Saturday, October 27, 2018

Tęczowy piątek.

Wieczorem byliśmy na "Bohemian Rhapsody".
Złożyło się tematycznie, bo w Polsce to, co w tytule.
Idea pozytywna, w końcu wiem dobrze jak uczenie tolerancji w szkole kuleje
(trudno jest edukować, gdy część kadry to rasiści lub ludzie-bez-właściwości).
A tymczasem ...

Komunikat MEN, oświadczenie episkopatu ...

Zdaje się, że huzia-na-juzia w sprawie Halloween, in vitro
                                                              i wybranych postaci fikcyjnych już się przejadł,
Oto nastała nowa moda, (z błogosławieństwem rządu
przestało być obciachem mówienie "jestem tolerancyjna, ale ...",
od kilku sezonów można też oficjalnie nienawidzić imigrantów)
do oficjalnej Grupy Be dołączają mniejszości seksualne.
Już można z miłością w sercu zrobić katolickiego instagrama na ten temat.
MEN będzie czuwał, MEN będzie pouczał ...
i jestem absolutnie pewna, że część nauczycieli dostosuje się bez problemu.

Bezkręgowce.

A wracając do tematu filmu
(mój chłopak w czerwonych spodniach robi mi właśnie obiad
                                                                z dzikim dorszem i jeszcze dzikszym czosnkiem),
dla muzyki warto było pójść.
Mercury miał odwagę nie udawać.
My też się nie bójmy.

30 comments:

  1. Chyba jestem tolerancyjna
    Ale chyba nie jestem taka odważna

    ReplyDelete
    Replies
    1. Obydwa zdania mogłabym napisać o sobie, @rybenko.
      Czasem myślę schematami.
      I pamiętam kilka razy w życiu, gdy stchórzyłam.
      Ale słońce jeszcze nie zaszło, jeszcze można coś poprawić.

      Delete
  2. Strach, rzeczywiście strach przed opinią innych jest w Polsce wszechobecny. Strach przed opinią przełożonych, księdza, sąsiada, cioci Kloci, mamusi i tatusia. Przez kilkanaście lat pobytu za granicą zdążyłem dawno odciąć i pozostawić daleko w tyle każdy z tych lęków. Dlatego mogę w czerwonych spodniach, glanach, prochowcu i kapeluszu paradować przez każdą Pipidówę, nawet rodzinną, a gdy się ktoś zapyta, dlaczego nie idę na polską mszę, odpowiadam, "dlaczego miałbym iść, skoro jestem ateistą". To samo odpowiadam na prośbę o bycie ojcem chrzestnym, a jeśli zauważę, że jest w moim otoczeniu ktoś szczególnie zaniepokojony moim wyglądem, następnym razem zakładam portki w kratę, jeszcze większe glany w rzadziej spotykanym kolorze, a dodatkowo różową koszulę i ciemną kamizelkę specjalnie dla zaniepokojonego. I zupełnie nie czuję wyrzutów sumienia odmawiając udziału w grillu u znajomych, jeśli tego dnia planowałem wyjść w góry. Zresztą miałaś okazję ze mną wyjść przed północą z Sylwestra u znajomych, żeby pojechać nad Atlantyk i wypić o północy kubek gorącej herbaty z termosu. Mam dwie koleżanki, które są lesbijkami, każda z nich żyje z inną partnerką i nie mogę się doszukać powodu, dlaczego miałbym się ich obawiać (choć jedna z nich bywa nawet moją przełożoną), podobnie jak nie czułem lęku przed znajomym, który postanowił przedstawić mi swego chłopaka. Ja wiem, że pół Polski jest z tego powodu zesrane ze strachu, zwłaszcza preferujący chłopięce towarzystwo członkowie ONR, Młodzieży Wszechpolskiej oraz Episkopatu z całym duchowieństwem, ale mnie ich fobie nie są w stanie zakazić. I co najlepsze, dobrze mi z tym! Gdy opowiadałem mojej dawno niewidzianej znajomej z Warszawy o tym, jak wygląda moje życie, odpowiedziała z uśmiechem: jesteś wolnym człowiekiem! I tej wolności chciałbym do końca życia bronić.
    Przy okazji: Wiesz, że już kilka osób (niektóre zdążyłaś poznać, o niektórych Ci opowiadałem) wspominając o nas, tytułowali Ciebie moją narzeczoną, podczas kiedy jesteś po prostu moją Miłością i Partnerką. To ostatnie słowo, nadal w Polsce ma zabarwienie negatywne. Podobnie jak postęp i tolerancja.

