Nadal dość niezwykłym wydarzeniem jest racjonalne traktowanie zaburzenia zwanego potocznie opętaniem, więc podrzucam link do artykułu Oskara Nawalnego na łonecie "Cała prawda o egzorcyzmach w Polsce", bo raz coś tam na ten temat nie brzmi jak artykuł sponsorowany przez KrK przedsoborowy.
Cała prawda? Sądzę, że to czubek góry lodowej, ale jest przynajmniej wspomnienie realiów. A te są takie, że w obrośniętym mitologią przypadku Annelise Michel rzadko mówi się o padaczce skroniowej jako przyczynie jej stanu, bo nie jest to wystarczająco ojdyrydy-kabum. Równie rzadko pisze się, że opętanie jako zaburzenie ma swoje uwarunkowanie kulturowe — objawy, które normalnie podlegają leczeniu tak, jak każde inne, są podtrzymywane przez otoczenie interpretujące te objawy w kategoriach mitologicznych. Powtarzalność faktu, że opętania pojawiają się w środowiskach (ultra-)wierzących po prostu nie jest przypadkiem. W rodzinach i społecznościach, których członkowie wyznają kult niewiedzialnych przyjaciół, chorzy z jednej strony dostosowują się do świata wyobraźni, który ich otacza, a z drugiej strony częściej nie otrzymują adekwatnej pomocy psychologicznej. Mitologiczni interpretorzy zaburzeń psychicznych nie stawiają sobie za główny cel zaszkodzenie choremu. Wg mnie, celem nadrzędnym jest potwierdzenie, że obiekty wiary naprawdę istnieją i kontaktują się z naszym światem — innym dość spektakularnym efektem tak wywróconych oczekiwań jest kanonizowanie osób zaburzonych psychicznie, że podam przykład Francesco Forgione (znanego jako o. Pio) czy Heleny Kowalskiej (znanej jako św. Faustyna). Ciekawym załamaniem tej nie-logiki jest, że gdy chory twierdzi jakoby był bogiem, zarówno duchowni jak i wierni zazwyczaj szybciej rozpoznają taką osobę jako zaburzoną psychicznie (z czego by wynikało, że postać szatana ma w zbiorowej wyobraźni pozwolenie na większą ekspresję istnienia od postaci boskiej). Oczywiście popkultura nie pomaga przetwarzając historie zaburzeń psychicznych na horrory i biografie na pograniczu fantazy. Ale to mnie akurat nie dziwi, popkultura przeżuwa wszystko, dopiero nasza reakcja na te papki, traktowanie fikcji jako reportażu staje się źródłem błędów poznawczych, ignorancji i życzeniowego podejścia do rzeczywistości.



