Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

czwartek, sierpnia 13, 2020

In a cup of ...


black tea (and double espresso for Kraciasty).
Location: in front of our house, IE.
Time: yesterday afternoon.

Wszystko nam mówi, że lato powoli się kończy. Dzisiaj zachód słońca jest o 20:58. W zeszłym roku o tej porze odliczaliśmy dni do ślubu, który zaskoczył z pewnością wielu naszych znajomych. Było szybko i na temat. A teraz już tylko razem. Ostatnie dwa dni to upały. Na froncie covidowym znowu pojawiła się górka, a na sklepowych półkach info, że niektóre produkty zostaną dowiezione w późniejszym terminie. Do sklepów wchodzimy w obowiązkowych maseczkach, w kolejce do kasy wykonujemy nieobowiązkowy taniec z trącaniem się półdupkami. 

***
Dwa dni temu małżonek (to ten osobnik bez obuwia po lewej) przywiózł ze sobą po pracy kilka kolejnych płyt. Tak więc zasłuchujemy się. Jesteśmy w roku 1971. Wyobrażam sobie Kryśkę w tamtych czasach. Nonirony błyskawicznie przechodzą zapachem jej ciała, gdy stoi w kolejkach. Ponieważ poza staniem w kolejkach Kryśka ma też inne obowiązki, w drodze jest już Kryśka bis, ona też będzie kiedyś etatowo obrażona i zniesmaczona. Polska jest za żelazną kurtyną, Kryśka nie wie więc, że do deprawacyji, profanacyji i dżęderów, które tak ją rozsierdzą w XXI wieku, już doszło, gdy ona, odważnie chroniąc własnym ciałem siatki w której ma upakowane na pół skisłe mleko, walczyła na twarde łokcie w kolejce po niespotykanej wchłanialności papier toaletowy. Albowiem tego samego poranka David po raz kolejny nałożył makijaż i przeszedł tak przez swoją dzielnicę w Lądku Zdroju (nie ma takiego miasta Londyn).

David Bowie - Life On Mars (2016 mix).

wtorek, maja 19, 2020

In a cup of ...




black coffee.
Location: home.

Przy kawie patrzę jakie to dziwy są na tym świecie. Jest ich cała masa, tak, że człowiek, wędrując i przyglądając się, nigdy nie będzie się nudził. Zmartwychwstania, cisi wielbiciele, socjotechniki, efekt Streisand ...


... i na dodatek jeszcze, człowiek słucha, co mówi Terlikowski i ... się z nim zgadza, teściowa jest miła, a kolejki przed ogrodniczym są większe niż przed spożywczym. Czyżby czasy ostateczne? U nas jest dziś podobno cieplej niż w Los Angeles. Tęsknię za kawiarniami. Ślę w Kosmos życzenie.

piątek, grudnia 06, 2019

In a cup of ...



ukrainian black tea with lemon.
Location: friend's house in Newry, Co. Down, Northern Ireland.
Time: late morning, yesterday.

Z wizytą u ukraińskiej polonistki. Dzień był niesamowicie mglisty i pochmurny. Gdy jedziemy w tamtym kierunku zawsze zachwyca mnie bliskość chmur — widocznie wspinamy się niepostrzeżenie i niebo jest nagle tuż tuż, chmury zaczepiają mijane pagórki, czasami pochłaniają je całe, razem z rozrzuconymi po nich domami.

***
Jutro Kraciasty będzie w Polsce, ja lecę w niedzielę wieczorem — zaledwie kilka dni, żeby pobyć z bliskimi i zrobić update bieżących spraw. Cieszę się na pogawędki z rodzicami, przytulenie babci i potarmoszenie za uszy domowych sierściuchów. Poznam osobiście najnowszy dodatek do rodziny: kudłatego Maksia. Jeszcze nie wiem, czego oczekuję od fryzjerki, za to na pewno wyrobię nowy dowód, oprawię parę zdjęć ślubnych i spotkam się na kawie z przyjaciółkami. Wszystko to spróbuję upchnąć w jeden dzień, żeby przez następne trzy zwyczajnie pobyć. Jakie macie plany na tolejny tydzień? Krampus już do Was przyszedł? 😋

sobota, sierpnia 24, 2019

I proszę ... filiżanka również

rzeczywistość współpracuje. Kraciasty jest już pod opieką Malinki. Obrączka kupiona online pasuje tak, że łatwo wchodzi, trudno schodzi. Natomiast na lotnisku miły mój znalazł narzutkę z alpaki, co się nada na ślub. Alpaka jest z Kerry 😊, ciekawe jak ma na imię. Poza tym słońce świeci drugi dzień i jest z 22 stopnie, czyli jak na warunki irlandzkie mamy upał. Wczoraj praca bardzo miła (przez okno zaglądał do mnie pied wagtail, pliszka siwa, mały, ciekawski ptaszek), taksówkarz zaśpiewał mi przez słuchawkę piosenkę w której występuje moje imię, a tak w ogóle postarałam się dzień zacząć dobrze:



green tea.
Location: Cafe Lemonade, Matthews Lane South, Drogheda Beside Tesco Extra just off Donore Road,
                   Drogheda, Co. Louth.
Time: yesterday, before noon ...

z pawłową 😈

piątek, sierpnia 23, 2019

Gloomy time

Przez ostatnie trzy dni zdarzyło się nam z Kraciastym, że rozjadaliśmy się "na mieście" jak milionerzy. Myślę teraz, że przygotowywaliśmy się mentalnie do rozstania. Od rana, chociaż słoneczko zapukało do oknia sypialni, wcale nie jest mi wesoło. Kot od wczoraj ma niestrawność, a Kraciasty jest już na lotnisku, beze mnie. Od dzisiaj do czwartku na włościach samodzielnie, więc nawet się cieszę, że pracuję pięć dni ... czas minie szybciej. Poza tym mam nowy "Przekrój", książkę Simony, kurs niemieckiego, chwasty na trawniku. Dam radę.

czwartek, sierpnia 08, 2019

In a cup of ...



green tea.
Location: home.

Niestety krówka bez ucha poszła do nieba dla kubków i teraz korzystam z owcy. A śniadam dość późno, bo musiałam się najpierw wypowiedzieć. Telefony do rodziny zostały wykonane, kot napasiony, oblubieniec odpoczywa po pracy, dzień zapowiada się piękny pod każdym względem. Wysyłam w eter życzenia wspaniałości 🙋

poniedziałek, sierpnia 05, 2019

In a cup of ...

green tea.
Location: Bar Italia Ristorante, 26 Ormond Quay Lower, North City, Dublin, D01 NR76.
Time: Saturday, 10 p.m.

While waiting to collect our nightly guest from the airport, we had a good time in a place where people were happy we'd finally appeared.

Kraciasty's black coffee (I suppose).
Location: our home in the country.
Time: yesterday, 9 a.m.

Czasami młodzież jest ostrożna i nijaka. Takiego mieliśmy Gościa. Aż jestem ciekawa, co wyrasta z dziewczyn bez właściwości. A tymczasem rozmawiamy w sypialni. "Dobrze, że Irlandia jest spokojnym miejscem. Bo trzeba byłoby wyjechać w Bieszczady . Albo do Szwecji . Albo do Czech. Albo do Kisłowodzka . Nieeee ... Kisłowodzk jest przereklamowany."

poniedziałek, lipca 01, 2019

Dzisiaj

będę robiła nic, tak zostało postanowione.
Właśnie siedzę po obiedzie (przypalonym), bez kota, bez Prawie Męża,
gdyż oboje udali się w znanych im kierunkach. Najadłam się lodów, i cała taka zadowolona
podrzucam Wam link do tematu na Galaktycznej o tolerancji,
który jest przyczyną tego, że mi się woda z ziemniaków wygotowała pierwszy raz w całym życiu moim.
Po siedmiu dniach pracy wolne należy się jak psu buda.
Może książkę nową czytać zacznę, może uniwersum Szkolnej 17 obejrzę, lub jakiś stary kryminał.
Nie chodzę nigdzie. Tylko 50 przysiadów.
Dobrego tygodnia wszystkim.

wtorek, listopada 20, 2018

Pierwszy śnieg

Jeszcze na nogach mamine klapki, a w żołądku babcina pomidorówka,
ale już nam się kończy co dobre.
Podanie o dziekankę wysłane, białe na głowie zaciapkane farbą, chociaż wcale nie wiem, czy mi tak zależy.
Za nami zjechała szara zima i dzisiaj targała mnie za płaszcz.
Jutro znowu w drodze, pakujemy wałówki i rozjeżdżamy się z Kraciastym w dwie strony.

