej głośnej książce "Prześniona rewolucja" w odniesieniu do relacji w chłopskich rodzinach, w których panuje przemoc, proponuje termin "psychologiczny matriarchat". Kobieta – dowodzi Leder – poddana brutalnej przemocy, "przez identyfikację ze znakami wiary i obrządku, przez żarliwą miłość do nich – księdza, Boga, Chrystusa – może zyskać pozycję moralnej wyższości, stać się przedstawicielką normy i prawa, a ostatecznie symbolicznie unicestwić chłopa w oczach swoich i dzieci, ba, w jego własnych. To jej odwet za pijaństwo i bicie. […] Miłość, szacunek, oddanie są zarezerwowane dla figur religii; akceptacja tych ostatnich przywraca kobiecie godność, którą odbiera jej mężowska przemoc".
— Joanna Kuciel Frydryszak, "Chłopki", str. 138, Marginesy, 2023. 

Czytam z zaciekawieniem opowieść o wiejskich praprababkach (oczywiście, nie chodzi o to, że dokładnie "moich" — jestem w środku książki i na razie nie natknęłam się na opowieści z rodzinnych wsi, ale wiele wątków poruszonych w książce przywodzi mi na myśli wyraziste wspomnienia babcinych narracji).

Powyższy fragment potwierdza moje obserwacje na temat związku dewocji z niemożnością wyjścia z pułapki. Psychologiczny matriarch — poczucie wyższości bazowało na cierpieniu, którego w żaden sposób nie dało się uniknąć: mężczyźni są wrogami, których trzeba podejść, przekonać, że robią to, co sami wymyślili, przekonać ich, że rządzą także tam, gdzie nie mają władzy; kocha się dzieci i pana Jezusa, zawsze takiego ładnego, męża się toleruje, zostawiając sobie wybuch uczuciowości na czas po śmierci współmałżonka. Ta optyka obowiązywała z pewnością jeszcze w pokoleniu moich babć, których dorosłe życie przypadło na powojnie ("tylko nie mów ojcu"), a jej echa są widoczne nawet wśród całkiem młodych osób (ostatnio, podczas niezobowiązującej rozmowy z miłą, litewską sprzedawczynią, która może i mogłaby być moją córką, na stwierdzenie, że święta spędzę bez męża, usłyszałam, że przynajmniej sobie odpocznę; uśmiechnięta dziewczyna, jestem przekonana, że życzyła mi dobrze).

piątek, listopada 14, 2025

O bezmyślności


— Anthony de Mello, "Śpiew ptaka", str. 81, Verbinum, 1990. 

Sama książka jako zbiór anegdotek taka sobie, ale powyższy przykład bezmyślności skrytej za racjonalizacją trafny.

piątek, października 31, 2025

O obecności

i oczywiście Mistrz Eckhart ma rację, że człowiek równie dobrze może spotkać Boga w stodole, jak w kościele, i ma rację, że wielu z tych, którzy nie wierzą w Boga, w rzeczywistości wierzy, natomiast ci, którzy robią rozmaite rzeczy, ażeby pokazać, że wierzą w Boga, wierzą po prostu w coś innego niż Bóg, w bożka, bo wierzą w dobre uczynki, w pokutę i post, w sakramenty, liturgię, w to, że taki czy inny sposób życia zaprowadzi ich bliżej Boga, tak, większość tych, którzy są w środku, jest na zewnątrz, a większość tych, którzy są na zewnątrz, jest w środku, pierwsi będą ostatnimi 

(...) 

no i myślę, że dość już tego, i wołam Bragego, i on się podrywa z miejsca, gdzie leży przy moich stopach, i patrzy na mnie, i jego oczy błyszczą w ciemności
Ja nic z tego nie rozumiem, mówię
i Brage patrzy na mnie tymi błyszczącymi oczami, tymi swoimi psimi oczami, i zamykam oczy
Mój kochany Brage, mówię

— Jon Fosse, "Nowe imię" (tłum. Iwona Zimnicka), str. 59 i 62, ArtRage, 2025.

niedziela, października 19, 2025

Nobel'25 i inni

W czasie tygodnia Noblowskiego byłam w Polsce, zajęta swoimi sprawami, nie odnotowywałam laureatów. Po czasie, uśmiechnęła mnie Pokojowa Nagroda Nobla dla Marii Coriny Machado, polityczki z dręczonej populizmem Wenezueli. Przez tygodnie czytałam o nadziejach/oczekiwaniach Pomarańczowego i nie uznawałam ich za realne, ale to co mi się zdaje, nie musi być tym, co jest, tym bardziej więc nieobecność prezydenta USA na liście najnowszych Noblistów mnie ucieszyła. Szczególną uwagę zwróciłam jednak na literaturę: László Krasznahorkai. Czy ktoś z wpadających tu komentatorów zna, i czy to jest dobre?

