Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, kwietnia 21, 2026

Humbak

 (…) I widzisz, moja kochana Krowo, też obserwuję akcję ratowania humbaka uwięzionego na bałtyckich mieliznach. Tzn. zerkam od czasu do czasu: żyje jeszcze czy nie żyje. Bo przecież wpływu nie mam, tylko trzymam kciuki, żeby mu się udało. Są aktywiści, którzy próbują pomóc. To zaś, co mnie irytuje, to narracja ze strony naukowców, przynajmniej taka, którą promują media. Wynika z niej, że naukowcy nieskorzy są do pomocy, ale jakby można coś z tego dla siebie wycisnąć, to może przylepmy mu nadajnik. A tak w ogóle to nie ma szans, bez sensu się męczyć, może wysadzić, może uśpić, ale nie, bo to i tamto, takie gadki-szmatki, które w niczym nie pomagają, ani gdy się walczy o życie, ani tym bardziej, gdy się aktualnie umiera (pomijam fakt, że jeśli ktoś umiera, to naprawdę psychiczna niewygoda laików jest umierającemu równie przydatna jak rybie rower). Zauważyłam ze złością, że podawane nazwiska naukowców należą głównie do panów. Zastanawiałam się, czy u nich w domu jest jakiś chomik, kot, pies, żywa istota, powiedzmy choćby dziecko… które jest tam pod czyjąś opieką, podczas gdy oni tu pierdolą i zamartwiają się swoją pozycją w świecie. Podstawową funkcją nauki jest jej użyteczność w rozkminianiu świata, użyteczność dla tego świata, ale nie pojmowana w sposób kapitalistyczny, tylko użyteczność dla ducha, tak se myślę. To, czy ktoś dostanie grant i wyprzedzi innego pana z chomikiem zaopiekowanym przez Bezimiennego, w ogólnym rozrachunku jest naprawdę bez znaczenia. Co ty na to?

Mysz bez nastroju

wątpiąca aktualnie w świata ratowanie

niedziela, stycznia 25, 2026

The world is so loud

Sama się zdziwiłam, że do tej pory nie było tutaj Kate Bush.
A przecież Kate Bush!

 
Kate Bush - Little Shrew.

***
W Polsce żyje dziewięć gatunków ryjówek: ryjówka białozębna (Crocidura leucodon), ryjówka mała białozębna (Crocidura suaveolens), ryjówka aksamitna (Sorex araneus), ryjówka malutka (Sorex minutus), ryjówka góska (Sorex alpinus), ryjówka Laxmanna (Sorex caecutiens), ryjówka wodna (Neomys fodiens), ryjówka wodna mniejsza (Neomys anomalus). W Irlandii do niedawna jedynym gatunkiem ryjówki i najmniejszym ssakiem na wyspie była ryjówka malutka. Dopiero ok. 20 lat temu pojawiła się jako gatunek inwazyjny ryjówka białozębna większa (Crocidura russula), wędrowiec ze stałego lądu, przybyły zapewne z transportem dóbr.

Po co ja o tej ryjówce pod antywojennym klipem, ewidentnym głosem sprzeciwu wobec cierpienia dzieci? Myślę, że, jak w obrazie, wielkie sprawy zbyt często przysłaniają nam sprawy małe. Nawet słuszny gniew zadeptuje trzmielowiska. I już nie jesteśmy tacy dobrzy, jakbyśmy chcieli. 

