Nawiązując do kwestii ekonomicznych z poprzedniego wpisu, od 1 stycznia w Irlandii zmieniły się zasady przechodzenia na emeryturę. Osoby, które osiągnęły 66 rok życia (w Irlandii jest to wiek emerytalny dla obojga płci) będą mogły opóźnić składanie wniosku o Emeryturę Państwową aż do 70 roku życia, przy czym każdy rok zwłoki (w przypadku kontynuowania pracy) oznaczać może realny wzrost tygodniowej stawki emerytalnej po przejściu na emeryturę.
Temat emerytur w Polsce jest zagadnieniem kontrowersyjnym, obciążony błędnymi przekonaniami. Przede wszystkim nie postrzega się pracy jako sytuacji wnoszącej dobrostan w ludzkie życie, choć na poziomie psychologicznym rzeczywiście tak jest. Nie mówię tu oczywiście o pracy traktowanej pracoholicznie, priorytetowo, gdy jest ona jedynym źródłem poczucia wartości i zastępuje prywatne więzi oraz rozmowy z innymi istotami ludzkimi o emocjach (oboje z mężem znamy taki przypadek i wiemy jak to dewastuje życie, jak każdy nałóg zresztą). Nie postrzega się jej jako źródła dobrostanu, ponieważ krajanie potrafią w pracy uczynić z życia piekło. Im kto bardziej niedowartościowany lub prześladowany w domu, tym bardziej chce to sobie odbić w sytuacji hierarchicznej wobec ludzi na niższych stanowiskach. Nie mówimy tu tylko o panach :) Powiem więcej, przemoc psychiczna jest domeną pań, stąd tak chętnie niższy wiek emerytalny jest przez panie wykorzystywany do ucieczki od "koleżanek".
W Polsce jest też nadal silna skłonność do nadmiernego cenienia rzeczy o których sądzimy, że są "za darmo". Spora część społeczeństwa uważa, że emeryci dostają pieniądze za nic (w wielu głowach nie łączy się to z faktem wypracowania sobie składek), w związku z tym osiągnięcie wieku emerytalnego funkcjonuje jako sposób na robienie innych w wała: teraz będę sobie siedział, a ktoś będzie mi płacił. Takie wyobrażenie dotyka też osoby na rencie (stąd powszechna w Polsce zawiść do rencistów po których nie widać na pierwszy rzut oka choroby -- otrzymywanie renty wybacza się tylko tym co do których nie ma wątpliwości, że można ich potraktować z litością). Z powyższego powodu wiek emerytalny łatwo stał się polityczną kartą przetargową i sytuacją w której można było zarzucać oponentowi, że każe pracować Polakom do śmierci. "Dobry" rząd daje niski wiek emerytalny (teraz nie myśl o wysokości emerytury, myśl o tym, że dostaniesz coś za darmo, znowu będziesz cwańszy od innych).
Innym zjawiskiem jest mitologizacja emerytury jako części życia w której wreszcie będzie można robić najfajniejsze rzeczy i mieć czas dla siebie. Tymczasem obowiązuje tu zasada podróżnicza: gdziekolwiek jedziesz, zabierasz siebie ze sobą. Jeśli przed emeryturą nie podtrzymywaliśmy pozytywnej więzi z ludźmi, nie pielęgnowaliśmy hobby i nie umieliśmy zorganizować sobie czasu wolnego, te zjawiska nie pojawią się magicznie po przejściu na emeryturę. Po pracy zostaje otchłań, którą zapełnia telewizja, narzekanie, że świat nie działa tak jak dawniej i kontynuowanie wykonywania pozapracowniczych obowiązków połączonych z wyręczaniem domowników (obiad, sprzątanie). Pojawia się Człowiek, Który Nie Wie Co Ze Sobą Zrobić, a wraz z nim czepianie się innych, że za szybko, za głośno, za jakoś albo nie dość jakoś robią coś, splecione ze szczególną niechęcią w kierunku ludzi najmłodszych (ostatnio odbyłam rozmowę o tym, czy w bloku mieszkalnym dzieci mogą w dzień płakać albo hałaśliwie się bawić -- ja uważam, że mogą, bo są to normalne przejawy życia, ale nie wszyscy podzielają moją opinię ;)).
Jest całkiem możliwe, że i w Polsce podniesienie wieku emerytalnego wkrótce nastąpi. Ciekawa jestem jak to przyjmą obywatele, których mentalność często kręci się wokół wspomnianych wyżej tematów (praca jako źródło stresu, darmoszka, mit czasu wolnego).