Od czasu do czasu odbywają się u nas różnego rodzaju powroty. Obecnie powrót zalicza the Cure, za sprawą nowej płyty (kto by pomyślał!), ale też poprzednich albumów sprytnie przez męża zbunkrowanych w naszym tycim domku.
The Cure na topie byli na przełomie lat 80. i 90. "Songs of a Lost World" jest ich czternastą płytą studyjną, poprzednią nagrali 16 lat temu. No i proszę.
Tak. I ja się wreszcie doczekałam.
OdpowiedzUsuńW końcówce lat dziewięćdziesiątych zrobiłam spektakl z ich tekstami a muza towarzyszyła mi czesto...
@Teatralna, nie zawsze takie "powroty" są istotne, wielu topowych artystów z tamtych czasów przepadło w otchłani. Ale the Cure nigdy nie grali muzyki bardzo modnej, w sensie: byli popularni, ale mieli jednak własny, rozpoznawalny styl i określony przekaz. Przy okazji odkryłam, że w 2024 powrócili z płytą także New Kids on the Block :D
UsuńMnie było blisko i do muzy i do przekazu. To byl bardzo wazny dla mnie czas i muza. Ten powrót nadal bardzo teatralny.
Usuń@Teatralna, ja z kolei nigdy wielką fanką nie byłam. Akurat w tamtym czasie fascynowało mnie co innego (zasłuchiwałam się w The Doors). Widocznie musiałam dorosnąć :D
UsuńPunkowo- gotyckie klimaty. I brzmią niepokojąco, mocno, z charakterem. Bardzo lubię:)
OdpowiedzUsuń@Jaskółko, na pierwszy rzut ucha widać, że to alternatywa. Kto z popularsów nagrywa dzisiaj kawałek trwający 10 minut z czego połowa to sama muzyka?
UsuńWiem, że alternatywa i można jeszcze kilka rodzajów im przypisać:):):) Ok, niech będzie. Mnie się klimat ich muzyki podoba.
Usuń@Jaskółko, punk, gotyk i alternatywa się nie wykluczają. U mnie podobnie, choć muszę mieć odpowiedni nastrój (niekoniecznie bardzo pesymistyczny).
UsuńNiesamowitą frajdę sprawiła mi ta płyta. No i poruszyła wspomnienia - najwięcej The Cure słuchałem między 17-tym a 25 rokiem życia, co się nakłada na całą serię szaleństw, durnoty pospolitej i wielostopniowej, a także całkiem przyjemnych ekscytacji.
OdpowiedzUsuń@Wolandzie, no proszę, mamy oddzielne doświadczenia, które dzięki muzyce stają się wspólnymi doświadczeniami. A przy tym potwierdza się, że (w rzadkich przypadkach!!) smęcenie bywa wdzięczne (patrz → Marillion).
Usuń