Antoni Długosz podczas apelu brunatnogórskiego: "przyjmowanie nielegalnych migrantów nie mieści się w porządku miłosierdzia" oraz "Dziś chcemy modlić się za obrońców naszych granic, tych w mundurach, ale również wolontariuszy z Ruchu Obrony Granic, tych, którzy bezinteresownie organizują patrole. To odpowiedź polskich parlamentarzystów i patriotów zatroskanych sytuacją z zachodniej granicy, gdzie niemieccy policjanci przerzucają na naszą stronę nielegalnych emigrantów".
Normalny zwyczajem jest w Polsce, że księża wydłubują sobie z otworów wydalniczych własne interpretacje Biblii czy ogólnie interpretacje tego, co reprezentowane przez nich państwo watykańskie aktualnie uznaje za trendy. Najwyraźniej zwyczajem jest również, że lokalne przemowy wydobyte z anusa nie docierają do przełożonych w centrali, gdyż królestwo papieskie rozległe jest i lokalnym kacykom pozwala się na fiku miku dla świętego spokoju tak długo, jak długo kasa się zgadza. A co, jakby napisać oficjalne pismo?
W Watykanie rządzi obecnie człowiek podobny do imperatora Palpatine’a, więc nie wstrzymuję oddechu, myślę wręcz, że sprawa spłynie. Ale nieco już odstałe posunięcie MSZ z napisaniem interwencji do Watykanu na powyżej zacytowanych panów było przednim pomysłem. Warto było, chociażby po to, żeby wyczytać tu i ówdzie podszyte strachem oburzenie. Prof. Andrzej Kobyliński wskazał, że świętym prawem demokracji jest wolność słowa. Demokracji owszem. Ale kościół rzymskokatolicki demokracją??? Przecież obydwa wystąpienia prezentowały komentarz do Słowa Bożego, wskazówki dla wiernych w instytucji rządzącej się prawami monarchii absolutnej. Profesor filozofii takie rzeczy? Rozumiem, że gdy przed prof. stoi ks., bierze się te niezachwiane opinie z tego samego miejsca, z którego koledzy po fachu biorą homilie i apele (siadaj, piątka).
