black tea.
Location: friend's back garden, Carlingford, Co. Louth.
Time: Sunday the 20th of June, afternoon.
Zeszła niedziela też była piękna (jak powyżej), w międzyczasie zdążyliśmy pojechać do Donegalu i wrócić. Rozmasowuję bolące miejsca, zapycham głód kaczym udkiem, zapowiadam więcej filiżanek z ostatniego weekendu i zostawiam myśl którą przeczytałam gdzieś tuż przed wyjazdem:
Matki wychowują swoje córki, a synów kochają.
Co myślisz?

Deser bardzo na czasie.
OdpowiedzUsuńTrudno mi cos powiedzieć na temat wychowania synów i córek, mam jedynaka, a moi rodzice chyba nie robili różnic, w każdym razie trzeba by zapytać brata...
Z pewnością myśl zbyt ogólna jest niesprawiedliwa dla wielu.
UsuńSzybki deser był dziełem naszej przyjaciółki. Dobrze jest znać ludzi :D
W cytowanej myśli jest wiele niesłodkiej prawdy. Dla równowagi trzeba jednak zauważyć, że córki często są uwielbiane przez tatusiów. Walka płci obowiązuje nawet wśród najbliższych:))
OdpowiedzUsuńNie wiem o ile w tej myśli jest prawdy o najmłodszym pokoleniu rodziców. Może wszystkich tak samo nie wychowują? ;)
Usuńnieodparcie kojarzy mi się książka "Souad - Spalona żywcem", gdzie sytuacja ujęta w cytacie ukazana jest wyjątkowo wyraziście, rzecz w relacjach systemu patriarchalnego, w którym synowie są kontynuacją "biznesu", więc trzeba na nich chuchać i dmuchać, a córki to towar do sprzedania, czasem wręcz zbędny balast zalegający magazyn, żeby go gdzieś upchnąć trzeba go odpowiednio przygotować...
OdpowiedzUsuńale tak naprawdę, to nie trzeba tego szukać w jakichś egzotycznych (islamskich) okolicznościach, relikty takich relacji, aczkolwiek w subtelniejszej formie, funkcjonują tu lub tam także w Polsce, która kiedyś faktycznie była katolickim krajem i działał podobny system, zaś fundamentaliści marzą o tym, aby ten system powrócił...
p.jzns :)
Kobieta jest przeznaczona do usług, mężczyzna do rządzenia. I oczywiście zaraz może się pojawić skojarzenie z fundamentalistami religijnymi innymi niż katolicyzm. Ale dlaczego w takim razie w moim pokoleniu tak niewielu facetów mając lat 20 umiało sobie zaparzyć herbatę? (bo przecież nie każdy był przysposabiany do życia ze służbą, no chyba, że z góry zakładano służbę w postaci żony).
UsuńW takim ukladzie, idac owymi stereotypami, mozna by bylo powiedziec, ze ojcowie wychowuja swoich synow a corki kochaja:)
OdpowiedzUsuńCos w tym chyba jednak jest, jakas drobinka prawdy, jak w kazdym powiedzeniu. Mysle, ze to mialo zwiazek z przeszloscia. Z rola kobiety i mezczyzny w spoleczenstwie. Z oczekiwaniami jakie spolecznosc miala wobec kobiet i mezczyzn. Moi dziadkowie inaczej wychowywali syna, dziedzica i kogos kto zachowa nazwisko, niz corki. O dziwo syn nazwisko zachowal, ale cos mi sie wydaje, ze nigdzie dalej sie ta rodzinna ( nazwiskowa) tradycja nie przeciagnie. Wuj jest bezdzietny.
Jakby to ujac(?) Inne wymagania byly wobec facetow inne wobec kobiet. Kobiety trzeba bylo trzymac krotko:)) Dziewice do slubu, nie mogace wczesniej zajsc w ciaze bo to dopiero bylaby hanba dla rodziny, a faceci(?). No coz? Niech zdobywaja na kazdym gruncie doswiadczenie poza domem.
Znam jednak troche kobiet nie okazujacych swoim synom milosci. Jakos im nie po drodze ze soba.
Wychowanie zakłada przystosowanie dziecka do samodzielnego życia. Przynajmniej takie mam odczucie, że myśl kręci się wokół tej definicji. Nie chcę odbiegać w zbyt historyczne sytuacje, faktem jest, że wielu panów w pokoleniu moim i ew. moich rodziców nie radzi(ło) sobie z samodzielnym życiem (domową dyscypliną, tym, że czasami trzeba zrobić coś, czego się robić nie lubi, planowaniem, np. posiłków). Jeśli wrócić do kliszy kulturowej, że to kobieta zostaje kilka lat po urodzeniu dziecka w domu, bo je WYCHOWUJE (kobiety niekoniecznie tak robią, ale są takie, które tak robią), to brak samodzielności częstszy u chłopców jest intrygujący. I stąd pewnie wzięła się taka (czyjaś) myśl.
UsuńMatka trojga,2 facetów i jedna girl nie odnajduję się w tym zdaniu. Po pierwsze oboje rodzice wychowują dzieci. Mój małż jest fantastycznym zaangażowanym ojcem. Po drugie, jak słowo daję nie robiłąm różnicy między tym czego wymagam od dziecka w zależności od płci. I tak np najstarszy kiedy urodziła mu się siostra karmił piersią misie, a córka nigdy nie bawiła się barbie, bo nie lubiła. Syn zawsze był porządnicki, a córka bałąganiara, tak im pozostało.
OdpowiedzUsuńZ najmłodszego wyrasta fajny, zaradny człowiek też
Rodzicielstwo to jest trudne zadanie rozciągnięte w czasie, tym większa satysfakcja gdy jakoś uda się wybrnąć na plusie. Jeśli czujesz, że Twoje dzieciaki to fajne człowieki to takie poczucie jest chyba jednym z większych szczęść w życiu :)
UsuńJest!!
UsuńBardzo mnie to cieszy! 😚
UsuńMatki najczęściej robią córkom to, co im zrobiono. Co im zrobiły babki i ich matki. To jest wielowarstwowe. Im bardziej mama siebie nie lubi, tym bardziej będzie "wychowywała" córkę. Kiedyś przeczytałam na czyimś blogu: wychowałam córkę dobrze, nie puszcza się na lewo i prawo...Och, ile w tym zadaniu było o matce, wcale nie o córce. Córka dostał rykoszetem...Taki puzzel do układanki :)
OdpowiedzUsuńZapewne tak jest, choć jako optymistka zakładam, że można to błędne koło przełamać.
UsuńW ogóle w naszych ocenach innych ludzi jest zawarta myśl, co jest dla nas wartością, jak żyjemy, co nam się zdaje. Czasami nasza opinia o innych lepiej opisuje nas samych, niż reszta autoprezentacji nad którą się nam zdaje, że panujemy. O córce z przytoczonego przez Ciebie zdania nadal trudno cokolwiek się wywiedzieć — osoby mocno kontrolujące są zazwyczaj na potęgę oszukiwane przez bliskich, w efekcie nie za dobrze ich znają. Pozdrawiam :)
Jasne, że można. Czytałam Biegnącą z wilkami i parę innych rzeczy :)
UsuńI ja wiem, że w tym co ludzie mówią o innych, zawarta jest prawda o nich samych. Naga, bym powiedziała. Od kiedy słucham tak odwrotnie, mam więcej zrozumienia dla innych i siebie. Bo my wszyscy tacy sami jesteśmy jednak :)
A o córce ta kobitka dopowiedziała w tej dyskusji, że grzeczna, że ubiera się nie jak latawica, że nie ma w głowie chłopaków tylko naukę :) Była z niej bardzo dumna, o zgrozo :D
Mam nadzieję, że córka była dobra w oszukiwaniu mamy...
I ja pozdrawiam :)
Z rozpędu dodam, żem w temacie, bo właśnie czytam: Być córką i nie zwariować- Kasi Miller. Nowa na rynku i warto poczytać :)
UsuńMiller jest w porządku, choć bezpośredniość w opisie patologii relacji rodzinnych nie zawsze zjednuje jej fanów (czemu zresztą trudno się dziwić).
Usuń