Tę wiadomość słyszeli zapewne już wszyscy, choćby niechcący. Wczoraj Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem pani Przyłębskiej orzekł, że przepisy dotyczące aborcji w przypadku ciężkich wad płodu są niezgodne z Konstytucją, co oznacza, że jedna z trzech przesłanek do przeprowadzenia legalnej aborcji w Polsce została właśnie tylnymi drzwiami anulowana w trybie przyspieszonym. W reakcji na tę "niespodziewaną" wiadomość partia rządząca ogłosiła, że zaczną się prace nad przepisami wspierającymi kobiety zmuszone do urodzenia dzieci, którym w innych warunkach taki los byłby oszczędzony. Nie mam powodu przypuszczać, aby te pracy różniły się czymś od tego, jak Polska zareagowała na pandemię i jak sobie z nią radzi. Powstanie komisja i będzie obradowała.
Wracając do samego orzeczenia TK, uzasadniono je powołując się na "art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3". W żadnym z nich nie ma nic na temat tego, że płód jest uważany za obywatela Rzeczpospolitej. Artykuły te jednak w rozumieniu pani Przyłębskiej wystarczają do ograniczenia prawa do własnego ciała kobiet, obywatelek Rzeczpospolitej, o których ochronie mowa w Konstytucji (przy czym zakładam, że hasło "człowiek" odnosi się także do kobiet, chociaż orzeczenie TK stawia pod znakiem zapytania takie moje rozumienie Konstytucji).
Myślę, że po tej decyzji jaśniejsza się stała dla niektórych walka toczona o TK, te niezrozumiałe skandowania o sądy, informacje o protestach ulicznych psujące uroczą bańkę poranka z dziatwą przed telewizją śniadaniową. Kaczyński stchórzył przed czarnymi parasolkami i potrzebował kogoś innego jako parawanu dla swojej szarej eminencji. Aby stanowić narzędzie przydatne dla urojeń partii, Trybunał musiał być polityczny, a nie kompetentny (jest to zresztą ważna cecha przy wyborze polityka PiSu wiodącego w danym sezonie, jeśli jeszcze się nie zorientowaliście dlaczego tyle jest w tym ugrupowaniu złotoustych, bredzących jak potłuczeni). Wyrok zapadł w pełnym składzie, z odrębnymi zdaniami dwóch sędziów, w tym głosem sprzeciwu prof. Kieresa, jedynego sędziego wybranego przed 2015 rokiem. Prawo stanowione tą drogą oznacza, że następcom nie będzie łatwo zmienić przepis po wymianie rządu. Najpierw trzeba będzie czekać na zmiany osobowe w TK.
To co by tu jeszcze? Skoro motywacja polityczna, a nie logiczna, to skądże łuna? Z połączenia tronu z ołtarzem, wbrew Konstytucji, ale za zgodą Suwerena, któremu to nie wadzi. Pomysł na kochanie dzieci nienarodzonych to flagowe hasło nowego KrK, kościoła stetryczałego, pozbawionego władzy militarnej. W Biblii, na którą KrK się powołuje (może coraz mniej, bo prym wiodą zmyślanki różnych Faustyn, ale jednak), nie ma nic na temat ochrony nienarodzonych, lepiej nawet, wynika z niej jasno, że utrata ciąży jest warta tyle, co utrata każdej innej własności. Płód nie jest tam uważany za człowieka. Ta kwestia pojawia się w tradycji KrK nowożytnego, i to całkiem nie od czapy. Im mniej się władcy świeccy słuchają Watykanu, tym intensywniej Watykan zbiera pieniążki na biednych, chorych i nienarodzonych, tym prężniej działają misje w dawnych koloniach. Do kolonii droga dłuuuga, wiele rzeczy może zdarzyć się po drodze, pan Wesołowski mógłby poświadczyć tę moją opinię. A skoro Kościół, to kobiety. Wszędzie kobiety. Jedna chowa za sobą tchórza w brudnych butach, inne na swoich barkach wynoszą na ołtarze świętych, umacniając kult, który jest przeciwko nim. Same to sobie robimy.
Wiele reakcji dzisiaj czytałam, bardziej wściekłych, mniej wściekłych, ale zatrzymałam się na tej, na fb Wajraka:
Tak wiem, można się było tego spodziewać, ale to co zrobiono kobietom, to na co je skazano jest poza skalą jaką ogrania przyzwoity człowiek. Jedyne pocieszenie jest takie, że laicyzacja naszego kraju przyśpieszy i będą mieli u nas drugą Irlandię szybciej niż myślą. Trzymajcie się dziewczyny jesteśmy z Wami.
Chodzi o to, że będzie inaczej, gdy kobiety same przestaną siebie gnoić, nie wcześniej. Moje pokolenie czeka na nowe pokolenie z nadzieją.