
Location: in front of our house, IE.
Time: yesterday afternoon.
Wszystko nam mówi, że lato powoli się kończy. Dzisiaj zachód słońca jest o 20:58. W zeszłym roku o tej porze odliczaliśmy dni do ślubu, który zaskoczył z pewnością wielu naszych znajomych. Było szybko i na temat. A teraz już tylko razem. Ostatnie dwa dni to upały. Na froncie covidowym znowu pojawiła się górka, a na sklepowych półkach info, że niektóre produkty zostaną dowiezione w późniejszym terminie. Do sklepów wchodzimy w obowiązkowych maseczkach, w kolejce do kasy wykonujemy nieobowiązkowy taniec z trącaniem się półdupkami.
***
Dwa dni temu małżonek (to ten osobnik bez obuwia po lewej) przywiózł ze sobą po pracy kilka kolejnych płyt. Tak więc zasłuchujemy się. Jesteśmy w roku 1971. Wyobrażam sobie Kryśkę w tamtych czasach. Nonirony błyskawicznie przechodzą zapachem jej ciała, gdy stoi w kolejkach. Ponieważ poza staniem w kolejkach Kryśka ma też inne obowiązki, w drodze jest już Kryśka bis, ona też będzie kiedyś etatowo obrażona i zniesmaczona. Polska jest za żelazną kurtyną, Kryśka nie wie więc, że do deprawacyji, profanacyji i dżęderów, które tak ją rozsierdzą w XXI wieku, już doszło, gdy ona, odważnie chroniąc własnym ciałem siatki w której ma upakowane na pół skisłe mleko, walczyła na twarde łokcie w kolejce po niespotykanej wchłanialności papier toaletowy. Albowiem tego samego poranka David po raz kolejny nałożył makijaż i przeszedł tak przez swoją dzielnicę w Lądku Zdroju (nie ma takiego miasta Londyn).