niedziela, stycznia 18, 2026

Trening

W pierwszych latach po inwazji rosyjskiej nie można jeszcze było mówić o istnieniu terroru. Ponieważ cały naród nie zgadzał się z okupacyjnym reżimem, Rosjanie musieli znaleźć sobie wśród Czechów nowych ludzi i dopchać ich do władzy. Ale gdzie mieli ich szukać, skoro wiara w komunizm i miłość do Rosji były martwe? Szukali ich wśród tych, którzy mieli powody, by za coś mścić się na życiu. Trzeba było zespolić, pielęgnować i trzymać w pogotowiu ich agresywność. Trzeba było ich ćwiczyć najpierw na celach pozornych. Tym celem stały się zwierzęta. Gazety zaczęły wtedy drukować cykle artykułów i organizować listy czytelników. Żądano na przykład by wytępiono gołębie. I wytępiono je. Ale główną kampanię wymierzono przeciwko psom. Ludzie byli jeszcze zrozpaczeni z powodu katastrofy, jaką była okupacja, ale gazety, radio, telewizja mówiły wyłącznie o psach, które zanieczyszczają chodniki i parki, zagrażają zdrowiu dzieci, żadnego pożytku nie przynoszą, a jeszcze się je karmi. Stworzono taką psychozę, że Teresa bała się, żeby poszczuty motłoch nie zrobił krzywdy Kareninowi. Dopiero w rok później nagromadzona (i wytrenowana na zwierzętach) agresja obróciła się na swój właściwy cel: na ludzi. Zaczęło się wyrzucanie z pracy, aresztowania, procesy. Zwierzęta mogły wreszcie odetchnąć.

— Milan Kundera, "Nieznośna lekkość bytu", str. 215, PIW, 1996.

Dlatego skóra mi cierpnie, gdy czytam artykuły o zagrożeniu rosnącą populacją wilków w Polsce, albo o dzikach w parkach. Nie z powodu lęku przed wilkami czy dzikami, tylko z posępnego hipotetyzowania, co te histerie mają na celu. Dlatego ściągam usta, gdy ktoś mówi o gołębiach, że to latające szczury. Dlatego feruję surowe oceny, gdy ktoś ni z gruszki ni z pietruszki, wcale nie żyjąc z konieczności w kanałach, przyczepia się do szczurów. Zmyślanie zagrożeń, które nijak mają się do realnych trudów własnej codzienności, jest bardzo złym prognostykiem dla otoczenia fantasty.

Vincent Van Gogh, "Two rats", 1884 (realizm).

piątek, października 31, 2025

O obecności

i oczywiście Mistrz Eckhart ma rację, że człowiek równie dobrze może spotkać Boga w stodole, jak w kościele, i ma rację, że wielu z tych, którzy nie wierzą w Boga, w rzeczywistości wierzy, natomiast ci, którzy robią rozmaite rzeczy, ażeby pokazać, że wierzą w Boga, wierzą po prostu w coś innego niż Bóg, w bożka, bo wierzą w dobre uczynki, w pokutę i post, w sakramenty, liturgię, w to, że taki czy inny sposób życia zaprowadzi ich bliżej Boga, tak, większość tych, którzy są w środku, jest na zewnątrz, a większość tych, którzy są na zewnątrz, jest w środku, pierwsi będą ostatnimi 

(...) 

no i myślę, że dość już tego, i wołam Bragego, i on się podrywa z miejsca, gdzie leży przy moich stopach, i patrzy na mnie, i jego oczy błyszczą w ciemności
Ja nic z tego nie rozumiem, mówię
i Brage patrzy na mnie tymi błyszczącymi oczami, tymi swoimi psimi oczami, i zamykam oczy
Mój kochany Brage, mówię

— Jon Fosse, "Nowe imię" (tłum. Iwona Zimnicka), str. 59 i 62, ArtRage, 2025.

środa, października 01, 2025

Jane

Jane, film Bretta Morgena (opowieść o kobiecie, która dostała od życia szansę i w pełni ją wykorzystała).

środa, stycznia 15, 2025

Morze, 12:31

Gdy tak sobie szliśmy z moim Kochanym przed siebie, natknęliśmy się na wiele wyrzuconych przez fale szczątków. Było wśród nich całe mnóstwo muszli i pancerzyków, szkielet sporej ryby, oraz coś czego nie widziałam nigdy wcześniej. Kilkucentymetrowy, owalny kształt, z futerkiem/igłami mieniącymi się zielenią i błękitem. Mysz morska! Afrodita aculeata:

Fale musiały nieść tę akurat mysz już jakiś czas. Dopiero po powrocie do domu doczytałam, że jest to drapieżny wieloszczet bytujący tuż pod strefą przybrzeżną (lubi piaszczyste dna w których się zakopuje, żeby sobie tam spędzać czas swojego życia, dokazując i jedząc przysmaczki). Jeśli pojawia się na plaży, zazwyczaj nie było to w jego planach. Zapewne i w tym przypadku za niechcianą wędrówkę martwej myszy odpowiada zimowy sztorm. Takie oto środowe odkrycie.

środa, października 16, 2024

Miau, miau, miau, miau

The Kiffness — Eating the Cats ft. Donald Trump (Debate Remix).

sobota, września 28, 2024

Zgoda? Niezgoda.

Wskazywanie bobrów jako winowajców powodzi, czy głosowanie ambasadora Polski w UE za odstrzałem wilków w Europie (ładnie nazywanym zmianą statusu tego zwierzęcia w Konwencji Berneńskiej ze "ściśle chroniony" na jedynie "chroniony") to czystej wody populizm, łechtanie tej części społeczeństwa, które w dzieciństwie dręczyło żaby.
Nie ma się co chować, widzę Was :I

sobota, lipca 20, 2024

Kto zdycha?

Czyli wiadomo, że będzie o tym, co powiedział tu i tam prof. Bralczyk. Z wywiadu (Program "100 pytań do...") dla TVP Info:
Jednak co ludzkie, to ludzkie. Jestem starym człowiekiem i te tradycyjne formuły i tradycyjny sposób myślenia ... Nawet mówienie, że choćby najulubieńszy pies umarł, będzie dla mnie obce. Nie, pies niestety zdechł. Bardzo lubię zwierzęta, naprawdę (...).
I rozwinięcie dla onetu:
To nie o to chodzi, że nie powinniśmy tak mówić. Możemy, jeżeli ktoś chce. Jednak właściwym słowem, które jest używane w polszczyźnie na określenie śmierci zwierzęcia, jest to, że zdycha. Zdychają i lwy, i komary, i psy, i inne zwierzęta. Niestety, przez wieki zyskało ono negatywne skojarzenie. Umieranie zwierząt jest pewnym nadużyciem metaforycznym tego słowa. I tak jak można powiedzieć, że umierają idee czy umierają państwa, tak można powiedzieć i o zwierzętach. Ale właściwym, pierwotnym słowem jest właśnie zdychać. Zdychanie ma związek etymologicznie z oddychaniem, wdechem, tchem i wszystkim tym, co jest związane z duchem. Etymologicznie to nie jest słowo nacechowane pejoratywnie. Określenie "zdychać" przez człowieka w drodze metafory zostało sponiewierane, zyskało negatywny wydźwięk. Powiedzenie o człowieku, że "zdechł" było odbierane negatywnie, podobnie przypisywanie człowiekowi cech zwierzęcych, jak choćby określając słowem "morda" twarz człowieka. Jeżeli ktoś nie lubi słowa "zdychanie", to ja bym sugerował używanie, takich jak "odszedł", "nie ma go". Jednak umieranie wolałbym zarezerwować dla człowieka, tak samo, jak adopcję. Sam jestem kociarzem i niestety, koty też zdychają. Przykro, że to robią, ale tak już jest. Dzisiaj nie jest to miłe słowo, ale jest wpisane w polszczyznę (...) Jest jedno zwierzę, które umiera — to pszczoła. O niej nigdy się nie mówiło, że zdycha. Tak od zawsze było w tradycji języka.
"100 pytań do ..." tylko przeskanowałam. Niespecjalnie mnie kręci oglądanie formuły w której "mistrz" (tfu, pisałam ostatnio o nadużywaniu tego słowa) otoczony grupką przymilnie uśmiechniętych klakierów wypowiada co tam mu ślina na język przyniesie. Nie jest to też dobra formuła dla osoby Otoczonej. Wprawdzie może mile łechtać jej ego, ale człowiek pozbawiony dobrodziejstwa konstruktywnej krytyki i równorzędnych rozmówców może sobie jęzorem napytać biedy.

Profesor Bralczyk jest człowiekiem starej daty, więc rozumiem dobór słów, którymi ma ochotę się posługiwać, ale po co mieszać w to (rzekomą) logikę języka lekko rozwodnioną wątkiem z nauk przyrodniczych? Po pierwsze, ludzie należą do królestwa zwierząt. Oczywiście, subiektywne przekonanie o dystansie pomiędzy człowiekiem a innymi zwierzętami można podkreślić poprzez użycie odpowiednich słów. Jest to kwestia kulturowa, mechanistyczne podejście do zwierząt (np. Kartezjusz) czy domniemanie, że zwierzęta nie są świadome istnienia zjawiska śmierci (np. Heidegger) przez wieki kształtowało języki (a jednak, ciekawostka, mówiąc po angielsku nie będziemy mieli problemu z rozróżnieniem na "umieranie" i "zdychanie", bo ta różnica nie występuje). Po drugie, twierdzenie, że zdychanie ma związek etymologiczny z oddychaniem i tylko zyskało wymiar pejoratywny, a jednak Bralczyk jest ponad to (rzekomo napomina jedynie, aby używać słów w ich należytym znaczeniu, podczas, gdy faktycznie napomina, aby zachować stary porządek), to jest kręcenie się wokół własnego ogona. Jeśli coś ma wydźwięk pejoratywny w danym momencie rozwoju języka, to go po prostu ma. I w związku z tym wydźwiękiem aktualnie obecnym w polszczyźnie, nie używam słowa, które jest obraźliwe w stosunku do stworzeń, które mają dla mnie znaczenie. Oczywiście, słowo "zdychać" jest wpisane w polszczyznę, ale w międzyczasie zmieniło swoje zabarwienie, a więc i zastosowanie (np. zdechnięcia życzę Putinowi). Czego tu nie rozumieć? Prof. Bralczyk ma prawo używać takiej polszczyzny, jaka mu pasuje, ale przykro, gdy laik z powierzchowną wiedzą o języku w mniej niż minutę obala argumentację profesora. 

wtorek, czerwca 04, 2024

Fasiągi do Morskiego Oka

Po wielu latach gadania coś ruszyło. A dokładniej, ruszył pierwszy bus-elektryk do Morskiego Oka. I tu mamy taki komentarz z netu:
Krystyna, seniorka: Do Włosienicy dotarłam fasiągiem. Konie, które jeżdżą do Morskiego Oka, to konie pociągowe, są nawykłe do wysiłku. To jest dla nich normalność. Górale dbają o swoje konie. Widziałam, jak jeden przecierał zwierzę szmatką, poił je. Afera zrobiła się po tym, jak fiakier uderzył konia w pysk, ale właśnie tak się cuci konia. Niemowlaka, by złapał pierwszy oddech, uderza się w pupę. Osoby, które są przewrażliwione na punkcie ekologii, zwierząt, mają chyba jakąś odmienną wizję świata. Natomiast uważam, że pomysł z busem elektrycznym jest dobry, ale jako dodatek. Powinien być dostępny dla turystów na stałe. Nie jestem jednak za tym, żeby całkowicie zastąpił fasiągi.
Można powiedzieć: bo zawsze znajdzie się jakaś Krystyna. 

Myślę, że nadal spora rzesza obywateli boksuje się z ideą wakacji i wolnego czasu. Ludzie drodzy, chciałoby się zakrzyknąć, wizyta w Tatrach i zobaczenie Morskiego Oka nie jest obowiązkiem! Życie to nie jest lista zadań do odhaczenia: dzieci odhaczone, Morskie Oko odhaczone, pies rasy york nabyty (ale po taniości, okazja była). Nie ma takiego obowiązku! Nie byłam nad Morskim Okiem i jest spoko (a pamiętam taką sytuację, że gdy wspomniałam koleżance o wyprawie w Karkonosze, ona zrobiła phi, bo Tatry to są prawdziwe góry, przy czym sama nie weszła ani tu, ani tu). Nie wzruszają mnie historie o tym, że komuś ciężko iść, więc musi biedak podjechać akurat fasiągiem. Bo nie ma i nie było obowiązku odwiedzenia Morskiego Oka! Jest to jedynie przejaw naszej wolnej woli. To w jakim stylu jej używamy, świadczy po prostu o naszym kalibrze.

niedziela, maja 26, 2024

O eutanazji

Napotkałam ostatnio przyczynek do ciekawej dyskusji, która się nie odbyła: czy popieram, czy nie popieram eutanazję. Wymieszano w nim przekonania związane z eutanazją ludzi i innych zwierząt, co skłoniło mnie do paru refleksji na temat mojego własnego stanowiska. 

Ludzie i inne zwierzęta a eutanazja ... pojęcie niby to samo, jednak w praktyce potykamy się o szczegóły. Eutanazja u ludzi to (wg najpopularniejszej obecnie definicji) pozbawienie kogoś życia na jego własne życzenie lub życzenie najbliższej rodziny (by proxy); związane jest z nią subiektywne przekonanie osoby pragnącej zakończyć swoje życie, że cierpienie, którego doznaje, jest nieznośne i nieusuwalne. Nawet jeśli nie byliśmy w takiej sytuacji (osoby cierpiącej, a nie pełnego entuzjazmu obserwatora), nie mamy za bardzo podstaw by z tego typu przekonaniami dyskutować (lekarze w krajach, gdzie eutanazja jest dopuszczalna, są zobowiązani do pokazania perspektyw, ale chodzi mi raczej o negowanie typu "nie cierpisz tak bardzo, są tacy co cierpią bardziej").

Pozbawianie życia zwierząt (innych niż ludzie) z powodów zdrowotnych technicznie przypomina eutanazję by proxy, tzn. uśmiercenie na życzenie najbliższych, działających w najlepszym interesie zwierzęca. W praktyce "najlepszy interes zwierzęcia" bywa mocno naciągany (bo leczenie jest za drogie, bo trzeba się opiekować i nie ma kto, bo schronisko jest przepełnione) i jest to akceptowane społecznie. 

W dyskusjach o eutanazji mieszają się te dwa zjawiska (uśmiercania na życzenie i by proxy, w tym życzenie przez pełnomocnika, który jedynie zgaduje, co jest dla kogoś dobre), dodatkowo, często nieświadomie, podkoloryzowuje się je wątkiem ortotanazji (zaprzestanie uporczywej terapii), która w Polsce przekształcona w szczególny sposób (opóźnianie leczenia, preferencje dla osób młodszych), jest nadużywana w stosunku do ludzi starszych (powody są niemal identyczne, jak z eutanazją u zwierząt: bo leczenie jest za drogie, bo trzeba się opiekować i nie ma kto, bo schronisko szpital jest przepełniony). Poza tym, dochodzimy do króliczej nory dylematu, czym jest wolna, samodzielna decyzja.

Jeśli chodzi o mój pogląd: uważam, że każdy człowiek ma prawo do decydowania o sobie, o swoim życiu i śmierci, nawet, jeśli te decyzje nie do końca mi się podobają, albo nie są zgodne z moim systemem wartości. Brzydzą mnie cwaniackie formy nacisku mające wymusić na innych przyznanie, że czują coś innego, niż faktycznie czują. Stąd ortotanazja w wydaniu à la polonaise brzydzi mnie na równi z odmawianiem ludziom zdesperowanym uznania ich cierpienia za ważne i wiążące.

Uważam jednocześnie, że każde zwierzę powinno mieć daną szansę, jeśli tylko wykazuje wolę życia. Od zwierząt innych niż ludzie nie dowiemy się, czy chcą dalej żyć, możemy jedynie ostrożnie oceniać ich wolę życia, z pełnym szacunkiem dla faktu cierpienia. Obserwuję działanie kilku fundacji pro zwierzęcych, które nakładem dużych środków ratują przedstawicieli różnych gatunków z sytuacji, wydawałoby się, bez wyjścia. Zawsze przy takiej okazji w social mediach znajdzie się komentator, który będzie narzekał, że koń ma złamaną nogę, to po co go męczyć, że za taką dużą sumę ratującą starego, ślepego kota można by pomóc dziesiątkom mniej chorych zwierząt, albo nawet lepiej, dzieci w Afryce czekają. Do piekła.

