Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karkonosze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karkonosze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, czerwca 25, 2024

Wszystko przemija, zło również

Kilka dni temu wróciłam z gór. Nie straciliśmy w tym czasie kontaktu z realiami świata, ale wróciłam odrodzona. 

Ten krótki filmik został zrobiony w minioną środę w intrygującym miejscu, schronisku PTTK, nomen omen, „Odrodzenie". Jak to w regionie noszącym nadal ślady po Wielkiej Migracji, jego historia nie jest prosta. Budynek będzie niedługo obchodził stulecie istnienia, powstał w czasach Republiki Weimarskiej, za kanclerza Gustawa Stresemanna — nosił wówczas nazwę „Rübezahl” i był schroniskiem dla młodzieży, kilka lat później przejętym przez Hitlerjugend. W czasie drugiej wojny światowej odpoczywali tutaj niemieccy oficerowie. W marcu roku 1990 na tarasie widokowym "Odrodzenia" pozowali dziennikarzom Wałęsa i Havel, ówcześni prezydenci (w tamtym czasie nad Polską nadal roztaczał się smród spalenizny po ZSRR, a granica pomiędzy naszymi krajami była niemetaforyczna, stali na niej uzbrojeni żołnierze, spotkanie to było więc wielce symboliczne). 

W mijającym tygodniu przez trzy dni wędrowaliśmy grzbietami i dolinami, przekraczając granicę nie niepokojeni przez nikogo. Rozdawaliśmy "dzień dobry" i "ahoj" nie głowiąc się zanadto, czy nasze stopy są właśnie na Dolnym Śląsku, czy u naszych południowych sąsiadów (zamiast wypatrywać uzbrojonych facetów pilnujących linii na mapie, uważaliśmy raczej, żeby sobie nie skręcić stopy). Polska przystąpiła do Układu z Schengen w 2007 roku, wychodzi więc na to, że zaraz osiągnie pełnoletność całe pokolenie, które nie pamięta innego kraju, otoczonego kordonem zasieków z każdej strony. Pewnie wydaje się tym młodym ludziom, że przynależność do cywilizacji zachodniej jest czymś oczywistym, a czasy, gdy Kraj Rad przytulał nas szczelnie do własnego piekła to być może ciekawa, ale mało wiarygodna opowieść. Tymczasem, nic nie jest dane na zawsze —  w czasie wojny za naszą wschodnią granicą recepcja tej prawdy na szczęście nieco wzrasta. Na szczęście, bo po pierwsze musimy sobie zdawać sprawę, że aby była szansa na podtrzymanie odpowiadającego nam stanu, potrzebujemy aktywnie dokonywać określonych wyborów. Po drugie, jest z tym związana nadzieja  — każdy tyran upadnie (przeminął Hitler, przeminie i Fiutin). 

Robić swoje i mieć nadzieję. 

czwartek, lipca 23, 2020

Powroty i czekania

Przeglądając dzisiaj starego bloga,
prowadzonego w czasach, gdy jeszcze (choć trudno to sobie wyobrazić) Kraciasty nie siedział w szlafroku w naszej kuchni, a ja rano nie robiłam mu podwójnego espresso,
zdałam sobie sprawę, że wystarczyło kilka lat, aby
słowa lemingi i lemingarnia zostały wyparte przez termin lewactwo,
disco polo zdobyło status muzyki narodowej,
zaś temat, że ludzi nie należy dzielić oraz, że w związku z tym, kto chce zostać Polakiem to musi to i tamto, zyskał na znaczeniu i teraz jest już nie drugorzędnym argumentem, ale główną myślą goebbelsowskiej retoryki.

Potrafię pisać tak długie zdania, gdyż


Przed południem zadzwoniłam do babci,
tłumaczyłam jej, że Polski nie ma na zielonej liście i dlatego musi na nas jeszcze trochę poczekać,
a to czekanie może się wydłużyć jak kolejka do wyciągu na Kopę z której zdjęcia dane mi było zobaczyć. Tłum młodych ludzi nieprzestrzegających dystansu, ubranych jak na jarmark, albo dyskotekowe dansy, sapiących sobie w karki. Może to było kiedy indziej, gdzie indziej, po prostu w innym życiu. Nie wierzę. Jako nie-bardzo-zły nauczyciel nie chcę wierzyć, że można być aż tak głupim, na dodatek w moich górach (pamiętaj, aby nie dzielić narodu, oni na pewno wszyscy stali w tej kolejce, bo mają reumatyzm i raka, podpowiada mi drżąco głos przygłupiego symetrysto-polikorektnesa). W każdym razie z powodu pandemii, której w Polsce nie ma, nie ma Polski na irlandzkiej zielonej liście. W związku z tym złocące się jesienią Góry Izerskie ze swoimi lasami oddalają się zamiast przybliżać. Bardzo jestem tym rozżalona i kibicuję firmom farmaceutycznym, aby zbiły miliony miliardów na szczepionce antykowidowej jak najszybciej, a najlepiej już.

wtorek, lipca 10, 2018

In a cup of ...


czarnej herbaty.
Miejsce: Schronisko PPTK "Dom Śląski", pok. nr. 8, Karkonosze.
Czas: wczoraj po godzinie 9 wieczorem.

Po 14 km marszu z Jagniątkowa chciałam umrzeć. W drodze muchomory i wełnianki. Po 19 km stwierdziłam, że nie umrę i napiję się herbaty.


czarnej herbaty.
Miejsce: Schronisko PPTK "Dom Śląski", Karkonosze.
Czas: dzisiaj rano.

Przed wyjściem na szlak czerwony mały rzut oka na górę. Nie tym razem, moja droga. Powrót wśród naparstnic, chmury coraz niższe. Nie wiem dlaczego ludzie w takiej sytuacji mówią "nie czuję nóg". Bolą. Ale sza, dobranoc.