niedziela, stycznia 12, 2025

Powroty

Od czasu do czasu odbywają się u nas różnego rodzaju powroty. Obecnie powrót zalicza the Cure, za sprawą nowej płyty (kto by pomyślał!), ale też poprzednich albumów sprytnie przez męża zbunkrowanych w naszym tycim domku. 

The Cure na topie byli na przełomie lat 80. i 90. "Songs of a Lost World" jest ich czternastą płytą studyjną, poprzednią nagrali 16 lat temu. No i proszę.

The Cure — Endsong.

10 komentarzy:

  1. Tak. I ja się wreszcie doczekałam.
    W końcówce lat dziewięćdziesiątych zrobiłam spektakl z ich tekstami a muza towarzyszyła mi czesto...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Teatralna, nie zawsze takie "powroty" są istotne, wielu topowych artystów z tamtych czasów przepadło w otchłani. Ale the Cure nigdy nie grali muzyki bardzo modnej, w sensie: byli popularni, ale mieli jednak własny, rozpoznawalny styl i określony przekaz. Przy okazji odkryłam, że w 2024 powrócili z płytą także New Kids on the Block :D

      Usuń
    2. Mnie było blisko i do muzy i do przekazu. To byl bardzo wazny dla mnie czas i muza. Ten powrót nadal bardzo teatralny.

      Usuń
    3. @Teatralna, ja z kolei nigdy wielką fanką nie byłam. Akurat w tamtym czasie fascynowało mnie co innego (zasłuchiwałam się w The Doors). Widocznie musiałam dorosnąć :D

      Usuń
  2. Punkowo- gotyckie klimaty. I brzmią niepokojąco, mocno, z charakterem. Bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jaskółko, na pierwszy rzut ucha widać, że to alternatywa. Kto z popularsów nagrywa dzisiaj kawałek trwający 10 minut z czego połowa to sama muzyka?

      Usuń
    2. Wiem, że alternatywa i można jeszcze kilka rodzajów im przypisać:):):) Ok, niech będzie. Mnie się klimat ich muzyki podoba.

      Usuń
    3. @Jaskółko, punk, gotyk i alternatywa się nie wykluczają. U mnie podobnie, choć muszę mieć odpowiedni nastrój (niekoniecznie bardzo pesymistyczny).

      Usuń
  3. Niesamowitą frajdę sprawiła mi ta płyta. No i poruszyła wspomnienia - najwięcej The Cure słuchałem między 17-tym a 25 rokiem życia, co się nakłada na całą serię szaleństw, durnoty pospolitej i wielostopniowej, a także całkiem przyjemnych ekscytacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Wolandzie, no proszę, mamy oddzielne doświadczenia, które dzięki muzyce stają się wspólnymi doświadczeniami. A przy tym potwierdza się, że (w rzadkich przypadkach!!) smęcenie bywa wdzięczne (patrz → Marillion).

      Usuń

Bardzo proszę NIE komentuj jako Anonim. Nie toleruję spamu i wulgaryzmów. Komentarze są moderowane, więc take your time. Jeśli uporczywie piszesz nie na temat, w końcu zrobi Ci się przykro (mam doktorat z rugowania trolli i jęczybuł). Dodatkowo: jeśli podejrzewam, że komentarz został napisany z pomocą AI, nie puszczam go — tobie nie chce się pisać, mnie nie chce się czytać.

***


Please, DO NOT comment as Anonymous. Talk sense. Spam messages and filthy language won't be tolerated (I have a PhD in silencing trolls & crybabies, summa cum laude). In addition: I block comments that look like AI created — you have no time to write yourself, I have no time to be bothered, it's as simple as that.