Monday, April 16, 2018

O ateizmie*.

Jestem typem fascynatki. Dokładnie tak samo, gdy byłam małą dziewczynką, tyle, że wówczas łatwiej przemawiały do mnie rzeczy błyszczące i głośne. Pamiętam jak wierzyłam babci, że w wieczór wigilijny do domu może przyjść Gwiazdor i żądałam starannego zaryglowania drzwi. Przynajmniej raz zafascynowało mnie tabernakulum, i stojąc na paluszkach na babcinych kolanach chciałam z ostatnich rzędów dostrzec to bajkowe coś, co tam mieszkało i ukazywało się w trakcie bum tararara pomiędzy śpiewami i klękaniami. Przeszkadzały mi w tym głowy obleczone w kwietne chustki i bardzo nowoczesne wówczas berety. Zapach kościoła łączył się z zapachem chłodu, kadzidła i naftaliny. Zapach świątyń lubię do dzisiaj. Siedziałam z samymi starszymi paniami i dość długo, dzięki sąsiadce siedzącej z przodu, sądziłam, że formułka w litanii brzmi "muć się za nami". Sąsiadka zmarła w zeszłym roku.

Do komunii podeszłam, do bierzmowania również. Za pierwszym razem miałam ładną sukienkę uszytą przez mamę - wyglądałam jak panna młoda. Za drugim razem świadkiem była sąsiadka, która lubi zwierzęta. Wtedy już uciekałam z religii uważając posiedzenia kultowe za stratę czasu (nie dowiadywałam się niczego interesującego, a gdzieś w wieku 12-13 lat zaczęły mi przeszkadzać księżowskie stereotypy, choć wtedy bym ich tak jeszcze nie nazwała - za dużo w tych jego historiach było tego, że ktoś jest tylko zły albo tylko dobry. Już wtedy byłam na tyle rozgarnięta, żeby wiedzieć, że to nie takie proste). Kiedy byłam, nie dyskutowałam, po prostu majtałam nogami pod stołem, bo zawsze byłam grzecznym dzieckiem. Bycie dobrym dzieckiem przychodziło mi łatwo. Wystarczy się uśmiechać, nie przeszkadzać i zajmować się w głowie swoimi własnymi sprawami. Dorośli się wtedy odprężają, wydaje im się, że kupujemy to, co mówią. Myślę, że wielu wierzących rodziców ma bardzo grzeczne dzieci. Byłam dobrym dzieckiem niezinternalizowanym. Dodam, że ksiądz numer jeden wydawał mi się miłym człowiekiem, zresztą uważam tak do dzisiaj.

No i co z tym moim ateizmem? ... Nawet na studiach filozoficznych nie wiedziałam, że jestem ateistką. Po prostu starałam się moim kolegom różnego wyznania dowieść, że ich dogmatyczne wypluwki nie mają żadnego sensu a ojców kościoła rozpatrywałam pod kątem logiki wypowiedzi. Czasami ojcowie pisali logicznie, czasami różnie. Wtedy nie zajmowały mnie wyznania; zakładałam, że idąc na uniwersytet, idę zgłębiać naukę. Pamiętam jednego takiego z brodą, który nie mógł przeżyć, że serce jest rodzajem pompy. Wcale nie katolik, prawosławnym Łemko. Gdy teraz o tym myślę wydaje mi się, że tym, co mnie określiło jako "A" byli inni ludzie. Dopiero, gdy więcej rozmawiałam z osobami zdziwionymi moim zdroworozsądkowe podejściem i brakiem momentu "łał", zaczęłam interesować się religiami jako takimi, ich wzajemnym wpływem, zapożyczeniami. To była chwila, gdy religia miała szansę objawić mi swój sens. Jak się domyślasz, nie nastąpiła. Zresztą było ich po drodze znacznie więcej - i nic, nothing, nada. Spowiedź wspominam jako jedną z bardziej żenujących rzeczy wymyślonych na potrzeby kultu.

Pomimo bezbożności, jestem osobą uduchowioną. Mogę to powiedzieć z całym przekonaniem, ponieważ to ja jestem mną. Fascynuję się z łatwością dziesięciolatki. Pochłaniają mnie historie, wzruszają głosy o pewnej melodii, wytwory sztuki, widoki na góry, lasy i morza. Płaczę najszybciej lewym okiem, czasem nawet na filmie. Dociekam też i patrzę w niebo, mam to mamie.
"- czy wiesz, że w Ameryce są zbieracze dzikich grzybów? i nie wszystkie dzikie grzyby są jadalne? - krzyczy ma.
- o, matko, bardzo są dzikie?
- bardzo." 
 albo
 "- ciekawe, jak to było, kiedy ludzi nie było, mówię z ustami pełnymi kanapki z makrelą w sosie pomidorowym.
- spokój był, mamrocze ma spod kołdry." 
lub też ma buja się na huśtawce i patrzy w niebo.
 "- co tam jest?
- gdzie?
- tam u góry ...
- jak to co, Wszechświat.
- cie-ka-we."
To prawdziwe rozmowy są, zapisuję je skrzętnie na blogu osobistym. Tak trafiłam genetycznie. Uważam też, że cały czas się rozwijam, w związku z tym za nic nie pozbyłabym się moich doświadczeń, żeby odjąć sobie lat, nawet tych niemiłych, nawet krytykowania mojej czapki z pomponem przez taką dziewczynę, która teraz waży ze 120 kilo i na pewno zajmuje w ławce kościelnej dwa miejsca (czapkę zrobiła mi na drutach mama i wydaje mi się, że przez ciebie, Tłusta Szynko, nie chciałam w niej chodzić. Wstydź się! Bardziej pamiętam tę czapkę, niż operację szyi, Mortadelo). Kiedy ksiądz numer dwa postawił haczyk przy moim nazwisku w czasie wizyty tzw. duszpasterskiej, nie zapytał o żadną z tych rzeczy. Pewnie chodziło mu o to, że gdy za kilka lat zechcę wyjść za mąż, to on wtedy "aha" pokaże mi haczyk i będę musiała się płaszczyć. Ten moment też nigdy nie nastąpił, zresztą przenieśli go do innej parafii. Sąsiadka od kotów i psów mówiła mojej babci, że za dobrze znał fryzjerkę z drugiej strony Wielkiego Miasta. Z plebanii na pożegnanie zabrał wszystko, nawet stare obrusy.

Wielu znajomych ateistów uważa, że uczestniczenie w kulcie, chrzciny i inne takie jest decyzją pragmatyczną. To pogląd jak klepnięcie w ramię dla wierzących, jak dobrotliwy uśmiech, pomaga wiernym żyć w swojej własnej bańce.
"Ateizm jest luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko uprzywilejowani przez życie, ci, którzy mają wszystko, włącznie z możliwością oddania się studiom i badaniom."
Może o to chodzi? Mam naprawdę dobre życie i pomimo chronicznego braku pieniędzy stać mnie na rozwój, śmiech, podróże, a jedyna cięższa choroba na razie nie zabrała mi niczego. Ale nie, po namyśle odrzucam to. Można być niewierzącym będąc biednym, brzydkim i chorym. Za to cytat z Cantalemessy świetnie pokazuje intencje ludzi kultu. Religia to system, który pozwala jednej grupie utrzymywać się materialnie z opowiadania historii o niematerialnym świecie innym ludziom. Wślizgnięcie się wymaga znalezienia słabego punktu u tej drugiej grupy. Pewien ksiądz zapytał, czy przeżyłam coś ciężkiego, traktując moją niewiarę jako focha na Boga. Tymczasem ja uważam, że niewiara w nadnaturalny porządek rzeczy jest czymś najnaturalniejszym na świecie, nie ma żadnej innej przyczyny ponad to, że moi rodzice niezbyt przykładali się do dywersyfikowania wartości wiary w św. Mikołaja i Jezusa. Wystarczy czasem tylko to i bajkowe postacie oraz szczere przekonanie o realność ich przygód ulatuje samo - taką mam hipotezę. Chętnie i dziś zanurzam się w świat Doliny Muminków, bo on nie stosuje przemocy psychicznej i nie inspiruje do fizycznej. To go różni od katolicyzmu.

Przemoc, szukanie słabych punktów złości mnie i smuci. Bardzo często widzę ludzi, którzy szukając dla siebie pomocy i ogarnięcia wpadają w kult. Z jednej strony każdy ma prawo wpaść we wszystko. Jestem przekonana, że człowiek jako istota rozumna ma i wolność i odpowiedzialność za siebie. Jeśli mu z czymś dobrze, nie moja to sprawa. Bunt rodzi się we mnie wówczas, gdy osoby wierzące przyjmując w siebie przemoc bożych opowieści, próbują tę przemoc nazywać miłością i troską wobec innych ludzi. Znam sporo dobrych ludzi wierzących, nawet kilku wspaniałych facetów, którzy zostali księżmi. I widzę, że są wspaniali, bo nie przyjęli do siebie przemocy płynącej z kultu, bo zawsze byli wspaniali, jeszcze bez oznak władzy. Ksiądz numer trzy miał jakieś problemy z krążeniem i piękny, niski głos. Spacerował więc często do lasu tuż pod moim domem. Został na tej plebanii, dosłownie. Zanim umarł podobno zamiast na pogotowie zadzwonił do kogoś, kogo bardzo lubił. Nie wiem czy to prawda, ale mam nadzieję, że coś miał z tego życia. Władza przygniata, ale też władza uzależnia. Bryluje papież, pod nim biskupi, pod nimi proboszczowie, pod nimi panie, które najładniej ustawią przed kościołem stolik na kiermaszu. Czy możesz to sobie wyobrazić, to napięcie, tę dumę, gdy zarządzasz stolikiem na kiermaszu, gdy znowu wszystko zależy od Ciebie, gdy jesteś ważnym trybem większej machiny?

Starsza koleżanka kiedyś w pracy zrobiła do mnie porozumiewawczą minę, że nie powinnam obracać się do księdza plecami. Podnosiłam akurat jakieś książki z podłogi metodą na dwa, a pan który pracował u nas jako ksiądz chodził sobie po pokoju nie mając świadomości, że dla niektórych, biegłych w kulcie, jest tabernakulum. Gość był ok, chociaż nie zgadzałam się z nim w kwestii oceny postawy Czechów. Jakiś czas później przeniósł się na własne życzenie do innej parafii; myślę, że musiało mu być trudno nie móc normalnie rozmawiać z ludźmi i być tabernakulum dla sporego grona osób, które spotyka. Dlatego chyba najbardziej z wszystkich kochał swojego psa i płakał, gdy go usypiano. Do dzisiaj trochę żałuję, że nie powiedziałam mu o tej mojej niezgodzie w kwestii Czechów. Dialog zamiast monologu mógłby przynieść mu uśmiech, może ulgę? Kult może być pułapką także dla zawodowych opowiadaczy zmyślonych historii.

W dyskusji jest kult czymś z czym nie da się wygrać. Wszystko, co jest sprzecznością, z góry zyskuje status tajemnicy. To podejście z gumy, w którym znowu bezpiecznie może schować się przemoc psychiczna, poczucie władzy. Jeśli rodzice chcą ochrzcić dziecko (Bóg jeden wie czemu, bo nie chodzą do kościoła), znajdzie się taki duchowny, który to utrudni. Jeśli ochrzcić nie chcą, znajdzie się taki, który ochrzci za plecami, na prośbę teściowej. Dlaczego? Trzeba pokazać, kto tu rządzi. Nie Bóg, bo Boga nie ma. Ubóstwiony wysłannik skryty za tajemnicą może wszystko, byle tylko zgadzał się z hierarchią.  Z jednej strony chrzest jest niezmywalny, więc ateiście wypisanie się z rzeszy wiernych zdaniem hierarchów nic nie daje. Z drugiej strony w warszawskiej parafii męczenników palmy wielkanocne kupione poza obszarem kościelnym mają moc nie przyjmowania na siebie wody święconej. Wniosek z tego taki, że gdybyś była palmą miałabyś wybór.
"Does it mean, if you don’t understand something, and the community of physicists don’t understand it, that means God did it? Is that how you want to play this game? Because if it is, here’s a list of things in the past that the physicists at the time didn’t understand [and now we do understand] [...]. If that’s how you want to invoke your evidence for God, then God is an ever-receding pocket of scientific ignorance that’s getting smaller and smaller and smaller as time moves on - so just be ready for that to happen, if that’s how you want to come at the problem."
Neil deGrass Tyson, mogłabym go łyżkami jeść. Nauka ... wspaniała sprawa, dzięki postępowi medycyny nie mam ucha na ramieniu, choć wierzący zgodnie z doktryną powinni mi powiedzieć, że na moje torticollis Bóg miał plan.

Pkt. 1. stworzyć świat,
Pkt. 2. pamiętać, żeby 5 mln Żydów zginęło w holocauście,
Pkt. 3. dać Świechnie torticollis.

Pierwotny bulion jest hipotezą, czyli teoretycznie powinien być gorszy od dogmatu. Ale dogmat to brak ruchu, dogmat to śmierć. Wszystko, co w Kosmosie żyje, jest ruchem i ciągłą zmianą. Studiowanie, szczególnie kierunków przyrodniczych nie idzie w parze ze wzrostem religijności. Skoro naukowcy analizujący boże cuda raczej mają skłonność wyciągać wnioski o nieistnieniu zegarmistrza, jak się ma do tego formułka, że wszystko stworzenie mówi nam o wspaniałości boga? **

Czy bycie ateistą oznacza, że nie mogę słuchać J.S. Bacha, używać zwrotu "mój boże", odwiedzać kościoła, wyjeżdżać do domu na święta? A w zasadzie dlaczego nie mogę? Kolejna Wielka Tajemnica. Mam być ateistką walczącą, ale nie mam być ateistką walczącą. Ateista nie mówiący "wesołych świąt" jest szatanem wcielonym umykającym przed wodą święconą, ateista mówiący "wesołych świąt" jest ukrytym wierzącym - wierzy, tylko o tym nie wie, na razie przeżywa straszne męki. Albo słabym wierzącym, takim na którego tle silny wierzący może poczuć się lepiej - takim "ja mam w pracy na parapecie wystawkę krzyży, a Ty nie masz" albo "zamiast 'wesołych świąt' mówi się 'życzę Ci przemieniającej od środka na zewnątrz miłości Narodzonego'". Brak logiki to podstawa, chodzi o to, żeby w dyskusji poruszać się szybko, zanim zdążysz powiedzieć "Stój! To bez sensu!". Mówisz, że jesteś ateistą - gorszysz, walczysz o uwagę jak jakieś nieszczęście, nie mówisz - nie ma Cię, na Twoje nieistnienie będzie powoływał się rząd projektując ustawy, które obciążą Cię podatkiem i pozbawią prawa do nietykalności cielesnej. Wszyscy inni są przecież wierzący, Ty jesteś co najwyżej marginesem prześladującym większość, tą samą większość, która jest oryginalną-i-uduchowioną-mniejszością-nie-płynącą-z-prądem. Takim wilkiem samotnikiem, tylko, że jest go bardzo dużo i wszystko ma prawdziwe. Takim wilkiem, że wchodzisz do lasu i mówisz "Ojej, tak dużo wilków, na pewno mają rację, bo jest ich tak dużo". Poza tym już ustaliliśmy, że Ciebie nie ma.

Reasumując: Jesteś w mniejszości, bo się mylisz, ale jednocześnie jesteś w większości, bo robisz to, co wszyscy, a katolik jest po prostu bardzo oryginalny i idzie własną drogą, czyli jest w mniejszości (hugh?). Ale jest w większości, bo większości się nie mylą. I pamiętać należy, że wyznawanie dogmatów jest rozwojem duchowym, natomiast chodzenie po górach tak po prostu jest tylko materializmem. Przecież widać, że nie przeżywasz. Przeżywać możesz tylko wtedy, gdy wierzysz. Inaczej nie jest to prawdziwe przeżywanie. Podobnie nie znasz prawdziwej miłości, prawdziwej wolności i prawdziwej głębi czegokolwiek. Prawdziwy to słowo klucz. 😉 Zresztą może jako ateista masz jakąś tam szczątkową wrażliwość. A gdy staniesz się kimś ważnym i potem umrzesz, jak nie przymierzając Einstein, przypiszą Ci kilka zdań, których nigdy nie wypowiedziałeś, o tym, że istnienie Boga jest koniecznością. Chrześcijaństwo dba o człowieka, bo w jego centrum jest Bóg. Ateizm nie dba o człowieka, bo w jego centrum jest człowiek (hugh?). Ksiądz numer cztery lubi grać na gitarze i jeździć na motorze. Otoczony wianuszkiem parafianek prawie jak Szostak, opowiada historie, które są dowcipami. Parafianki bardzo lubią jego uwagę, źle odbierają, gdy skupia się na którejś z nich zbyt długo.

Nie, to nie jest prawdziwe podsumowanie, prawdziwego podsumowania nie będzie. Tyle mi wychodzi, gdy próbuję sprzeczności w logice wiernych ogarnąć. Ale jest to istotne tylko wówczas, gdy wchodzimy ze sobą w dyskusję jak ludzie, którzy chcą siebie nawzajem przekonywać. Potrafię wyobrazić sobie księży z którymi rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej. Tischner. Lemański. Niewielu ich. Wiara, która krytyki się nie boi, będąca pożywką dla rzeczy dobrych, a nie plasterkiem na zranione, wewnętrzne dziecko, jest rzadka.

Ateizm nie jest niczym innym niż odrzuceniem porządku ponadnaturalnego i odrzuceniu idei osobowego Boga. Z pewnością nie jest zagrożeniem dla ludzkości. Owszem, globalnie może pozbawić grupę zawodową pracy i rozumiem, że to może być ważne dla zainteresowanych. W dyskusjach o "zagrożeniach" płynących z ateizmu przytacza się często reżimy, stalinowski albo hitlerowski, ignorując fakt, że reżimy te były równie ateistyczne wobec religii jak ateistyczny wobec innych wyznań jest Watykan. Przywódcy polityczni w "ateistycznych" reżimach porzucają kawałek po kawałku swoje człowieczeństwo, rozrasta się za to narracja o przymiotach ducha, wiedzy, wrażliwości, miłości do dzieci i niesamowitych dokonaniach wodza. Wodzowie reżimu, podobnie jak przywódcy religijni, stają się wyznawcami samych siebie.

"Defilada" Fidyka - warto.

Zarzuca się ateistom systemowe działania dążące do zlaicyzowania chrześcijańskiej Europy, choć tak naprawdę zrzeszamy się dość anemicznie. Dawkins robi jakieś wykłady panelowe, ale kto chodzi na wykłady? Hitchens już nie żyje, co wszystkich nas czeka. Nie mam bożków, chcę robić swoje minding my own business. Może inni ateiści mają to samo? Ale mogę kupić sobie jakąś koszulkę z napisem, żeby zrównoważyć breloczki "nie wstydzę się Jezusa"? Cenię Cię wysoko jako człowieka, nie chcę poklepywać po główce chroniąc przed rzeczywistością, jakbyś był/a dzieckiem.
To jak, idziemy na kawę?

_________________________________
* Tekst przedstawia moje myśli na temat. Nie służy do argumentowania, przekonywania czy czegoś tam. Jest to tylko próba zebrania myśli. Zrób sobie kawę.

** Wg "Nature" z 1998 amerykańska National Academy of Sciences składa się z ok. 70% ateistów i 20% agnostyków.  Generalnie im wybitniejsi tym mniej wierzący (w podsumowaniu wszystkich naukowców publikujących badania te liczby są nieco niższe).

16 comments:

  1. O, Boże! Wrócę tu jeszcze , by skomentować.
    Myślę , więc jestem. Tylko czy nasze myślenie, kończy się wnioskami zawsze bezbłędnymi?
    Dobre te wstwki z dzieciństwa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, wnioski nie są zawsze bezbłędne. Ale tu jest mało wniosków, przedstawiam raczej tok myślenia. Mówię: nie czuję bluesa i gdyby nie wierzący nawet nie wiedziałabym, że mam czuć :-)

      Delete
  2. Zdarza się jednak , że są ( wnioski...),
    a my, w swoim zadufaniu i przekonaniu
    o słuszności, dalej tkwimy zarówno
    w niewiedzy jak i w błędnym pojmowaniu, zamiast rozważyć na nowo i zaakceptować inne możliwości.
    Ktoś może podpowiadać różne rozwiązania, można ulec niewłaściwej sugestii ( to dotyczy tych słabszych), lecz samemu trzeba dojść do sedna, by zakotwiczyć nie w prawdzie na własny użytek lecz w tej prawdziwej.
    Ateizm jest -""Ateizm jest luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko uprzywilejowani przez życie, ci, którzy mają wszystko, włącznie z możliwością oddania się studiom
    i badaniom"."???
    To stwierdzenie jest absurdalne i grobem na wieki wieków. Tym razem bez Amen!
    Świechno , zrobię sobie kawę . Intrygujaco bronisz swej postawy, a jednocześnie
    w podświadomości masz wielkie pragnienie Boga.
    Wbijasz sobie, wygodne dla Ciebie dowodzenia innych, postaraj się myśleć , podażając własnymi drogami, bo nie wszystko, co wymyślają inni, jest prawdą rzeczywistą.
    To podsumowanie, że ateiści są mądrzejsi , bo nie ulegają fantazjowaniu a uczeni ateiści bardziej inteligentni od uczonych katolickich, to świadectwo na głupotę tych, którzy tak uważają. Ani wiara , ani ateizm nie są miernikiem inteligencji. Można by było powiedzieć odwrotnie , że to ateiści są głupcami, bo nie rozumieją istoty rzeczy. Czyż nie? Jedna i druga strona posługuje się bezsensownymi uogólnieniami.
    Jezus Chrystus to nie bajka, to rzeczywistość tak realna, że aż bijąca po oczach.
    Miłego dnia - Krystyna

    ReplyDelete
    Replies
    1. "Ateizm jest luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko uprzywilejowani przez życie, ci, którzy mają wszystko, włącznie z możliwością oddania się studiom i badaniom"."

      @Krystyno, zanim zaczniesz komentować, CZYTAJ UWAŻNIE. Cytat, który zapodałaś jest akurat opinią duchownego wyznania, które praktykujesz.

      Rozbawiło mnie Twoje stwierdzenie o MOJEJ podświadomości. To świetna ilustracja tego, co wcześniej napisałam.

      Nigdzie nie napisałam, że ateiści są mądrzejsi. Znam sporo osób wykształconych, które są mocno wierzące. Moim zdaniem wiara więcej ma wspólnego z poziomem lęku niż z poziomem IQ. Im ktoś się bardziej boi, tym skłonniejszy jest uwierzyć we wszystko - taką mam hipotezę. Natomiast badania "Nature" wskazują, że przyrodnicy rzadko są wierzący. Możliwe, że bierze się to stąd, że wiara akurat zaburza badania naukowe w tej dziedzinie.

      Jezus Chrystus to nie bajka, to mitologia połączona z legendą.



      Delete
  3. " Wielu znajomych ateistów uważa, że uczestniczenie w kulcie, chrzciny i inne takie jest decyzją pragmatyczną. To pogląd jak klepnięcie w ramię dla wierzących, jak dobrotliwy uśmiech, pomaga wiernym żyć w swojej własnej bańce.
    "Ateizm jest luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko uprzywilejowani przez życie, ci, którzy mają wszystko, włącznie z możliwością oddania się studiom i badaniom"."
    Może o to idzie?"- gdzie tu wzmianka, kto tak powiedział , z tego wynika jedno, że ateizm jest dla wybrańców.
    Świechno, czytam uważnie, podczas gdy Ty , posługując się sloganami i cytatami, sugerujuesz właśnie to, czego później się wypierasz.
    "Boże opowieści" nie są przemocą !
    Tak jak wiara nie wynika z bojaźni.
    Wierzę , nie dlatego, że się boję, lecz dlatego, że otrzymałam od Boga łaskę wiary. każdy ją otrzymuje, ty też ją dostałaś , ale zaprzepaściłaś ,
    Świechno, sama to wyznałaś (Chrzest,
    I Komunia Św...)
    Ateizm to sposób na życie. Potwierdzasz to.
    Ateista sam sobie panem i bogiem...
    Wiary nie można mylić z zachowaniem wierzących, którzy podobnie jak ateiści upadają z powodu niecnych uczynków,
    a przewodnicy duchowi z jednej i z drgiej strony bywają grzeszni wbrew temu, co głoszą, wymieniłaś kapłanów, ja odniosę się do terapeutów różnej maści , takich chociażby jak Samson czy specjalista od wizerunku - Tymochowicz, którzy pouczali innych, a o swój wizerunek nie zadbali.
    Wiara nie zaburza, wpływa na to, by ludzie byli lepsi.
    Ateizm wojujący jest takim samym zagrożeniem jak islamscy terroryści. Dobranoc.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cytat, który powieliłaś na początku nie był moją wypowiedzią. I napisałam kilka linijek dalek, kto tak powiedział. CANTALAMESSA, duchowny katolicki. Sama się z nim nie zgodziłam. Zauważam, że jesteś tak podniecona faktem, że odpowiadasz, że nie wracasz do tekstu na temat, którego piszesz. Postaraj się nad tym popracować, lub przestanę Ci odpowiadać i będę wpisywała wyłącznie cytaty do ponownego przeczytania.

      Uważam, że wierzeniem steruje, lęk a nie inteligencja. Sama na innym blogu napisałaś, że nie można być szczęśliwym nie mając na widoku życia po śmierci. Przecież to nawiązanie do najbardziej podstawowego lęku, lęku przed przemijaniem. Gdy ktoś ma go w nadmiarze, jest tzw. poszukującym. Stara się znaleźć wyznanie, które go wystarczająco upewni, że on akurat nie umrze.

      Nie jest wielkim odkryciem, że gdy jest się ateistą też się żyje. Muszę po prostu sama sobie organizować czas.

      W swoim tekście wykazywałam, że wiara w żaden sposób NIE wpływa na to, by ludzie byli lepsi. JASNO napisałam, że Ci księża, którzy są super, zawsze byli super ludźmi, a gnidy zostały gnidami.

      Pozdrawiam.

      Delete
  4. pominęłam uwagę o mądrości...
    "* Wg "Nature" z 1998 amerykańska National Academy of Sciences składa się z ok. 70% ateistów i 20% agnostyków. Generalnie im wybitniejsi tym mniej wierzący (w podsumowaniu wszystkich naukowców publikujących badania te liczby są nieco niższe)."
    Powołujesz się na tę opinię w jakim celu, jeśli nie w degradacji mądrości wierzących?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie jest to opinia, jest po podsumowanie badań. Zrobiono badania (zapytano naukowców jakiego są wyznania) w National Academy of Sciences. Zrzesza ona najwybitniejszych. W innych badaniach analizowano większą grupę naukowców, czyli też spoza NAS. I liczby wyszły takie, że w pierwszym badaniu najwybitniejszych jest wierzących mniej niż 10%, natomiast wśród większej liczby naukowców z drugiego badania, ten procent to chyba ok. 30. Czy ja piszę podsumowanie badań statystycznych wystarczająco prosto dla Ciebie? Wyniki nie chcą być inne, żebyś poczuła się lepiej. Istnieje możliwość, że naukowcy specjalnie kłamali, że nie wierzą w Boga, żeby zrobić Ci na złość, ale ta hipoteza, sama chyba przyznasz, jest trochę naciągana.

      Pozdrawiam.

      Delete
  5. Nikt mi nie robi na złość, ogłaszając swoje badania. Statystyka to nie wyrocznia. Nawet przy skrupulatnym podliczaniu może zaistnieć krzywa nieprawdopodobieństwa...
    Wyniki badań to zarazem informacja, która jest formą opinii. Co chcesz udowodnić , jeśli nie to samo , o czym wcześniej wspomniałaś ? Potwierdza to, że mam rację , co do Twoich intencji w stosunku do wierzących - ciemna to masa i tyle , oczywiście w Twoim postrzeganiu.
    Ludzie inteligentni są zarówno wśród ateistów jak i pośród wierzących.
    Starasz się udowodnić , że ateiści myślą,
    a wierzący mają z tym problem ...
    W dodatku popadasz w sprzeczności, które są wynkiem Twoich nie do końca sensownych dywagacji.
    Miłego dnia Świechno.
    P.S. Nie przejmuj się , jesteś na dobrym poziomie unysłowym, gorzej jednak z wyborem drogi życiowej, tak mi się przynajmniej wydaje i mam nadzieję , że prędzej czy później odnajdziesz drogę do Boga a tym samym do powtórki z życia w wieczności...

    ReplyDelete
    Replies
    1. "Wyniki badań to zarazem informacja, która jest formą opinii."

      Interpretacja badań może być formą opinii - dlatego badacze katoliccy często są w sprzeczności z resztą. Natomiast liczba to liczba. Napisałam liczbę.

      "Ludzie inteligentni są zarówno wśród ateistów jak i pośród wierzących."

      Tak też myślę. Napisałam już hipotezę, że to kwestia lęku.

      Nie przejmuję się Krystyno, wiem, że nie mogę w żaden sposób Ci pomóc, poza pisaniem prostszych zdań.

      Powtórka z życia w wieczności? Naprawdę marzysz o tym? Oj, myślę, że nikt tak naprawdę nie marzy o torturach i lękach, które go doprowadził do wiary.

      Dziękuję Ci za wypowiedzi. Były świetnym dopełnieniem i ilustracją tego, co miałam na myśli.

      Delete
  6. Świechno miła, może to Tobie wskazana jest pomoc? Obawiam się , że tak...
    Nie bierzesz pod uwagę tego, że ja tak samo mogę Ciebie podsumować , jak Ty mnie?
    I chyba mam do tego większe podstawy niż Ty, zasklepiona przez egocentryzm i wysokie
    o sobie mniemanie, tego nie mam we mnie... Skoro jestem tak głupia , że nie nadążam za Twoim myśleniem i nic nie kumam z tego,
    o czym piszę , to dlaczego wdajesz się ze mną
    w dyskusję , nie mając większych szans na prowadzenie i powodzenie w udowadnianiu, kto ma rację? Ja, Tobie nie uświadamiam, że intelektualnie za mną nie nadążasz, jak to Ty nieustannie czynisz.
    Powinnaś zdać sobie sprawę z tego, że Twoje racje nie muszą być racjami innych i to, że ktoś myśli inaczej , nie znaczy, że nie rozumie. Wiadomo, słowo pisane, nie zawsze wszystko wyjaśnia, czasem coś umknie komuś
    w uwadze, ale żeby od razu oceniać kogoś niesłusznie i niegrzecznie, to już nie tylko przesada , a głównie bufonada.
    Kwestia lęku? Już to wyjaśniałam , jeszcze raz napiszę - nie sądzę , by ktoś wierzył
    z powodu lęku przed śmiercią i po śmierci.
    Wiara to łaska, ma się ją albo nie.
    Składa się na nią wiele czynników czasowych, przekazowych, nadprzyrodzonych i doczesnych.
    Odp. też u siebie...
    Radosnego popołudnia życzę ...

    ReplyDelete
    Replies
    1. "czasem coś umknie komuś w uwadze"

      No właśnie na tym polega problem. Nie komuś i nie czasem.

      Dziękuję za wypowiedź :-)

      Delete
  7. mnie zaintrygowało to zdanie:
    "Ateizm jest luksusem etc..."
    i Twoje rozważania nad nim...
    też odrzucam tą zacytowaną opinię, jednak gdy ją poddać pewnej zdecydowanej obróbce, modyfikacji, pewien sens można w tym zdaniu znaleźć...
    zacznijmy od tego, że wiarę w jakiekolwiek bozie odbieram jako pewną słabość umysłu, który nie mogąc sobie poradzić z pojęciem świata kompensuje to sobie tworzeniem iluzji lub podchwyceniem cudzych... nie oceniam tego jednak w kategoriach "źle-dobrze", tak oceniać mogę jedynie samo funkcjonowanie człowieka, co on z tą wiarą "robi"... ale to już osobna sprawa... pytanie brzmi, czy ludzie mogą sobie poradzić bez tej wiary i odpowiedź brzmi, że tak, ale czy wszyscy?... tu się zaczynają schody, bo korci równie "tak", ale obawiam się, że podpowiada mi ją optymizm oparty na projekcji "skoro ja potrafię, to wszyscy inni też"... realia jednak temu przeczą...
    gdy Buddha dreptał po Indiach nauczał czystej psychologii, nic więcej... na pytanie o bozię odpowiadał, że nie warto sobie tym zawracać tyłka, bo jeśli jest, to jest nie do pojęcia, a jeśli nie ma, to tym bardziej szkoda na to czasu...
    potem na tej nauce ludzie oprali cały system filozoficzny, a po wiekach zaczęto tworzyć religię, mimo, że Buddha wyraźnie sobie tego nie życzył... po prostu wielu ludzi to przerosło, zachciało im się prostszych rozwiązań i zrobili wszystko na opak... no, i teraz mamy trzy buddyzmy, trzy znaczenia słowa "buddyzm": nauka, filozofia i jako efekt uboczny, wtórny religia...
    puenta jest taka, że ateizm nie jest dla wszystkich, bo jest dla wielu za trudny... to rzecz jasna nie oznacza, że wierzący są idiotami, to byłby już mocno przegięty wniosek... jednak można mówić o pewnym "luksusie" dostępnym jedynie ludziom o pewnych własnościach umysłu...
    p.jzns :)...

    ReplyDelete
  8. Nieprawda, PKanalio.
    To ateizm jest zbyt łatwy, by jemu ulec.
    Jest fałszywym założeniem i próbą ucieczki przed dociekaniem. To jest równoznaczne
    z postawą tych, którzy udają , że nic się nie stało i nie podejmują tematu, broniąc się
    w ten sposób przed prawdą albo upierając się przy swym widzi mi się...
    Ateizm dla wybrańców?
    A wiara to co?
    Wiara słabością umysłu?
    To ateizm jest właśnie taki, bo ateista
    w swej ograniczoności umysłowej poprzestaje na tym, co jest w stanie dostrzec poprzez swoją ułomność, pokonanie dalszych rewirów, które są poza możliwością jego intelektualnego zasięgu,
    to kwestia nie tylko niewiedzy ale
    i umysłowych predyspozycji. Nie wystarczy dowodzić swojej słuszności w oparciuo zarzuty w stosunku do tych , którzy myślą inaczej, nie mając dostatecznych dowodów poza swoją mylną dedukcją. Jaki luksus z bycia ateistą? Żaden, poza bezsensem przemijającego istnienia, podczas gdy wierzący , z całą pewnością , może oznajmić , że wiara jest luksusem, bo zapewnia im życie wieczne,
    co w moim mniemaniu , nie oznacza tego , że ateistów pominie takie doświadczenie pośmiertne , czy oczekują tego , czy nie...
    Może i tak być , że ateista prędzej będzie zbawiony niż wierzący, gdy więcej dobrych uczynków za nim przemówi.

    ReplyDelete
  9. @Krystyna...
    "ateizm fałszywym założeniem"?...
    to bardzo interesujące, bo tak się składa, że człowiek rodzi się wolny od wiary w jakichkolwiek bogów, dopiero potem tej wiary może nabyć od otoczenia /rodziny, otoczenia domowego, społeczności, w której żyje, etc/... uczy się przy okazji zachowań związanych z całą religijną otoczką tej wiary... w jakich bogów jest to wiara, to już zależy od środowiska kulturowego... z pewnością jednak ta wiara nie wynika z własnych dociekań, ale z tego, co starsi włożyli do głowy...
    potem już bywa różnie, bo rozmaite bywają ścieżki rozwoju takiego umysłu, różne okoliczności życiowe mają na to wpływ, nie miejsce i czas na wykład, ale czasem taki człowiek staje się ateistą, przestaje wierzyć w istnienie jakichkolwiek bogów, ale nie dzieje się to z dnia nadzień, poza tym każdy z nich dochodzi do tego również rozmaicie, ale na pewno nie jest tak, że nagle umysł mu się "ograniczył"...
    pytanie jeszcze, co nazywasz "ograniczonością umysłu"... niski poziom IQ?... tu chyba jesteśmy zgodni, że nie o to chodzi...
    a może niska zdolność do transcendencji umysłu, a przynajmniej do wyjścia poza ciasne ramki dyskursywnego myślenia i schematy wbite do głowy?... tu również pozornie nie ma związku, ale obawiam się, że łatwiej jest ateiście wyobrazić sobie istnienie jakiegoś boga, niż wierzącemu w swojego boga pomyśleć, że tego boga może nie być... powinienem teraz zapytać "i kto tu jest bardziej ograniczony?", ale umówmy się, że nie zapytałem...
    wychodzi przy okazji na to, że chyba Świechna dobrze wykoncypowała, iż tym czynnikiem ograniczającym jest poziom lęku... to właśnie ten lęk nie pozwala wyznawcy dopuścić do siebie myśli, że jego bozia może nie istnieć i świat wcale nie jest taki, jakim go widzi przez okulary swojej wiary...
    tu mi się przypomina, jak będąc dzieckiem zapytałem Babci, czy może być tak, że Boga /katolickiego/ wcale nie ma?... odparła mi ze zgrozą, że tak nawet myśleć nie wolno i ta zacna kobieta naprawdę była przerażona...
    p.jzns :)...

    ReplyDelete
    Replies
    1. To moje wykoncypowanie na temat lęku bierze się również z tego, że osoby z mojego otoczenia, które są najbardziej religijne, ostentacyjnie i regularnie, mają różne zaburzenia lękowe: klaustrofobię, nerwice, alergie psychogenne. Nie mówię, że inni ich nie mają, ale w przypadku tych właśnie osób zaburzenia lękowe mocno wkraczają w ich życie, na tyle, że nie będąc ich bliskimi znajomymi znam ich problemy. Znam np. katechetkę, która nie może sikać w pracy, bo się boi, że drzwi się jej zatrzasną. I jak taka osoba może się uwolnić od innych natrętnych myśli?

      Delete

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim.
Nie toleruję spamu i wulgaryzmów.
***

Please, DO NOT comment as Anonymous.
Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated.