Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, grudnia 21, 2025

Najkrótszy dzień

Delektuję się nim wstawszy wcześniej niż trzeba. 

Mamy XXI wiek (brzmi mi echem niejasny cytat z jakiejś opowieści przecież mamy XIX wiek!), ale nie oznacza to, że każdy w Europie definitywnie uciekł od domowego niewolnictwa na tle którego Ja się nie znam na polityce, ale mąż powiedział, że ... jest zdaniem całkiem normalnie brzmiącym dla wypowiadającego (postęp to sprawa ulotna, będą się z nas kiedyś śmiały przyszłe pokolenia). Stąd też pochodzą, z tego zapyziałego zakątka męskiej władzy, tak myślę, pytania na złą melodię, co niewierzący obchodzą w czasie świąt Bożego Narodzenia. Potrzeba, aby podzielić świat na grupy my-oni, jakbyśmy nie byli wystarczająco oddzieleni, gdzie my to ci lepsi, ci "a mąż powiedział", "a córka taka mądra (onanizuje się do zdjęcia świętego Charliego Kirka)", "a proboszcz to na mnie przed kościołem czekał (jestem wybrany, jestem namaszczony, ludzie tak mi zazdroszczą, zerkają, mówią oj oj)" wynika z jakiegoś cierpienia, ale cóż, podstawowa zasada brzmi: nie rzucać się z pomocą na ludzi, którzy o to nie proszą. Od jakiegoś czasu poczynam obserwacje następujące: przesycony religijnym mistycyzmem język Irlandzkich kobiet nie dotyka mnie negatywnie. God bless you. Niech bless. Biorę bless jakim jest, nie odwracając monety słowa na wszystkie strony. Inaczej mam w Polsce: nakładam na siebie pewne ograniczenia w temacie wyrażania własnej duchowości, żeby mnie dusze nieszczęsne nie uznały za "poszukującą", żeby im nie zaszkodzić, nie utwierdzić w błędzie, żeby się do mnie nie przylepiły, nie zaczęły nade mną "pracować", żeby nie stać się centrum cudzej nadziei o niczym, albo milczącym słupem z grupy "my".

Winter Solstice live streaming Newgrange.

Winter Solstice live streaming Stonehange.

czwartek, grudnia 11, 2025

Barok na święta

Do świętowania zostało jeszcze trochę czasu, ale skoro mam ochotę posłuchać różnych takich, nie zamierzam się ograniczać. 
Dobroci :)
   
hr-Sinfonieorchester – Frankfurt Radio Symphony / Arcangelo Corelli Concerto grosso g-Moll op. 6 Nr. 8 (»Weihnachtskonzert«)
(kompozycja powstała ok. 1690; nagranie 10/12/2020).

Akademie für Alte Musik Berlin & NDR Vokalensemble / Johann Sebastian Bach Weihnachtsoratorio BWV 248 (Cantatas I-VI)
(kompozycja powstała ok. 1734-35; nagranie 7/12/2023).

sobota, kwietnia 19, 2025

Ano wesołych

Gdyż kłóliki:

autor: Bernard Kliban

Przeczytałam przed chwilą życzenia opublikowane na FB Jacka Dehnela (ciekawy wątek mitologiczny), i tak mnie ujęło wklejone przez niego retro zdjęcie dwóch panów, że skrolując kolejne tego typu stare podobizny natknęłam się na tą:


Just look at the buty:


Ha!

Wszystkie dobrego :)

czwartek, stycznia 02, 2025

Happy New Year 2025!


Jak nie przepadam za głupawymi przeróbkami AI postaci polityków, także tych świątecznych z Tuskami i Kaczyńskimi, tak powyższa produkcja inteligencji, nie bez powodu nazywanej sztuczną, wzruszyła mnie. Gdybyż tak mogło być. Czy tak może być? Czy wierzę w nawrócenia? Tak. Gdyby się temu panu odmieniło, powiedziałabym: wierzę ci, fajnie, że teraz już możesz być sobą. Nom. 

Nowy rok nam nastał. To tylko data, która zresztą zazwyczaj nic nie zmienia, ale w sumie każdego dnia możemy sobie postanowić, że coś zmieniamy ... drugiego stycznia, ósmego czerwca, albo w grudniu. Czyli dobrych postanowień z natychmiastową realizacją życzę. Żebyśmy byli sobą, bez względu na to jak źle, z winy własnej lub bez, zaczynaliśmy.

poniedziałek, grudnia 23, 2024

Mity świąteczne

Przeczytałam właśnie, że bracia Kurscy ze sobą nie rozmawiają i nie zasiądą razem do wigilijnego stołu. Wśród wielu mniej lub bardziej udatnych mitów świątecznych mamy ten, który mówi o czasowym choćby zawieszeniu broni, chwilowej jedności. Jego realizacje bywają przeróżne, pamiętam np. z wigilii pracowniczych łamanie się opłatkiem także z osobami, których na co dzień nie lubiłam. Powodowało to u mnie niesmak, ale początkowo nie umiałam się z tego wykręcić, albo nawet nie wiedziałam, że można i jest sens. Teraz już wiem, że można i sens jest, przyznać jednak muszę, że takie terapeutyczne odkrycia zawsze zajmowały mi mnóstwo czasu. 

Oczywiście, przebaczanie ma głęboką wartość, przede wszystkim dla naszego własnego zdrowia psychicznego, potem dla zdrowia społecznego. Innym narzędziem kojącym psychikę jest odpuszczenie sobie samemu. Zauważam, że łatwiej jest ludziom udać, że przebaczają, niż głośno powiedzieć "oto odpuszczam, w tej relacji nie ma już przyszłości, tu się nic nie zmieni"— przeróżne mechanizmy społeczne, w tym mity świąteczne, nagradzają nas za "fit in": nie komplikuj, graj wg ogólnie przyjętych reguł, udawaj,  fake it till you make it. Zachowywanie dystansu, odmowa grania w grę zazwyczaj się komuś nie spodoba, w konsekwencji wygeneruje informację zwrotną o różnym natężeniu manipulacji emocjami. To może być przykre, tymczasem udawane przebaczenie nagradza nas społeczną aprobatą oraz złudzeniem, że uczestniczymy w czymś większym i pokrzepiającym. Tak łatwo być nieautentycznym :)

Komu nie przebaczam? Temu, kto o przebaczenie nie prosi. Żal, postanowienie poprawy, prośba o przebaczenie, zadośćuczynienie — jeśli nie mam do czynienia z tymi elementami, moja relacja z drugą osobą będzie nadal powierzchowna; uważam, jeśli ktoś nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny, nie ma sensu drążyć w poszukiwaniu pojednania. Odpuszczam więc sobie, przyznaję, że tak wygląda moja rzeczywistość, że nie z każdym mogę być w bliskiej relacji, że jeśli to są tylko luźne sznurki powiewające na wietrze, niech tak będzie i już się tym nie martwmy. Chyba rozumiem Jarosława Kurskiego i widzę w jego postępowaniu elementarną uczciwość.

poniedziałek, grudnia 09, 2024

Nadganiania polskie

źródło: Sekcja Gimnastyczna
Z rzeczy o których już wiecie napiszę, że w Warszawie umarł Stanisław Tym. Zmarł w grudniu, w pierwszej połowie grudnia, a dokładnie szóstego grudnia. 

Już od jakiegoś czasu pan Staszek żył na uboczu spraw, tak bywa, czas wiele zmienia. Bardzo mnie poruszyło to, co napisał o nim Wajrak na swoim FB, że Tym nie bał się angażować, że wspierał ich walkę o Rozpudę, kiedy inni w nich napierdalali, albo się po prostu bali, co powie anonim.

Wraz z takimi śmierciami czasy PRL oddalają się od nas tak, jak dla pokolenia mojej mamy oddalały się czasy wojenne. Po kolei odchodzą ludzie, którzy żyli i śmiali się w tej nienormalności.

źródło: Sekcja Gimnastyczna
Oczywiście wiem, że o proteście 1 grudnia też już słyszeliście. Edukacja Zdrowotna wzbudziła taką niezdrową sensację, że nawet osoby zupełnie z edukacją niezwiązane (a może one przede wszystkim) aż zachłystywały się z radości z okazji tejże. "Tak dla edukacji, nie dla deprawacji" mówiono i podobno to było na poważnie. Nom ;)

Dla odmiany więc napiszę o demonstracji o której u Wielkich Świętych nie poczytacie. W poprzedni wtorek przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów demonstrowała grupa domagająca się ustawy o asystencji osobistej. Obecnie w procesie legislacyjnym znajdują się dwa projekty na ten temat (rządowy i prezydencki) i sprawa bardzo się grzebie. Różnic w projektach jest kilka, generalnie ustawa rządowa jest bardziej rozwojowa (np. zakłada docelowe objęcie wsparciem także osób poniżej 18 roku życia).

Jakiś czas temu, u Anioła na Resorach obserwowałam dyskusję Polaków na temat ustawy o asystencji vs opieka w Domach Pomocy Społecznej, i powiem Wam, że dno i dwa metry mułu wyłaziło jeśli chodzi o empatię. Osobiście nie przekreślam żadnej z dwóch form pomocy, uważam, że powinno być dla każdego, co tam mu pasuje. Więc nie chodzi o to, że DPS-y gorsze, tylko jeżu kolczasty, jakie tam były pretensje do OzN, że czegoś chcą. Bo to po co takiemu, a piniondze, a państwo biedne, w DPS-ie mu będzie lepiej, a to sam tak w domu się chce rozbijać, nie za dobrze mu, bo to każdy by tak chciał ... święci pańscy gdybyście istnieli!

I to jeszcze Wam nadmienię, że bardzo się cieszę na święta. Aż uszami strzygę, tylko słabo widać, bo nie mam aż znowu takich dużych. 

Za tłokiem świątecznym nie przepadam, to prawda. Wcale nie dlatego, że uważam, że inni nie mają prawa robić zakupów. Tylko cudzego pośpiechu i napierania nie lubię, umęczenia Matek Polskich, rzekomych jazd obowiązkowych i pretensji wyrażanych w przestrzeni publicznej nie wiadomo do kogo, że jednak było ujowo, choć tym razem (nie wiadomo dlaczego) miało być inaczy.

Nastanie wolne, będziemy robić miłe rzeczy. A czy będzie choinka, na razie nie mam danych. Na pewno obejdzie się bez takiej wyharatanej chyłkiem z lasu. Taka właśnie była za dziecka, ale pisałam już wyżej, że czas wiele zmienia. Cokolwiek się postanowi, zrobione zostanie w dniu wigilii, gdyż jestem tradycjonalistką, wiadomo, jak na ateistkę przystało ;)

sobota, grudnia 16, 2023

Poświęcenie

Niedługo lecimy z Kochanym na miotle na Wschód. 

Na tę chwilę zarządzam przynajmniej częściowy odpoczynek od polityki (całkowicie się nie da, wiem), za to prezent mam dla Was, myślę, że świątecznie adekwatny -- coś w rodzaju wstępu do przemyśleń, używajcie do woli:

źródło: Psycholog w Lublinie FB

niedziela, grudnia 25, 2022

Święta ateistyczne

Prof. Matczaka jeszcze na moim blogu nie było? A to proszę bardzo:
Ateistyczne święta to samooszukiwanie się człowieka zagubionego w sekularnym do cna świecie. Bez wspólnoty, bez głębi myślenia, bez tajemnicy, bez ciszy, bez sacrum. Biedne, wypalone maszyny do pracowania w dni robocze i do konsumowania w Święta.
— Marcin Matczak (@wsamraz), twtr, December 23, 2022.

Jestem ateistką, lubię ciszę, nie jestem zagubiona i cechuje mnie głębia myślenia. Pan Matczak może mieć swoją opinię (nie należę do tych słabeuszy, którzy kwęczą, że inni nie mają prawa mnie oceniać, bo łoj łoj, nie są w mojej sytuacji), tyle, że ja mogę ją mieć w dupie. Tak po prostu. I to jest piękne ;D

Nie potrzeba do tego dodawać wykładu na temat świąt. Na poziom eseju na GW nie sarkam, to może być faktycznie przyczynek do dyskusji na temat stanu duchowości nowego pokolenia. Tylko, że ja po trosze już do tego nowego pokolenia nie należę, a jestem na tyle kumata, żeby zauważyć, że mam do czynienia z tekstem pracoholika o jego własnym Weltschmerzu. Można jednak przeczytać. Prof. Matczak inbą zdaje się reklamuje swoją ostatnią książkę, może to i dobre posunięcie. 

sobota, października 29, 2022

Halloween

Gdy po długiej przerwie w zeszłym tygodniu zaszłam do pracy, okazało się, że w recepcji stoi pokaźnych rozmiarów wystawa nagrobków, w korytarzach na parterze plastikowe pająki utkały syntetyczne sieci, z sufitu sali zebrań zwisają szkielety i już się tworzą quizy na halloweenowe świętowanie pracownicze.

Lubię wszystkie pory roku. Jesienią towarzyszy mi nostalgiczna radość wyrosła z dwóch tradycji, których zetknięcie zupełnie mi nie wadzi. Wyrosłam w kulturze pamiętania o zmarłych, może na tej podstawie pokochałam grzebanie w genealogii (przywracanie twarzy denatom to jest to). Gdy byłam dzieckiem, zwyczaj trick-or-treat nie był w Polsce praktykowany (nie za bardzo był też znany w Irlandii, z której Samhain, pierwowzór Halloween, pochodzi). Mimo to dzisiaj myślę o zwyczajach amerykańskiego Halloween i celtyckiego Samhain z sympatią. Pisałam wielokrotnie przy byle okazji, że lubię chodzić na cmentarze o każdej porze roku, że śmieszy mnie obłudne/lękowe wzdraganie się przed fotografowaniem umarłych w trumnach, czy równie pokrętne twierdzenie, że o zeszłych z tego świata należy mówić tylko dobrze. Śmierć jest częścią życia, dobrze, że oprócz wspomnienia umarłych istnieje zwyczaj wg którego nagrobek jest elementem wystroju wnętrza. Kpię sobie z wziętego z amerykańskich horrorów przekonania o nienaruszalności grobów, bo jesteśmy chodzącym naruszeniem: oddychamy zmarłymi i pijemy zmarłych, śmierć jest warunkiem powstania nowego życia i rozwoju. Nie ma kawałka ziemi, który nie byłby w przeszłości czymś/kimś innym, życie jest ciągłym recyklingiem. Przekonanie, że są miejsca, gdzie byli zmarli (straszność, podniosłość, poważne miny) i takie w których ich nigdy nie było (kokonik bezpieczny, zmarli nie patrzą) jest po prostu błędne, nie odzwierciedla rzeczywistości. Śmierć jest powszechnością, wystąpiła wszędzie.

Żałuję, że nie będzie mnie w Polsce na tradycyjnym grobbingu (przez brak uczestnictwa tracę kontakt z elektoratem w terenie). Jedno marzenie już mi sie spełniło — w zeszły weekend pojechaliśmy z Miłym zobaczyć dubliński cmentarz Glasnevin w jesiennej oprawie. Liczę jeszcze, że wybierzemy się w Samhain na wzgórze Tary. To będzie zależało od pogody i czy małżonek zechce jechać, jak się już dowie, że ja chcę 😁 W Irlandii również jest długi weekend, najbliższy poniedziałek to bank holiday. Dobrego, ciepłego weekendu wszystkim. 

piątek, kwietnia 15, 2022

Dzieci i ryby głosu nie mają

"Tłuczenie garów słychać pewnie piętro niżej", Matylda machinalnie mieszała herbatę, chociaż od lat nie cukruje, i w głowie komentowała poczynania perorującej starszej siostry. Właśnie został wyczerpany temat smoleński, widać było, że Krysia wyciągając tarkę do jarzyn zbiera siły do następnej litanii. Nigdy nie jechała na pusto, znała swoje kobiece obowiązki.

— Władek przyjeżdża w sobotę z dziećmi, Agata będzie z tym swoim na świątecznym śniadaniu, Piotr dopiero w poniedziałek, na śmigus dyngus, pewnie wpadnie na kilka godzin, posiedzi, wiele nie powie. Tak sobie dzieci wychowaliśmy ...  Czy oni nigdy nie mogą pojawić się zwyczajnie razem? 

Matylda uznała, że to pytanie retoryczne. Krysia nie chciała wiedzieć, że jej dzieci ustalają między sobą grafik, kto spędza czas z rodzicami. "Nie chcesz wiedzieć, to nie wiesz, widocznie śmierć męża niewiele tu zmienia".

— Przecież byli razem na stypie — Matylda spróbowała zreasumować tematykę pokojowo — Poza tym wiesz, jak to jest, mają swoje życie, kariery.

— Kariery! Krystyna prychnęła prawie tak, jak gdy ostatnio wymawiała imię Grety Thunberg. Grecia! — Jaką karierę ma Michał w tej swojej Bretanii?! Przecież tu by mu było najlepiej. 

Ostatnie zdanie weszło w płaczliwą tonację. Krysia często myślała o Michale, była przekonana, że właśnie on jest dowodem na potęgę działania modlitwy i świętych olei, którymi w tajemnicy polewała ściany jego mieszkania, gdy syn był chory i mogła myszkować w jego domu bez przeszkód.

— Michał akurat ma swoje powody, żeby mieszkać dalej — Matylda starała się, żeby jej głos nie zabrzmiał agresywnie.

— Jakie powody? Jakie?! My z ojcem zawsze robiliśmy wszystko, żeby wyszedł na ludzi — Tarta marchewka aż zapiszczała pod naporem Krystynowej ręki.

— No wiesz, papiery szpitalne, ubezpieczenie — ciągnęła Matylda w inną stronę, chociaż siostra dobrze pojęła aluzję. Przykra myśl była jednak nieporęczna, Krystyna natychmiast ją odrzuciła jako podszepty złego.

— A wiesz, że zabrali ze sobą dużo zdjęć z dzieciństwa? Z nami, z dziadkami — Zmiana tematu w takiej sytuacji przychodziła Krysi naturalnie jak oddychanie — Michał wypytywał o ojca, jego znajomych, zaprosili mnie do kawiarni. I na spacerze byliśmy. Na cmentarzu też ... — Krystynie oczy zaczęły wypełniać się łzami, zamilkła, ale nie przestała znęcać się nad marchewką, którą zaciskając usta w gniewnym grymasie tarła coraz zapalczywiej. Dobrze byłoby mieć przy sobie najstarszego syna. Codziennie mógłby ją podwozić na cmentarz, robiłaby mu obiady, nauczyła synową gotować. Z czasem zaczęliby z nią chodzić do kościoła. Modlitwy działały, powoli wszystko ułożyłoby się tak, jak należy, jest tego pewna, spokojnie mogłaby przekazać im schedę Janickich i zamknąć oczy. Jak to wszystko jest możliwe? Dzieci tak się rozeszły po świecie, że nawet mieszkając godzinę jazdy autobusem od rodzinnego gniazda, nigdy nie mogą zebrać się jak dawniej, gdy wszyscy byli tu tacy szczęśliwi. A byli?, wtrącił się znowu złośliwy głos.

Matylda milczała, dreszcz ją przeszył, w zasadzie nie wiadomo dlaczego, jakby skrobanie łyżeczki o szklankę dotknęło jej kręgosłupa. "A byli?". Tę myśl, jak wiele innych w tym domu, zostawiła dla siebie.

wtorek, grudnia 21, 2021

The reason for the season

Z grubsza powodem jest oczywiście ruch obiegowy Ziemi, nachylenie jej osi oraz eliptyczny kształt orbity.

W szczególe powodem tych świąt jest przesilenie grudniowe. Najkrótszy dzień był obchodzony w różnych kulturach Starego Świata od zarania dziejów. Starożytni Rzymianie mieli swoje święto pojednania i wolności, Saturnalia. Wyznawcy kultu Mitry obchodzili Noc Yaldy, a wyznawcy kultu Jezusa Boże Narodzenie. Ludy północy miały Yul, Słowianie Święto Godowe. Oczywiście zaczyna się zima, ale co ważniejsze, Słońce kończy swoje zbyt leniwe, niemrawe szurania nad horyzontem i nabiera wigoru. Czekałam na to Stanie Słońca już bardzo, samej szurając po ciemku do pracy i po ciemku wracając. 

green tea.
Il Forno, Drogheda.
15/12/21.
cappuccino 
(somewhere on the left, you have to believe me ;)).
Caffè Nero, Drogheda.
early morning before work, 17/12/21.
green tea.
Ruby Ellen's Tea Room, Carlingford.
20/12/21.



W niepandemicznych czasach kilkanaście km od naszej wsi szczęśliwcy, którzy wygrali los na loterii, mogli tego poranka wejść do grobowca Newgrange i w ciemności czekać przed godziną dziewiątą, aż promień słońca odbędzie swą wędrówkę po komorze. Zapis tego dnia z zeszłego roku jest TUTAJ. Dzisiejszy pokaz właśnie przed nami, chmury są nisko, możliwe, że nie zobaczymy wędrowca. Ale Słońce i tak wzejdzie, każdego dnia wyżej i wyżej. Happy solstice :)

wtorek, grudnia 14, 2021

Świątecznie

Nie przygotowuję, nie sprzątam, nie piekę, czytam.
Czytam dalej: Ciast będzie tylko pięć.

Tematyka świąteczna wjechała na stół. 

A my byliśmy w weekend u Ruby Ellen:

green tea.
11/12/21.


cappuccino.
11/12/21.

Było przewidywalnie miło w środku i szaro-mokro na zewnątrz. Piekę nic. Zapowiada się, że na święta będziemy z mężem w dwóch różnych zakątkach Europy. Gdy podglądam kwestie pandemiczne, to mnie oczywiście fakty denerwują, bo wiadomo, jak teraz jest z przewidywaniem, planami i lataniem (dodajmy do tego jeszcze zimowy wiatr). I wtedy sobie nucę to:

Father Ted & Father Dougal — My Lovely Horse.
Mój kochany koniu 
Biegnący przez pole 
Gdzie tak pędzisz
Ze szczotkami powiewającymi na wietrze? 

Chcę obsypywać Cię kostkami cukru, 
I przeskakiwać z Tobą przeszkody,
Polerować Ci kopyta każdego dnia, 
I zabierać do końskiego dentysty.

Mój kochany koniu, 
Nie jesteś już kucykiem.
Biegasz w koło
Z mężczyzną na plecach
Jak pociąg w nocy, tak, 
Jak pociąg w nocy ...

Gdyby ten song dostał się na Eurowizję, głosowałabym.

wtorek, kwietnia 06, 2021

Na okrągło

Z czasów, gdy istniały jeszcze blogi na onecie i bloxie, wyniosłam wiele nauki o ludziach. Z jednym autorem, który zawsze pisał komentarz dopiero po przeczytaniu i przemyśleniu całego posta oraz nigdy się nie podlizywał, było mi po drodze, choć tak jak i on u mnie, nie pisałam czegokolwiek pod jego tekstem byle odhaczyć listę obecności. Kilka lat istnieliśmy równolegle, czasami wymieniając myśli, zajmując się swoimi sprawami. Człowiek znajduje najlepiej, gdy nie szuka. Mój mąż, którego w realu nie boją się ani dzieci, ani koty, obchodzi dzisiaj urodziny.

czwartek, marca 18, 2021

In a cup of ...

(Twinings) rooibos & honey with essence of spiced fig.
Location: Slieve Foy, Co. Louth.
Time: yesterday after 3 pm.

Można siebie zapytać na cholerę człowiek się tak męczy — dzisiaj boli mnie każdy mięsień. Święto Patryka spędziliśmy wlokąc się w trójkę po górach, ze Stanleyem w plecaku, a nawet dwoma. Jeszcze mi szumi w głowie, może to górski wiatr, może wspomnienie miniudaru, który mi strzelił po drodze.

***
Chciałam coś napisać o pandemii i nawet zabrałam się za szukanie liczb, ale utknęłam na artykule o mobbingu na wrocławskiej AST. Zadumałam się nad tym jak to widzi oskarżona kobieta — nie mam wątpliwości, że jest zdumiona, przekonana, że wszystko robi najlepiej i wcale nie ma pupilków, a teraz to pokolenie takie wydelikacone jej nie docenia, bo za dobra jest i generalnie ludzie za dobrze teraz mają, chociaż to dawniej było lepiej. Zmęczona jestem, ale możemy o tym pogadać, jeśli chcecie.

wtorek, grudnia 29, 2020

Tanka poświąteczna

spiżarka cuchnie
rybie zmętniały oczy
święto skończone
wywietrzała duchowość
gumka dresu uciska

piątek, grudnia 25, 2020

Kolędująca Dziunia, śmierć i życzenia

W domu pachnie mandarynkami, małżonek jeszcze śpi, a ja dzielę się z Wami niepodzielonym.
Wczoraj były pierwsze urodziny Marii Janion bez Marii Janion.

Na liście apostatów liczby właśnie dobijają do tysiąca, natomiast liczba członków w grupie Apostazja 2020 przekroczyła 13 tys. Ludzie odnajdują drogę do tego, o co im się w życiu rozchodzi i nastąpiło przebudzenie Wielce Naukowego Instytutu Kościelnej Statystyki. ISKK oświadczył, że będą liczyć. Niech liczą. Tymczasem nasi wschodni sąsiedzi polityką w typie narodowo-korwinowskim wyhodowali sobie nową mutację covid-19, co ma też swoje dobre strony — nic tak nie motywuje do podpisania umowy międzynarodowej, jak reglamentacja papieru toaletowego, nicht wahr, Boris?

Czyli w sumie nie jest tak źle, choć Maria Janion nadal nie żyje. Nawiązując do tematu śmierci i świąt, kilka dni temu znalazłam klip z krismasowym odcinkiem Kuców z Bronksu. Mnie śmieszy. Śmiech jest sposobem radzenia sobie z nieuniknionym, jednym z lepszych sposobów, z pewnością lepszym od nabijania kabzy cwaniaczkom, którzy udają, że rozmawiają ze zmarłymi.

— O czes Ropuch. ty tez umarles? 
— Dziunia co ty opowiiadasz. Ronpuch zyje normarnie tylko sobie chodzi gdzie chce.  

Kuce z Bronksu i kolędująca Dziunia.

Przechodząc do życzeń, pewnie już widzieliście wystąpienie starego obłudnika o tym, że "jesteśmy jedną wielką rodziną i chcemy nią być". Bez deklaracji "za wszystkich" obejść się nie mogło, jak to w patoli. Mając na uwadze, że los tych, którzy mi w tym roku podpadli, jest mi obojętny, życzę: Każdemu tego, co jest dla niego najlepsze, i kamiennej cierpliwości w czekaniu, gdy, jak teraz, trzeba czekać. Dobrego dnia 😊

wtorek, grudnia 22, 2020

In a cup of ...



flat white.
Location: Caffè Nero, 112 West St, Downtown Drogheda, Co. Louth.
Time: yesterday after 4 pm.

Szczodre Gody. Mroku, mgły i deszczu się nie boimy. 

poniedziałek, grudnia 21, 2020

In a cup of ...




green tea.
Location: Stockwell Artisan Foods, No 1 Stockwell Street, Drogheda, Co. Louth.
Time: last Saturday, after queueing in front of An Post.

***
Mamy dziś nowe poruszenia — od północy jest 48-godzinny (z możliwością przedłużenia, bardzo chyba zresztą prawdopodobną) zakaz przyjmowania lotów ze Zjednoczonego Królestwa w związku z mutacją koronawirusa, która błyskawicznie namnaża się u naszych wschodnich sąsiadów. Zastanawiam się, czy to ostatnie podrygi, czy jeden z kolejnych akordów, gdyby okazało się, że szczepienie nie jest tak skuteczne, jak tego pragniemy i w zanadrzu nowy rok ma dla nas kolejne odsłony tego brazylijskiego serialu. Korzystamy z mężem z blasków życia wsioka i prowincjusza — dla mnie to żadna nowość, jestem wsiokiem ze szczęśliwego urodzenia i wewnętrznej potrzeby. Małżonek, chłop miastowy, sam sobie taki los wybrał kilka lat temu na wieść, że niewiele mu już zostało i warto byłoby zakotwiczyć gdzieś, gdzie jest ładnie. Tak więc pławimy się w przestrzeni i nieanonimowości, uciekać tłocząc się na dworcach nie będziemy, bo to do nas uciekają. Od czasu do czasu wyskakujemy na napitki, co widać powyżej (tego dnia siedzieliśmy za szafą). Czuję zew powrotu do domu w czasie zimowego przesilenia, ale trwam tutaj, choć w tej chwili moglibyśmy się z Kraciastym spakować i wyruszyć. Aż tak jednak spragniona nie jestem, żeby ryzykować przywiezienie do mojej ponadosiemdziesięcioletniej babci jakiejś zagranicznej francy, zostawiam takie hece tym, którzy lubią swoje rodziny mniej.

W taki to czas ponurych przemyśleń o bezpieczeństwie i śmierci zastaje mnie zima. U Słowian Szczodre Gody, Zimowe Staniesłońca. Na niebie nocnym można będzie obserwować koniunkcję Saturna i Jowisza, nie jest to zjawisko tak rzadkie jak pieją niedouczone portale pseudoinformacyjne, które przy okazji plotą coś trzy po trzy o jakichś energiach, ale dzisiaj "spotkanie" dwóch gazowych olbrzymów będzie naprawdę bliskie, 6 minut łuku (to ⅕ średnicy tarczy księżyca na niebie) — tak bliska koniunkcja była ostatnio w 1623 roku (tego samego roku przyjaciele wydali "Pierwsze Folio" dzieł Szekspira, w Clermont urodził się Blaise Pascal, a w Polszcze nadal rządził Zygmunt III Waza, ten gość z kolumny). Jutro koniunkcja też będzie widoczna, tylko trochę "luźniejsza". Patrzącym w niebo, oczekującym na nowe słońce, życzę dobrego tygodnia, obranego z trosk i smutków.

sobota, grudnia 12, 2020

In a cup of ...


 




flat white with caramel.
Location: Battle of the Boyne site, Oldbridge, Co. Meath.

Od tego siedzenia w domu dostaję marazma. Tak oświadczyłam mamie: mąż mnie zaraz wyprowadzi na spacer. Wyspacerował, i voilà, już mi lepiej. 

***
Przeczytałam na ofeminin list dramatycznie zaanonsowany " W tym roku świąt nie będzie, bo mam dość bycia kucharką i sprzątaczką". W listy do gazet jestem niewierząca, widzę oczami wyobraźni copywriterki zakwaterowane w mikroapartamentach (bo wszędzie blisko, do kawiarni, do klubu dyskusyjnego), które zmyślają tematy pijąc soki przez słomkę (bo kwasy) i machając w powietrzu nóżętami. Problem mnie nie dotyczy, ale zaczęłam dumać nad źdźbłem prawdy. Jeszcze nie czytałam bloga prowadzonego przez mężczyznę lub nastolatka, w którym autorzy martwiliby się jak zorganizować święta. Owszem, czytałam rozważania o tym, jaki dostanie się prezent albo, że dawniej święta "były robione" lepiej, nie to, co teraz. Nigdy jednak nie o tym jak tu sprawnie zorganizować zajebanie się własnymi planami uszczęśliwiania innych. Jak mawiał klasyk, coś w tym musi być.

środa, listopada 25, 2020

In a cup of ...


flat white with caramel.
Location: The walled garden at Battle of the Boyne site, Oldbridge, Co. Meath.

Jutro w Stanach Thanksgiving day, tymczasem u nas w Tesco pojawiły się mince pies, a niektórzy sąsiedzi już przystroili swoje domy światełkami. Nie będę narzekała, że za wcześnie, że duch świąt, że dawniej było łohoho. Każdy ma swoje własne tempo. Dzień skróci się w ciągu najbliższych tygodni jeszcze z pół godziny, a za miesiąc wszystko ruszy do przodu. I tego się trzymam.

Podrzucam link do filmu z Lucy Worsley o świętach w czasach Henryka VIII Tudora, gdy symbole uważane dzisiaj za nieodzowne jeszcze nie zostały wymyślone.