    ReplyDelete
    Replies
    1. faktycznie, zdarzało mi się spotkać wzdrygnięcia u co poniektórych w reakcji na słowo "partner(ka)", ale dość sporadycznie... ale ja od dawna na Swoją mówię "żona", bo tak jest po prostu krócej i wtedy dopiero zdarza się niezła jazda...
      p.jzns :)...

      Delete
    2. Poczucie wolności Wolandzie nie każdemu jest dane. Albo inaczej - nie każdy robi krok w jej kierunku. Gdy tak jeszcze raz czytam Twoją wypowiedź, przychodzi mi do głowy, że brak tolerancji bierze się ze złości. Dziewczyny wyśmiewają grube koleżanki, bo same ciągle chodzą głodne. Polacy wytykają innym, że nie chodza do Kościoła, bo sami mają dość tych nudnych, niedzielnych imprez, ale nie mają odwagi nie pójść. Homofobia rodzi się z niezorganizowanego własnego życia seksualnego. Nie tolerujemy, gdy jesteśmy wkurzeni na własne życie, które potoczyło się nie tak jak chcieliśmy. Tak myślę.

      Portki w kratę też lubię. I szelki <3

      Delete
    3. @PKanalia,
      Ja nawet nie myślę tu o tych, co się wzdragają na myśl o użyciu słowa "partnerka", raczej wspominam tu znajomych, którzy przy swoich dzieciach nie chcą użyć tego słowa. Czasem jest to o tyle komiczne, że sami po rozwodzie żyli w różnych związkach, czasem poważnych, czasem luźnych do granic możliwości, a tutaj coś im przeszkadza w użyciu tego słowa.
      No tak..., "żona" może wzbudzić pewną konsternację, n.p. "jak to, ja o niczym nie wiem?!" By uniknąć kontrowersji, mówię po prostu "moja Świechna(*)", ale mam kumpla, który z lubością używa zwrotu "moja konkubina", bo bawi go rozpaczliwa reakcja ludzi, na których słowo "konkubinat" działa alergicznie.
      (*) oczywiście używam prawdziwego imienia, a nie pseudonimu sieciowego
      @Świechna,
      Jest to jakaś hipoteza :-) Myślę, że byłoby to ciekawe pole do badań, choć z miejsca wskazałbym element maskujący prawdziwy wynik, którym jest szczerość wypowiedzi na temat niezadowolenia ze swojego życia. Jakoś by to trzeba było obejść. Może najpierw prosić o to, co we własnym życiu przeszkadza, co w sobie badani by zmienili, a dopiero w następnym etapie badać tych, u których szczerość wypowiedzi zostałaby potwierdzona wynikami testu, przejść do pytań o stosunek do różnego rodzaju inności.

      Delete
    4. @Woland...
      akurat niezbyt lubię słowo "konkubina", bo za długie i jakieś takie nieestetyczne... ale w niektórych sytuacjach, kontekstach faktycznie może być zabawne...
      zaś wracając do słowa "żona", to etymologicznie, tak po słowiańsku wydaje mi się jak najbardziej prawidłowe i wcale nie musi nieść ze sobą informacji, że miał miejsce jakiś rytuał przejścia lub podpisanie jakiejś umowy...
      za to mam znajomą, singlową matkę /nie piszę "samotną", bo samotność to stan umysłu, a nie sytuacja/, do której czasem zaglądam /zwykle w roli korepetytora córek/ i kiedyś zapytałem: "a kiedy przyjdzie wasza rodzica A plus B?"... dziewczyny ten żart kupiły i zaniosły do szkoły, dzieciaki miały ubaw z oburzenia co poniektórych nauczycieli...

      Delete
  3. w sumie to nie wiem, co tak naprawdę miało miejsce w szkołach podczas Tęczowego Piątku, więc nie mam nic do powiedzenia na ten temat, ale za to bawi mnie, jak wiele do powiedzenia mieli co poniektórzy, którzy też nie wiedzieli i nadal nie wiedzą, ale mimo to "wiedzieli", do tego jeszcze przed piątkiem...
    ...
    a co do Halloween, to dwie dynie już czekają na bliski kontakt z moim nożem i łyżką /taką z ułamanym trzonkiem i specjalnie ostrzoną do tych kontaktów/... jedna ma być klasyczna, w stylu "zębata japa", co do drugiej toczą się rozmowy, jest wstępna koncepcja czegoś w stylu wycinanki łowickiej...
    p.jzns :)...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nic takiego, pewnie jakieś pogadanki, może gazetka, uświadomienie dzieciakom, że ludzie są różni i że nie trzeba zaraz panikować. Przy ilości bełkotliwej, nudnej indoktrynacji dostarczanej w szkole każdego dnia to kropla. A wiem, że młodzież łaknie takich tematów, że w tym wieku eksperymentują, że zastanawiają się nad własnym życiem seksualnym i życiem nauczycieli :D

      Kiedyś na pytanie po czym poznać homoseksualistę wśród dorosłych powiedziałam moim gadom: wy się nie przyglądajcie singlom, przyjrzyjcie się tym wszystkim ludziom, którzy żyją w parach heteroseksualnych i nie uśmiechają się przez cały dzień.

      Czyli jesteś dyniowym terminatorem.

      Delete
    2. już nie terminatorem i już nie czeladnikiem... ale czy mistrzem?... w pewnym sensie tak, w pewnym sensie zdecydowanie nie...
      ...
      po czym poznać?... miałem kiedyś zabawna akcję na ten temat... tak się złożyło, że w telewizji pojawił się pewien mój znajomy... co prawda do alkowy mu nie zaglądałem, ale mnóstwo przesłanek świadczyło o tym, że heteryk... ale nie tylko ja oglądałem ten program, więc nagle słyszę:
      - Ale pedał!
      zapytałem tedy:
      - Skąd wiesz, że pedał?
      - Bo wygląda jak pedał!
      na tak miażdżący argument nie miałem już odzywki i debata się zakończyła... dopiero gdy gość wyszedł zapytałem gospodarza, właściciela telewizora:
      - Kto to był? Z kim ty się qrva kolegujesz?
      - To sąsiad, straszny burak, wpadł na chwilę coś mi przynieść i tak przysiadł na chwilę na kawę. Nie ma co się nim zajmować.
      tedy się dalej nim nie zajmowaliśmy, nie zadawałem też pytania, skąd wiadomo, że to burak, bo odpowiedź wydawała się być klarowna...

      Delete
  4. Tak , wielu ludzi nazywa siebie tolerancyjnymi, bo łatwo być takimi na odległość czy w teorii, a często w rozmowach między wierszami wiesz, z kim masz do czynienia.
    Bohemian Rhapsody - piękna muzyka...

    ReplyDelete
    Replies
    1. To prawda. Chociaż z oficjalnym, zadowolonym bluzgiem rasistowskim spotkałam się (u nauczycielki zresztą) dopiero za czasów podłej zmiany. A znałyśmy się już kilka lat. I proszę, taka niespodzianka. Jak to musiało ją podgryzać od wewnątrz przez te lata :I

      Delete
  5. nie podoba mi się, że definicje słów tak łatwo mieszają się w swoich znaczeniach.
    tolerancja i akceptacja, to nie jest to samo. a świat WYMAGA AKCEPTACJI, a nie tylko tolerancji. i to już jest według mnie nadużycie i napaść na większość. każdą możliwą. mieszka we mnie oswojona świadomość, że drugi człowiek jest inny, myśli inaczej, albo porusza się w świecie trudnych (dla mnie) do zrozumienia wartości. i staram się go szanować, choć nie zawsze rozumiem. ale nie zgadzam się, kiedy ktoś żąda, żebym to akceptował, przyklaskiwał, podawał za wzór - margines nie jest dla mnie wartością, stroną, w którą ślę zachwyty i ukłony. czasami mam wrażenie, że jestem terroryzowany odmiennością. niechby tęczową, ale tak naprawdę marginalną, która krzyczy wciąż głośniej i głośniej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To wszystko pięknie, tylko rozmawiasz akurat z osobą, która dokładnie zna różnicę pomiędzy słowem tolerancja i akceptacja. Oraz z osobą, która pracowała w szkole. Stąd moja uwaga i gula w gardle.

      Po pierwsze: polska szkoła nie jest tolerancyjna, niszczy w zarodku każdą odmienność systemowo.

      Po drugie: kierunki tego niszczenia są dwa. Słabo wyedukowana kadra to jedno. Natomiast drugim jest ośrodek nacisku, ministerstwo. A pomiędzy tym wszystkim jest młodzież, która czując przyzwolenie dorosłych kanalizuje swoje frustracje wieku dojrzewania na tych, którzy odstają.

      Gdy ministerstwo oświadcza, że będzie monitorować, to ja już wiem co to znaczy, bo widziałam monitorowanie i jego niszczące efekty. Dzięki temu część kadry to jedni z najbardziej bezpłciowych ludzi jakich znam. Byle się nie wychylać, byle do emerytury. Czy zastanawialiście się dlaczego szkoła w zasadzie nigdy nie przeprowadziła porządnego, krajowego lub chodźby wojewódzkiego strajku? A inne grupy zawodowe jakoś potrafią się skrzyknąć i wypowiedzieć jednym głosem ...

      Delete
    2. Mnie to akurat od bardzo dawna zastanawia i jestem zdania, że środowisko nauczycielskie w Polsce to bagno.

      Delete
    3. Nie mogę się nadziwić, jak łatwo sie pisze takie uogólnienia!

      Ja w tym "bagnie" jestem od 26 lat i nawet tłumaczyc mi się nie chce jak tam jest.

      Delete
  6. Nie jestem tolerancyjna (czytaj: "politycznie poprawna"). Nie ma we mnie akceptacji i przyzwolenia dla wielu zjawisk i nie wiem, czy jest w innych - tych, którzy manifestują swoją rzekomą tolerancję. Bo co to jest za tolerancja, jeśli będąc "hetero" stajemy w obronie "tęczowej" mniejszości, jednocześnie plując na otyłych i nazywając ich najmniej wybrednymi epitetami?
    Przynajmniej nie jestem hipokrytką, co cenię sobie bardziej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Można i tak na to patrzeć. Znam parę osób, które spojrzą, nazwą tłustą świnią i z zadowoleniem stwierdzą, że przynajmniej nie są hipokrytami. Czy o taką wartość własną chodzi? To ja dziękuję bardzo.

      W tolerancji chodzi nie o to, żeby uwielbiać, tylko o to, żeby znosić. Jeśli ktoś swoim stylem bycia nikogo nie krzywdzi, nie nasza to sprawa jak żyje. Zresztą otyli w jakiś sposób też znajdują się na tym marginesie, tyle, że jest ich więcej niż homoseksualistów. Nie wierzę, że 50 osób, które napomina grubą dziewczynę na instagramie "jedz mniej", martwi się o jej zdrowie. Wyrażają tylko własne lęki. I podobnie jest z homofobią. Trzeba homofobom jasno mówić "ustal z kim Ty sypiasz, bo najwyraźniej masz z tym problem, i nie zawracaj głowy innym".

      Delete
    2. totalna tolerancja prostu nie istnieje, ale rozmawiając o tolerancji trzeba na początku ustalić, czy mowa jest o tym, co czujemy w stosunku do jakichś zjawisk i zachowań, czy o tym, co robimy /lub nie/ w związku z tym, co czujemy...
      skoro tolerujemy osobę homo, ale nie tolerujemy osoby otyłej li tylko dlatego, że jest otyła to faktycznie może zakrawać to na hipokryzję... z drugiej jednak strony taka osoba może w nas budzić /np./ negatywne wrażenia natury estetycznej, ale gdy nie przekraczamy granicy za którą zaczyna się plucie, wyzywanie, czy inne wrogie zachowania, to nie można jeszcze mówić o nietolerancji... ta granica zresztą nie jest ostra, bo co na przykład powiedzieć o jakimś subtelnym żarcie na temat grubasów, który nie jest aktem wrogim, a jedynie testem poczucia humoru jakiejś otyłej osoby?...
      p.jzns :)...

      Delete
    3. A mnie się wydaje, że w wielu wypadkach ta szalenie modna tolerancja szybciutko kończy się po coming oucie własnego syna albo zgwałceniu córki przez biednego, straumatyzowanego uchodźcę.

      Delete
    4. I jeszcze: nie chodzi mi o to, kogo obrzucamy gównem, tylko o brak spójności u tych, którzy są tolerancyjni, ale wybiórczo.

      Delete
    5. @Frau Be,
      A ja jestem przekonany, że to tylko Twoje spekulacje. Coming out własnego dziecka raczej sprzyja tolerancji, bo to jednak własne dziecko. Ze znanych osób przychodzi mi do głowy reżyserka Agnieszka Holland, której córka, Katarzyna Adamik w 2012 roku przyznała, że jest lesbijką. Nie zepsuło to stosunków matki z córką. Nie wyklnie dziecka ten, kto przed jego coming outem nie był homofobem, za to homofob może zmienić zdanie, gdy jego dziecko okazuje się być homoseksualne.
      Jeszcze grubiej spekulujesz w przypadku gwałtu dziecka. Zgodzisz się ze mną, że w polskich więzieniach większość gwałcicieli to Polacy, gwałcący dzieci Polaków. Ja oczywiście nie mam danych statystycznych, ale chyba nie będziemy palić głupa, że jest inaczej. Gdybyś się uparła, mógłbym dotrzeć do danych z pierwszej ręki- znam pewnego klawisza pracującego w ZK, który jest moim kuzynem z pierwszej linii ze strony matki, ale chyba nie ma potrzeby. I wiesz, że nie spotkałem się, by jakiś ojciec zgwałconej przez Polaka Polki domagał się zamknięcia granic dla Polaków i niewypuszczania ich z terenu kraju, bo to gwałciciele. Ty też jakoś nie protestujesz przeciw Polakom, a potrafią gwałcić naprawdę okrutnie, nawet swoje własne dzieci. I dobrze, że nie protestujesz, bo byłoby to głupie i wręcz zbrodnicze- taka odpowiedzialność zbiorowa. Tylko dlaczego próbujesz tu promować odpowiedzialność zbiorową dla innych nacji. Że tak Cię sparafrazuję: DLACZEGO W SWYM BRAKU TOLERANCJI JESTEŚ TAK WYBIÓRCZA? To taki brak spójności (znów Twoje słowa).

      Delete
    6. Napisałam : "Mnie się wydaje", z czego wynika ni mniej, ni więcej, tylko własnie fakt, że to moje domniemanie. Co nie oznacza, że wzięłam je z powietrza. Osobiście znam:
      - geja, którego rodzona matka od coming outu nie chce widzieć,
      - kobietę, której rodzice zatrzasnęli drzwi przed nosem 25 lat temu za to, że jako panienka zaszła w ciążę z żonatym mężczyzną (i do dziś nigdy więcej nie otworzyli),
      - kobietę, która zrobiła to samo, gdy jej córka związała się z imigrantem.
      Wcześniej ci wszyscy ludzie byli, jak najbardziej, tolerancyjni.
      Nie zamieściłam listy zjawisk, wobec których brak mi tolerancji (wraz z uzasadnieniem), rzuciłam nośnymi przykładami, więc i w tym miejscu nie palmy głupa. A najlepiej mnie ukamienujmy. W ramach szeroko pojętej tolerancji :)

      Delete
    7. PKanalio, zwróciłeś uwagę w pierwszym zdaniu swojego komentarza na ważną, moim zdaniem kwestię. Od jej doprecyzowania chyba należałoby zacząć dyskusję.

      Delete
    8. Nie wiem dlaczego chciałabyś, by ktokolwiek Cię tu kamieniował i jak w takim razie chciałabyś, żeby przebiegała dyskusja, jeśli nie przez odniesienie się do przytoczonych przez Ciebie przykładów. Nie poczuwasz się do nich osobiście, to tym bardziej nie jest to nic osobistego.
      Z pewnością nie raz natknęłaś się na zjawisko wyglądające mniej- więcej tak:
      "nie jestem antysemitą, ale..."
      "nie jestem homofobem, ale..."
      "nie jestem rasistą, ale..."
      Myślę, że do tej grupy należeli wymienieni przez Ciebie rodzice różnych osób.

      Delete
    9. @Frau Be...
      taki jest ten język polski, że zawiera mnóstwo homonimów i często się zdarza, że ludzie mówią o tym samym, ale tak naprawdę nie o tym samym... w przypadku tolerancji można mówić o "wewnętrznej" i "zewnętrznej"... co prawda są one jakoś ze sobą powiązane, ale nie oznaczają tego samego...
      ale niezależnie od tych różnic znaczeń, to sedno całej dyskusji poruszyła nieco wyżej Świechna, wspominając o tym, czy jakieś zjawisko, zachowanie powoduje czyjąś krzywdę... choćby ten grubas... może mi się /przykładowo/ nie podobać jego powierzchowność, ale czy to jest powód, by go tępić?... jednak gdy zacznie się rozpychać w tramwaju, to powód się może pojawić, ale nie jest nim jego tusza, tylko jego zachowanie... wtedy zachowam się nietolerancyjnie i go prostu obsobaczę... myk jednak polega na tym, że raczej nikt mojej reakcji nie nazwie "nietolerancją", ale pod warunkiem, że obsobaczając go nie wytknę mu jego tuszy...
      czyli jak widać, słowo "(nie)tolerancja" nabiera nowego znaczenia w całej dyskusji... jest nietolerancja nietolerowana, i wtedy się nazywa "nietolerancja" i jest dopuszczalna, która traci nazwę "nietolerancja"... i tak naprawdę, to cały spór jest o te granice dopuszczalności...
      to może tyle w kwestiach językowych...

      Delete
  7. Jestem wielką fanką Frediego, z przyjemnością pójdę na film. W Niemczech dopiero wejdzie na ekrany.
    Co do zawężania się pola tolerancji w Polsce, robi się coraz gorzej. Na szczęście jest jeszcze nadal mnóstwo ludzi, którzy jak się otworzyli to już się nie zamierzają zamknąć. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jest nas sporo, inna sprawa, że sporo nas wybywa do innych rejonów świata ... gdy pójdziesz na film daj znać jak go odebrałaś :)

      Delete
  8. Byłam i jestem fanką Frediego więc też z przyjemnością obejrzę film gdy tylko nadarzy się takowa możliwość . Deklaracja tolerancji czy akceptacji nic nie znaczy... Polak w zależności od tego "dla kogo ten wywiad " zezna to co kto zechce usłyszeć. Niestety większość z nas POLAKÓW /nie tylko nauczyciele / to bezkręgowce... z świadomością wielu rzeczy na poziomie wyżej wymienionych bezkręgowców. A jak dodać do tego kołtuńską mentalność ... gołym okiem widać nie może być inaczej .

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nawet jeśli rodaków rozumiem, to rozgrzeszać nie zamierzam.
      Deklaracje to deklaracje, czyny to zupełnie coś innego ... i właśnie o czyny w tęczowym piątku chodzi ... żeby było na świecie bardziej świadomie i przyjaźnie.

      Delete

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim.
Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, take your time.
***

Please, DO NOT comment as Anonymous.
Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated.