Trzech Króli dzisiaj. Ciekawa sprawa, bo fakticznie nie wiadomo ilu ich było. Tzn. ilu ich stało w Biblii napisanych, nie mam na myśli realiów, nie mylmy dwóch porządków. Do trzech policzyć wszyscy bez obciętych palców gładko powinni dać radę, w Biblii czasami chyba zbyt gładko, stąd konfuzja. Opis pokłonu znajduje się tylko u Mateusza, i nie daje pewności ani co do liczby, ani profesji gości.
Tyle o mitologii (którą, i owszem, czytam, czytam). Kilka dni temu przyjemnie zaczął się nam rok 2021, który został ogłoszony m.in. rokiem Lema i Różewicza. Pięknie bardzo, postanawiam się z dzieł autorów owych podciągnąć. A przyjemnie się zaczął, bo spędziliśmy go w niewymuszonym towarzystwie, na wyjeździe, pod górą, którą darzymy uczuciem, ja wznosząc toast tym oto kubkiem herbaty czarnej, z miodem i cytryną:
Okazji do ćwiczenia otwartości na niepewność i zmiany będzie sporo — siedzimy właśnie w trzecim dużym lockdownie, który zaczął się zresztą w ten sam dzień, gdy wyruszyliśmy pod górę Carlingford napić się herbaty z miodem i cytryną. Nikt nas wtedy nie zatrzymał, ulice puste, spokój, cisza, Księżyc patrzy. Nikt nas nie zatrzymał, nawet trochę szkoda, bo moglibyśmy powiedzieć, że jedziemy jako grupa wsparcia, gdyż taka była prawda najprawdziwsza. Byliśmy support squad na poważnie i na trzeźwo, zaopatrzeni we wspierające sałatki. Następnego dnia obudziliśmy się w sypialni z widokiem na górę oświetloną Księżycem, trudno mi sobie teraz wyobrazić lepszy początek roku, nawet jeśli data jest umowna, a realia ogólne surowe. Lockdown w Irlandii się cały czas dokręca, ostatnio przesuwany jest powrót uczniów do szkół, a budownictwo non-essential ma składać koparki i do domu. W szpitalach jest więcej pacjentów z covidem niż kiedykolwiek, widać, że obywatele balowali w czasie przesilenia jak się patrzy — czasami rozumiem, a czasami nie rozumiem.

Ten rok ogolnie zaczal sie nienajlepiej, dla mnie zle. Jak nie kolejne obostrzenia, to kostucha zbiera wieksze zniwo, umieraja znajomi, wcale nie starzy. Chaos szczepionkowy zrobil sie z nadziei na normalnosc i stabilizacje, a podzialy wsrod ludzi poglebily sie. A na koniec dzieje sie w USA, ichnia destabilizacja ma wplyw na reszte swiata. 6 dni, a tyle zla zdazylo sie wydarzyc.
OdpowiedzUsuńSprawę USA mam ochotę przespać, nie czytać, nie angażować się, obudzić się pewnego dnia, już po impeachmencie ;) Zaczynam coraz bardziej się niepokoić różnymi sprawami życiowymi, brakiem możliwości podróży. To prawda, że tydzień wystarczy, dzień wystarczy ...
UsuńKraina Wzmożonego Czytelnictwa? Też tam pomieszkuję, mniej lub bardziej. Kraina pełna niespodzianek.
OdpowiedzUsuńTrzymajcie się w zdrowiu.
No dzieje się, Biblię od początku zaczęłam czytać. Dłużyzny, ale dam radę ;)
UsuńDziękuję :*
Powodzenia! Pewnych części do dziś nie zmogłam. Tobie pewnie pójdzie lepiej.
UsuńMomentami lektura nie porywa. Głupawe niejednokrotnie przypisy (które za to milczą, gdy pojawiają się ciekawe pytania) też zadania nie ułatwiają. Na razie siedzę w Pięcioksięgu :)
UsuńJak ja lubię Cię czytać..
OdpowiedzUsuńNiespodziewany komplement :). Dziękuję.
UsuńNie wiem dlaczego, ale skojarzyła mi się pewna piosenka zespołu raz dwa trzy.
OdpowiedzUsuńI żyłem tak, jak chciałem żyć.
Wszystkiego dobrego!
Dziękuję :) "I byłem tym, kim chciał bym był", słabo pamiętałam, więc sprawdziłam tekst. Przebój, ale do mnie jakoś nie przemówił. To trochę tak jak mój problem z Księgą Rodzaju, plany boskie mnie nie przekonują, sprawiają wrażenie wymyślonych na poczekaniu ;)
UsuńJa jestem zaślepiona miłością do ich twórczości...
UsuńTo mówi do mnie!
Mistrz Stanisław... no tak, zmarł 15 lat temu... zaliczyłem wszystko, co napisał... moje ulubione to "Powrót z gwiazd", dystopia o społeczeństwie ludzi pozbawianych po urodzeniu skłonności do agresji i ryzyka...
OdpowiedzUsuńz Różewiczem to już u mnie gorzej: "Kartoteka" i na tym koniec, nic zresztą nie pamiętam, przeczytałem w liceum jako jedną z nielicznych lektur szkolnych, na większość innych nie miałem czasu, bo wtedy głównie czytałem właśnie Lema...
p.jzns :)
Poezje Różewicza mam nieobczytane, więc to jest lektura na ten rok, daleko w kolejce, ale jest na półce. Z Lema czeka na mnie "Solaris", którego ekranizację z Clooneyem obejrzałam w zeszłym roku - nigdy się specjalnie nie przyglądałam temu aktorowi, więc dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo on nie gra, bo widać głównie jego szczękę. Ale fabuła do mnie przemówiła, literacko spodziewam się większej głębi.
Usuń"Solaris" - ambitnie, bo (moim zdaniem) jest to jedna z trudniejszych książek Lema...
Usuńekranizacja jako film niezła, ale jako ekranizacja (m.z.) słaba, faktycznie płytka, wolę pierwszą ekranizację Tarkowskiego...
ciekawostka: Lem nie lubił żadnej z zaistniałych ekranizacji jego dzieł, jedynym wyjątkiem był "Przekładaniec" wg. jego scenariusza, z Kobielą w roli głównej...
Aż sobie "Przekładaniec" obejrzałam, bo to tylko pół godziny. Jestem zaskoczona, że to Wajda nakręcił, bardzo nietypowe i w zasadzie się mi nie podobało, tyle tylko, że Zelnik piękny był.
Usuńsam zapomniałem, że to Wajda nakręcił...
Usuńz tego wszystkiego zrobiłem sobie podsumowanie, które ekranizacje/adaptacje widziałem podpierając się ciotką Wiki i wychodzi, że niewiele, mniej niż jedną czwartą, za to w zestawieniu Wiki brakuje widowiska Teatru Telewizji "Dziwny gość profesora Tarantogi"...
ale koniecznie muszę namierzyć "Głos Pana", bo to (m.z.) jest strasznie niefilmowa książka, zaiste zaintrygowało mnie to...