Typy Noblowskie bywają cenne. Dwa lata temu pisałam, że nie znam Fossego. Aktualnie, jestem nim oczarowana, czytam wszystko, co mogę dostać tego autora, po polsku i angielsku. 

Obranie kierunku na Norwegię spowodowało, że przez przypadek odkryłam dla siebie rówieśniczkę Jona, Vigdis Hjorth. Polecam, dla mnie bomba. Odrywając się od Skandynawii i Nobli, czytam wszystko Masłowskiej, lubię Tokarczuk, choć ostatnio daję pierwszeństwo Joannie Bator. W czasie urlopu w Polsce wyszłam z Empiku z "Mykwą" Zyty Rudzkiej, znam tylko jej "Ten się śmieje, kto ma zęby", ale jakoś czuję, że to może być kolejna autorka-pewniak, do której będę wracała. Z klimatów irlandzkich, absolutną petardą są dla mnie zbiory opowiadań Claire Keegan. W lżejszych klimatach, czekam na najnowszą Szymiczkową. Kobiety górą (wiem, oczywiście, że Szymiczkowa to tak naprawdę Dehnel z Tarczyńskim :)).

sobota, lipca 12, 2025

Dwie "Lalki"

Na początku kwietnia wspominałam, że ogłoszono ekranizację jednej z moich ulubionych polskich książek. Na chwilę obecną stan jest taki, że "Lalki" Prusa będą dwie. Za drugą, produkowaną przez Netflix wziął się Paweł Maślona. W głównych rolach Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska; zdjęcia ruszyły 1 lipca. Wywiad z Maśloną w Rzeczpospolitej tutaj, wywiad z reżyserem i głównymi aktorami tu.

We wcześniej zapowiadanej ekranizacji z Marcinem Dorocińskim i Kamilą Urzędowską, powoli zaczęły pojawiać się inne nazwiska: Maja Komorowska w roli prezesowej Zasławskiej, Agata Kulesza jako pani Meliton, a przede wszystkim Rzecki! i zaskakujący powrót Marka Kondrata do zawodu (aktor miał kilkunastoletnią przerwę). Reżyserem jest mniej znany Maciej Kawalski. Zdjęcia do tej wersji, kręconej w koprodukcji z TVP (patrz, link Hebiusa w komentarzu), zaczną się 22 lipca.

Sądząc z rozmów twórców i z materiałów prasowych, będziemy mieli do wyboru ekranizację ilustracyjną i adaptację (reinterpretację). Obydwa podejścia mogą się powieść, w każdym razie trzymam za to kciuki. Kto czytał, ten wie, że nie jest to opowieść o miłości, a raczej powieść społeczna, ilustrująca obyczaje i bolączki epoki — nie mogę się oprzeć wrażeniu, że uromantycznienie "Lalki" to sprawka szkoły, stylu omawiania lektur, odhaczania testów i kucia haseł. Cały wątek z analizą postaci Wokulskiego jako rozdartego pomiędzy romantycznym idealizmem i pragmatycznym pozytywizmem sprowadza się do wyliczania cech bohaterów literackich. W efekcie w analizie umyka cała zawarta w powieści misterna psychologia postaci. Na końcu uczeń zapamiętuje, że Łęcka była zła, bo Wokulski ją kochał, a ona go nie chciała, a Wokulski dobry, bo mu było smutno. 

piątek, lipca 04, 2025

Znowu migranty

Nakręcanie histerii na granicy polsko-niemieckiej przez prawicowe media to najnowszy przykład manipulacji lękami homomasy. Czy na granicy wydarzyło się coś nowego? Aż zaczęłam szukać informacji, cóż takiego się stało. Może jacyś nowi Hunowie szturmują Matczyznę, może rodzice powinni pochować zwierzęta? Nic. Się. Nie. Stało. Się. Więc o co chodzi?  

Czy można lubić się bać? Można nie umieć żyć inaczej, bez lęku.

Humanizm nie posługuje się lękiem, odwołuje się raczej do intelektu i empatii. 

Obiło mi się o uszy, że panowie ochotnicy, patrioci z Koziej Wólki zbijający bąki na granicy zachodniej pomagają kobietom, gdyż w domyśle: lepiej jest być zabitym przez Tadeusza Dudę niż Yomeykertę Yosue R.-S. Ten drugi jest opalony, a to powinno ofiarom robić różnicę — tak wygląda patriarchalna logika plemienna. Przeczytałam już opinię, że w Polsce należy skończyć z migracją, legalną i nielegalną. Dość tego, no pasaran, nie i już. Czy w takim razie legalni Polscy migranci powinni wrócić z wszystkich zakątków świata, które molestują swoją religią, swoimi pierogami, kiełbasą, swoim janopawłem i depresją poimigrancką? 

Czytam książeczkę, książunię (zaraz skończę; jej redakcja, a raczej dojmujący wręcz brak opracowania treści, czyli postawienie na taniochę, dość mnie irytuje, ale parę złotych myśli w niej zawartych jeszcze wyląduje na tym blogu), wyjątek z niej na dziś:
Łatwość, z jaką można manipulować umysłem ludzkim, wynika z samej natury człowieka. Jest on bardziej odbiorcą niż poszukiwaczem, chętnie (z powodu lenistwa, bierności i braku wyobraźni) zadowoli się pierwszą z brzegu informacją lub opinią, a ta, im bardziej będzie uproszczona, ubarwiona i bzdurna — tym lepiej. Bzdura ma coś z konwencji bajki (i często — kiczu), przemawia więc łatwo do wyobraźni potocznej.
— Ryszard Kapuściński, "Zegar piaskowy", str. 31, Czytelnik, 2024.

Chyba ... nie do końca. Mimo wszystko człowiek poszukuje, przecież dzieci są zainteresowane wszystkim, otwarte, rozemocjonowane nowym. Uważam, że coś nas psuje w drodze do dorosłości, jednych mniej, innych bardziej, niesprawiedliwie, jak w Biblii.

sobota, czerwca 21, 2025

Dwa tematy

W Szwecji, zanim kobieta zdecyduje się na usunięcie ciąży, przechodzi przez testy psychologiczne, rozmowy z pracownikami opieki społecznej. Ewentualny zabieg jest traktowany jako osobista tragedia, w której trzeba kobietę wesprzeć. Ustala się, czy naprawdę nie ma warunków na urodzenie, proponuje adopcję. W naszym kraju dzięki ustawie antyaborcyjnej daje się łapówkę płatnym mordercom, bo skrobanka jest według hipokrytów zabiciem dziecka przez mafię ateistów.
— Manuela Gretkowska, "Europejka", str. 120, Znak, 2004.

Książka sprzed lat dwudziestu, zanim weszliśmy do Unii Europejskiej. Nadal aktualne? Minęło pokolenie.

Drugi temat: nadużywanie w mediach pojęcia samobójstwa rozszerzonego*. Znowu przeczytałam, że gdzieś (tym razem w Rabie Wyżnej), mężczyzna zabił kobietę, a ponieważ później sam odebrał sobie życie, mamy rzekomo do czynienia z samobójstwem rozszerzonym. Ludzie! W samobójstwie rozszerzonym napastnik (bo przyszły samobójca jest nadal napastnikiem, pozbawia kogoś życia bez zgody tejże osoby) rzutuje na innych swój zły stan psychiczny i morduje ich z litości, żeby nie było im źle i fatalnie po tym jak on/a umrze (wyobraża sobie, że będzie im tak źle, że śmierć jest dla nich wybawieniem). Samobójstwo rozszerzone najczęściej dotyczy członków rodziny i najczęściej ma miejsce, gdy ofiara jest w jakiś sposób osobą zależną (człowiek niesamodzielny: dziecko, osoba obłożnie chora). Nie można mówić o samobójstwie rozszerzonym, gdy ktoś jest na kogoś zły, nie widzi przed sobą żadnej przyszłości, więc przed skończeniem ze sobą strzela żonie/mężowi w łeb, żeby im nie było w życiu za dobrze, albo też inaczej: morduje żonę/męża, następnie odbiera sobie życie ze strachu przed konsekwencjami. To jest zabójstwo.

* pomijam tu cały wątek, gdzie odchodzi się od pojęcia "samobójstwo rozszerzone" na korzyść pojęcia "zabójstwo rozszerzone", czyli na takie, które nie uprzedmiatawia ofiar samobójcy, bo jak ktoś przytomnie stwierdził: doprawdy, dla osoby zamordowanej nie ma żadnego znaczenia, że mordercy było smutno, więc potem zabił też siebie.

sobota, czerwca 14, 2025

Ziemia obiecana

(Program 2 PR) Po wysłuchaniu rozmowy z Pawłem Mościckim (autorem książki "Gaza. Rzecz o kulturze eksterminacji") na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego, mam poczucie niezgody z jego stwierdzeniem, że zajmowanie ziemi postrzeganej jako pustej, ignorowanie tubylców (powstanie państwa Izrael po drugiej wojnie światowej), sięga do kolonializmu, do Oświecenia i jest to tradycja obciążająca tzw. Zachód. Nieprawda. To jest tradycja biblijna. Biblijna opowieść o ziemi obiecanej jest zapisem kolonializmu usankcjonowanego religijnie, nie wiem czy pierwszym ever, ale zdecydowanie świadczącym o tym, że kolonializm nie jest wymysłem europejskim. Kaanan. Minęły tysiące lat, here we go again.

wtorek, marca 25, 2025

O Szoa inaczej

Opowieść z Sobiboru:

— Jestem Litwinką - mówi i zaraz się poprawia: Jestem Polką, urodziłam się w Wilnie. Mój ojciec został zamordowany w Katyniu, matkę wywieźli na roboty do Niemiec, a ja wychowywałam się tutaj, kilka kilometrów stąd, u dziadków. Wszystko widziałam, wiem, o czym mówię. (...) To była ogromna przestrzeń; — mówi. Mnóstwo porzuconych rzeczy. Walizki, wózki dla dzieci. Miejscowi przychodzili tu kopać. Szukali złota, brylantów, pieniędzy. Wykopywali resztki zwłok, przeszukiwali czaszki w poszukiwaniu złotych zębów. Wyobraża pan sobie? To wszystko robili Polacy. Co z nas za naród? Kim jesteśmy? Myślę, że jesteśmy gorsi od świń, zasługujemy na wieczną hańbę.

Kobieta płacze. Chciałbym ją pocieszyć, ale nie umiem.

 Włodek Goldkorn, "Dziecko w śniegu", str. 152, Czarne, 2018.

sobota, lutego 22, 2025

Awans czyni mędrca

Mówiłem tedy, iż starczy nam jeno oglądać człowieka powołanego do wielkich godności: gdybyśmy go nawet znali, na trzy dni wprzódy, mizernym człeczyną, wraz sączy się nieświadomie w nasze pojęcie jakowyś obraz wielkości i rozumu. Bezwiednie nasiąkamy przekonaniem, iż, rosnąc w powagę i znaczenie, wzrósł również i w zasługę: sądzimy o nim nie wedle wartości, ale, kształtem marek do gry, wedle atrybutów jego rangi. (...). Antystenes radził jednego dnia Ateńczykom, aby nakazali używać osłów do uprawy ziemi, po równi z końmi. Odpowiedziano, iż to zwierzę nie jest stworzone do takiej służby; „Wszystko jedno — odparł — chodzi tylko o wasz rozkaz; toć największe niezdary i ciemięgi, których bierzecie sobie za wodzów, natychmiast stają się bardzo godnymi mężami przez to samo, żeście ich powołali”.

— Michel de Montaigne, "Próby", Księga trzecia, rozdz. VIII, O sztuce rozmawiania

***

Znaczy: zagłosować na małpę z brzytwą, potem interpretować jej wpisy na twitterze w duchu nieprzeniknionej dalekowzroczności oraz błyskotliwej dyplomacji głęboko ukrytej.

środa, lutego 05, 2025

Literatura i polityka

"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk zostały wybrane książką 25-lecia w plebiscycie Gazety Wyborczej. Sama głosowałam traktując to oczywiście jako zabawę, bo jak można wybrać najlepszą z wielu tak różnych propozycji. Głosowałam zresztą na coś innego, na "Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną" Masłowskiej, chociaż "Księgi" uważam za fantastyczną mozaikę, powieść na nasze czasy. Każda z wybranych do plebiscytu książek warta jest przeczytania (byli tam i Myśliwski, i Gross, i Wicha, i Twardoch, który cały czas łypie na mnie z półki, a Tokarczuk pojawiła się jeszcze raz z "Biegunami").

Na świecie tymczasem są różne jazdy, gdyż żądzą różni zdolni inaczej. Pomarańczowy chyba dopiero w piątek zorientował się, że nałożenie ceł podnosi ceny (może koledzy z partii mu pomogli zrozumieć), bo na Twitterze Muska ogłosił, że znowu uratował świat i ceł jednak na razie nie będzie. W sumie trochę nawet szkoda. 

Przy okazji jest w USA szukanie nowego kozła ofiarnego. Dżendery zostały uznane za dobry cel, stare baby (czyli dziadersi) bardzo lubią ten temat, więc gdy wojskowy helikopter wszedł w kolizję z samolotem pasażerskim w wyniku czego na lotnisku Washington DC zginęło 67 osób, pro-pomarańczowi zaczęli pisać o transkobiecie rzekomo pilotującej ów helikopter (bo pamintejcie ludzie, jak ktoś jest Inny, to pilotuje statki powietrzne inaczy, specjalnie na wszystko wpada, żeby szerzyć depopulację). Nic podobnego się nie wydarzyło (transgenedrowa pilotka istnieje, ale ma się dobrze i nie ma nic wspólnego z wypadkiem), niech mi to zaprzeczenie nie będzie policzone jako krwawa, lewacka agresja. Albo dżajzys, jakby powiedział mój sąsiad, możliwe, że Trump chce w ten sposób "bronić" nie tylko kobiet w USA (te mnie akurat średnio obchodzą), ale też na całym świecie. Dobrze, że mieszkamy na wyspie, tu wszelkie nowości przychodzą wolniej, czyli możliwe, że zdechnie, nim dopłynie.

Może więc lepiej wrócić do literatury. Dlaczego "Księgi Jakubowe" są powieścią na nasze czasy? Opowiadają o ludzie płynącym jak rzeka zmieniająca kształt przy natrafianiu na ostre skały, warstwy mułu, toksyczne masy popowodziowych odpadów. Władcy i epidemie pojawiają się i znikają, rzeka płynie dalej.

środa, stycznia 22, 2025

Szarlatan z Internetu i inne patologie

U Rybenki znalazłam link i podaję dalej wiedzę na temat nowego podcastu Wirtualnej "Szarlatan" (tym razem przypadek Oskara Dorosza). Na portal prawie nie zaglądam, więc dobrze mieć znajomych, którzy mnie inspirują. Temat jest zawsze aktualny, a jego główną bazą wcale nie jest brak dostępu do medycyny konwencjonalnej, dostrzegam to nawet na moim własnym strumieniu treści w mediach społecznościowych, gdzie mniej lub bardziej odlegli znajomi uświadamiają mnie o magicznych właściwościach zbliżającego się układu sześciu planet. Takie odnoszę wrażenie, że im bardziej ludzie są zranieni i niedostosowani, tym bardziej łakną magiczności i skierowanej do nich udanej hiperakceptacji, która ma uzupełnić lata niedoboru. Tymczasem to studnia bez dna. Nie przekona się ludzi racjonalnymi argumentami, gdy podstawa ich działania nie jest racjonalna; szarlatanów trzeba po prostu zamykać w więzieniach, żeby ludzie skłonni do samozaorania nie mieli do nich dostępu. 

(o szarlatanach rozmawialiśmy już wcześniej, starszy wpis jest TUTAJ).

Z innych patologii, powiedziałabym, że pokrewnych: polecam autobiografię Patrycji Volny. "Niewygodna". Lat 37, więc oczywiście powtarza się w mediach pytanie, czy to nie za wcześnie na autobiografię. Nie uważam, szczególnie jeśli osoba ma coś do przekazania. Autorka szczerze opisuje zakręty swojego losu; oczywiście pojawia się i ojciec, Jacek Kaczmarski, w świetle niezbyt chlubnym, choć nie powiedziałabym, że to jest główny wątek tej treści. Na przykładzie fabuły można dyskutować o dziedziczeniu pewnych wzorców i traum (np. lejtmotyw rodzica na odległość), poza tym wręcz modelowo jest ukazany mechanizm kopiowania relacji w związkach. Czym jest norma dla konkretnej jednostki? Tym, co przedstawiono jej jako normę, gdy była bardzo młoda. Volny nie ma większego problemu z rozstaniem z mężem, choć nie potrafi sobie ani nam wyjaśnić, dlaczego się z nim rozstaje. Spokojny, raczej układny, pomocny facet. Coś nie pasuje. Za to jakiś uzależniony gościu, który miał być numerkiem na jedną noc? Jak bumerang. I to nie jest tak, że to tylko on się naprasza, to Patrycja się naprasza, krąży, zaczyna wchodzić w rolę ratowniczki, zasysa ją relacja, która w ogóle nie rokuje. Trzeba wsparcia przyjaciół, żeby załatwiła coś, co z innym, NORMALNYM człowiekiem załatwiła sama, jedną rozmową. Warto, dobry tekst diagnostyczny, albo też tekst otwierający oczy.

sobota, listopada 23, 2024

Pamięć

Coś tam pisałam, że następnym razem będzie coś ciekawego, ale (ha ha), może kiedy indziej, bo dwa inne tematy mnie aktualnie nurtują i jestem ciekawa, co o tym myślicie. Pierwszy temat jest związany ze zwyczajami funeralnymi. Jak wiadomo, jakiś czas temu rozstała się z życiem Jadwiga Barańska, jak może niewiadomo, aktorka została już z tydzień temu pochowana w Los Angeles. Z kolei trzy dni temu w Kościele Środowisk Twórczych przy placu Teatralnym zorganizowano mszę w intencji zmarłej. Na tejże mszy Magdalena Zawadzka wyraziła swoje zaskoczenie, że tak niewiele osób zjawiło się w kościele. Przyznam, że wprawiło mnie to (jej zaskoczenie) w lekką konsternację. Możliwe jest oczywiście, że Barańska po prostu z wiekiem miała coraz mniej znajomych — szczególnie gdy człowiek przekracza 90 rok życia, strat towarzyskich jest więcej niż zysków. Ale też pomyślałam sobie: przecież środowiska twórcze nie są za bardzo religijne. Rozumiem, że poszłabym na pogrzeb, bez względu na to, jaki to obrządek, gdybym chciała osobiście pożegnać człowieka, który osobiście jest tam właśnie żegnany. Natomiast sytuacja w której po pogrzebie organizuje się pożegnanie w kościele, jest dla mnie sygnałem, że jest to zgromadzenie dla osób wierzących. Co jako ateistka miałabym tam robić? Nadal pamiętam sugestie teściowej, która przypominała dzieciom, kiedy są WYKUPIONE msze za teścia. Jej się naprawdę musiało wydawać, że uczestnictwo ateistów we mszy ma sens. Que?

Drugim tematem, który mnie ostatnio nurtuje jest zbliżająca się premiera książki Patrycji Volny, aktorki i córki Jacka Kaczmarskiego. Ma to być książką o dorastaniu w rodzinie w której jest przemoc. Mąż już mi ją wpisał na listę podchoinkową. Żeby się zorientować, czy temat jest ciekawy, zerknęłam na parę wypowiedzi o tej sprawie i oczywiście uderzyły mnie te, które martwią się kalaniem wizerunku "barda". Bo wprawdzie jakoś tam ludzie łączą nieuporządkowanie mentalne i alkoholizm z artyzmem ("jestem artystą, no taki mam nieporządek" — ciągle się ten wątek pojawia w różnych formach i nawet osoby, które lubię, wydają się sądzić, że jak się napiją, wzrasta ich kreatywność; przez litość zmilczę), ale w swoich wyobrażeniach pozostają na warstwie słownej zjawiska, na symbolu, na byciu takim trochę krejzi. Nieuporządkowanie umysłowe i alkoholizm mają swoje realne, obrzydliwe reprezentacje: niemoralność, bierna i czynna agresja, przemoc nakierowana na słabszych, molestowanie, smród ciała, sprawy wydalnicze. Dla rodziny to są konkretne wydarzenia o których mają prawo mówić na tej podstawie, że życie partnerów czy rodziców dotyka naszego własnego życia, kształtuje je. Kaczmarski był wspaniałym twórcą i (najwyraźniej) niewspaniałym człowiekiem w życiu prywatnym, w czym problem postronnych? Mam takie poczucie, że skłonność do hagiografizowania cudzego życia wskazuje na jakąś słabość umysłu.