Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, września 23, 2024

Na bieżąco

Gajos kończy 85 lat!
Jak to się mogło stać, zapytałabym jeszcze jakiś czas temu. Ale w lipcu umarł Stuhr, młodszy od Gajosa o osiem lat, więc wiem, że takto i nie ma co stawiać głupich pytań retorycznych. Czas nie czeka. Gajos to jest wielki aktor, powtórzę za Łomnickim ;) A przecież zaczynał od "Czterech pancernych i psa" i na wydział aktorski dostał się za czwartym razem. Jeden z moich ulubionych.

***

Jeszcze w temacie powodzi, różne miejsca zbierają na sprawy ważne i potrzebne. Polska Fundacja Rozwoju Ratownictwa (można sprawdzić KRS 0000794758) zbiera na oczyszczanie jeziora Pilchowickiego, jednego z najbardziej malowniczych zbiorników zaporowych w Polsce. 

Numer konta: 85 1020 2124 0000 8402 0231 5257
Tytuł przelewu: Powódź 2024

Zbiórkę ogłosił Tomasz Czaplicki, kajakarski mistrz Polski i Europy, który mieszka w tym zalanym regionie i od początku powodzi bardzo spokojnie, bez zbędnej sensacji pokazywał jaki jest stan na zaporze. Oni już tam są i działają, ta kasa pomoże im robić to, co i tak robią (usuwają skutki powodzi w regionie, który utrzymuje się głównie z turystyki). Czaplicki ma stronę firmową na FB, tam możecie się upewnić czy warto.

wtorek, września 17, 2024

Szczawiowa

Najlepsza jest domowa.
Można ją zjeść przed pracą lub po pracy.

niedziela, września 15, 2024

Powódź

Pamiętam tę z 1997 roku.
Wrocław odcięty od świata, komunikaty radiowe, reportaże z posterunków przy ścianach z workami pełnymi piasku, system flagowy (białe znaczyły coś tam, czerwone coś tam); w naszym suchym, cudownym zakątku, gdzie burze zawracają, las stojący w wodzie. 

Teraz jest i lepiej i gorzej. Ludzie są lepiej przygotowani, także mentalnie (może poza tymi, którzy osiedlili się na polderach, bo ziemia była tania, a poza tym skoro była już powódź tysiąclecia, to przecie następna będzie za tysiąc lat, logiczne nie?), ale wody jest jakby więcej. Jeszcze więcej niż wówczas? Trudno to sobie wyobrazić. Karkonoski Park Narodowy zamknięto dla ruchu turystycznego. Kłodzko znowu pod wodą. W Stroniu Śląskim stara konstrukcja kamiennej tamy chyba wytrzymała, ale zawiódł wał boczny i woda wlała się do miasta. Po południu rozpoczął się niekontrolowany zrzut kaskadą na jednej z piękniejszych zapór w Polsce, Bobertalsperre Mauer. Od wczesnego poranka działa suchy zbiornik retencyjny Racibórz Dolny. Wydano na niego mnóstwo kasy, niektórzy politycy już jęczeli, że tak stoi i nic nie robi, mlika nie daje, że może by z niego zrobić staw, to będą kolorowe jarmarki i blaszane zegarki. I proszę, chyba się przyda.

piątek, lipca 05, 2024

W filiżance ...

Dom, Kot, Jelenia Góra, napitki w Karkonoszach, suszarnia i Wrocław. To jeszcze filiżanki, kubki, szklanki sprzed tygodnia i dwóch. Według starego, słusznego zwyczaju, trzeba chwilę posiedzieć. Pięknie było. Dekompresja zakończona.

 

wtorek, czerwca 25, 2024

Wszystko przemija, zło również

Kilka dni temu wróciłam z gór. Nie straciliśmy w tym czasie kontaktu z realiami świata, ale wróciłam odrodzona. 

Ten krótki filmik został zrobiony w minioną środę w intrygującym miejscu, schronisku PTTK, nomen omen, „Odrodzenie". Jak to w regionie noszącym nadal ślady po Wielkiej Migracji, jego historia nie jest prosta. Budynek będzie niedługo obchodził stulecie istnienia, powstał w czasach Republiki Weimarskiej, za kanclerza Gustawa Stresemanna — nosił wówczas nazwę „Rübezahl” i był schroniskiem dla młodzieży, kilka lat później przejętym przez Hitlerjugend. W czasie drugiej wojny światowej odpoczywali tutaj niemieccy oficerowie. W marcu roku 1990 na tarasie widokowym "Odrodzenia" pozowali dziennikarzom Wałęsa i Havel, ówcześni prezydenci (w tamtym czasie nad Polską nadal roztaczał się smród spalenizny po ZSRR, a granica pomiędzy naszymi krajami była niemetaforyczna, stali na niej uzbrojeni żołnierze, spotkanie to było więc wielce symboliczne). 

W mijającym tygodniu przez trzy dni wędrowaliśmy grzbietami i dolinami, przekraczając granicę nie niepokojeni przez nikogo. Rozdawaliśmy "dzień dobry" i "ahoj" nie głowiąc się zanadto, czy nasze stopy są właśnie na Dolnym Śląsku, czy u naszych południowych sąsiadów (zamiast wypatrywać uzbrojonych facetów pilnujących linii na mapie, uważaliśmy raczej, żeby sobie nie skręcić stopy). Polska przystąpiła do Układu z Schengen w 2007 roku, wychodzi więc na to, że zaraz osiągnie pełnoletność całe pokolenie, które nie pamięta innego kraju, otoczonego kordonem zasieków z każdej strony. Pewnie wydaje się tym młodym ludziom, że przynależność do cywilizacji zachodniej jest czymś oczywistym, a czasy, gdy Kraj Rad przytulał nas szczelnie do własnego piekła to być może ciekawa, ale mało wiarygodna opowieść. Tymczasem, nic nie jest dane na zawsze —  w czasie wojny za naszą wschodnią granicą recepcja tej prawdy na szczęście nieco wzrasta. Na szczęście, bo po pierwsze musimy sobie zdawać sprawę, że aby była szansa na podtrzymanie odpowiadającego nam stanu, potrzebujemy aktywnie dokonywać określonych wyborów. Po drugie, jest z tym związana nadzieja  — każdy tyran upadnie (przeminął Hitler, przeminie i Fiutin). 

Robić swoje i mieć nadzieję. 

piątek, kwietnia 12, 2024

Opary po wyborach

Nie przyleciałam na wybory, wybrałam spożytkowanie dnia wolnego na inny weekend i zrelaksowany pobyt w domu z rodzicami (plan się udał, pogoda dopisała, nastroje również). Osoby mieszkające za granicą mają utrudnione głosowanie w polskich wyborach lokalnych (nie można głosować korespondencyjnie, ten przywilej wymaga spełnienia dodatkowych kryteriów, takich jak np. niepełnosprawność) i nawet rozumiem logikę przepisu. Dlaczego nie poszli na wybory ludzie obecni na miejscu i nie zaistniał efekt wysokiej frekwencji z poprzedniego roku? Zdumiały mnie te zawyżone oczekiwanie (pompowane przez media). W przeszłości oddając głos w wyborach lokalnych częściej niż przy okazji wyborów wyższego szczebla miałam poczucie stawiania na mniejsze zło. I wiem skąd ten efekt: ponieważ niejednokrotnie polityków (oraz "polityków") lokalnych znałam osobiście. Popieram dwukadencyjność stanowisk wójta, burmistrza czy prezydenta miasta (ustawa z 2018 roku, wprowadzona przez PiS zresztą), bo znam od podszewki zawiesisty sosik lokalnej władzy (w takiej jednej okolicy dopiero teraz się "dowiedzieli", że nie można liczyć głosów w wyborach, jeśli brat kandyduje na burmistrza; cuś takiego, no wiecie państwo, a przecież na parapecie mam maryjkę z odkręcaną główką, i krucyfiks).

Pozytywy: w dolnośląskim sejmiku wojewódzkim odwrócił się trend. Porównanie wyników z roku 2018 i 2024 pokazuje jeszcze raz, gdzie/jak następują zmiany. Otóż, nie następują one w głowach twardego elektoratu. W roku 2018 na Dolnym Śląsku PiS wygrało mając 28,53% poparcia (KO — 25,77%), w zeszłym tygodniu PiS przegrało otrzymując 27,48% głosów (KO wygrało z poparciem 33,52% głosów). Zaryzykuję twierdzenie, że PiS-owi bardziej zaszkodziła wysoka śmiertelność wyborców podczas pandemii, niż jakieś głębsze tych wyznawców refleksje. Statystyka nie zawsze prawdę nam powie i bywa, że fałszywie pociesza. Tak to jest, bracia i siostry, czasami trzeba przyznać, że poziom czytelnictwa w Polsce podniósł się z powodu Remigiusza Mroza, więc cieszyć się tym faktem nie jest łatwo, a nawet do końca nie mam pewności, czy warto. Opowiedzcie jak Wy to widzicie w swoich regionach.

czwartek, sierpnia 11, 2022

Odra

Zatrucie rzeki tak mną wstrząsa, że nie mogę o tym czytać.

Powiesić.

poniedziałek, września 10, 2018

In a cup of ...


zielonej herbaty.
Miejsce: Polskie Smaki, Piłsudskiego 74, Wrocław.
Czas: piątek, po południu.

Po cmentarnym spacerze, herbata i na deser cukierek z nietoperzem.
Zaczyna się sezon samych przyjemności i pewnie żal mi będzie wyjeżdżać, gdy pogoda jest taka dogodna, słoneczno-dyniowa. Kocham jesień, mam wtedy urodziny, mogę się opatulać w kocyki bez zwracania na siebie uwagi. Sezon halloweenowy jest the best.


kawy (drip z czegoś południowoamerykańskiego)
Miejsce: Kawiarnia CIŻ Cafe, Pawła Włodkowica 9, Wrocław.
Czas: piątek, po południu.

Jeszcze jedno wspomnienia z miejsca o którym już pisałam. Do kawy miodownik, ale dość nietypowy, nie spodziewałam się takiego smaku i konsystencji. W plecaku Karolek, który od przyjazdu tutaj zwiedza ze mną świat i pilnuje, żebym nie pogubiła dokumentów. 
Szana Towa! 😘

Dzisiaj za chwilę wpadnę do starej pracy, potem spotkanie z koleżankami na obiedzie. 
Tylko założę kapelusz.

piątek, września 07, 2018

‏Już za chwilę ‏Rosz ha-Szana

wczoraj byliśmy z Kraciastym obejść miasto
i tak dziwnie obeszliśmy
otóż

po wyjściu z szynobusa pewną stopą udaliśmy się na ulicę Slężną 37/39
(tzn. najpierw zjedliśmy śniadanie we Wroclavii, bo wyszliśmy z domu bezśniadaniowo)
a tam nam mówią, że jest czwartek, a w czwartki można chodzić za darmo
zrobiliśmy więc dobry biznes spacerując po starym cmentarzu żydowskim na Ślężnej
bo jest we Wrocławiu coś takiego jak Muzeum Sztuki Cmentarnej, więc
przy ruchliwej ulicy za murem szemrzą zraszacze.


następnie w Polskich Smakach zjedliśmy obiad, penne były niedogotowane.
Piłsudskiego 74, wcześniej Świerczewskiego, a nawet Garten Straße.
dostałam cukierka z nietoperzem.

następnie zaszliśmy do Teatru Capitol.
Kraciasty sprezentował mi koszulkę z Mistrzem i Małgorzatą.
na budynku wiatraczki jak swastyki reklamują premierę "Blaszanego bębenka".

Minęliśmy betonowego mężczyznę w kapeluszu,
i drugiego, w zasadzie samą głowę, z ptakami we włosach.

Trafiliśmy do Dzielnicy Czterech Wyznań i
w CIŻu zamówiliśmy dripy.
(Centrum Informacji Żydowskiej)
Włodkowica 9. Wallstraße. Kalendarz na ścianie poinformował mnie, że za chwilę Nowy Rok
pięć tysięcy siedemset siedemdziesiąty dziewiąty.


w domu czekały na nas dwa małe jeże, jeszcze nie otworzyły oczu.
A ty, pobożny człowieku, dbaj troskliwie o swoją winnicę i każdy jej owoc duchowy, nie plugaw jej doczesną pożądliwością, albowiem kolczasty diabeł czyha i skraść chce wszystkie owoce twego ducha i nabić je na swe igły, ciebie pozostawić zaś nagiego i ogołoconego jak łodyga bez owoców.
— "Physiologus".

Muahahahaha (słychać w tle głos szatański).

wtorek, lipca 10, 2018

In a cup of ...


czarnej herbaty.
Miejsce: Schronisko PPTK "Dom Śląski", pok. nr. 8, Karkonosze.
Czas: wczoraj po godzinie 9 wieczorem.

Po 14 km marszu z Jagniątkowa chciałam umrzeć. W drodze muchomory i wełnianki. Po 19 km stwierdziłam, że nie umrę i napiję się herbaty.


czarnej herbaty.
Miejsce: Schronisko PPTK "Dom Śląski", Karkonosze.
Czas: dzisiaj rano.

Przed wyjściem na szlak czerwony mały rzut oka na górę. Nie tym razem, moja droga. Powrót wśród naparstnic, chmury coraz niższe. Nie wiem dlaczego ludzie w takiej sytuacji mówią "nie czuję nóg". Bolą. Ale sza, dobranoc.