Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sceptycyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sceptycyzm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, października 03, 2021

Opętanie, czyli zarabianie na szatanie

Nadal dość niezwykłym wydarzeniem jest racjonalne traktowanie zaburzenia zwanego potocznie opętaniem, więc podrzucam link do artykułu Oskara Nawalnego na łonecie "Cała prawda o egzorcyzmach w Polsce", bo raz coś tam na ten temat nie brzmi jak artykuł sponsorowany przez KrK przedsoborowy.

Cała prawda? Sądzę, że to czubek góry lodowej, ale jest przynajmniej wspomnienie realiów. A te są takie, że w obrośniętym mitologią przypadku Annelise Michel rzadko mówi się o padaczce skroniowej jako przyczynie jej stanu, bo nie jest to wystarczająco ojdyrydy-kabum. Równie rzadko pisze się, że opętanie jako zaburzenie ma swoje uwarunkowanie kulturowe — objawy, które normalnie podlegają leczeniu tak, jak każde inne, są podtrzymywane przez otoczenie interpretujące te objawy w kategoriach mitologicznych. Powtarzalność faktu, że opętania pojawiają się w środowiskach (ultra-)wierzących po prostu nie jest przypadkiem. W rodzinach i społecznościach, których członkowie wyznają kult niewiedzialnych przyjaciół, chorzy z jednej strony dostosowują się do świata wyobraźni, który ich otacza, a z drugiej strony częściej nie otrzymują adekwatnej pomocy psychologicznej. Mitologiczni interpretorzy zaburzeń psychicznych nie stawiają sobie za główny cel zaszkodzenie choremu. Wg mnie, celem nadrzędnym jest potwierdzenie, że obiekty wiary naprawdę istnieją i kontaktują się z naszym światem — innym dość spektakularnym efektem tak wywróconych oczekiwań jest kanonizowanie osób zaburzonych psychicznie, że podam przykład Francesco Forgione (znanego jako o. Pio) czy Heleny Kowalskiej (znanej jako św. Faustyna). Ciekawym załamaniem tej nie-logiki jest, że gdy chory twierdzi jakoby był bogiem, zarówno duchowni jak i wierni zazwyczaj szybciej rozpoznają taką osobę jako zaburzoną psychicznie (z czego by wynikało, że postać szatana ma w zbiorowej wyobraźni pozwolenie na większą ekspresję istnienia od postaci boskiej). Oczywiście popkultura nie pomaga przetwarzając historie zaburzeń psychicznych na horrory i biografie na pograniczu fantazy. Ale to mnie akurat nie dziwi, popkultura przeżuwa wszystko, dopiero nasza reakcja na te papki, traktowanie fikcji jako reportażu staje się źródłem błędów poznawczych, ignorancji i życzeniowego podejścia do rzeczywistości.

wtorek, maja 25, 2021

Przeciwko wieczności

Jeden z moich podopiecznych powiedział dzisiaj, że po śmierci musi coś być, bo inaczej życie nie miałoby sensu. Inni potaknęli, wszyscy z ciężkich domów, snujący historie o codziennym paleniu trawki i uczeniu młodszego rodzeństwa, jak przeklinać. 

Może ktoś powie, że idea wieczności daje im nadzieję. A mnie się zdaje, że pozwala im nie wybiec z domu z krzykiem, że zostało mało czasu, że tu i teraz trzeba coś zmienić. 

wtorek, września 29, 2020

Morze, 10:36


***
Lubię spacerować przed południem, o tej porze spotyka się na plaży specyficzny gatunek człowieka, lub nie spotyka się go wcale. Minęłam trzy osoby z psami i martwego węgorza morskiego. Próbuję ustalić jak jest po irlandzku "babie lato", ale to wcale nie jest takie proste, gaeilge jest podobny do niczego. 

Nie wiem co mnie zawiodło do filmiku Krzysztofa Jackowskiego, ale po spacerze dłuższy czas słucham alkoholowo wyglądającej głowy tego pana i czytam pełne zachwytu komentarze pod rojeniami gościa, który żyje swoimi rzekomymi sukcesami w branży parapsychologicznych nabieranek mocno reklamowanych przez gazetowe szmatławce. Pan Krzysio-branżowiec mnie nie szokuje, ilość i merytoryka komentarzy wiele mnie za to uczy o ludziach. Średnia IQ w Polsce to podobno 99, w Irlandii 92. EFEKT DUNNINGA-KRUGERA w skrócie mówi o tym, że im ktoś ma niższe zdolności intelektualne, tym mniej ma narzędzi, aby rozpoznać u siebie brak kompetencji. To wyjaśnia dlaczego osoby, które słabo zaliczają egzaminy lub je oblewają, zazwyczaj są tym zdumione, podczas, gdy osoby, które zdają egzaminy z wysokimi notami, często przed ogłoszeniem wyników szczerze spodziewają się oceny nieco niższej niż faktyczna. Kompetentni zauważają złożoność pytań i niuanse w odpowiedziach, częściej mówią "to zależy", podczas gdy dla niekompetentnych wszystko jest proste, a każda mętna bzdura potencjalnie trąci głębią :) Oto słowo na dziś.

środa, kwietnia 22, 2020

Duchowość?

Moja wypowiedź o religii u Olimpii Werol spodobała mi się na tyle (😄), że postanowiłam ją tutaj zapisać, zapamiętać, tudzież zaprosić do linku, jeśli chcecie z Olimpią porozmawiać o swojej wierze lub jej braku.
@Olimpio, wyznawana przez Ciebie wiara w "zbawienie" może dotyczyć czego tylko chcesz, bo to Ty wyznaczasz zakres profitów. Z mojego odległego punktu widzenia, Twoja wiara i jej atrakcyjność (bo musiała być dla Ciebie atrakcyjna, skoro ją przyjęłaś do siebie) dotyczy tu i teraz (w końcu w życie pozagrobowe nie wierzę). I stąd wynikał mój pierwszy komentarz w temacie. Wiara dla Ciebie = zdrowie, radość, pokój, dostatek. Ktoś może oczywiście krytykować, że nie tylko zdrowi i bogaci są wierzący, a w zasadzie trend jest odwrotny i pewnie da się to pokazać statystycznie. No ale wiara to świat wyobraźni. Jeśli nawet jej jedyną funkcją jest zaprzeczać temu, co każdy z zewnątrz widzi, to człowiek jest w dużej mierze swoim własnym wyobrażeniem i let it be. 
Tyle ja. Z pewnością to pytanie już gdzieś zadawałam, ale każdorazowo fascynuje mnie różnorodność odpowiedzi i lubię je powtarzać. Czym jest wg Was duchowość? Jak/przez co się realizuje?

niedziela, października 06, 2019

In a cup of ...




green tea & ...




flat white.
Location: Windsor Bar & Restaurant, Dublin St, Townparks, Dundalk, Co. Louth.
Time: yesterday, early afternoon.

Wcześniej pojechaliśmy na coś w rodzaju rozmowy o pracę, potem jeszcze trzeba było naprawić tłumik w samochodzie i zrobić zakupy spożywcze. Pojechaliśmy potem na urodzinowy obiad (chowder i inne dobroci), a jeszcze później na drzemkę przed wieczorną wizytą u przyjaciół. Na tapecie tym razem był dokument PBS "Dark Secrets of the Vatican". Można obejrzeć, choć uważam, że Sekielski zrobił to dużo lepiej.

sobota, sierpnia 24, 2019

Update późnosobotni

Około jedenastej wypuściłam kota w mrok. Nie ma wiatru, tylko odgłosy morza słychać gdzieś w oddali. Piję herbatę i sobie dumam siedząc w szlafroku. Takie dumanie przed snem. Wrzuciłam post na Galaktycznej o Bobisi i nastrój mam nostalgiczny, bo grzebałam na komputerze w zdjęciach z ostatnich 12 lat. Niby nic takiego się nie zmienia, ale jak nie patrzysz, zmiany zachodzą nieuchronnie. I to nieuchronnie wcale nie jest takie straszne, w końcu niektórzy przysparzają szczęścia pojawiając się w naszym życiu, a inni z niego znikając. Myślę o zwierzętach, jaki jest sens tych wszystkich krótkich spotkań ... ich życie, młodość, dorosłość, starość widzimy zazwyczaj, jeśli nie liczyć zwierzęcych matuzalemów, jak na dłoni. Czego możemy się od nich nauczyć? W zaświaty nie wierzę ... wędrówka dusz? ... to wszystko za bardzo jest naciągane. Dzisiaj wychodząc ze sklepu w ostatniej chwili skręciłam, żeby nie rozdeptać pająka. Przyszło mu być pająkiem i w związku z tym robił co mógł. Gdybyśmy chcieli się z tego uczyć, świat wyglądałby trochę inaczej.

czwartek, maja 30, 2019

Apostazja

Wyskoczyła mję dzisiaj informacja o tym, że Jacek Dehnel, rocznik 80, dokonał apostazji. Swoje powody oficjalnego rozstania z Kościołek Katolickim człowiek ten wyłuszczył na fejsie, podlinkowuję.

Historię pewnie znacie w wielu odsłonach, bo wielu Polaków nie wierzy, nie uczestniczy, nie bierze na poważnie, a jednak wisi na liście. Czasami tacy Polacy nagle postanawiają: wezmę i pójdę się skreślić. Wobec tego wybudzenia ze snu pojawiają się różne opinie otoczenia.

Pytanie do Was: Czy warto dokonywać apostazji?
                                        Dlaczego tak, dlaczego nie?
                                                   Jesteście niewierzący i jesteście na liście KrK ... dlaczego?

piątek, września 07, 2018

‏Już za chwilę ‏Rosz ha-Szana

wczoraj byliśmy z Kraciastym obejść miasto
i tak dziwnie obeszliśmy
otóż

po wyjściu z szynobusa pewną stopą udaliśmy się na ulicę Slężną 37/39
(tzn. najpierw zjedliśmy śniadanie we Wroclavii, bo wyszliśmy z domu bezśniadaniowo)
a tam nam mówią, że jest czwartek, a w czwartki można chodzić za darmo
zrobiliśmy więc dobry biznes spacerując po starym cmentarzu żydowskim na Ślężnej
bo jest we Wrocławiu coś takiego jak Muzeum Sztuki Cmentarnej, więc
przy ruchliwej ulicy za murem szemrzą zraszacze.


następnie w Polskich Smakach zjedliśmy obiad, penne były niedogotowane.
Piłsudskiego 74, wcześniej Świerczewskiego, a nawet Garten Straße.
dostałam cukierka z nietoperzem.

następnie zaszliśmy do Teatru Capitol.
Kraciasty sprezentował mi koszulkę z Mistrzem i Małgorzatą.
na budynku wiatraczki jak swastyki reklamują premierę "Blaszanego bębenka".

Minęliśmy betonowego mężczyznę w kapeluszu,
i drugiego, w zasadzie samą głowę, z ptakami we włosach.

Trafiliśmy do Dzielnicy Czterech Wyznań i
w CIŻu zamówiliśmy dripy.
(Centrum Informacji Żydowskiej)
Włodkowica 9. Wallstraße. Kalendarz na ścianie poinformował mnie, że za chwilę Nowy Rok
pięć tysięcy siedemset siedemdziesiąty dziewiąty.


w domu czekały na nas dwa małe jeże, jeszcze nie otworzyły oczu.
A ty, pobożny człowieku, dbaj troskliwie o swoją winnicę i każdy jej owoc duchowy, nie plugaw jej doczesną pożądliwością, albowiem kolczasty diabeł czyha i skraść chce wszystkie owoce twego ducha i nabić je na swe igły, ciebie pozostawić zaś nagiego i ogołoconego jak łodyga bez owoców.
— "Physiologus".

Muahahahaha (słychać w tle głos szatański).

poniedziałek, kwietnia 16, 2018

O ateizmie

Nadal jestem typem fascynatki. Nie zmieniło się to od czasu, gdy byłam małą dziewczynką, z tą różnicą, że wówczas łatwiej przemawiały do mnie rzeczy błyszczące i głośne. Pamiętam jak wierzyłam babci, że w wieczór wigilijny do domu może przyjść Gwiazdor i żądałam starannego zaryglowania drzwi. Przynajmniej raz zafascynowało mnie tabernakulum, i stojąc na paluszkach na babcinych kolanach chciałam z ostatnich rzędów dostrzec to bajkowe Coś, co tam mieszkało i ukazywało się w trakcie bum tararara pomiędzy śpiewami i klękaniami. Przeszkadzały mi w tym głowy obleczone w kwietne chustki i, bardzo nowoczesne wówczas, moherowe berety. Zapach kościoła łączył się z zapachem chłodu, kadzidła i naftaliny. Zapach świątyń lubię do dzisiaj. Zajmowałam miejsce w przedostatniej ławce pomiędzy samymi starszymi paniami i dość długo, dzięki sąsiadce siedzącej z przodu, sądziłam, że formułka w litanii brzmi "muć się za nami". Sąsiadka zmarła w zeszłym roku.

Do komunii podeszłam, do bierzmowania również. Za pierwszym razem miałam ładną sukienkę uszytą przez mamę — wyglądałam jak panna młoda. Za drugim razem świadkiem była sąsiadka, która lubi zwierzęta. Wtedy już uciekałam z religii uważając te posiedzenia za stratę czasu (nie dowiadywałam się niczego interesującego, a gdzieś w wieku 12-13 lat księżowskie ględzenia zaczęły mi uwierać. Za dużo w tych historiach było ... Już wtedy byłam na tyle rozgarnięta, żeby wiedzieć, że nie jest takie proste). Obecna, nie dyskutowałam, majtałam nogami pod stołem, bo zawsze byłam grzecznym dzieckiem. Bycie dobrym dzieckiem przychodziło mi łatwo. Wystarczy się uśmiechać, nie przeszkadzać i zajmować się w głowie swoimi własnymi sprawami. Dorośli się wtedy odprężają, wydaje im się, że kupujemy to, co mówią. Myślę, że wielu wierzących rodziców ma bardzo grzeczne dzieci. Byłam dobrym dzieckiem niezinternalizowanym. Dodam, że ksiądz numer jeden wydawał mi się miłym człowiekiem, zresztą uważam tak do dzisiaj.