środa, grudnia 06, 2023

Bezpieczeństwo na drogach

Ostatnio moja mama zaczęła się zastanawiać, czy UE faktycznie zamierza przeforsować prawo wymuszające na kierowcach 70+ dodatkowe badania i testy. Taki pomysł pojawił się m.in. gdzieś w tym roku, w listopadzie (słusznie) negatywnie wypowiedział się o nim taoiseach Leo Varadkar. Oczywiście różne kraje mają różne przepisy, ale generalnie idea dodatkowych badań i testów dla osób starszych jest niczym więcej jak prześladowaniem ze względu na wiek ubranym w troskę o poprawienie bezpieczeństwa na drogach, idea o tyle durna, że jej jedyną pewną konsekwencją jest wykluczenie komunikacyjne. Myślę, że pomysłodawcy projektu są motywowani przede wszystkim wyobrażeniem, że seniorzy będą słabo protestować - w przeciwieństwie do młodych mężczyzn czy osób z trwałymi uszkodzeniami uwagi (np. z ADHD), które z technicznego punktu widzenia, dla dobra społeczeństwa, można by od razu pozbawiać możliwości zdawania na prawo jazdy (a przecież nikt normalny nie zaproponuje takiego przepisu). Podobno na tę chwilę procedowany przez UE pomysł wprowadzenia obowiązkowych badań lekarskich dla seniorów jeżdżących samochodem został wycofany z dalszych obrad. Ageizm jest jednym z niewielu uprzedzeń nadal tolerowanych w cywilizowanym świecie, więc temat najpewniej powróci. 

Tymczasem dwa dni temu Żandarmeria Wojskowa znowu śmiertelnie potrąciła żubry (piszę "żubry", bo tym razem dwa). Podobno żołnierze mają profilaktykę w formie pogadanek o tym, że należy przestrzegać zasad ruchu drogowego. Komedia i kabaret. Powiem szczerze - nie szanuję munduru.

poniedziałek, listopada 13, 2023

Powszechność kłamstwa

Wajrak pokazuje żubra zabitego przez ciężarówkę wojskową.

Jakoś tak niezręcznie się zrobiło, więc w końcu odezwał się rzecznik prasowy Oddziału Żandarmerii Wojskowej w Lublinie, Iwo Sowa, żeby poinformować, że wojskowy jelcz jechał ok. 40 km/h, żubr wybiegł na drogę i kierowca jadący tak wolno nie był w stanie zahamować.

40 km/h.

Nie był w stanie zahamować.

Nie mrugamy okiem, nie uśmiechamy się, wyraz twarzy naturalny, rozluźniony. Nikt o nic nie pyta. Lecimy dalej. 

piątek, grudnia 16, 2022

Akwarium

W Berlinie pękło największe cylindryczne akwarium świata, AquaDom znajdujące się w hotelu Radisson Blu (Berlinie, doprawdy, co za nowobogacka głupota). 

O ile jako tako potrafię przetrawić rozumem logikę budowania dużych zbiorników wodnych w celach edukacyjnych i ochrony gatunków, o tyle akwaria w hotelach, restauracjach, a nawet sklepach rybnych (ryby zjadam, ale nie znajduję przyjemności w ich torturowaniu) nie są przez mój mózg przyswajane bezkonfliktowo. Brew mi podnoszą również niektórzy akwaryści-amatorzy, którzy sądzą, że spoczywa na nich mniejsza odpowiedzialność stworzenia odpowiednich warunków do życia zwierzętom, które zachcieli nabyć drogą kupna, niż np. na właścicielach psów. Nietrudno więc się domyślić, że poranne wiadomości natychmiast podminowały mnie swoim antropocentryzmem. W zbiorniku było ok. 1500 morskich stworzeń, tymczasem pierwsze notatki prasowe informowały o tym, że wylała się woda i (uwaga!) mogą być poszkodowani. Może jakiś człowiek został ranny, albo zamokły mu buty, lub ktoś spóźnił się do pracy. Trzeba było czekać cały dzień na o wiele bardziej istotne komunikaty, że kilkadziesiąt ryb przeżyło w zagłębieniach wypełniających się wodą po wypadku, a jeszcze później, że może 400-500 okazów da(ło) się ocalić w mniejszych zbiornikach pod hotelowym lobby. Wiem oczywiście, że wojna, że są różne zmartwienia, ale mój mózg dziwaka bardzo mocno rozdziela sytuacje, kiedy istnienia mogą wybrać (i niech nie pierdolą, że nie mogą), a kiedy nie mogą wybrać, bo ktoś wybrał za nich w sposób zdecydowany i oczywisty (w takiej sytuacji jest większość zwierząt, innych niż człowiek, rzuconych w świat ludzi).

Á propos ludzi, którzy uważają, że żyją w akwariach: zdaje się Wam, keep swimming, keep swimming, przed siebie. Zobaczycie, że nie. 

piątek, maja 20, 2022

Jesteśmy zwierzętami

Czytam właśnie książkę de Waala "Bonobo i ateista". Lektura warta jest polecenia, szczególnie w warstwie dotyczącej naczelnych, czy generalnie tematyki emocji, porządku społecznego i używania narzędzi, czyli zjawisk, które łączą świat ludzki ze zwierzęcym (wątek ateizmu, wyraźnie zaznaczony w tytule, jest w sumie oparty na kilku błędnych założeniach i niezbyt interesujący). Przy tej okazji natknęłam się na krótki film ze spotkania (swego czasu) najstarszej szympansicy w Holandii z biologiem Janem van Hooffem, którego znała od 1972. Mama umierała ze starości, ucieszyła się jednak na widok starego znajomego. 

Jesteśmy zwierzętami. Nie oznacza to niczego uwłaczającego godności.

niedziela, listopada 15, 2020

Połowa listopada

Był marsz w Dniu Niepodległości. Nie pisałam, bo o czym tu pisać? Było jak zwykle.
Cieszy mnie, że zaaresztowano faceta z Białegostoku, który już sposobił się uciec do Beneluxu.
Po złapaniu oni zawsze są jacyś tacy wychudzeni, zapadnięci w sobie, przypominają mi dzieci bite przez rodziców.

Z newsów: wspomina się coś o nowej zoonozie, hantawirusie nabytym od szczura,
pierwszy raz w Niemczech, czy nawet w Europie.
Szczury budzą moją sympatię,
odnoszę wrażenie, że mają więcej egzystencjalnych przemyśleń, niż niektórzy ludzie,
więc to nie jest dobra wiadomość.

Znajduję w mediach infantylne teksty o apostazji,
odkrywające np. że jak człowiek wypisze się z KrK, to potem nie może być chrzestnym,
albo twierdzące, że z powodu apostazji biskup może nałożyć na kogoś ekskomunikę.
To nudne, ale napiszę: apostazja jest autoekskomuniką (może ktoś przeczyta i się dowie).
Tekst bardziej ogarnięty na ten temat, autorstwa Katarzyny Chudzik, jest na ofemini, polecam.

Dobra wiadomość jest taka, że mój najmniej ulubiony miesiąc,
przyprawiający mnie o śpiączkę, zaglucenie i reumatyzm,
jest w połowie. Nie bywam prawie nigdzie poza nadmorską plażą.
Za to śniadam z lubością.

Zaraz zamierzam się oddać tej czynności. Czy i Wy śniadacie?

czwartek, października 22, 2020

Krab pustelnik

Takiego dzielnego gościa wypatrzyłam na piasku kilka godzin przed przypływem. 
Czekał, aż woda zabierze go w inne miejsce. 
Życie na krawędzi jest trudne. 
Czasami spotyka się ludzi, którzy wrzucą do wody, czasami takich, którzy nadepną. Albo mewę.

Na plaży pustki. Jesień. Lockdown.

niedziela, sierpnia 30, 2020

Obietnica

Mroczne są tajniki duszy ludzi przekonanych, że rozpędzanie tokowisk i ładowanie ołowiu w bezradne ptaki, które szczęśliwie przezimowały i zamierzały właśnie przedłużyć istnienie gatunku, jest czymś pożytecznym, nobolitującym i szlachetnym, czym można się szczycić.

— Simona Kossak, "Saga Puszczy Białowieskiej", str. 386, Marginesy, 2016.

Czytam tę książkę od dwóch lat, z grubą, kilkumiesięczną przerwą w środku. Lektura jest równoznaczna z postanowieniem: dzisiaj czytam "tę" książkę. Gdy się zbytnio zmuszam, znieczulona przebiegam oczami przez akapity i potem cofam wzrok o kilka zdań, które wyślizgnęły się rozumieniu. Wyliczenia strat brzmią jak świdrujące mantry, krótkie opowiadania na początku każdego rozdziału czasami przynoszą leciutką satysfakcję, generalnie jednak projekt sprawia mi ból. Lekturę o puszczy obczytuję innymi książkami, które zaczynam, kontynuuję i kończę. Ale chcę. Między innymi mieć to już za sobą. W zeszłym roku w sierpniu pisałam, że skończę ją do września. Niech tak będzie ;)

piątek, sierpnia 14, 2020

Lista i ptaszek

Tomasz Aniśko, Cezary Grabarczyk, Klaudia Jachira, Monika Rosa, Franciszek Sterczewski, Michał Szczerba, Małgorzata Tracz, Urszula Zielińska, Tomasz Zimoch, Magdalena Biejat, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Daria Gosek-Popiołek, Maciej Konieczny, Paulina Matysiak, Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza, Jolanta Fedak, Paweł Kukiz, Paweł Szramka, Agnieszka Ścigaj, Stanisław Tyszka, Stanisław Żuk, Konrad Berkowicz, Krzysztof Bosak, Grzegorz Braun, Artur Dziambor, Krystian Kamiński, Janusz Korwin-Mikke, Jakub Kulesza, Dobromir Sośnierz, Krzysztof Tuduj, Michał Urbaniak, Robert Winnicki.

Powyżej wymienieni posłowie zagłosowali przeciwko radykalnej podwyżce dla parlamentarzystów oraz powiedzieli "nie" ustanowieniu wypłaty dla partnera życiowego prezydenta. Z listy wykreśliłam od razu faszystów i tych, którzy dali się mi poznać jako idioci. Taka ściąga na kiedyś, dość ważna w czasach, gdy zamrażane są wypłaty w wielu pożytecznych zawodach z uwagi na kryzys spowodowany covidem.

A żeby nie było tak serious, ptaszek:


Rudzik, Erithacus rubecula, nazywany też raszką, a po angielsku robin redbreast. Jako pliszka czerwonogardła jest motywem w jednej z powieści Jo Nesbø :). Śpiewał nam dzisiaj do kawy i herbaty. Lubi wieczorne koncerty.

niedziela, sierpnia 09, 2020

Nierówność

Wcale się panu Szczygłowi nie dziwię, one ↓ też nie słyszały o ideologii LGBT.

Za to Krystyna słyszała i wie wszystko. Córka lub syn po czterdziestce nie mają partnera. To dlatego, że uwielbiają opiekować się Krystyną. Dziecka są robotne i w pracy wszyscy je lubią.

Jeszcze nie skończyłam przetrawiać czwartkowego spaceru po Bray, a już było co innego, i moja głowa nie nadąża. Nie jestem jednak tak oderwana od rzeczywistości, żeby nie dobiegały mnie wieści z mojego Kraju Na Psychotropach. I o aresztowaniu Margot czytam, i o wypuszczeniu z aresztu skazanego za pedofilię Piotra M., księdza z zawodu, o uroczystym otwarciu przez toruńskiego Inkasenta parku, na którym pojawiła się cała pisowska wierchuszka, również. Kasa na to poszła już 5 lat temu, czyli moja także. Niech będzie pochwalona Maryja, zawsze Dziewica-I-Lepiej-Tego-Nie-Sprawdzajmy-Ani-Nie-Myślmy-O-Tym-Zbyt-Długo.

Muszla znaleziona wczoraj na plaży przy przeprawie promowej w Greencastle:

Sądzę, że to muszla ostrygi, ale nie mogę znaleźć potwierdzenia nazwy dla tego konkretnego podgatunku. Przy okazji rzuciła mi się na oko nierówność ludzkiej myśli, jak fałd na kocyku, prawie niezauważalny. Szukam nazwy tego mięczaka i szukam, znaleźć trudno, bo najczęściej natrafiam na zdjęcia mięsa w środku. Inne małże mają także piękne muszle, a w przypadku ostrygi głównie mięso i mięso.

Pogoda była wczoraj wspaniała, ale spieszę upewnić fankę, bywającego tutaj lurkera, że nadal cierpiałam. Niech Ci ta myśl rozświetli niedzielę.

Aaaa ... i jeszcze od dwóch dni śpiewam sobie w głowie piosenkę:
Jeśli niedźwiedź ma wąsy i na imię mu Janusz.
A kapelusz kowbojski zdobi jego skroń.
Jeśli niedźwiedź ma wąsy, powłóczyste spojrzenie.
To nie lękaj się, ujmij jego dłoń.

To takie samo dobre słowo na niedzielę, jak kużden inien. Bywajcie :)