Odsyłam do Innego Głosu:
- O ustawie na temat zawodu psychologa.
- O ustawie na temat zawodu psychoterapeuty.
Chcę dodać sama dla siebie moment olśnienia. Ach. Skończyłam studia na pewnej bardzo drogiej uczelni, gdzie w pierwszym tygodniu wyjaśniono mi jaka jest różnica między psychologiem, psychoterapeutą i psychiatrą. Po raz enty sobie powtarzam: Świechna, to, że Ty wiesz, nie znaczy, że inni wiedzą. Zapamiętej to sobie dziewczyno! Dziwiło mnie niepomiernie, gdy kilkakrotnie (naprawdę wiele razy, nie mówię o jednym przypadku) osoby twierdzące, że były na terapii, nie umiały odpowiedzieć w jakim nurcie ta terapia, co miała na celu i ogólnie jaki mieli kontrakt. Ach dziwiłam się, a dziwiłam, mądrowałam, a mądrowałam, nawet podejrzewałam samą siebie o wychodzenie przed szereg, bo wiadomo powszechnie, że nosa zadzieram — rozmawiam z kimś, kto chodzi i chodzi, i nic z tego nie wynika, nawet nie brzmi jak osoba, która wie o sobie odrobinę więcej. O so cho? I proszę, w styczniu roku 2026, czytając krytykę propozycji nowych przepisów, doznałam oświecenia! Jeśli naprawdę w Polsce jest tak duża grupa psychologów, którzy bez studiów psychoterapeutycznych twierdzą, że prowadzą terapię, albo gniecie ich, że psychoterapeutą może być osoba z innymi studiami niż psychologiczne, ale obowiązkowo taka osoba musi być po studiach psychoterapeutycznych, to drodzy państwo, jesteśmy w czarne dupie. Brak zrozumienia dla tego, co można usłyszeć/dosłyszeć (a może, ktoś ku*wa spał?) na kilku pierwszych wykładach na studiach psychologicznych po-ra-ża. A jeszcze, gdy do tego dołożę praktyki "psychoterapeutek" po kursach internetowych, na zasadzie se malowałam po numerkach, se haftowałam-wyklejałam diamencikami, uwaga, teraz będę nauczać biologii totalnej, powoduje, że nakrywam się kopytami. I to nie ze śmiechu.
PS. Nie dalej jak w środę przyjaciółka zapytała mnie co sądzę o "psychoterapii" Hellingera (daje ponoć genialne rezultaty ;)). A wiecie, że na podstawie tego, co napisał Jung przepowiada się przyszłość? Mówicie, co wam się śniło i od razu osoba uczona w Jungu Wam powie, czy za tydzień spotkacie wysokiego blądyna, czy jednak nie. Nie wiedzieliście, to już wiecie. Ku*wa, ja pier***!
O działaniu terapeutycznym rozmowy, niekoniecznie z psychologiem, psychoterapeutą- wiedzą wszyscy, mimo że nie zawsze są tego świadomi co im pomogło.
OdpowiedzUsuńKtoś z dyplomem czy bez-jakie to ma znaczenie, skoro chodzi o skuteczną pomoc?
Natchnęłaś mnie do refleksji , dość smutnej, ale zrobię to u siebie na blogu.
@w temacie, zasada jest prosta: osoba, która w jakimś tam sposób zawodowo objaśnia świat, powinna mieć daną umiejętność na wyższym poziomie niż osoba obdarowywana wiedzą/umiejętnością/radą. Nauczyciel matematyki musi znać matematykę lepiej niż uczeń matematyki, a psychoterapeuta zaburzeń psychicznych powinien kontrolować własne problemy lepiej niż klient z którym rozmawia. I tak zazwyczaj jest w warunkach akademickich — ucząc się psychoterapii przechodzisz własną psychoterapię właśnie w tym celu, żeby zapewnić jakość usług i etyczność procesu.
UsuńChciałabyś, żeby matematyki uczył ktoś po polonistyce, bo przecież "rozwiązania zadań są w kluczu na końcu książki"?
Oczywiście, jest możliwa autoterapia, pomagają nam rzeczy, które sami możemy sobie aplikować (sport, stimy, regularne posiłki, rozmowa z sąsiadką). Ale idąc do psychoterapeuty, PŁACĄC za to (nawet jeśli robisz to "na skierowaniu", państwo płaci psychoterapeucie, nigdy nie jest to usługa bezpłatna) masz prawo oczekiwać jasnej struktury, powtarzalności i kontrolowalności, procesu opartego na aktualnej wiedzy odnoszącego się do obiektywnych danych. Inaczej otwieramy pole do nadużyć. Tak jak napisałam w poście, kilka znanych mi osób twierdziło, że byli na terapii, podczas, gdy były to zwykłe rozmowy, bez struktury, gdzie nieterapeuta rozwiązywał bardziej własne problemy i rzutował je na klienta. Czy uważasz, że należy ten system niejasności utrzymać?
Nie mam nic przeciwko temu, że ludzie pomagają sobie w różny sposób. Chodzi o jasną definicję psychoterapii — jest to interwencja, która zawsze jest oparta na jakiejś teorii. Nie ma teorii = nie ma psychoterapii.
Świetnie, że to wyszło. Natomiast rzeczywistość bywa różna. O tym, że przechodzi się psychoterapię po drodze ( specjaliści) słyszałam. Gorzej jest potem z samym procesem, bo czynnik ludzki zawodzi. Powtarzalność nie jest gwarantem oczekiwanych przez obie strony efektów, o czym wiemy. A na tym często się kończy...Problem tkwi w zaangazowaniu obu stron w proces by dobrać właściwą metodę/dy i tłumaczeniu dlaczego tak a nie inaczej i o co chodzi. Bo o ile można znaleźć jakiś przepis na ciasto i wiemy co mamy otrzymać, to dla laika z problemem- zawsze będzie to ,,czarna magia,,, bo zwyczajnie psychologia go nie interesuje.
UsuńZ innej strony - nie jest obojętne w jakim stopniu obie strony procesu ,,spasują się,,, .
No właśnie moje myśli idą podobnymi torami - może się zdarzyć, że osoba bez prawa jazdy będzie świetnym kierowcą, albo nauczyciel bez dyplomu świetnie będzie nauczał, ale jakie jest tego prawdopodobieństwo?
UsuńPrawdopodobieństwo? raczej nie ma znaczenia, bo selekcja wśród specjalistów( różnej maści) ciągle trwa drogą ,,pantoflową,,
Usuń@w temacie, rozumiem, że jest różnie. Ale podobnie jest ze składaniem nogi — w drodze do zdrowienia są różne czynniki po stronie składającego, składanego, do tego jest jeszcze szum życia. W temacie ustawy o zawodzie psychologa i psychoterapeuty chodzi jednak o to, że zawodowiec musi mieć jasno sprecyzowany profil, bo to pozwala ukrócić nadużycia. Nie ma w tym żadnego zagrożenia dla autoterapii, czy dla traktowania jako terapii rozmowy z inną osobą. Chodzi tylko o to, że randomowa osoba nie będzie mogła Cię oszukiwać, że jest psychoterapeutą, w sytuacji, gdy nim nie jest.
Usuń@Innyglosie, tak, może tak być, że ktoś ma super wyczucie (psycho)terapeutyczne sam z siebie. Jest to wprawdzie mało prawdopodobne, ale nie jest niemożliwe. Niczego to jednak nie zmienia, nie można mu pozwolić na śmiganie po chorych i zaburzonych, na podobnej zasadzie nie tolerujemy przecież kierowców bez prawa jazdy. Nakładamy sami na siebie tę logikę, bo już wiemy, że jest ona bezpieczniejsza dla ogółu niż wolna amerykanka.
UsuńRozumiem, to tak jakby uszczególowienie : do kardiologa idzie się z ,,sercem,, a nie leczyć tarczycę, mimo że ów też posiada pewną wiedzę w temacie. Patrząc przez pryzmat ustaw, rzeczywiście jest to sensowne. Tyle że człowiek szukający pomocy, niezorientowany w niuansach specjalizacji- nadal będzie wędrował od- do, aż trafi na taką osobę, która będzie skuteczna . I z jego punktu widzenia- to jak klasyfikuje specjalistę ustawa ma drugorzędne znaczenie.
UsuńSzufladkowanie i regulacje- porządkują rzeczywistość i ułatwiają ewentualne poszukiwania lub pokazują gdzie są braki/ wolne miejsca/itd.
@w temacie, ależ każdemu jest wolno wędrować, szczególnie gdy celem jest sama wędrówka zakorzeniona w jakimś problemie psychicznym. Regulacje są istotne z punktu widzenia całego systemu do którego należy również klient — jak napisałaś, jako klienci nie musimy być zorientowani, to ludzie do których idziemy nie powinni mieć możliwości podstępnego używania etykiet, które nie opisują adekwatnie ich umiejętności. Jeśli ktoś jest jednocześnie psychologiem i psychoterapeutą, powinno być to jednoznaczne z faktem ukończenia dwóch różnych kierunków studiów. I to nie ja jako pacjent mam dociekać, czy tak jest, czy też nie, powinno to wynikać z ustawy.
UsuńPełna zgoda, chociażby dlatego że istnieje też coś takiego jak ,,odpowiedzialność zawodowa,, ..która wiąże się z posiadanym lub nie- wykształceniem.
UsuńUstaw nie czytałam, słyszałam natomiast wypowiedzi różnych osób na ten temat.
OdpowiedzUsuńWynika z owej dyskusji, że gdyby podjął się terapii pierwszy z brzegu psycholog, nie wspominając o kimś po kursie, to to tak, jakby leczenia dermatologicznego podjęła się pani kosmetyczka od rysowania brwi.
Nawet by zostać superwizorem w pracy społecznej trzeba odbyć specjalne szkolenie zakończone egzaminem i praktyka pod okiem bardziej doświadczonych specjalistów.
Poza tym, z tego co słyszałam, nie każdy posiada predyspozycje, by poddawać innych terapii.
@jotko, o to właśnie chodzi, o zastosowanie wiedzy w praktyce. Kończąc 5-letnią psychologię ma się wiedzę na temat szkół psychoterapeutycznych, zajęcia są bardzo ciekawe, owszem, można z rok spędzić na analizowaniu na seminarium różnych aspektów poszczególnych modalności. Ale to nadal tylko teoria. Psychoterapia to praktyka, wymaga od terapeuty posiadania umiejętności znalezienia się w procesie. Nigdy w życiu nie odważyłabym się odgrywać roli terapeuty nie mając wcześniej przynajmniej kilkumiesięcznej praktyki. To tak jakby wysyłać kogoś do pobierania krwi, po wcześniejszym pokazaniu mu jak to się robi na YT. Tak jak napisałaś, potrzebny jest również superwizor, osoba, która zęby zjadła na danym działaniu. Jak się domyślam, psychologowie robiący w Polsce "terapię" nie mają superwizorów. Jeśli wyobrażę sobie siebie w roli klientki: jak mam się z tym czuć? Opowiadam komuś moje najintymniejsze problemy, a "terapeuty" nikt nie nadzoruje, nikt nie poprawia jego błędów, jestem wystawiona na czyjeś widzimisię, nikt mnie nie informuje, kiedy terapia się skończy i jakich mam oczekiwać rezultatów. Czysty nonsens.
UsuńTak jak w każdym zawodzie, niektórzy się nie nadają i nie powinni do tego typu zajęcia startować, bo to będzie przykrość dla nich i dla klientów.
Mnie się niedawno śniło, że w moim staniku w poduszeczkach rosły małe drzewka
OdpowiedzUsuńPoproszę o interpretację.
@Rybeńko, powiadam Ci, wiosną zasiejesz, jesienią zbierzesz. Wypatruj przystojnego bruneta z siekierą. Drwal, widzę drwala. Daj mi chwilę, zaraz powiem Ci jego imię, tylko mrugnij czy coś Ci to mówi, bo wasze ścieżki może już się przecięły ... Kazik? Włodek? Tadzik? ...
UsuńA jak siekiera, to nie może być Klarka?? Plizz??
Usuń@Rybeńko, muszę się zastanowić. Jak przesunąć uwagę na poduszeczki stanika, to rzeczywiście może być kobieta. Tak! Kobieta. I widzę wyraźnie literę K. Musisz odwrócić obraz bardziej na lewo i też zobaczysz ... :)
Usuń😁😁😁😁
UsuńBosz ten biedny Jung! Nie dość, że wyklęty przez papę Freuda, to dziś z psychologów tylko prawak Petersen się nad nim pochylił a cała reszta używa go jak chłopca do wyśmiewania;D
UsuńTo bylam oczywiście ja, innyglos, i to był zart🙂
UsuńJung jest trochę jakby to powiedzieć... nieoperacjonalizowalny. Ale ciekawy i pomaga w symbolizacji.
Innyglos
@Innygłosie, Jung po prostu zauważył, że widzimy to, co chcemy widzieć i co jesteśmy w stanie w danym momencie odebrać (czyli poprzez interpretację symboli możemy poznać siebie, zrozumieć, co nam się pod kopułą gotuje). Niestety, jest to najwyraźniej kombinacja zbyt skomplikowana, łatwiej jest posądzić go o wróżbiarstwo :)
Usuń100% zgody!
UsuńInnyglos
A ciut poważniej, ja o tym bałaganie się dowiedziałam, kiedy pewna blogerka udawała chorą na raka, ścięł włosy, robiła foty z onkologii, no mocno się zaangażowała. Inna ją zdemaskowała. Monisi włos z ogolonej głowy nie spadł, a kilka lat później otworzyła gabinet psychoterapeutyczny, właśnie po jakimś kursie tylko będąc.
OdpowiedzUsuń@Rybeńko, coś mi świta o osobie, stare dzieje, przerażające.
UsuńEpopeję na temat ustawy o zawodzie psychologa i psychoterapeuty obserwowałam od lat. Trudno mi uwierzyć, że skonstruowanie tekstu opisu obowiązków zawodowych zabiera aż tyle czasu. Dosłownie, jakby nikt nie był zainteresowany ogarnięciem bałaganu.
Moja przyjaciółka, psychoterapeutka pełną gębą, po studiach itepe, ona twierdzi, że środowisku wcale nie zależy na uporządkowaniu tego...
Usuń@Rybeńko, i to właśnie bardzo źle świadczy o środowisku. Sytuacja pokazuje jak bardzo brak regulacji namieszał wprowadzając do środowiska jednostki, których nie powinno tam być.
UsuńJakiś czas temu Wyborcza( chyba) opisywala sprawę pewnej dziewczyny,ktorej sąd przyznal rekordowe zadośćuczynienie za krzywdy w trakcie psychterapii.Okazuje sie,ze terapeutka nie byla bynajmniej przypadkową osobą,miala odpowiednie wyksztalcenie i wieloletnie dświadczenie,pracowala w szpitalu klinicznym i tam poznala swoja "ofiare".Najbardziej bulwersujace w tej sprawie jest to,że owa "psychoterapeutka" może nadal prowadzić terapie z pacjentami,bo w Plsce nie ma odpowiednich regulacji.
OdpowiedzUsuń@ja-Ewo, dlatego regulacje prawne, jasny spis praw i obowiązków, zasad dochodzenia roszczeń, są konieczne. Wstyd, że tak długo ich nie było, ten brak położył się cieniem na postrzeganie zawodu psychologa/psychoterapeuty w społeczeństwie.
UsuńTak, to bardzo podważa zaufanie do profesjonalnych terapii prowadzonych przez kompetentnych ludzi.
UsuńMyślę, że podstawą problemu jest niskie społeczne uświadomienie, czym się zajmuje psycholog, a czym psychoterapeuta. To trochę jak z aktorstwem piosenkarstwem albo modelingiem, w Debilewie sądzą, że w tych zawodach się kręci tyłkiem dookoła własnej osi i ładnie pachnie. Z zawodem psychologa i psychoterapeuty jest jeszcze gorzej, bo w aktorstwo, czy piosenkarstwo, to mniej więcej każdy się bawił na apelach w podstawówce, w przedszkolu nawet, więc w pamięci im zostało, że jest strach przed oceną, że trzeba się czegoś nauczyć, a z psychologią to w ogóle nie wiedzą o co chodzi, stąd gdy Twoja koleżanka na początku pracy jako psycholożka szkolna poinformowała dyrektora, że nauczyciele i on sam również są mile widziani u niej w gabinecie, to pierdolnięty dyro wydarł na nią ryja, że co ona sobie myśli, bo głupcio nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, czego nie wie na temat psychologii. A to przecież nie jakiś ręczny zwijacz sprężyn, ani kanalarz, tylko dyrektor szkoły. W Sejmie, wiadomo, przygłupów jeszcze więcej, sami z zawodu dyrektorzy, którzy "mogą spróbować" rządzić krajem, stąd absurdalnie duże opóźnienie w tworzeniu ustawy, która powinna była powstać 35 lat temu. To oznacza., że wcześniej nic tego nie regulowało, a zatem przeróżni szarlatani mieli dostęp do koryta tylko dlatego, że już długo prowadzili swoje "gabinety terapeutyczne" od siedmiu boleści, tłumaczenia snów i ustawień, więc byli nie tylko "terapeutami", ale i "doświadczonymi terapeutami". No to chyba rozumiesz, że operacja odrzynania ryja od koryta jest bolesna i wywołuje protesty.
OdpowiedzUsuń@Wolandzie, może rzeczywiście świadomość przynajmniej do niedawna była niska, ale w temacie co się należy psychologowi, a co psychoterapeucie, odpowiedzialność nie leży po stronie społeczeństwa jako takiego. To zawodowcy powinni się ogarnąć. Skoro są zdolni do zrzeszania się, są też zdolni do zaproponowania ustawy regulującej, co oni właściwie w tej robocie robią. Wiesz jak jest: to czy obywatel nie ma pojęcia jaka jest różnica pomiędzy aktorstwem a modelingiem nie szkodzi obywatelowi, natomiast pójście do psychologa z przekonaniem, że się idzie na terapię może realnie zniszczyć człowieka.
UsuńW ogóle nieporozumieniem jest, że np. uczenie jest poważną pracą, a już stawianie diagnoz psychologicznych nie jest poważną pracą. Podobnie jest z przekonaniem, że złamanie nogi jest poważnym uszkodzeniem, brakiem zdrowia, a skłonności depresyjne to tylko wymysły. Jeśli społeczeństwo jest odpowiedzialne, to na takim poziomie, że ten brak uregulowania do tej pory dopuszczało, że nie widziało w tym nic złego. I źródłem zjawiska może być rzeczywiście odbiór chorób psychicznych jako chorób urojonych, niezakotwiczonych w rzeczywistości.
No tak, ty tu Asiu uczysz już polskiego tyle lat, nie mamy nauczyciela matematyki, świetnie sobie poradzisz, masz tu podręcznik (w tle dyrektor wysyła do kuratorium kłamliwą informację, że niestety nikt się nie zgłosił na stanowisko, wcześniej zaś wrzucił do kosza cv osoby, która mieszka 200m od szkoły, dyplomowanej matematyczki). Nie martw się Asiu, od nowego roku wyślemy cię na podyplomówkę i wszystko będzie w papierach w porządku. Zmierzam do tego, że takie rzeczy nie tylko u psychologów. Nawet, gdy ustawa jasno określa obowiązki, rodzi to narośla poprawek, żeby nie trzeba było zmieniać całego systemu myślenia o danym środowisku. Teraz plagą są podyplomóweczki dla nauczycieli, kto wie, może powstaną podyplomóweczki dla psychologów.
Problem w tym, że to jest tak, jak z księżmi, czy sędziami lub prokuratorami. Niby w interesie księży jest pozbyć się pedofili i złodziei, a w interesie prokuratorów i sędziów, pozbyć się zbrodniarzy sądowych domagających się skazania lub skazujących osoby niewinne na podstawie z dupy wziętych dowodów, ale jak to powiedziała moja ex-koleżanka, prokurator, gdy ją prosiłem by sprawdziła o co chodzi z tym, że jej koleżanka po fachu więzi chorego W. nie tylko bez konsultacji z lekarzem, ale i przez 5 tygodni ukrywając przed światem (w tym rodziną) fakt, że go więzi, "JA TEŻ BYM NIE CHCIAŁA, ŻEBY KTOŚ SIĘ PRZYGLĄDAŁ JAK PROWADZĘ SWOJE ŚLEDZTWO" - innymi słowy "też mam w zwyczaju więzić bez wyroku i nie zależy mi tam, by za to przed kimkolwiek odpowiadać". Psychologowie i psychoterapeuci chcą kosić kasę także za to, do czego nie mają przygotowania, ksiądz chce być bezkarny, gdy gwałci dzieci, a prawnik chce bezkarnie więzić niewinnych. Kto ma ich powstrzymać, jak nie społeczeństwo?
Usuń@Wolandzie, stąd moje przygnębienie. Gniewne pomruki środowiska związane z projektami ustaw potwierdzają, że sporo świnek się w tym błotku urządziło. Jak sam widzisz zaś z drugiej strony, ze strony społeczeństwa, też nie zawsze można oczekiwać zrozumienia dla potrzeby zmian — już Sokrates zauważył, że największa mizeria ludzka to nie wiedzieć, że się nie wie.
Usuń