Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, kwietnia 12, 2026

Kobiecość

Połączone płcią i stanem niewielkiego posiadania mogą nawet polubić się, pod warunkiem, że żadna się nie wyłamie. Dlatego trzy kobiety wydają się Jadzi sympatyczne, a jedna nie. Sympatyczne, na przykład Madzia, są mniejsze, cichsze i wolniejsze, tak jak Jadzia, a niesympatyczna — większa i głośniejsza. Ona ma najlepsze biurko przy oknie i pierwsza robi sobie kawę, bo jest też najszybsza. Tej kobiecie zupełnie brakuje subtelności, nie mówi może, tak jakby, no wiesz, tylko tak, nie i stanowczo sobie nie życzę, a do tego studiuje zaocznie we Wrocławiu. Trzy mniejsze przeciw większej zbijają się w stado i Jadzia z nimi pobekuje, że lepiej jest być cichą, miłą i kobiecą wśród sobie podobnych kobiecych kobiet, zamiast wychylać się na zebraniach z własnym zdaniem, które one też mają oczywiście, ale trzymają dla siebie i nikomu nie pokażą prócz tych, co mają takie samo. Większa odmawia robienia panom kawy do drugiego śniadania, że to niby nie należy do jej obowiązków, ręce mają, niech sami sobie zrobią, a jak nie wiedzą jak, może im pokazać. Zdaniem miłych i subtelnych, które tak obrabiają, by każdej pasowało, robienie kawy dla panów jest po prostu czymś zupełnie naturalnym i za ten niewielki wysiłek zarabia się komplementy, których kobiecie przecież nigdy dość. (...) Aż dziwne, że mimo braku kobiecości niesympatyczna ma męża. To musi być jakieś homoniewiadomo, decydują sympatyczne i to je cieszy. Robienie kawy dla panów to dla sympatycznych i kobiecych dodatkowa okazja, by niesympatycznej napluć do szklanki z wodą i grzałką, co robią, chichocząc i szczypiąc się z ekscytacji, gdy paćka plwociny trafia w cel.
— Joanna Bator, "Piaskowa Góra", str. 129-130, Znak, 2022.

sobota, stycznia 03, 2026

Pojmowanie

— Dwa moje słowa najukochańsza to "higiena" i "poczucie moralności", oto i moje wyznanie wiary! — trajkotała jedna, ale na zaskoczone spojrzenie drugiej dorzuciła: — Oczywiście prócz świętej wiary rzymskokatolickiej!
— Moje wyznanie wiary to: Mąż. Tylko mąż. Nie tylko nie wbiję w ścianę jednego więcej gwoździa bez jego aprobaty, ale i chodzę zawsze tymi ulicami, które on mi wskaże, bo mąż wie najlepiej co i jak się robi w życiu!
— U mnie tak samo, gust męża. Mąż mój lubi sztukamięs z chrzanem, to jadamy dwa razy w tygodniu, choć ani ja, ani moje panienki ścierpieć nie mogą. I mój mąż — wymawiała ten zwrot w szczególny sposób — dywanów nie znosi. Więc nic, ani jednego chodniczka w pokoju. I te wszystkie nowatorstwa literackie też u nas miejsca nie mają ...
— Mój mąż jest za religijnym wychowaniem, to córeczki wpisane są do bractwa dzieci Maryi. Mąż wie najlepiej.
— Tak. Ja tak pojmuję feminizm.
— Maryla Szymiczkowa, "Szaleństwo i śmierć spłyną z gór", str. 226-227, Znak, 2025.

Ubawił mnie ten fragment z najnowszego kryminału retro tandemu Dehnel-Tarczyński, bo odniosłam wrażenie, jakby autorzy zawędrowali niechcący w to samo miejsce co moi. Pierwsza książka w roku 2026 została przeczytana.

sobota, listopada 29, 2025

Psychologiczny matriarchat

Rozwody i separacje zdarzają się rzadko i są zwykle piętnowane. Kobieta powinna się ćwiczyć w znoszeniu cierpienia. Nawet jeśli odejście od męża przychodzi jej do głowy, nie jest w stanie się uniezależnić. Zwykle w takim przypadku nie znajduje oparcia w swojej rodzinie, ponieważ ślubowała przed ołtarzem i nie wolno jej zerwać sakramentu, a do tego wszystkiego posag, który wniosła, teraz w połowie należy do męża. Pcha więc swój małżeński wózek, poszukując siły w relacji z dziećmi i w religii, a jej emocje poruszają się po specyficznej, ale typowej dla tego rodzaju relacji rodzinnych trajektorii. Kocha dzieci i Pana Jezusa, męża zaś traktuje użytkowo, tolerując go lub nienawidząc, ale na ogół mimo to spełniając wobec niego małżeńskie obowiązki, od współżycia seksualnego po usługiwanie w kuchni. 

Filozof Andrzej Leder w swojej głośnej książce "Prześniona rewolucja" w odniesieniu do relacji w chłopskich rodzinach, w których panuje przemoc, proponuje termin "psychologiczny matriarchat". Kobieta – dowodzi Leder – poddana brutalnej przemocy, "przez identyfikację ze znakami wiary i obrządku, przez żarliwą miłość do nich – księdza, Boga, Chrystusa – może zyskać pozycję moralnej wyższości, stać się przedstawicielką normy i prawa, a ostatecznie symbolicznie unicestwić chłopa w oczach swoich i dzieci, ba, w jego własnych. To jej odwet za pijaństwo i bicie. […] Miłość, szacunek, oddanie są zarezerwowane dla figur religii; akceptacja tych ostatnich przywraca kobiecie godność, którą odbiera jej mężowska przemoc".
— Joanna Kuciel Frydryszak, "Chłopki", str. 138, Marginesy, 2023. 

Czytam z zaciekawieniem opowieść o wiejskich praprababkach (oczywiście, nie chodzi o to, że dokładnie "moich" — jestem w środku książki i na razie nie natknęłam się na opowieści z rodzinnych wsi, ale wiele wątków poruszonych w książce przywodzi mi na myśli wyraziste wspomnienia babcinych narracji).

Powyższy fragment potwierdza moje obserwacje na temat związku dewocji z niemożnością wyjścia z pułapki. Psychologiczny matriarch — poczucie wyższości bazowało na cierpieniu, którego w żaden sposób nie dało się uniknąć: mężczyźni są wrogami, których trzeba podejść, przekonać, że robią to, co sami wymyślili, przekonać ich, że rządzą także tam, gdzie nie mają władzy; kocha się dzieci i pana Jezusa, zawsze takiego ładnego, męża się toleruje, zostawiając sobie wybuch uczuciowości na czas po śmierci współmałżonka. Ta optyka obowiązywała z pewnością jeszcze w pokoleniu moich babć, których dorosłe życie przypadło na powojnie ("tylko nie mów ojcu"), a jej echa są widoczne nawet wśród całkiem młodych osób (ostatnio, podczas niezobowiązującej rozmowy z miłą, litewską sprzedawczynią, która może i mogłaby być moją córką, na stwierdzenie, że święta spędzę bez męża, usłyszałam, że przynajmniej sobie odpocznę; uśmiechnięta dziewczyna, jestem przekonana, że życzyła mi dobrze).

sobota, marca 08, 2025

Dzień Kobiet

Wg statystyk chłopców rodzi się nieco więcej, z czasem następuje balans, płeć męska jest obarczona ryzykiem wcześniejszej śmierci, więc wśród stulatków jest zdecydowanie więcej kobiet. 