Trudno mi opuszczać ten dom pełen sierści.
Za oknem leży pierwszy śnieg, Wojtuś strzyże uszami, popacz, białe, puchate.

piątek, września 14, 2018

In a cup of ... / Pappbecher ...



Kaffee.
Der Ort: Berliner Bar, Flughafen Schönefeld, 12521 Berlin, Deutschland.
Der Zeit: gestern Vormittag.

Unsere Reise war wirklich ermüdend. Hier sitzen wir und warten ein paar Stunden auf einen Flug nach Dublin. Flughafen Schönefeld ist schrecklich, zu klein, ganz kalt und veraltet. Seltsam.

Zanim wylądowaliśmy w Dublinie, jeszcze w domu sporo innych kubeczków, w zeszły poniedziałek zielona herbatka w Bezie, dzień przed wylotem również zielona w naszym Młynie ...



... szczegółów nie opiszę, za bardzo mam teraz stopy na krześle. Pomiędzy egzaminami przyjemne lenistwo, dobre były te dwa tygodnie. Dom już się nagrzał, miałam dzisiaj mieć wolne, ale ni z gruchy ni z pietruchy wylądowałam w pracy. Miły mój właśnie postawił mi przed nosem sałatkę do steków, bo gdy ja tu sobie klikam on gotuje po dziewiątej wieczorem obiad. I kto ma najwspanialszego faceta na świecie, kto? 

poniedziałek, sierpnia 20, 2018

Plan

Wczoraj obudził mnie rano zapach mielonej kawy,
a dzisiaj co?
Siedzę z szopą mokrej grzywki i planuję samotne obiady do następnej środy,
i że wyprasuję z nudów bieliznę,
i wypiorę wszystkie szlafroki,
i wygarnę kurz z najodleglejszych kątów,
i że napiszę z dwa eseje,
i wyjdę na plażę,
bo inaczej zwariuję.

Sześć szpaków pasie się na naszym trawniku,
one też już chyba kupiły bilety na daleki lot na kontynent.

niedziela, sierpnia 05, 2018

Niedziela dla rodziny

Skończyłam pracę po 19-tej.
Jedziemy z Kraciastym do domku, ja ze zdjętym prawym butem, Kraciasty w czerwonych spodniach,
po drodze widzimy w jednym z ogródków pana na wózku, w typowej irlandzkiej czapce,
który ma na kolanach rozłożoną grubą książkę i wydaje się zatopiony we własnych myślach.

— Ciekawe, co czyta.
— Faktycznie ... ciekawe, potwierdza Kraciasty.

Taka obserwacja bez puenty, poza tym, że bardzo mi się spodobał ten obrazek :)

***
Z wolandowych retrospekcji polecam najnowszy tekst: "Czy można umrzeć za ojczyznę, a jeśli tak, to czy warto?".

środa, lipca 25, 2018

Tupot ośmiu nóg ...

Pytasz, co robię o północy?
Czytam w łóżku i nagle go widzę, zdezorientowanego czy już może wyjść, czy to błąd życiowy.

Biegam po sypialni próbując złapać pająka wielkiego jak bydle, którego strasznie się boję.
(W domu akurat menczyzny brak)
Widziałam go już wcześniej, chyba mieszka za naszym łóżkiem.
Zabić? Nie po tym jak skulił się w rogu i spojrzał na mnie z wyrzutem.

Dobre są te pojemniki po sałatkach jarzynowych z polskiego sklepu.
Czyli o północy na golasa robię zdjęcia.
Surfuję w sieci, żeby sprawdzić co on za jeden, bo tak już mam z głową.
I gadam do niego.

Giant house spider. Do niedawna Tegenaria, dopiero od 2013 roku wprowadzono do taksonomii nowy rodzaj, Eratigena. Po polsku kątnik. Może dziabnąć, ale bez przekonania, jego jad nie jest niebezpieczny. Ten był nieśmiały. Po sesji zdjęciowej eksmisja na ogródek.