A konkretnie o sprzątaniu przed śmiercią (albo w związku ze śmiercią). Pomyślałam sobie, że o tym napiszę, bo temat pociągnęła na innym moim blogu @Aśka i zatrzymałam się nad tym na chwilę. Poza tym niedawno umarła Margareta Magnusson, autorka książki o porządkowaniu swojego życia przed śmiercią. W związku z tym drugim, media przypomniały sobie o idei döstädning i odgrzewają kotleta. Najpierw, co odpowiedziałam @Aśce, wspomnę tutaj:
(...) w ogóle nie lubię idei "żeby innym nie robić kłopotu". Sama decyduję o tym, co mi sprawia kłopot :)
Rozumiem, że ktoś np. pali swoje listy, bo nie chce ludziom pokazywać, że był durny (choć jest to ocena subiektywna, ludziom nie podobają się w sobie najdziwniejsze, bo zupełnie normalne rzeczy), ale już palenia zdjęć po prostu nie pojmuję (nie po to je przecież robiono, idea fotografowania jest sprzeczna z ideą ciągłego sprzątania po przodkach). Jeśli chodzi o walające się fotki, listy itd. ... gdyby się nie walały, bo ktoś by je wrzucił do kubła na śmieci (zutylizował odpowiednio), nie byłoby Ci smutno, ale czy to znaczyłoby, że świat byłby od tego lepszy? No nie. Świat by Cię tylko sprawniej oszukiwał [że dba o przodków, pamięć, że nie ma ludzi umierających samotnie]. Nie chcę odwracać oczu od realiów. Każde niepodpisane zdjęcie jest zagadką, przygodą, każda po(d)pisana książka również.
Uważam, że zarówno hoarding, jak i nadmierne sprzątanie, są formą zaburzenia kontroli. Występują często, bo znaleźć równowagę (złoty środek) to najtrudniejsza sprawa, ludzie mają jednak tendencję do wpadania w skrajności (na dodatek sprzątanie jest u kobiet nagradzane społecznie). Dobrze jest, gdy rzeczy pozostają, nawet jeśli to istnienie bez kontroli, rzucenie w świat - wbrew pozorom większość muzealnych artefaktów to przedmioty po zwykłych ludziach [a nie po ludziach sławnych; w ogóle czas mocno weryfikuje sławę, nie zawsze są sławni ci, którzy byli sławni w "swoich" czasach, albowiem nieśmiertelność is a bitch].
Taki wątek ciągnęłam. Wcześniej jeszcze twierdziłam, że wyrzucanie/niszczenie książek po zmarłych, ich listów, zapisków jest wg mnie jasnym sygnałem, że piśmienność to słabo przyjęta umiejętność, jest powierzchowna, pod spodem nadal płynie prąd umysłowości niepiśmiennej, dla której ludzie znikali w momencie, gdy nie widziało się ich twarzy przez jakiś czas. Tym się zresztą dla mnie różni pochodzenie szlacheckie od pochodzenia chłopskiego (jest to absolutnie zasadnicza różnica: podejście do pamięci o zmarłych): po jednej stronie zachowywanie świadectwa pisanego, trzymanie rekordów, duma z wad przodków, po drugiej natychmiastowe pozbywanie się artefaktów, sprzątanie, zmyślanie o przodkach pozytywnych historii, bo tylko dobry chłop ma wartość.
Krzywię się na niszczenie, ale jak najbardziej popieram przedśmiertne rozdawnictwo, nadanie rzeczom kierunku (tu się pewnie też ktoś nie zgodzi — potomkowie mają mocne przywiązanie do rzeczy, które zasadniczo jeszcze do nich nie należą, i uważają często, że rodzice nie mają prawa rozdawać, bo oni chcieliby dostać i zmarnować osobiście, własnymi rączkami). Rozumiem, że dla osób żegnających się z życiem, żegnanie się z przedmiotami może być terapeutyczne. Poza tym bez wyjątku zawsze warto wyprostować sytuacje prawne, ale to inna kategoria spuścizny. Nie popieram natomiast argumentacji Magnusson, że należy po sobie posprzątać, aby zaoszczędzić potomkom emocjonalnego cierpienia związanego ze sprzątaniem. Yyyyy, jest w tym założenie, że każdy kto przegląda rzeczy po bliskich zmarłych cierpi emocjonalnie. No nie. Relacje między ludźmi są różne, każdy umysł jest inny. Są ludzie, którzy cierpią emocjonalnie pod byle pretekstem, oraz osoby zrównoważone, którym działanie pomaga tę równowagę zachować ...
Porządkowanie tak
OdpowiedzUsuńNiszczenie nie
Zwłaszcza zdjęć.
Po śmierci taty dostałam od macochy skrzynkę różności. Jeszcze nie mam w sobie mocy na przerobienie ale na pewno się z tym zmierzę. Nie ma tam nic nadzwyczajnego. Zdjęcia zresztą już obejrzałam, bezcenne.
@Rybeńko, podobnie: porządkowanie tak, niszczenie nie. Ileż ja bym dała, żeby przechowały się zdjęcia niektórych moich przodków! Dlatego nie przepadam za negatywnym " a kogo to będzie kiedyś obchodziło?". Właśnie, że nie wiemy kogo, warto uznać tę niewiedzę.
UsuńEmocjonalne cierpienie przy sprzątaniu po zmarłym jest dla mnie częścią żałoby, żegnania się za zmarłym i artefaktami z jego życia. Jesli zmarly byl nam bliski, zaloba jest faktem i trzeba przez nią jakoś przejść. Nie wyobrażam sobie ze moi rodzice by umarli, a ja bym weszła do pustego domu...
OdpowiedzUsuńMoja szwagierka popełniła samobójstwo przedtem wszystkie osobiste rzeczy wyrzucając, nie został nawet karteluszek z jej pismem. Było to jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń, gdybym nie miała jej zdjęcia w swoim albumie nic by po niej nie zostało. Do dziś odbieram to jako okrutna karę dla żywych.
Innyglos
@Innyglosie, przykra sprawa ze szwagierką, tyle tylko, że... chyba każdy ma prawo odejść na własnych zasadach. Nie wiem jakie były relacje rodzinne u Was i w sumie nie jest to ważne, ale skoro odbierasz to jako karę, to chyba nie do końca wszystko było ok. No chyba że jakaś choroba pchnęła szwagierkę do takiego odejścia i nie myślała/nie zauważała tego, że innych krzywdzi. Chciała zniknąć i poniekąd jej się to udało. Poniekąd, bo nie mogła zniszczyć tego, czego nie miała w swoim zasięgu.
Usuń@Innygłosie, jeśli takie cierpienie nie rozwala nam całego systemu, jest koniecznym etapem żałoby, czymś przez co warto przejść, aby na końcu poczuć się lepiej, inaczej.
UsuńCzasami ludzie w depresji proces niszczenia, unicestwiania rozciągają na rzeczy. To jest chyba bardzo egocentryczny proces w którym nie ma miejsca na nic innego poza własnym cierpieniem.
Zgadzam sie Monika, depresja tak zamiata ze nie ma miejsca na nic innego. Zniszczenie dotyka tej osoby I wszystkiego wokol.
UsuńInnyglos
Aska - oczywiscie, ze kazdy ma prawo odejsc na wlasnych zasadach. A osoby ktore zostaja maja prawo do swojej oceny i odczuc, oraz mamy prawo oceniac zmarlych. Moja szwagierka nie mnie chyba chciala ukarac, bo ja nie bylam jej az tak bliska, nie jest to przeciez moja rodzina, a ja i inni dostali odpryskiem. Bardzo jej wspolczuje to malo powiedziane, ale to unicestwienie wszystkiego wokol nadal odbieram jako agresje przeciw sobie I swiatu. Rozumiem wyrzucanie pamietnikow czy intymnych zdjec, ale to co innego.
UsuńChyba sa dwa rodzaje sprzatania po sobie - zeby nie robic klopotu innym po smierci I zeby wlasnie zrobic klopot. Czasem jedno chowa sie pod plaszczykiem drugiego.
Innyglos
Nie raz w pracy słyszałam zawód osób, których już zmarli członkowie rodzin zniszczyli jakieś zdjęcia czy dzienniki. Dla mnie takie pamiątki byłyby istotnym elementem zaakceptowania czyjejś śmierci, a z biegiem czasu patrzyłabym na nie z uśmiechem i wspominałabym dobre chwile.
OdpowiedzUsuń@Dario, jak napisałam wyżej, dużo bym dała za zdjęcia lub notatki z czasów młodości moich dziadków, ale jest tego bardzo mało, chłopi zapisków nie cenili, nie uważali, że ktoś kiedyś będzie się interesował.
UsuńMiałem chęć napisać z przekory, że bardzo popieram takie przedśmiertne sprzątanie, każdy staruszek powinien swoim spadkobiercom zostawiać jedynie kasę na koncie, a nie jakiś ruchomości, przez które się trzeba napocić, latając nie wiadomo ile razy na śmietnik przy opróżnianiu mieszkania.
OdpowiedzUsuńAle akurat w tym temacie myślimy chyba identycznie.
Też odrzucam ideę, że należy sprzątać, żeby ułatwiać cokolwiek bliskim, którzy zostają. I to nie tylko dlatego, że ludzie są różni i różnie reagują po śmierci bliskich (mnie osobiście nagromadzenie rzeczy po babce w ogóle nie przeszkadza). Nie podoba mi się samo oczekiwanie, że ktoś będzie dostosowywał życie pod nasze oczekiwania, a czasem się właśnie trafia na teksty typu: "Babcia ma tyle gratów w mieszkaniu. Co ja z tym wszystkim zrobię po jej śmierci?". Zawsze mam wtedy chęć odpisać "Może będziesz miała farta i umrzesz wcześniej" albo "Nie martw się, może babcia zapisze mieszkanie komuś innemu, na Kościół na przykład i uwolni cię od problemu".
@Dariuszu, bez przekory? :D No tak, denerwuje mnie zabieranie starszym osobom podmiotowości. Oczywiście, jako akuratnisia chciałabym zrobić wszystko po swojemu, wiem najlepiej jak jest zdrowo i tak dalej ... ale ... domyślałam się co taka nasza babcia Mania czuła w obliczu zmieniających się czasów. Skoro wszystko się zmienia, niech chociaż w domu będzie tak, jak się chce mieć. Majątek pozostały po zmarłym to aż nadto, a jęczenie o tym, że babcia zostawiła graty i olaboga, to jest raczej problem pierwszego świata, podobny do narzekania co teraz zrobić z butelkami z kaucją.
Usuń(odpowiedź godna pana Benneta ;))
Cokolwiek zrobi człowiek za życia- ze swoimi rzeczami- jest jego wyborem, tak jak i to co inni zrobią po jego śmierci. Z rzeczami , fotografiami...pamiątkami. Przy bliskich relacjach- można konsultować ewentualne decyzje co do spuścizny, albo przekazać wcześniej coś z czym osobiście nie czujemy się związani. Tak sobie myślę...
OdpowiedzUsuń@w temacie, oczywiście, cokolwiek zrobisz ze swoimi zdjęciami jest wyborem, chodzi tylko o to, że w przypadku dumania "komu to będzie potrzebne", są to wybory oparte na zmyśleniu. Nie wiemy kto kiedyś będzie o nas myślał. Jest jeszcze temat fotografii i pamiątek, które do nas należą, ale przedstawiają wcześniejsze pokolenia. Niby wszystko z nimi możemy, ale niszczenie ich bez uwzględnienia, że jest jakiś świat poza czubkiem naszego nosa to, pardo moi, zwykłe kurestwo. Idea przekazywania swoich rzeczy osobistych dalej jest mi bardzo bliska.
UsuńNie jestem fanką gromadzenia pamiątek, po przodkach, ale niewatpliwie jeżeli już to selekcji wg.jakiegoś własnego klucza się dokonuje. Tym bardziej, że na tych pamiatkach bazuje historia rodziny, państwa, itd. jest to dla wielu osób niezbędny element ich rzeczywistości/ życia. Powodów jest wiele...
UsuńMyślę,ze sporo się w tej materii zmieniło,ze odchdzenie nie jest już tematem tabu - do niedawna człowiek był oszukiwany przez lekarzy,rodzinę "dla jego dobra":Chyba powoli podchodzimy do smierci,umierania w sposób bardziej swiadomy,łatwiej jest nam o tym mówić.Wielu ludzi chce odejść z tego świata ze swiadmoscia,ze co mogli zalatwic,zrobic,jest zrobione,zabezpieczone,rozdysponowany tzw.majątek ruchomy.Ale nie zawsze jest na to czas,nie zawsze człowiek zdąży "pozamykać drzwi."
OdpowiedzUsuńSprzatanie po bliskich zmałych jest fazą żałoby,nie wybrazam sbie,zeby w tym nie uczestniczyć po śmierci rodziców.U nas prawie wszystko po nich zostało,lącznie z domem. Książki,meble,parę wyblakłych zdjęc z maturalnej klasy, na ktorych trudno ich rozpoznać.
@ja-Ewo, czytałam takie historie. Wielkiemu Gérardowi Philipe rodzina podobno wciskała kity do samiusieńkiego końca (aktor zmarł na raka wątroby).
UsuńZamykanie drzwi złe nie jest (rozumiem, gdy ktoś sam chce dokonać selekcji materiału, ale ... w tej selekcji warto też myśleć o innych, więc rozdawanie tak, niszczenie nie). Sprzątanie po zmarłych jest formą unaocznienia sobie, że teraz będzie inaczej, bez tego człowieka. To jest domknięcie pewnego etapu. Ludzie niepotrzebnie próbują przez niego przeskoczyć. Tzn. można, ale nie wiem, czy to jest bardzo mądry sposób na życie.
Oj, tak - bardzo inaczej..Często dom w czasie choroby zamienia się w szpital.Pielęgniarka,sprzet,przemeblowanie, to też znam.Domu,w ktorym mieszkali rodzice,do ktorego chetnie przyjezdzalismy my ze swoimi dziecmi,w czasie choroby taty,juz nie było.Skończył się,choc stal w całosci na swoim miejscu.Trzeba się było nauczyc wypełnić opustoszałą przestrzeń..zajęło mi to parę lat.
UsuńW poprzednim komentarzu/na drugim blogu nie do końca miałam na myśli to, żeby innych nie kłopotać. Bardziej chodziło mi o to, że ja nie chciałabym zostawiać po sobie rzeczy bardzo osobistych wiedząc, że trafią w ręce kogoś przypadkowego, albo w ręce kogoś z rodziny i spowodują jakiś dyskomfort, bo przeczytają o sobie coś w moich pamiętnikach czy listach albo będą przeglądali zdjęcia, które nie były przeznaczone dla ich oczu. I trochę się nie zgodzę z tym, że nie należy niszczyć zdjęć, bo nie po to się je robiło, wywoływało, żeby potem spalić. Jeżeli wywołałam jakieś zdjęcia to one były dla mnie ważne, ja na nie patrzyłam, nie wieszałam na ścianie na widok rodziny czy znajomych, więc nie widzę powodu, żeby ktoś po moim odejściu miał je przeglądać 🤔🙂 Nie wiem, może jestem zbyt przewrażliwiona, ale słowa osobiste, prywatne, mają dla mnie znaczenie...
OdpowiedzUsuń@Aśka, pewnie to zależy od tego, jakie mamy intencje. Rozumiem też, że są osoby, które po prostu chcą być zapomniane.
UsuńPowiem Ci, że ja prowadząc swoje blogi w internecie, mam nadzieje, że będą na zawsze i moje prawnuki będą mogły się wiele o mnie dowiedzieć. Mając na uwadze taki target, trzeba się starać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
@137, masz dzieci? :)
Usuń