Kobiety częściej chorują na choroby autoimmunologiczne (jest to prawdopodobnie związane z silniejszą odpornością, ale także z życiem w większym stresie — poziom kortyzolu nie spada po godzinach pracy zawodowej, ponieważ w wielu kulturach europejskich kobiety wykonują dwie prace, do zawodowej dodają opiekuńczą w domu); 

Małżeństwo jest z punktu widzenia zdrowia i wydłużenia życia bardziej korzystne dla mężczyzn (kobiety zamężne wg niektórych opracowań statystycznych żyją przynajmniej rok krócej od singielek); 

Ponieważ w toku rozwoju medycyny mężczyźni byli punktem odniesienia jako pacjenci, wiele chorób jest nieprawidłowo leczonych u kobiet, a niektóre zaburzenia dopiero niedawno zyskały adekwatny opis i objawy osiowe typowe dla płci żeńskiejo — m.in. leczenie bólu szwankuje ze względu na stereotypy kulturowe; 

To i wiele innych fenomenów z którymi stykamy się codziennie powoduje, że feminizm nadal jest tak ważny zarówno jako źródło uświadamiania nam stereotypowych zjawisk, nierówności, zaniechań systemu (niewytłumaczalnych niczym innym jak tylko uprzedzeniami), jak i jako platforma do walki o prawa kobiet w różnych dziedzinach związanych z prawami człowieka.

Wczoraj podano do wiadomości, co prawdopodobnie stało się w domu Arakawy i Hackmana: ona zmarła pierwsza, niespodziewanie, w wyniku rzadkiej choroby odzwierzęcej. On, obciążony chorobą Alzheimera, nie mógł pomóc ani jej, ani psu, ani sobie; zmarł tydzień! po żonie. Taki przebieg zdarzeń uświadamia z jakim obciążeniem Betsy Arakawa zmagała się dzień po dniu. Ale przecież, gdyby jej śmierć nie miała tak drastycznych następstw, wiele osób, w tym kobiety wytresowane do poświęcania się, po przeczytaniu jej biografii potwierdziłyby, że właśnie tak należy robić, że to jest najlepsze rozwiązanie z wszystkich: dźwigać świat. Myśl tę pozostawię tutaj zamiast życzeń.

niedziela, listopada 17, 2024

Priorytety

Przegapiam różne okazje do skomentowania. Np. nieszczególnie przyglądałam się obchodom Święta Niepodległości w Polsce, ani innym ostatnim wydarzeniom politycznym w kraju. Nawet czytanie w Sejmie ustawy dekryminalizującej aborcję nie przyciągnęło mojej uwagi. Być może jest to u mnie objaw ogólnego oszczędzania energii, ale skoro już o aborcji mowa, podsumuję pewną rozmowę:

Ostatnio (po wyborach w USA) rozmawiałam z botem, który stwierdził, że Demokraci zacięli się na prawie do aborcji, a jest tyle ważniejszych spraw (i dlatego przegrali). Jest dla mnie oczywiste, że może tak powiedzieć mężczyzna, ponieważ panowie nie są zagrożeni tym, że z powodu pewnych ich funkcji biologicznych zostaną ograniczone im prawa obywatelskie. Zainteresowałam się wypowiedzią tylko dlatego, że bot sugerował płeć żeńską. W przypadku kobiet dostęp do zabiegów medycznych to sprawa kluczowa, wyznacza kierunek ich statusu w danym państwie. Zakaz aborcji oznacza, że kobiety ustawowo tracą swoje prawa do stanowienia o sobie i zostają sprowadzone do funkcji biologicznej. Jest to wprawdzie utrata tymczasowa, ale obciążona rozlanymi w czasie konsekwencjami: umożliwia postrzeganie jednej z płci jako zależnej, nad którą państwo musi rozpostrzeć "opiekę". Taki system obowiązywał przez setki lat, dziewczynki przechodziły z rąk do rąk — najpierw panował nad nimi ojciec, potem mąż, po śmierci męża do działania zobowiązani byli męscy krewni, kobiety pozbawione opiekuna były podejrzane, narażone na pogardę i ataki. Nawet, gdy kobietom w końcu powszechnie pozwolono pracować poza domem, ciągnęło się za nimi odium "wymagającego pomocy". Wymagający pomocy, więc słabszy [Ironia zjawiska polega na tym, że jednocześnie kulturowo od kobiety wymagano "opiekowania się", tzn. pomocy realnej: dźwigania, podcierania, przygotowywania posiłków, ubierania, sprzątania — "pomoc", którą oferowano kobietom była natomiast tożsama z innym słowem = kontrola]. W społeczeństwie zhierarchizowanym od postrzegania kogoś jako słabszego do przekonania, że jest on gorszy, pozbawiony własnej woli, jest w zasadzie jeden niewielki krok. Polskie społeczeństwo wykonuje ten taniec bezustannie: z całą pewnością każdy z Was słyszał o przypadkach, gdy rodzina decydowała o losie dziecka, osoby niepełnosprawnej lub starszej, mając na uwadze "dobro" tej osoby. Doprawdy, lepiej być człowiekiem, który nie potrzebuje pomocy, bo społeczeństwo wlezie nam na głowę i rozbije tam obóz. Dlatego ustawa o dopuszczalności aborcji jest dla kobiet jednym z ważniejszych tematów, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.

Powiedziałam. Teraz zaś próbuję ignorować inne wydarzenie: od kilku godzin trwa kolejny zmasowany atak Rosji na Ukrainę. Spodziewano się go. Światowe wydarzenia polityczne sprzyjają Fiutinowi: wybór Pomarańczowego na kolejnego prezydenta USA, osoby niezbyt zbornej, daje Rosji szansę na przynajmniej częściowe "odzyskanie twarzy" (te wszystkie patologie są takie przewidywalne, że aż boli). Rakiety spadły także dość blisko wschodniej granicy Polski. Martwię się tym. Moje priorytety są więc takie, że wspieram prawa kobiet, wspieram prawo Ukrainy do samostanowienia, wspieram również samą siebie. W ramach tego ostatniego obiecuję sobie, że następny temat będzie ciekawy i niezwiązany z obecną mizerią świata.

sobota, marca 09, 2024

Leniwe referendum

Miałam wspomnieć o irlandzkim referendum konstytucyjnym, więc wspominam dość rozwlekle. Miś ze mną.

Referendum odbyło się wczoraj, nie brałam w nim udziału, znam jednak osoby, które już przed pracą odwiedziły punkt wyborczy, poza tym dostaliśmy ulotkę informującą nas o tym, jakie zmiany artykułu irlandzkiej konstytucji z roku 1937 będą głosowane. Referendum obejmowało fragment artykułu 41 dotyczącego rodziny (kolorem zaznaczyłam proponowaną poprawkę 39, polegającą na dodaniu lub wykreśleniu zdania):
41.1.1° The State recognises the Family, whether founded on marriage or on other durable reltionships, as the natural primary and fundamental unit group of Society, and as a moral institution possessing inalienable and imprescriptible rights, antecedent and superior to all positive law.

41.3.1° The State pledges itself to guard with special care the institution of Marriage, on which the Family is founded, and to protect it against attack.
Osobna poprawka (nr 40) w tym samym artykule dotyczyła opieki. Poprawka zakładała wyrzucenie następujących punktów:
41.2.1° In particular, the State recognises that by her life within the home, woman gives to the State a support without which the common good cannot be achieved.

41.2.2° The State shall, therefore, endeavour to ensure that mothers shall not be obliged by economic necessity to engage in labour to the neglect of their duties in the home.
i zastąpienie ich tekstem o brzmieniu:
The State recognises that the provision of care by members of a family to one another by reason of the bonds that exist among them, gives to Society a support without which the common good cannot be achieved, and shall strive to support such provision.
Liczenie głosów nadal trwa, wydaje się jednak, że odrzucenie proponowanych poprawek jest całkiem możliwe. Poprawce 39 zarzucano, że rozmywanie definicji rodziny (w oryginale jest ona oparta na instytucji małżeństwa, w poprawce na "other durable relationships", co wprowadza sporą dowolność pojęcia) może być podstawą do nadużyć prawnych na polu np. dziedziczenia. W kwestii poprawki 40, argumenty przeciw były jeszcze ciekawsze. Jej twórcy twierdzili, że wycięcie wątku o centralnej funkcji pomocowej kobiet/matek w rodzinie ma usunąć z ustawy zasadniczej język będący podstawą do dyskryminacji ze względu na płeć (i taka dyskryminacja na rynku pracy rzeczywiście miała miejsce w Irlandii do lat 70-tych, a nawet później). Tymczasem argumentacja przeciwników poprawki 40 nie szła w kierunku ustalania pozycji kobiety, ale koncentrowała się na tym, jak brzmi tekst poprawiony. Pojawiły się głosy, że poprawka 40 może mieć negatywne konsekwencje dla osób starszych i niepełnosprawnych, nowy tekst sugeruje bowiem obowiązek wzajemnej opieki nad członkami rodziny. Cóż w tym złego? Polska głowa mogłaby tego nie wymyślić. Otóż, taki zapis mógłby otwierać państwu furtkę do zrzucenie niektórych form pomocy osobom niepełnosprawnym na barki najbliższych. Jest to ciekawy wątek, pokazuje bowiem, że Irlandczycy, choć nadal jeszcze żyjący w bardzo rozgałęzionych rodzinach, w sytuacji kryzysu oczekują przede wszystkim wsparcia od państwa, takiego wsparcia, które pozwoli im zachować względną niezależność.

sobota, lutego 17, 2024

Przycinanie

Przełożeni mają kompleksy i nie mogą znieść, że ktoś może być od nich mądrzejszy. Możesz być mądry, bogobojny i dobrze wykształcony, ale o tym, co z tobą będzie, czy będzie cię stać na lekarza i dentystę, decyduje ten, kto ma władzę. Lepiej idź na kompromis. Wcale nas nie dziwi, że w tych kościelnych realiach zamiast poważnej literatury teologicznej ciągle są u nas hagiografie mające dopieścić przełożonych.

Jak się wydaje, jest to zjawisko głęboko zakorzenione w polskiej mentalności, szczególnie chłopskiej, ukształtowanej przez wieki szlacheckiego ucisku (nie oceniamy jej, lecz opisujemy). Większość dzisiejszego kleru katolickiego wywodzi się właśnie z tej klasy społecznej. Owszem, wielu dawniejszych chłopów zdołało przepracować mentalność niewolnika i twórczo współtworzy dzisiaj polską kulturę. Jednak w Kościele katolickim znaleźli schronienie właśnie ci, dla których owa mentalność okazała się wyjątkowo skutecznym narzędziem przetrwania. Może jest to paradoks, ale wydaje się nam, że komunistyczna przeszłość również utrwaliła mentalną strukturę poddaństwa władzy kościelnej, którą uosabiały autorytarne rządy kardynała Stefana Wyszyńskiego (...). Co gorsza, właśnie w tej swojej "odmienności" większość polskich księży upatruje źródła dumy, Jest przekonana, że ich groteskowo bezrefleksyjna i bliska religijnego fundamentalizmu wiara jest istotą katolicyzmu.
— Artur Nowak, Stanisław Obirek, "Gomora", str. 156-157, Agora, 2021.

Jeszcze nie skończyłam tej lektury, ale powyższy cytat ciekawie zazębił się w mojej głowie z "dyskusją", którą prowadziłam wczoraj (w sumie nie była to dyskusja, dlatego w cudzysłowie). Obyczajowo temat jest szerszy. Rozglądanie się na boki, zastanawianie się czy inni zaaprobują nasze wybory, doradzanie ludziom, żeby się nie wychylali, to może ktoś ich pochwali jest przecież obecne nie tylko w strukturach rodzimego KrK, ale w prawie każdym innym aspekcie życia w Polsce. Szczególnie narażone na kontakt z tym zjawiskiem są kobiety, pouczane nie tylko przez mężczyzn, ale przede wszystkim przycinane przez inne kobiety. I tak jak w kościele, posłuszeństwo wodzowi/grupie nie przyczynia się do naszego rozwoju, tylko do wzrostu frustracji, powszechności miernoty i bylejakości.

***

In the photo: Costa, 9 Hazelcroft Terrace, Finglas South, yesterday morning.

piątek, lutego 09, 2024

Tabletka "dzień po"

Już przeczytałam na jednym blogu, że dawanie kobietom narzędzia do decydowania o swoim ciele jest myśleniem uwłaczającym godności, bo przecież kobiety mogą myśleć "dzień przed" a jak ktoś im daje do ręki narzędzie naprawy sytuacji, tzn. że sądzi o nich źle (inaczej, niż KrK, który stawiając kobietę w odpowiednim kącie, myśli o niej jak najlepiej ... przynajmniej dopóki ta nie ma własnej opinii). "Tabletki mają być dostępne już dla dzieci od 15. roku życia", grzmi Radio Maryja ("ile lat miała Maryja, gdy narzucano jej Józefa?" zastanawiam się ja; off topic). Czy ktoś z oburzonych zapytał, dlaczego właśnie 15-latki?

Otóż, w Polsce granica "wieku zgody" to 15 lat. Prawny zakaz współżycia z osobą poniżej 15 roku życia oznacza, że nawet jeśli 14-latka zgadza się na zbliżenie, z punktu widzenia prawnego mamy do czynienia z gwałtem. Jednocześnie przy wieku zgody tam, gdzie go mamy, dziewczyny do ukończenia 18 roku życia nie mogą skorzystać z porady ginekologa bez opiekuna. Przepis ten funkcjonuje w Polsce pomimo kulejącej edukacji seksualnej, gdzie dzieciakom nie dajemy szansy dowiedzieć się, że mogą wbrew grupie rówieśniczej powiedzieć "nie", oraz przy braku realnego dostępu do środków antykoncepcyjnych. Dlaczego niespójny przepis funkcjonował i funkcjonuje? Po to, aby zdjąć z partnerów seksualnych zagrożenie oskarżenia o gwałt, czyli w skrócie jest to głównie przepis dla ... chłopców. To oni są chronieni najbardziej (wyobrażacie sobie przy tym sytuację dziewczyny molestowanej przez ojca? Ma iść do ginekologa z nim, lub matką, która udaje, że nic nie widzi? off topic). Dziewczyny między 15 a 18 rokiem życia znajdują się w potrzasku. Zazwyczaj mają za mało kompetencji i władzy, aby swoją seksualnością świadomie zarządzać, jednocześnie prawo mówi im, że mogą, ale jeśli coś pójdzie nie tak, wracają do punktu zero, muszą włączyć w proces decyzyjny inne osoby. Dostępność tabletki "dzień po" ma tę kwadraturę koła jakoś usensowić.

Jak to jest w Irlandii? Kobiety pomiędzy 17 a 31 rokiem życia mogą dostać "morning-after pill" nie tylko bez konsultacji z lekarzem, ale też ... za darmo (generalnie pigułki te są za darmo dla posiadaczek karty medycznej, bez względu na wiek). Osobą, która coś doradza w tym temacie jest najczęściej farmaceuta. Wolna sprzedaż antykoncepcji awaryjnej jest spójna z przepisem, który mówi, że "wiek zgody" wynosi 17 lat. Jeśli dziewczyna usiłująca kupić antykoncepcję awaryjną jest młodsza, farmaceuta zapyta o receptę (przy czym mając lat 16 można pójść do lekarza bez rodzica, bo "wiek zgody" na procedury medyczne jest niższy; pod formułką "procedury medyczne" mieści się też aborcja). 

Co kraj to obyczaj. I jak to się ma do uniwersalnej kobiecej głupoty, tego naszego niemoctwa, które powoduje, że absolutnie same nie powinniśmy decydować o swoim ciele, co najwyżej możemy się opiekować innymi i wtedy decydować (bo wiadomo, szczególnie, gdy służba mało płatna, wszystko jest jak należy)?

piątek, kwietnia 14, 2023

Lhamo Dondrub i inne dziadersy

Zaczęłam czytać "Bielmo" Gutowskiego, ale odstawiłam książkę na jakiś czas, bo mam ważniejsze sprawy (które są ważniejsze, ponieważ są moje własne), więc na razie nie mam nic do dodania poza tym, co dodałam ;). Teraz przeróżne myśli wróciły z powodu cyrkulacji sławetnego już w mediach społecznościowych wystąpienia przy-wódce duchowego, który kazał chłopcu ssać swój język. Jeśli chodzi o za i przeciw, to cytat z Lebowskiego się nadaje do wielu rzeczy: Yeah, well, you know, that's just, like, your opinion, man. A skoro tak, to poniżej moja opinia na ten temat, skopiowana (bo taka jestem zarobiona) z komentarzy u @Wolanda, który napisał posta na inny temat (więc też można poczytać):
Dopuszczam oczywiście myśl, że to niewłaściwa interpretacja tego, co jest inaczej kodowane w obcej nam kulturze. Ale (...) już od dłuższego czasu powstrzymuję się od zapodawania cytatów z Lhamo Dondruba (dzięki temu wpisowi dowiedziałam się, jak gościu ma naprawdę na imię, bo wyszło szydło z worka, że Tenzin to też ksywa), choć w przeszłości z dwa-trzy się mi podobały. Ta zmiana we mnie jest związana z rozciągniętą w czasie refleksją jak niewiele się różni reakcja wiernych wyznania, które bardzo dobrze znam, z reakcjami w pobliżu takich osób "świętych alternatywy" jak np. Lhamo. Wdupowlazłość, rechotanie z nieśmiesznych żartów, pozwalanie tej osobie na zbyt wiele i przykładanie do jej czynów innej, bardziej pobłażliwej miary. Fajnie podsumowała to Paulina Młynarska, która miała okazję rozczarować się joginami. Wszystko to stare (lub młode, to tym smutniej) capy udające, że im nie staje, wyniesione na piedestał przez biedaków szukających sensu życia. Nie kupuję już tego, choćby nie wiem w jak alternatywnym opakowaniu.

wtorek, grudnia 13, 2022

Harry and Meghan circus

Brytyjska rodzina królewska to zjawisko kulturowe, im bardziej pozbawione realnej władzy nad krajem, tym bardziej zwarte jako Firma, broniące swoich granic. Ze względów zawodowych znam ich dawniejszą historię, ze względów osobniczych zatrzymałam się w śledzeniu ich losów gdzieś w latach 90-tych (starsi ludzie tak mają😉). Dla uproszczenia mogę od razu napisać, że za Dianą nigdy nie przepadałam, co nie znaczy, że jestem zagorzała stronniczką Charlesa (prawdę powiedziawszy bardziej mnie interesują jego akwarele, poza tym kibicowałam Camilli także z przekory); lubię ładne wnętrza i nie miałabym nic przeciwko mieszkaniu w pałacu, ale na bogów, nie tak, jak to robią Windsorowie! Pewnie słyszeliście o nowym dokumencie Netflixa, "Harry & Meghan". Dzięki wizycie u przyjaciół obejrzeliśmy wspólnie pierwszy odcinek tego dzieła i kontynuować chyba nie zamierzamy. Dopiero teraz przyjrzałam się Meghan lepiej i stwierdziłam, że nic mnie w niej nie zachwyca, Kraciasty kręcił się i nudził, a po seansie rozmowa na temat zjawiska brytyjskiej monarchii strasznie go podminowała (jak chcecie poczytać opinię Wolandową, pełną gorszących zwrotów i sarkazmu, klikajcie TUTAJ). Ja z kolei na innym blogu wdawszy się w dyskusję z moim ulubionym @Darkiem napisałam komentarz taki:

z całą pewnością za ucieczką z cyrku ze strony rodziny następuje seria szantaży, w tym ekonomiczny, jak w każdej rodzinie patologicznej. W takiej sytuacji każdemu poradziłabym to samo: odbiec na bezpieczną odległość i dopiero wtedy przypuścić atak (jeśli w ogóle). Najprościej jest się w takiej sytuacji usamodzielnić, tyle, że członkom rodziny królewskiej utrudnia się to od najmłodszych lat. Ich wykształcenia są albo żadne, albo iluzoryczne (np. pchanie mężczyzn do wojska na stałe łączy człowieka z armią, w której William, gdyby kiedykolwiek przyszło mu do głowy zwiać, i tak nie mógłby pracować). Obecna pozycja Harry'ego dokładnie odzwierciedla kim są członkowie rodziny królewskiej: nikim. Tracąc tytuł każdy z nich musiałby startować w pięciu się po szczeblach społecznych praktycznie od zera. To jak wyjście z zakonu po 25 latach. Więc jakoś nie jestem zdumiona, że Harry spienięża swoją historię. Nie dziwi mnie też, że William zapewne ma focha. Ci, którzy wychodzą obnażają płytkość tych, którzy zostają.

Stylistycznie bym poprawiła, ale niech będzie, wypowiedź nadal dobrze wyraża moją opinię. Po namyśle: to "nikim" oznacza, że najłatwiej jest takim osobom wejść do szeroko pojętego przemysłu rozrywkowego, co H&M właśnie czynią. Oboje są przyzwyczajeni do pewnego poziomu życia i usiłują go utrzymać. Ani się temu nie dziwię, ani nie zawiszczę im dochodu. Sama nie wytrzymałabym napięcia, rozgrywania sytuacji rodzinnej tak długimi podaniami i zmasowanego hejtu w wykonaniu bezosobowych randomów. W tej historii interesuje mnie głównie zagadnienie wolności jako wartości osobistej i nie od parady przypomina mi się (w kontekście wyjścia z "zakonu") postać Obirka, który twierdził, że miał szczęście, bo jeszcze jako duchowny pracował też w świeckich uczelniach, więc się nie bał o swoją przyszłość. Czyli był wolny. Dlaczego obywatele brytyjscy (obywatele państwa demokratycznego / wolnościowego), krytykują Harry'ego za jego decyzję zrezygnowania z kariery w Firmie? Czy Ty Czytelniku powiedziałbyś o sobie, że wolność jest dla Ciebie ważna? Że wolność jest Twoim udziałem? Możesz tak wziąć i wyjść, czy raczej do tej pory byłeś tylko tym, który się złości, gdy inni wychodzą?

Jest też zupełnie poboczny efekt moich rozmyślań, zaskakujący, bo w oglądanym przeze mnie ochłapku serii nic o tym nie było. Postać księżnej Kate — przedstawia się ją w brytyjskich mediach jako wysportowaną, samodzielną, zwykłą dziewczynę, która znalazła swojego księcia (zabieg królewskich PR-owców łudząco podobny do tego, co robiono z Dianą Spencer). Wysportowana, czyli dobra, płodna klacz. Gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać, zobaczyłam Kate nagle w innym świetle. Ona porzuciła swoje zainteresowania, czy ich po prostu nigdy nie miała? Trudno mi uwierzyć, że osoba, która pragnęła zrobić w swoim życiu coś fascynującego, naprawdę odnalazłaby się z taką łatwością w roli, która wymaga niewiele ponad szukanie do spółki z rodzinnym stylistą zupełnie nowej kreacji na każdy dzień. Kate stała się dla mnie nagle postacią z kartonu, nudną jak flaki z olejem i mocno niewiarygodną (cały czas pamiętam, że ja też jestem randomem, nie znam prawdy, a to jest tylko opinia). Może kiedyś obejrzę "Koronę", co mi nasuwa dodatkową myśl, jak dziwne jest zjawisko nagrywania filmów o żyjących postaciach. Serial to przedstawienie dla gawiedzi na którym gawiedź zaprzyjaźnia się z postaciami i potem żąda od nich, żeby fabuła podążała tak, jak to sobie random umyślił: a niech ten kocha tą, a niech tamta kocha tamtego, i zróbcie coś z czarnym charakterem, bo ja przyszłem z pracy i nie mam swojego życia

Wolność ... bardzo mnie ten temat wkręcił. Próbuję sobie wyobrazić, co bym zrobiła będąc w następującej sytuacji: każdemu dziecku rodzice powtarzają, że może być tym kim chce, tymczasem moi mówią mi, że mogę być tym kim chcę, pod warunkiem, że będę wyłącznie księżniczką.

sobota, października 22, 2022

Tron, ołtarz, hagiografia

Nie żebym łonet uznawała za jakoś niesamowicie opiniotwórczy, raczej jego układ (nielicznych) informacji poprzetykanych wątpliwymi historyjkami i zabobonem odzwierciedla stan zjełczenia społeczeństwa, ale wspomnę, że IBRiS zrobił dla tego portalu informacyjnego sondaż metodą CATI z pytaniami dociekającymi, jak Polacy po 2 latach oceniają wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Wyniki statystyczne są pokrzepiające. Już nawet elektorat PiSu nie wie co powiedzieć (32% uznało że to ani źle, ani dobrze), a tylko 4,9% pytanych stwierdziło, że decyzja pseudoTK była bardzo dobra. Dodatkowo Polacy trafnie wskazali, kto jest za ten wyrok odpowiedzialny (poza nimi samymi, dokonującymi durnych wyborów przy urnie): Kaczyński i KrK. Słusznie, bo tak właśnie jest. Tron i ołtarz, kult jednostki, w tle Julia Pionek Przyłębska (element niedecyzyjny, doskonale zastępowalny).

Czy religia zawsze musi szczytować kultem jednostki? Do końca tego nie wiem, ale z pewnością wierni przed Tenzinem Gjaco też się płaszczą, chociaż niby jest taki cool równy brachol. A pamiętacie naiwną wiarę tłumu, że Karol Wojtyła potrafi mówić dziesiątkami języków obcych, bo powiedział w nich "heloł"? Dochodzą słuchy, że w Iranie, w którym od połowy września wybuchają zamieszki związane ze skandalicznym traktowaniem kobiet przez religijnych tradycjonalistów (zaczęło się od śmierci Mahsy Amini skatowanej za nieprawidłowo założoną chustę i obcisłe spodnie) zmarła 15-letnia Asra Panahil, uczennica z miasta Ardabil pobita przez funkcjonariuszy ichnich służb bezpieczeństwa, ponieważ była jedną z tych, które w szkole odmówiły odśpiewania pieśni pochwalnej na cześć przywódcy duchowego, Alego Chamanei. Urzędnicy oczywiście zaprzeczają, mówią, że chorowała na serce, rodzina twierdzi co innego. Nie mam wiedzy z pierwszej ręki, na teraz uznaję tę śmierć za autentyczny przypadek, wątek tragiczny i niesprawiedliwy, natomiast motyw samouwielbienia duchownych/polityków jest mi znany i co do jego istnienia nie mam wątpliwości żadnych. Irańczycy wyraziście ilustrują zagadnienie "po co jest religia?". Żeby se jakiś chłop mógł bogiem polerować jaja, żeby wierni mogli mu oliwić oliwą najświętszą penisa i wznosząc modlitwy niby do boga, całować w zastępstwie cztery litery Hanka śpiewając mu przy tym pieśni. Po to jest religia, gdy zerkamy na nią z politycznego punktu widzenia, nie ma znaczenia czy Samouwielbiony jest duchownym per se, czy po prostu Jednostką Niezbędną, jak pan Breżniew.

A propos, polerowania jaj, przejdźmy do hagiografii. Wiecie, że krakowski aktor, lat 75, Jerzy S., w stanie po spożyciu alkoholu potrącił motocyklistę (nie zbiegł z miejsca wypadku, jak się emocjonowano, niemniej fakt spożycia i potrącenia pozostaje)? Wiecie. Pomijając rzekomy hejt prawicy (nie widziałam go, bo po prostu mam takie zasady życiowe, że do szamba nie zaglądam), myślałam, że się przewrócę, jak kilka razy łonet próbował podgrzać kotlet publikując wypowiedzi Różne Różnych o upadku autorytetu moralnego. Stuhr jest wspaniałym aktorem, wypowiada się także w tematach polityczno-społecznych (bo ma do tego prawo, jak każdy z nas), ale żeby czyniło go to Autorytetem Moralnym (czyli w polskim słowniku Autorytetem We Wszystkim)? Czytam właśnie "SPATiF. Upajający pozór wolności" Aleksandry Szarłat i powiem Wam, że przeważające w lekturze głosy o tym, jakie to było doskonałe źródło edukacji kulturalnej, jakie tam chodziły autorytety, rozwalają mnie na łopatki. Jeśli nawet ludzie kultury histerycznie szukają autorytetów w towarzystwie osób podpitych, czyli z definicji mających dużo do powiedzenia, ale niewiarygodnych, to feudalna potrzeba hierarchii oraz hagiograficzne podejście do osób choć trochę bardziej rozgarniętych w czymkolwiek ma się dobrze i to jest dla nas wszystkich bardzo źle. W związku z tym na wiszący jakiś czas na łonecie link z tematem, jakoby gwiazdy wspierały Stuhra nawet nie chciało mi się kliknąć, ani go Wam nie zapodam. Stuhr jest takim samym obywatelem, jak kużden inien. Zawinił, niech dostanie karę i nie łkajmy. Czy umysł feudalny domagający się hagiografii może to w końcu pojąć? Niedobrze mi się robi, jak słucham, że każdy czasami prowadził po alkoholu, więc o co ten szum, ponieważ, że zacytuję samą siebie, skoro już to napisałam u @boja:

Nikt nikogo nie usprawiedliwia za pozostawienie niespłukanego gówna w publicznej toalecie, przyjmijmy tę samą narrację w temacie jazdy po alkoholu, bo czas najwyższy wznieść się cywilizacyjnie o oczko wyżej.

środa, września 14, 2022

Cipka była pierwsza

Najsampierw trzeba sobie zadać pytanie, czy cipka obraża? Penis to wiadomo, od czasów starożytnych miał różnorakie konotacje, jedna z nich kazała się bliźnim grzecznie acz stanowczo odpi**dolić. Uważam, że przez to dobre penisy są zupełnie niepotrzebnie napiętnowane i krzywdzone. Czy pokazanie cipki ma podobne znaczenie i tylko to jedno?

Sheela na gig, XII-wieczna rzeźba na kościele w Kilpeck, Herefordshire, Anglia.





W warszawskim Teatrze Dramatycznym zmienił się dyrektor, od 1 września jest nim reżyserka teatralna, Monika Strzępka. W wigilię tego faktu zainaugurowano jej dyrektorowanie wydarzeniem nazwanym Sabatem Dobrego Początku. Podczas przedstawienia, które za przekazem mediów wyobrażam sobie jako pochód bachantek, we foyer teatru postawiono cipkową instalacje rozmiarów słusznych autorstwa Iwony Demko, rzeźbiarki z Sanoka. Przy okazji pochodu i niesienia owego dzieła, nie dało sie pominąć wrażenia, że kształt przedstawionej wulwy jako i żywo może się kojarzyć z kształem rzeźb Matki Boskiej. Trzeba przyznać, że zrobienie z tego imby i rozpropagowanie teatru jest w Polsce łatwe, pozostawiam każdemu decyzję, czy gustowne. Oczywiście, kto się oburzył? Różne OdRzeczy, Prawnicy Talibanu i brunatni chłopcy z Konfederacji. Bez nich długo bym się o tym nie dowiedziała, bo do stolycy mam daleko i w tamtejszych teatrach nie bywam. 

Mam w związku z tym kilka wątpliwości, oprócz kwestii gustu (nie lubię tandety), zastanawiam się czy to jest emenacja radykalnego feminizmu, jak chcieliby to wydarzenie widzieć krytycy. Wg mnie nie, bo jeśli łączyć happening z czarnymi marszami w obronie wolności i praw kobiet, marsze parasolkowe nie mają wiele wspólnego z radykalnym feminizmem (prawa kobiet nie są radykalne, są zupełnie zwykłe), podobnie nie jest żadną radykalnością twierdzenie, że kobiety mają narządy rozrodcze. W temacie skojarzeń religijnych, poza takimi zwrotami jak "sabat" czy "pochód bachantek", niektóre przedstawienia Matki Boskiej w ikonografii przypominają cipkę, a nie odwrotnie. Jakby nie kombinować i tematu nie odwracać, cipka  i jej kształt cipkowy były pierwsze. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że prowokacja była zamierzona i bez większego wysiłku spełniła swoją funkcję. Czy to jednak obraża mnie jako kobietę (bo sabat, bo bachantki, bo sprowadzenie kobiety do sfery seksualnej)? Szczególnie to ostatnie w ustach polskiej prawicy brzmi żałośnie. Kobieta wg radykałów jest sprowadzona do roli biologicznej — ponieważ rodzi, ma "specjalne" miejsce w boskim planie. Musi potakiwać, usługiwać, słuchać, bo przecież cipka determinuje u kobiety wszystko: emocje, rozwój mózgu, role społeczne. Nie ważne, że biologia wpływa na rozwój człowieka w sposób skomplikowany i trudny do rozgryzienia, dla radykałów życie jest proste jak konstrukcja cepa, cipka = wiadomo, co się z tym wiąże. I tacy ludzie twierdzą, że pokazanie wulwy, z której WSZYSCY wyszliśmy, seksualizuje kobiety oraz je obraża. 

Pytanie dodatkowe: czy zetknęliście się we wspomnianym uniwersum radykałów z problemem seksualizacji mężczyzn, który spędzałby panom sen z powiek?

poniedziałek, września 05, 2022

Rzeczywistość 2

U sąsiadów kobieta została premierką, nic szokującego, 3 lata temu inna kobieta była brytyjską PM. Różnica istotna jest taka, że Theresa May reprezentowała pokolenie mojej mamy, podczas, gdy Liz Truss jest moją rówieśniczką. Dobry rocznik, że tak to ujmę. To piętnasty premier za monarchii Elizki II, może ostatni. Boris de Pfeffel ze swoim Syndromem Nieczesalnych Włosów narobił takiego gnoju, że w zasadzie każdy kandydat wydaje się lepszy. Jeszcze się okaże, czy Truss nie zaogni konfliktu brytyjsko-irlandzkiego. Odnoszę wrażenie, że kobiety na poważnych stanowiskach bywają bardziej od mężczyzn praktyczne, czyli jest nadzieja, ale ...

W Polsce tymczasem Breżniew pozbył się niefajnego z braci Kurskich z telewizji publicznej. Nie napiszę, że Kurski to kanalia, z sympatii do komentatora. Ale czy to nie fascynujące, jak bogaty jest nasz język? Nikczemnik, łachudra, wszarz, szubrawiec, zimna glista. Rozbrajają mnie reakcje, zarówno zaskoczenia, jak i okazywanej gdzieniegdzie radości. Jakby coś się zmieniło. Tyle razy była okazja obejrzenia "Alternatywy 4", że ludzie mogliby w końcu załapać zasady rządów PiS-u. 

W jakikolwiek komentarz polityczny nie zapuszczam nosa, wyskakuje zmora przyszłorocznych wyborów. Wybory, wybory. I odwieczne pytanie, czy Polonia powinna brać w tych wyborach udział. Brać? :)

piątek, czerwca 24, 2022

Aborcja usługą medyczną

W czwartek polscy osłowie zdecydowali o odrzuceniu obywatelskiego projektu dotyczącego radykalnej liberalizacji dostępu do zabiegów przerywających ciąże. Z 444 osób głosujących 265 było za odrzuceniem ustawy w pierwszym czytaniu. Wynik mnie oczywiście nie zaskoczył, nie liczę na nagłe oświecenie na komunoprawicy. Jestem rozczarowana tą sytuacją w gruncie rzeczy mniej niż decyzją Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe v. Wade, choć i tu i tam jest to chwilowa przewaga podobnego dziaderstwa. Nie wiem dlaczego tak czuję, być może jest to prosta ilustracja tego jak nisko ustawiam poprzeczkę rządowi mojego własnego kraju. 

Żeby projekt mógł się pojawić w Sejmie, Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Legalna Aborcja. Bez kompromisów" zebrał ponad 200 tys. głosów. Projekt zakładał m.in. liberalizację aborcji do 12. tygodnia ciąży (bez konieczności tłumaczenia motywów) oraz zapewnienie finansowania zabiegów przez NFZ w szczególnych przypadkach (ciąża w wyniku gwałtu, zagrożenie życia lub zdrowia kobiety, nieodwracalne uszkodzenia płodu). Zbyt śmiało? Aborcja jest zabiegiem medycznym, odpowiednim miejscem do dyskutowania na ten temat jest gabinet lekarski i oparta na zaufaniu relacja klient-lekarz, reszta to zbytek i marnacja energii. Sytuacja w Irlandii była nieco inna, tutaj referendum było konieczne, żeby odkręcić wyniki poprzedniego referendum (de facto wyborcy nie głosowali "za aborcją", tylko za wywaleniem bubla z Konstytucji). W Polsce nie ma takiej potrzeby, przekonanie, że Konstytucja zakazuje aborcji jest ideologiczną ekwilibrystyką, mało zreszta wysublimowaną: wystarczyło znaleźć kogoś, kto za pieniądze powie, że czarne jest czerwone.

Możliwość decydowania o swoim ciele i życiu to prawa fundamentalne. Robota tłumaczenia tego drugiej części świata, w tym kobietom, które dały się nabrać i zinternalizowały sobie patriarchalizm, wydaje się na obecnym etapie przybierać cechy pracy syzyfowej. Nie można się jednak zniechęcać. Świat naprawia się z takim trudem i wpada kołami z jednej koleiny w drugą, ponieważ codziennie rodzą się nowi ludzie, którzy nie rozumieją elementarnych spraw. Nie jest to ich wina, tak wygląda ludzki rozwój, jest powolny, pełen potyczek i często kończy się porażką. My trochę starsi jesteśmy po to, aby im to wszystko wyjaśnić, opowiedzieć, ułatwić. Bez dziaderstwa, z uśmiechem. 

wtorek, kwietnia 05, 2022

Godność kobiety

Ogolenie włosów albo gwałt jej nie zabierają (ostatnio wojna w Ukrainie). 

Przemoc w rzekomej obronie czci jej nie "przywraca" (Will Smith i in.).

wtorek, grudnia 07, 2021

Spijanie śmietanki

Sztorm nad nami przechodzi, wysłali mnie do domu, bo kto to widział, taki sztorm. Tak więc mogę pisać i pisać, jeno o czym tu? Tematów jest po prostu za dużo, bo i o propozycji rejestracji ciąż w matczyźnie słyszałam, i o przypadku kobiety, której odmówiono aborcji w Białymstoku na podstawie "medycznej" diagnozy Ordo Szuris, wieści o koncercie #muremzapolskimmundurem też, a juści, dotarły łączami na wyspy, więc wiem, że Edzia znowu jest podpuchnięta ze wzruszenia, a gdyby tak dodać do tego sam nie-rząd i niedawne wystąpienie naszego Breżniewa ... sami rozumiecie, musiałabym się powtórzyć, a ponieważ i tak się powtarzam, to dzisiaj się nie powtórzę 😁 W Irlandii może być lockdown w którymś momencie ... czy ja się nie powtarzam?  Tubylcy imprezują, suszy ich znaczy się. No cóż, powtarzam się. Rzeczywistość bywa monotonna.

Blogowo bym się nacięła. Myślę sobie, teksty spore, pomoce wizualne spoko, zagadam, może się czegoś dowiem. No i fajno, nawet niby rozmowa miła, ale że obserwować lubię zawsze dłużej, no to sobie czytam post drugi, trzeci, czytam komentarze pod nimi, i brew mi się coraz bardziej unosi, komentatorów też rozpoznaję, ale nie ma się z czego cieszyć. Jak doczytałam pod kolejnym postem pandemiańskim coś o oazie normalności w miejscu tymże, to jednak zwrot o 180 stopni i za czapeczkę foliową podziękuję, bo to sporo przypadków klinicznych i nie czuję się na siłach ... kochana, mówię do siebie z czułością, nie znasz się i masz życie.

Życie polega na tym, że czasami wychodzimy z domu razem, aby nieść innym ewangelię codzienności:

01/12/21.

Częściej jednak nie możemy się zgrać. Jestem obibok, zaś u małżonka furczy, aż nie ma czasu się chwalić, więc go chwalę ja: Kraciasty zakończył w listopadzie bardzo długi projekt, który był w toku jeszcze przed naszym spotkaniem w barze na Rydygiera 25 we Wrocławiu, czyli zanim wyleciałam na miotle w dal siną, wyfroterowałam język i nabyłam męża. Nakręcić pełnometrażowy film społeczny z budżetem 0 zł (słownie: zero) to nie byle co, droga publiczności. Szczególnie, gdy to pierwszy film w życiu, pierwszy scenariusz w życiu i przy okazji jest się za biednym, żeby komukolwiek z kilkudziesięciu uczestników projektu za cokolwiek zapłacić, więc są za to amatorzy (w jak najbardziej pozytywnym sensie) jak pchły w pudełku po zapałkach. Dokładając własne pieniądze, talent, czas i nerwy, Kochany dopiął w końcu swego i prawie cztery lata po ostatnim klapsie na planie zadziałała magia kina — porozrzucane w czasie sceny i skrawki melodii sklejone w jedno nabrały sensu i emocjonalnego wyrazu. Na dodatek widnieję w napisach końcowych jako co-montażystka, łatwo poszło, nepotyzm bywa rzeczą przyjemną, gdy to my jesteśmy jego beneficjentami. A teraz moje Słońce jest zarobione i rano pękła mu sznurówka w lewym bucie.

Poza tym znowu jesteśmy w grudniu. Czyż życie nie jest absurdem? To zaiwanianie czasu coraz bardziej mnie zaczyna wkur**iać, jesteśmy młodzi i tak ma pozostać! Wobec tego dzisiejsze trzecie szczepienie Kraciastego dawką przypominającą, które się należy rezydentom 50+ jest podejrzane. Wyobrażasz sobie Kochany cuś takiego na tym świecie?

Życie polega też na tym, że czytam, oglądam i słucham. Męczę się nad Mannem Tomaszem, więc nie polecę, ale obejrzałam nareszcie "Boże Ciało" (2019) Komasy, który dla mnie jest o tym jak ważna jest psychoterapia i ile mogłaby zmienić w życiu człowieka potarganego przez los, gdyby tylko była. Z melodii płyta Karoliny Cichej, "Tany", jest jak pianka na cappuccino.

Karolina Cicha — Zaszumiała w sadeńku traweńka.

środa, listopada 17, 2021

Dlaczego nie pod Kurią?

Takie pytanie na minucie 15. To i inne pytania, wątek o myśleniu rozłącznym i klauzuli sumienia,
Piotrowską i Michalik z Sekielskim podrzucam jako załącznik do Czekania na śmierć:

Wku****ne kobiety, SSNL, Nov 9, 2021.

niedziela, listopada 07, 2021

Pierwszy tydzień listopada

Jeszcze pod koniec października zmarł nasz sąsiad, obserwujemy więc, chcąc nie chcąc, ruchy przy jego domu. Niedługo zacznie się wywożenie dobytku, remont, potem wprowadzi się ktoś nowy. Liczę w duchu na ciekawe sąsiedztwo, choć Kraciasty mi mówi, że odkąd pamięta dom miał pecha.

Oboje już niby wygrzebaliśmy się z przeziębienia, ale kaszel nadal dudni po kątach. Kochany niedługo leci do Polski, ja na razie bez planów, zdołowana cenami biletów w okolicach przesilenia zimowego.

Wszystko wskazuje na to, że zaczął się sezon krismasowy. W Dublinie wiszą instalacje, które wystarczy tylko podłączyć do prądu, żeby dały czadu. Telewizja polska już zdążyła zablokować reklamę firmy jubilerskiej "z troski o odczucia widzów, którzy wielokrotnie wyrażali swoje opinie na temat treści filmów reklamowych". Zakwestionowano trzy wątki: karmienie piersią, dekolt z mastektomią i lesbijski pocałunek, ale reklama YES to całościowo majstersztyk. W minucie zebrano najbardziej powszechne wątki do których z pewnością przepieprzy się na co dzień sfrustrowana swoim życiem Dulska. 

No i co tak cyca wywala! Raka ma, niech się tak nie stroi! Starucha i tatuażu jej się zachciało! Popatrz jakie czarnuchy! Grubaska i znowu je! Zboczeńce, dawniej tego nie było! 

Dodajmy do tego skromność i pokorę (bo Dulskiej wcale nie dlatego nie odróżnisz od lamperii, że boi się opinii innych, tylko dlatego, że jest skromna ^_^).


Ładne.

***

green tea.
Forge Field, Termon.
20/10/21.


black tea.
movie evening with friends, Dundalk.
20/10/21.
green tea.
Forge Field, Termon.
02/11/21.
flat white.
Odd Mollies, Drogheda.
05/11/21.






środa, listopada 03, 2021

Czekanie na śmierć

Obserwuję z daleka proces bardzo podobny do tego, który zaistniał w Irlandii po 1983 roku, a w Polsce rozpoczął się po zeszłorocznej decyzji TK pod magister Przyłębską

Dwa artykuły, z łonetu "Nie każcie nam umierać" (słabym punktem tego tekstu jest anonimowość, znowu śmierdzi mi tu copywritingiem), oraz z Gazety Prawnej, głos jak to wygląda z pozycji lekarza, "Śmierć ciężarnej 30-latki. Szpital: Działano zgodnie z prawem."

Jak pisałam kiedyś w komentarzu (który chętnie bym zacytowała, ale nie mogę go odnaleźć), Irlandczycy głosując w referendum za wpisaniem zakazu aborcji do swojej Konstytucji sądzili, że prawo dotyczyć będzie kogoś innego, nie ich. Jest to zgodne z mechanizmem myślenia magicznego, gdzie odmawianie koronki chroni rodzinę przed chorobami, natomiast Obcy i ich cierpienie jest wypierane. Antykobiece zmiany w prawie polskim, podobnie jak dawniej w Irlandii, zrealizowały się głosami ludzi, którzy autoprezentację w środowisku lokalnym (patrz, jakim wrażliwy dla zygot, jaki ze mnie dobry katolik) pomylili z braniem udziału w demokracji na poważnie, czyli ze stanowieniem prawa, które będzie dotyczyło wszystkich obywateli.

Opierając mój wywód na doświadczeniach irlandzkich, na co teraz czekamy? Zasadniczo, kto jest przeciwko obecnemu prawu, ten jest, już protestował. Nie jego głosem zmieni się prawo. Otóż czekamy na śmierci córek, sióstr, matek w rodzinach bogobojnych Krysiek i Basiek, które udzielają (choćby krypto) wsparcia obecnym przepisom antykobiecym i prozygotalnym. Nie mogliśmy liczyć na ich wyobraźnię, miłosierdzie dla Innych, mądrość musi przyjść przez osobiste doświadczenie zgryzoty. W tym procesie państwo pisowe będzie oczywiście próbowało winą obarczyć lekarzy, co tylko zostrzy problem (zmniejszy się ilość osób chętnych do uprawiania zawodu). Wszystko to już wydarzyło się gdzie indziej, koło poszło w ruch, niektóre rodziny nie mogą (nie będą mogły) uwierzyć, że padło na nie, przecież koronka została odmówiona, magiczne rytuały odprawione. Powiadam, Polska czeka na śmierć Waszych bliskich, żeby mogła się zmienić na lepsze.

poniedziałek, czerwca 28, 2021

In a cup of ...


black tea.
Location: friend's back garden, Carlingford, Co. Louth.
Time: Sunday the 20th of June, afternoon.

Zeszła niedziela też była piękna (jak powyżej), w międzyczasie zdążyliśmy pojechać do Donegalu i wrócić. Rozmasowuję bolące miejsca, zapycham głód kaczym udkiem, zapowiadam więcej filiżanek z ostatniego weekendu i zostawiam myśl którą przeczytałam gdzieś tuż przed wyjazdem:

Matki wychowują swoje córki, a synów kochają.

Co myślisz?