Thursday, May 30, 2019

Pytanie do czytelników: apostazja.

Wyskoczyła mję dzisiaj informacja o tym, że Jacek Dehnel, rocznik 80, dokonał apostazji. Swoje powody oficjalnego rozstania z Kościołek Katolickim człowiek ten wyłuszczył na fejsie, więc podlinkowuję ...

Historię pewnie znacie w wielu odsłonach, bo wielu Polaków nie wierzy, nie uczestniczy, nie bierze na poważnie, a jednak wisi na liście. Czasami tacy Polacy nagle postanawiają: wezmę i pójdę się skreślić. Wobec tego wybudzenia ze snu pojawiają się różne opinie otoczenia.

Pytanie do Was: Czy warto dokonywać apostazji?
                                        Dlaczego tak, dlaczego nie?
                                                   Jesteście niewierzący i jesteście na liście KK ... dlaczego?

36 comments:

  1. Interesuję się tym tematem, bo noszę się z myślą o wystąpieniu. Dlaczego jeszcze w tym tkwię? Bo oczywiście w rożnych krajach rożnie to wygląda, a w Polsce najgorzej w sensie małpio złośliwych utrudnień proboszczów i takiego kombinowania, żeby osobnika zniechęcić (odsyłania w nieskończoność, kręcenia itd. Słyszałam również o przypadkach przyzwoitych proboszczów, którzy nie mnożą trudności, ale nie znam lokalnego kacyka i nie wiem, jak będzie się zachowywał. Wygodniej jest mi odsuwać to "na potem", zwłaszcza przy aktualnym zawaleniu pracą po kokardę. Za to pismo (oświadczenie woli opuszczenia szeregów tej przestępczej organizacji) zaczęłam już tworzyć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dehnel podając swój przypadek stwierdza, że było całkiem przyjemnie. Jestem w sytuacji podobnej do Twojej, nie wierzę, a jestem na liście. Dodatkowo pochodzę z małej miejscowości i zastanawiam się, czy sam ten fakt implikowałby jakieś problemy. Lubię być na czysto, w tym przypadku nie jestem i zastanawiam się, czy to z mojej strony tylko wygodnictwo, czy tchórzliwość.

      Delete
    2. Mam identycznie: lubię być na czysto. dlatego obecny status quo mnie drażni i w końcu wezmę byka za rogi.

      Delete
    3. A, no i z mojej strony to raczej wygoda - bać się nie mam czego. Co prawda mieszkam w ostoi ciemnogrodu, ale rodzinę mam normalną, a reszcie nic do tego, do jakiej organizacji należę, a do jakiej nie.

      Delete
    4. Zabieram się do tej sprawy jak pies do jeża. Z jednej strony nie jest ona wysoko na liście rzeczy do zrobienia, z drugiej obecnie wymaga pójścia na plebanię w czasie, gdy jestem w Polsce, czyli na wakacjach. Brać byka za rogi ... tak, coś w ten deseń, tak to przynajmniej czuję :)

      Delete
  2. Zanim odpowiem, wrażenia po lekturze tego co pod linkiem. Właściwie nic mi do tego, czy Dochnal dokonał aktu apostazji i w jaki sposób. Jego tekst jest nawet fajny, gdyby nie ten pierwszy akapit. Skandalista Dochnal ma parcie na media – i tyle. Nawet chwali się w innym wpisie tym, że obsmarowała go za ten akt... Fronda.pl (sic!) W mojej ocenie to się ma tak, że nie wierzy w istnienie Boga (z tym akurat się zgadzam) ale akt apostazji nie wydawał mu się konieczny. Dopiero jak Kościół wypowiedział wojnę LGBT, jak okazało się, że w polskim KK też jest pedofilia i etc., to się na ten Kościół obraził. Tymczasem Kościół zawsze był przeciwny związkom homoseksualnym, a pedofilia została nagłośniona już ćwierć wieku temu. Wnioski polecam wyciągnąć samemu.

    Moje odpowiedzi:
    - to zależy od osobistych przesłanek;
    - patrz wyżej;
    - ta lista jest dla mnie nieważna, bo wpisano mnie na nią bez pytania o zgodę. Akt apostazji nie wymazuje z tej listy i..., i niczego nie zmienia, szczególnie zaś nie czyni mnie ateistą bardziej. Bardziej niż jestem. Natomiast to Kościół ma problem, skoro w swych (oficjalnych) szeregach ma pełno ateistów ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Odebrałam to podobnie - że Dehnel chce zrobić kręgi na wodzie. I popieram to. Warto, aby ludzie wiedzieli, że coś mogą zupełnie spokojnie uczynić i nie jest to, o zgrozo, nielegalne. Gdy pracowałam w oświacie zawsze z wielką przyjemnością informowałam rodziców, że uczęszczanie na religię ich dziecka nie jest obowiązkowe. Wyobraź sobie, że duża ich część, tu i teraz, w Polsce XXI wieku, nie miała o tym bladego pojęcia!

      Zgadzam się, że ta lista jest o tyle nieważna, że sama się na nią nie wpisałam ... ale to na nią powołuje się Kościół twierdząc, że dana liczba obywateli legitymizuje jego posunięcia.

      Nie zgodzę się natomiast, że ateiści w szeregach Kościoła to jakiś jego wielki problem. Myślę, że hierarchowie mają to w nosie. Chodzi raczej o szermowanie liczbami wyznawców i pozyskiwanie w związku z tym kolejnych pieniędzy na "zbożne" działania. Jestem też przekonana, że ateistami faktycznie jest przynajmniej kilku arcybiskupów.

      Delete
    2. Tak mi się skojarzyło z Twoją informacją o lekcjach religii. Wczoraj kupowałem w aptece Apap. Po raz pierwszy w życiu farmaceutka zrobiła mi wykład o szkodliwości zażywania tego leku (sic!). I tak kupiłem ;)

      Numer z legitymizowaniem poczynań Kościoła już nie przechodzi. Instytucjonalny Kościół wziął się za liczenie prawdziwie wiernych i blado to wygląda w ich publikacjach. Dziś już tylko świeccy nawiedzeni podpierają się liczbą ochrzczonych, a ta liczba się nie zmieni, nawet jak poddam się apostazji. Trzeba kilku pokoleń bez chrztu, aby ta liczba się zmieniła.

      Nie musisz się ze mną zgadzać, ale dla Kościoła problemem jest dziś sekularyzacja, zjawisko niemal równe ateizmowi. Tyle owieczek się rozpierzchło, a Jezus nakazywał strzec każdej ;)))

      Delete
    3. A czy są gdzieś aktualne liczby występujących (apostatów)? Bo to byłoby ciekawe. Poczytałam komentarze pod wpisem Dehnela - ludzie dyskutują o niezmywalności chrztu (jakby wierzyli w magiczne obrzędy) i o tym, że raz ochrzczony już zawsze pozostaje ochrzczony (jakby to było odkrycie, w końcu jak zjem pączka, to pączek jest zjedzony). A mnie to nie obchodzi - skoro nie wierzę to chrzest nie ma dla mnie znaczenia w tym sensie. Chodzi o to, czy przy moim nazwisku w księgach parafialnych jest zaznaczone, że w którymś momencie JA przyszłam do gościa i stwierdziłam "to pan dopisze tam przy moim nazwisku, że dzisiaj przyszłam i powiedziałam, że mam to wszystko w d*".

      Nie uważam, aby apostazja była aktem wrogim wobec kogokolwiek - mnie się wydaje, że po apostazji mogę mieć znajomych wierzących czy znajomych księży w jakiś sposób nawet FAJNIEJ. Tu chodzi o klarowność tego kim jestem. O to, że gdy ktoś będzie kiedyś przeglądał księgi to będzie dla niego jasne, że ja akurat jako dorosła nie byłam zainteresowana tym kultem do którego wpisano mnie, gdy byłam dzieckiem ...

      Sekularyzacja to wspaniała sprawa ;)

      Delete
    4. Nie tak dawno czytałem rozpaczliwy artykuł, że rocznie w Polsce dokonuje się około kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu aktów apostazji. Rzecz w tym, że tego aktu dokonują w zdecydowanej przewadze imigranci do Niemiec, gdzie nie chcą płacić podatku kościelnego! Jestem nomen omen święcie przekonany, że gdyby u nas wprowadzono taki podatek, z miejsca dokonałbym sam tego aktu ;) A ilu poszłoby w moje ślady?

      Ale tak jest, po akcie apostazji w księdze chrztów jest taka adnotacja. Coś w rodzaju: a krzyżyk ci na drogę ;) Ja myślę, że nawet jeśli jakiś badacz postępu ateizmu kiedyś się znajdzie, weźmie pod uwagę niechęć do tej formalnej procedury. Przecież dziś już nikt nie wierzy w to, że liczba ochrzczonych jest równa ilości prawdziwie wierzących. Nie wiem jak z tą apostazją jest np. w Irlandii, ale nawet tu w Polsce wiadomo, ze tam liczba praktykujących zmalała do około 30% i to jest istotne. Jeśli ktoś dziś mówi o katolickiej Irlandii to tylko w czasie przeszłym.

      Delete
    5. Badacze wolą fakty od szerokiego pola do zmyślań :) Przyznam, że niechęci do formalnej procedury nie rozumiem, ale to ja i moje podejście. Sama nadal nie mam żadnej adnotacji (najprawdopodobniej, chociaż jeden z księży coś tam nasmarował przy moim nazwisku na kolędzie, gdy powiedziałam mu, że nie widzi mnie w kościele, bo nie praktykuję - proste pytanie, prosta odpowiedź), więc można mnie w odruchu obrony w dyskusji zapytać "a to dlaczego nie występujesz?". I spoko, rozumiem to pytanie, nie znam do końca odpowiedzi. Leniwa jestem - to jedna z możliwości (media nie zajmowały się polską apostazją, bo nie ma dostępu do liczb, natomiast jarały się kiedyś apostazją w Norwegii - wzrosła gwałtownie, gdy była możliwość wypisania się przez internet - to świetna sprawa, szkoda, że nie w naszym kraju). Nie bronię się niechęcią, bo tej niechęci zwyczajnie nie czuję. Sa jakieś inne powody stanu obecnego.

      Delete
    6. W pewnym okresie przestałem przyjmować kolędę, a mimo to, co roku ksiądz próbował się „wedrzeć” na moją posesję. To trochę zabawne, bo gdybym zmarł, pewnie odmówiłby mi kościelnego pochówku, gdyż nie widział mnie w kościele ani nie wypuszczałem kolędy. Oni to mają skrzętnie odnotowane. Nawiasem mówiąc, czułem wewnętrzną satysfakcję, gdy mogłem księdzu powiedzieć prosto w oczy, że go sobie w domu nie życzę ;) Jeden nie wytrzymał, i odwracając się na pięcie rzekł „Pokój temu domowi”. Podziękowałem i zapewniłem, że ten pokój panuje od kilku lat.
      Akt apostazji dla własnej satysfakcji to dla mnie za mało, aby zdobyć się na wysiłek formalności, a parcia na sensację nie mam. Jest dobrze...

      Delete
    7. Moi rodzice księdza przyjmują, ale nie wiedzieliby kiedy on "nawiedza", gdyby nie sąsiadki. Ich metoda i logika na odczepnego, wymaga jednak pewnych nakładów do których sama bym się nie zmusiła. Gdy bywałam w domu w tym czasie, nie widziałam powodu, żeby się ukrywać. Wystarczy, że robi to nasz kot, mądre zwierze.

      Postawienie się w prawdzie może być źródłem satysfakcji. Czyż prawda nas nie wyzwala? :)

      Delete
  3. Do kościoła przestałam chodzić po pierwszej komunii. Nie wiem czy jestem wierząca czy nie. Szkoda mi czasu na "wypisywanie się". Przecież nikt nie wykreśli z rejestrów faktów, że byłam ochrzczona i przyjęłam komunię. A że kościół powiększa sobie statystyki, no cóż, kościół robi wiele rzeczy, które mi się nie podobają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja przestałam chodzić gdzieś pomiędzy pierwszą komunią a bierzmowaniem. To drugie było dość wcześnie ... jeszcze chyba w podstawówce i z tego co pamiętam argument księdza był taki, że jeśli on mi nie da tego bierzmowania to potem już pewnie nikt. Nie miałam z tym problemu, tzn. bierzmowanie było mi obojętne - uczestniczyłam w nim, tak jak uczestniczyłam w lekcjach polskiego, bo byłam na liście. Więc było to wówczas swego rodzaju lenistwo intelektualne z mojej strony. Bardzo długo zresztą nie określałam siebie jako ateistkę, ponieważ zagadnienia z zakresu wiary nie wydawały mi się tak interesujące. Dopiero, gdy po pierwszych studiach zaczęłam szerzej patrzeć na świat i przyglądać się baczniej codzienności, zauważyłam jak dogmat i zabobobny przenikają naszą polską rzeczywistość.

      Delete
  4. Nie wiem czemu on to robi, może chce się wpisać w nurt oburzenia, wiele osób zrobiło to z przekonania, bo jak twierdzą, nikt ich kiedyś nie pytał o zdanie, a teraz do kościoła im równie daleko jak do ... meczetu.
    To sprawa indywidualna, podobnie jak wierzenia każdego z nas..

    ReplyDelete
    Replies
    1. W notatce na FB napisał dlaczego to robi. Jego uzasadnienie wydaje mi się dość teatralne, natomiast zaczęłam się zastanawiać nad samą kwestią. Poznałam zupełnie prywatne osoby (nie jakieś gwiazdy), które z przekonania wypisały się i było im z tym bardzo dobrze (pamiętam ciepło jednego starszego pana, już nieżyjącego, który na święta miał ateistyczną choinkę). Zastanawiam się nad tym, wierci mi to dziurę ..

      Delete
    2. Myślę, że jeśli ktoś robi tzw. porządki z życiem, to i tę kwestię chce uporządkować...

      Delete
    3. Pozwolę się wtrącić. Nie obchodzę świąt, żadnych świątecznych rekwizytów, żadnych świątecznych potraw, nie daję się też zaprosić przez rodzinę na świąteczną wizytę. A jednak na sto procent nie da się tych świąt uniknąć. Pozamykane sklepy, wszędzie świąteczna muzyka, świąteczne programy, nawet w necie pełno świąt. Nie, nie mam nic przeciw, to da się przeżyć nawet bez szwanku na psychice. Mierzi mnie w tym tylko jedno, zarzut, którym czasami ktoś mnie poczęstuję, że skoro jestem ateista, nie powinienem... obchodzić świąt (sic!)

      Delete
    4. @jotko, porządki, świeży start - to możliwe ...

      @Asmo, jako akurat jako ateistka święta obchodzę. Bo mogę robić, co mi się podoba. Mogę się wypisać z Kościoła, mogę jeść piernik w XMas i częstować kota opłatkiem. Wolność jest :)

      Delete
    5. Tak to ja mam na co dzień – emeryt jestem ;)
      Mój kot i opłatek ?! Jedyny opłatek jakim nie pogardzi to plasterek szynki...

      Delete
    6. Akurat święta Bożego Narodzenia weszły już do kanonu bardziej jako spotkania rodzinne, niż święta kościelne, a poza tym nic komu do tego, co ja obchodzę, a czego nie...

      Delete
    7. @jotko, niby weszły, stają się miłym wspomnieniem z dzieciństwa (w miłych rodzinach, a nie wszystkie są miłe i tych ludzi też staram rozumieć) i niby nic nikomu do tego, ale ... kolejne pokolenie "zatwardziałych" katolików z pewnością naokoło Xmax zada jeszcze raz to pytanie, dlaczego ateiści obchodzą? Był nawet na ten temat jakiś artykuł, jakby to akurat był problem społeczny.

      @Amso, ktoś Ciebie je codziennie? Gratulacje! ;D
      Najbardziej z całej menażerii domowej lubię opłatek ja. Mogę go jeść hurtowo :)

      Delete
  5. nie uczestniczę w działalności związku filatelistów, a co więcej, nie zbieram znaczków pocztowych, przestałem już to robić będąc w wieku ucznia podstawówki...
    problem formalnej apostazji stworzyłem sobie w wieku dojrzałym... bez sensu to było, tak to teraz widzę, ale nie jestem doskonały, błędy mi się zdarzają i zapewne niejeden mi się zdarzy... zachciało mi się być okay w stosunku do (fuckin') gangu/sekty, któro nie zasługuje na to, by być wobec nioj okay... ale nie poszedłem na ichnie warunki, tylko wysłałem pismo /trzy kopie/ do kurwji, do najbliższej placówki tegoż związku wyznaniowego i do placówki, gdzie poddano mnie kiedyś rytuałowi tzw. "chrztu"... przekaz tego pisma był prosty: "nie zbieram żadnych fuckin' znaczków, więc nie należę do tej waszej fuckin' ferajny"... co oni z tym zrobili?... nie wiem, pewnie nic... merde mnie to obchodzi... co bym nie zrobił, to i tak GUS zapoda, że 120% Polaków nie dość, że zbiera znaczki, to przynależy do związku filatelistów...
    ale...
    taka masowa, zbiorowa apostazja, wypowiedzenie członkostwa w związku filatelistów to już miało by jakieś ręce i nogi... bo na skalę jednostki ta cała zabawa nie ma żadnego znaczenia...
    p.jzns :)...

    ReplyDelete
    Replies
    1. mam taką piękną wizję: tłum stoi pod siedzibą kurwji z transparentami: "my wierzymy po swojemu (lub wcale nie wierzymy i ciul to kogo obchodzi)"... tylko jak to zrobić, żeby te 60% Polaków się dogadało w tym temacie?... joł :)...

      Delete
    2. Masowe wystąpienia - dobrze to brzmi, natomiast nie chciałabym, żeby moja decyzja rozmywała się w tłumie. O apostazji myślę jako o czynie jednostki i w zasadzie tym ona właśnie jest, choćby obserwowana na skalę masową.

      Czy na którymkolwiek liście umieściłeś adres zwrotny?

      Delete
    3. jak już być "w porządku", to po całości, pismo było urzędowe, więc listy były polecone, ergo z adresem zwrotnym...
      reakcji nie było żadnej...
      co prawda żaden ksiądz nas już nie molestuje o kopertę z "kolędą", ale to wynikło z innej sytuacji, która miała miejsce kilka lat później...
      ...
      tak w ogóle to kwestia tej apostazji sprowadza się do pytania:
      na ile komuś zależy, by być postrzeganym jako filatelista lub niefilatelista?... jeśli ktoś ma na to wyrąbane, to w żadne formalne akty apostazji bawił się nie będzie... ja to zrozumiałem dopiero po wysłaniu tych listów...
      a oni /związek filatelistów/ i tak swoje wiedzą... wiedzą, że tylko 40% ludzi poczuwa się do przynależności do tego związku... raz się nawet wygadali, że to wiedzą publikując wyniki badań ISKK na ich stronie... te wyniki zresztą szybko zniknęły z neta, sprawdzałem, nie ma sensu szukać, a ten kto je opublikował wtedy miał chyba nieźle przerąbane... bo chodzi o to, by utrzymywać mit "90% katolików"... a jedna osoba swoją deklaracją apostazji tego mitu nie obali... to może zrobić tylko tłum, synchronicznie, w tym samym momencie...

      Delete
    4. ... nie zajrzałeś z ciekawości do rodzimej parafii, żeby się dowiedzieć czy ktoś coś wie? Rozumiem, że to taki trochę pain in the ass, ale byłoby interesujące zaobserwować przepływ informacji w tej skostniałej instytucji.

      A jeśli chodzi o zależenie czy niezależenie ... myślę, że aby nastąpiły zmiany społeczne, ci, którzy myślą inaczej powinni jasno deklarować inne myślenie i wybudzać znajomych z samozadowolenia, że wszyscy są tacy sami. To praca oddolna. Wystarczyło, abym jako wychowawczyni dała jasny sygnał, że nie skupiam się na tym, czy moi uczniowie chodzą czy nie chodzą do Kościoła i 3 (z 16) osoby po prostu wypisały się z religii bez uzasadnienia, że mają inne wyznanie (mówię tu o szkole wiejskiej, gdzie ludziom się wydaje, że wszyscy do Kościoła chodzą, bo ... się chodzi).

      O ISKK czytałam, ta statystyka jest mocno kulawa, podobno w jednym roku wyszło im, że ochrzcili 102% dzieci (można sobie poczytać TUTAJ). Widocznie dodając są trochę za bardzo optymistyczni. Warto dostarczyć im nowych liczb ... ;)

      Delete
  6. W związku z tematem, nasunęła mi się inna refleksja. Otóż, znam wiele osób (naprawdę sporo), które przestały chodzić do kościoła, może nawet przestały wierzyć i na kościół rzucają gromy. Jednocześnie wysyłają swoje dzieci na religię, zmuszają do bierzmowania, bo ... nigdy nie wiadomo. Nazwać to hipokryzją, to za mało. Według mnie jest to nieuczciwe wobec własnych dzieci. Dlaczego to robią ? Myślę, że pytanie to jest ważniejsze od apostazji

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ba, a ile przy tym mechanizmów obronnych sobie uruchamiają.
      Tak, myślę, że to ważne pytanie, ale nie jestem pewna 1) czy tego typu osoby tutaj zaglądają, 2) nawet jeśli zaglądają (wnioskując ze statystyki polskiej rzeczywistości) wątpię, aby chciały podrzucać własne postępowanie do analizy krytycznej. Jako nastolatka przystąpiłam do bierzmowania, bo ... miałam to w d*, odhaczyłam jak wszyscy, żeby nie było dramy. Ale tak naprawdę to nie wiem, czy z tego powodu byłaby drama. Czy to brzmi bardzo źle? :)

      I tu zaczepiam Wolanda, bo jak mi pambu miły, nie pamiętam: czy Ty jesteś wybierzmowany, mój miły?

      Delete
    2. Tak, jestem wybierzmowany, nie zapominaj, że moi rodzice to dewoci w stylu rodziny Dulskich- dopóki mogli mnie do czegoś przymusić, to przymuszali. Wykorzystywałem ich despotyczną dewocję wyłudzając od nich pieniądze, rzekomo na przygotowania do bierzmowania- przecież ci bigoci w życiu nie spytają księdza, czy brał pieniądze od dziecka, żeby się ksiądz nie poczuł dotknięty brakiem zaufania.

      Delete
    3. @drWoland, jestem bardzo ciekawa jak zareagowaliby na wieść o Twojej apostazji ... wydaje mi się, że ich postawa trochę z czasem zelżała, tzn. już wiedzą, że w życiu nie osiągną tego ideału, który sobie w głowach zaplanowali względem innych osób :)

      Delete
  7. świechna, to brzmi jak odpowiedź na Twoje pytanie - mamy kościół w de, ale apostazja nam do niczego niepotrzebna. :) Natomiast ja, kiedyś postąpiłam mhm ... niewłaściwie godząc się być chrzestną, pomimo że z kościołem miałam już jednostronny rozwód. Dzisiaj jestem za to bardzo zła na siebie. Jedyne "przebaczenie" to takie, że wtedy byłam młoda i głupia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bycie chrzestną w młodym wieku może być takim samym "wypadkiem" jak pójście do bierzmowania. Ile to się człowiek nasłucha, że nie odmawia się, gdy ktoś Ciebie prosi, poza tym znasz rodziców dziecka, wiesz, gdy oni też mają to w d*.

      Podoba mi się, że w Niemczech motywacją do wyjścia są podatki. I chyba tego najbardziej polscy hierarchowie się obawiają, dlatego model niemiecki finansowania Kościoła raczej się w Polsce nie przyjmie :)

      Delete
  8. Pojde sie skreslic! Chcialam to zrobic przed wielu laty, lecz byla to wtedy procedura tak skomplikowana, ze mi sie odechcialo. Jestem wierzaca, lecz nie chce nalezec do zadnego kosciola, zwlaszcza do kk. Zbyt wiele tam trucizny. Pytasz Swiechno, czy warto dokonywac apostazji. To bardzo osobista sprawa i kazdy czlowiek, bez podpowiedzi innych, powinien o tym decydowac. To sprawa ducha, bardzo delikatna materia. Ciekawe komentarze, wszystkie przeczytalam bardzo uwaznie. Pozdrawiam serdecznie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sprawa jest tak samo osobista jak wiara. Ale jak wiesz, w Polsce stała się sprawą polityczną - część rządzących uczestniczy we mszach sprawując jednocześnie urząd państwowy i jawnie wspiera instytucje prowadzone przez Kościół. To nie jest uczciwe, że użyję tego prostego słowa. Witaj u mnie @Alenko.

      Delete

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim.
Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, take your time.
***

Please, DO NOT comment as Anonymous.
Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated.