Friday, October 19, 2018

In a cup of ...


green tea.
Location: Avoca, Powerscourt House, Enniskerry, Co. Wicklow
Time: last Monday afternoon.

Our chilly day in the south of Dublin. Before the stroll around Powerscourt Gardens (one of the most interesting parts is the pet’s cemetery - I love the idea that someone thought about the cows) for the first time I saw Ireland's highest waterfall.

Cztery godziny pracy uratowały mi ten post. Na Galaktycznej piszę o zeszłej niedzieli, bo wcześniej nie miałam czasu. O grobie dwóch krów napiszę później.

Wiem, że w Polsce galopują wybory. Gdy czytam kto kandyduje w moim rodzinnym regionie ręce opadają. Obydwie osoby znam i nie wiedziałabym jak wybrać mniejsze zło. Moje pierwsze wybory od wielu lat w których nie biorę udziału. Bardzo dziwne uczucie.

13 comments:

  1. Oboje jedliście co innego, Ty widzę deser:-)
    Bardzo mnie ciekawią te zwierzęce groby.
    Przyjrzałam sie kandydatom w moim mieście i naprawdę nie ma na kogo głosować, smutne to...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trochę co innego, ale ja też chyba odsunęłam na bok obiadek, żeby zająć się deserem ;)

      Taki cmentarz widzieliśmy w Powerscourt Estate, ale o tym napiszę na Galaktycznej gdy będę miała więcej czasu.

      Delete
  2. Ja się już przyzwyczaiłam:)
    ale na wybory powszechne chodzę bo mogę:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gdybym nie mogła głosować na Biedronia, to pewnie byłoby mi smutno, a tak mam z głowy trudny wybór, który będzie udziałem moich rodziców.

      Delete
    2. ja stoliczna jestem, wybór dla mnie łatwy

      Delete
    3. Na kogo zamierzasz głosować? :D

      Delete
    4. Wiem , na kogo bym NIE zagłosowała:))

      Delete
  3. Co to jest, te interesujące kwadratowe kulki w miseczce?

    ReplyDelete
  4. istnieje, funkcjonuje taka fraza: "naprawdę nie ma(m) na kogo głosować"... mnie też się ją zdarza czasem powtarzać, ale z dużym przymrużeniem oka... mieszkając w wielkim mieście trudno mi to pojąć na poważnie, bo zawsze coś można wydłubać pozytywnego, nawet gdy pozornie nic nie ma...
    ale to tylko moje widzenie sprawy uwarunkowane owym miejscem zamieszkania... niedawno rozmawiałem z paroma osobami, które mieszkają w takich czarnych dupach, gdzie NAPRAWDĘ nie ma na kogo głosować, np. jedyni kandydaci na wójta to fundamentalny katol, a drugi pisowski (neo)komuch, czyli też katol i weź tu wybieraj, jeśli jeden i drugi (przykładowo) chce postawić w gminie kościół, zaś cała ich różnica zdań polega na wyborze projektanta...
    nie dysponuję nadmiarem empatii, jednak poczułem tych ludzi mieszkających w czarnych dupach, gdzie wolność ma marnu szansu się przebić... no, i co ja mam takim ludziom powiedzieć, skoro oceniam sytuację tak, że nie pora jeszcze olewać wybory, niczym za poprzedniego peerelu... mówię im tedy "idź, zagłosuj nieważnym formalnie głosem, narysuj na karcie do głosowania cokolwiek, np. Gąskę Balbinkę z obnażonym, squirtującym kroczem", bo uważam, że lepiej coś robić, niż nic nie robić... "wu wei" /strategia niedziałania/ nie na tym polega, by nadstawiać zadek do kopania...
    p,jzns :)...

    ReplyDelete
  5. Chętnych na urzędy nie brakuje ... natomiast brakuje ludzi charyzmatycznych, merytorycznie przygotowanych, takich którzy maja osobowość a co za tym intelekt, napęd do działania i emocje na właściwym poziomie, ludzi kreatywnych, odważnych, silnych, konsekwentnych, śmiało podejmujących decyzje i biorących za nie odpowiedzialność.
    Nasz rodzimy elektorat niestety w większości składa się z miłośników "oper mydlanych", wszelkich seriali i wybiera w sposób mało świadomy ... po prostu osoby, które oczarowały, skokietowały go najbardziej. No i mamy zwykle to co mamy.

    ReplyDelete

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim.
Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, take your time.
***

Please, DO NOT comment as Anonymous.
Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated.